Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Podróże Egipskie rozmaitości

Egipskie rozmaitości

29 listopad 2007
A A A
Jeżeli przeglądając folder z biura podróży ktoś zastanawia się, czy Egipt nie jest przypadkiem zbyt przereklamowany, niech pakuje walizkę i kupuje bilet lotniczy! Wśród krajów regionu Morza Śródziemnego jest to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc. Już sama podróż samolotem z zachmurzonej Europy poprzez czyste przestworza afrykańskie zwiastuje pobyt pełen wrażeń.
Hurghada – McArabija na Sheraton Road

Położona nad Morzem Czerwonym Hurghada to popularna, typowa miejscowość turystyczna, która rozwinęła się na przestrzeni ostatnich 30 lat z niewielkiej wioski rybackiej. Miasteczko rozciąga się wzdłuż plaży na długości około 20 kilometrów. Nieasfaltowe boczne uliczki pełne gruzu, pyłu i piachu sprawiają wrażenie jakby miejsce to poza główną ulicą i pasem hoteli było ogromnym placem budowy. Na Sheraton Road handlarze zachęcają do obejrzenia ich sklepu, wołając najczęściej „Good price!”, „Dobra cena!”, próbując jednocześnie poznać nasze imiona. Jest tu tyle Polaków, że nie tylko w hotelowej recepcji, ale też w centrach handlowych (gdzie ceny są ustalone, ale wyższe od tych, które można utargować) słychać polską Vivę lub polskich wykonawców (np. Brodkę), natomiast w kafejkach internetowych na każdym komputerze zainstalowano gadu-gadu. Na ulicach słyszy się arabski, rosyjski, angielski, polski, niemiecki. Wiele napisów jest także w cyrylicy, szczególnie na ulotkach reklamujących kluby.

Do miasta najprzyjemniej wychodzi się wieczorami, tym bardziej, że sklepy są czynne przynajmniej do północy. Kiedy słońce znika za horyzontem, Harafisz, jedna z licznych kafejek z shishą, wypełnia się ludźmi. Fajka wodna jest tu bardzo tania (2-5
PLN), ale niejednokrotnie trzeba się targować. Ceny w McDonald’s są ustalone z góry. W ramach ciekawostki można spróbować lokalną odmianę McChicken’a, czyli McArabia – chleb pita z kotlecikami z kurczaka. W niektórych miejscach można natrafić na pokazy tańca brzucha, tańczących derwiszy i taniec w tradycyjnych arabskich strojach, jeżeli hotel nie zapewnia odpowiednio dobrej rozrywki. W nocy nie można tylko pływać, ponieważ po zmroku na żer wypływają jadowite „lwie ryby”. Temperatura wody w lipcu sięga około 27 stopni (przy temperaturze powietrza 38 stopni). Nie można niestety wybrać się na zbyt długi spacer po plaży, bo każdy jej kawałek jest prywatną własnością hoteli. Za publiczne zaś trzeba płacić. Takiej sytuacji nie ma chociażby w Aleksandrii, gdzie wykupywanie plaż jest zakazane.

Kobiety nie muszą za bardzo przejmować się kwestią ubioru w tym muzułmańskim kraju. Aczkolwiek, jeśli chcemy uniknąć narzucających się Arabów i zawołań typu „Shakira, Shakira!”, to lepiej nie chodzić po ulicach bez mężczyzny u boku i w mini spódnicy czy krótkich spodenkach. Zdecydowanie mniej natarczywi Egipcjanie to pracownicy hotelów, mężczyźni od sprzątaczy po menadżerów. Wysoki wskaźnik maskulinizacji tutaj nie wynika bynajmniej za faktu, iż Arabki nie mogą pracować w hotelach – powodem jest raczej emigracja mężczyzn do miast. W samej Hurghadzie mieszka znaczny odsetek ludności napływowej.

Kobietami musi zawsze opiekować się rodzina. Jedynie mężatki pozwalają sobie na pracę wśród innych mężczyzn. I nic dziwnego, w końcu rozmowa pomiędzy przeciętnym Arabem a młodą niezamężną kobietą zaczyna się od pytań: „Russisch? Poland?, Aaa, Poland? Jak się masz, kochanie?”, następnie: „What’s your name? Do you have a boyfriend?” oraz: „Will you marry me?”. Kluczowym pytaniem jest także: „How old are you?”. Jeśli jestem starsza niż myślą (np. 30 lat), może zdarzyć się, że stwierdzą „Oh, so I’m not interested”. Z mężczyznami wykształconymi, żonatymi lub przyzwyczajonymi do europejskich zwyczajów i „nieprzyzwoitego” sposobu ubierania się można pogadać nie tylko o kwestiach matrymonialnych, ale także o kulturze, religii, polityce. Dwa ostatnie tematy są teoretycznie zakazane. Zresztą przeciętny Egipcjanin raczej nie wgłębia się w politykę, ponieważ rząd uważany jest za zbyt skorumpowany, a gazety – za propagandowe. Związki homoseksualne zdarzają się w Egipcie dosyć często; europejski partner nie może jednak mówić o tym otwarcie, ponieważ egipskiemu partnerowi groziłaby policja obyczajowa.

Giftun Island, czyli raj za 20 dolarów

    
Prosto z Hurghady warto popłynąć na widoczną z lądu wyspę Giftun. W cenę od 15 do 25 dolarów wliczony jest snorkling, czyli nurkowanie powierzchniowe wśród koralowych raf. W przejrzystej wodzie napotkać można przepiękne gatunki ryb, czasami natrafia się również na delfiny. Na głębszych wodach, jeśli się przyjrzeć, w niektórych miejscach tuż pod powierzchnią widać dziesiątki małych meduz. Trzeba jednak pamiętać, że Morze Czerwone jest rezerwatem i za wywożenie części raf i muszli (nawet tych sprowadzanych z innych części świata) grozi wysoka kara w Egipcie lub proces sądowy w Polsce. Większość muszli znajdowanych w wodzie pełni funkcję schronienia dla krabów. Czasami te największe i najpiękniejsze wyławiają tubylcy, a stworzenie je zamieszkujące ląduje na patelni jako wielki przysmak.

Przepiękne rafy spotyka się w Sharm el Sheikh, położonym na półwyspie Synaj, więc miejscowość tę poleca się szczególnie osobom planującym nurkowanie. Stąd jednak droższa będzie wycieczka samolotem do Kairu i Luksoru. Z Hurghady codziennie formowane są konwoje – kilkadziesiąt autokarów z turystami zbiera się w jednym miejscu i pod kontrolą policji wyrusza w podróż. Po ubraniach policji turystycznej można odróżnić, którą mamy porę roku – białe mundury w lecie, czarne w zimie.

Wracając do kwestii stroju, Egipcjanki na ulicach Kairu, Hurghady czy w Luksorze noszą raczej kolorowe chusty, czasem ozdabiane spinkami i kolczykami, a czarne abaje spotyka się bardzo rzadko. Na wystawie sklepowej kolorowe sukienki zakrywają ramiona i nogi aż po łydki. Moda egipska, uwzględniająca muzułmańskie zasady moralności, dopuszcza pewne odstępstwa. Dzięki temu młoda Egipcjanka na snorkling wybiera się w ciemnym, przylegającym do ciała, zakrywającym ramiona i uda tylko do połowy stroju kąpielowym. Wygląda na całkiem wyzwoloną. Jej matka natomiast ubrałaby zwykły egipski strój zakrywający całe ciało (i dodatkowo okulary przeciwsłoneczne), który bardziej zadowoliłby strażniczki moralności z alabastrowego meczetu w Kairze.

W muzułmańskim świecie sposób ubierania różni się w zależności od regionu, ponieważ to nie religia, ale tradycja decyduje o tym. Według niektórych tradycji dla kobiet zarezerwowany jest czarny, „przyzwoity” kolor ubrania, natomiast dla mężczyzn biały, ponieważ częściej pracują oni na słońcu, przed którym jasny kolor skuteczniej chroni. Islam wcale nie każe muzułmankom nosić czarnych ubrań, o ile nie są w żałobie.

Papirus: Górny Egipt

Do Luksoru (dawnych Teb) jedzie się przez kamienistą Pustynię Arabską, która stanowi jedno z najgorętszych miejsc na ziemi. Od tego momentu klimatyzowany autokar jest najlepszym schronieniem przed palącym słońcem. Powoduje ono, że zwiedzanie każdego zabytku jest raczej krótkie i bez butelki wody i „świątyń Pepsi Coli”, gdzie można napić się zimnych i ciepłych napoi, byłoby dosyć uciążliwe. Przy każdej okazji, na przykład za podanie ręcznika do osuszenia rąk, jesteśmy proszeni o bakszysz. O ile w pewnych sytuacjach drobny napiwek jest jak najbardziej na miejscu, o tyle po pewnym czasie liczba takich „okazji” zaczyna irytować. Na postojach Beduini sprzedają pamiątki po niższych (utargowanych) cenach niż w Hurghadzie, oferują przejażdżki wielbłądem lub zdjęcia z osłami noszącymi na swoich grzbietach młode koźlęta. W Egipcie nie ma nic za darmo, nawet, jeśli tak wołają w polskim języku. W związku z tym turystów przestrzega się przed uprowadzeniem wielbłądem na pustynię, bo cenę powrotu trudniej utargować. Jednak przy zachowaniu podstawowych zasad ostrożności Egipt jest miejscem dosyć spokojnym i bezpiecznym.

W Luksorze jako pierwsze witają kolosy Memnona, ogromne posągi (w rzeczywistości przedstawiające faraona Amenhotepa III), które śpiewały dopóki nie zostały w starożytności odrestaurowane przez zachwyconego nimi cesarza Severusa. Szczególnie popularne były wśród turystów starożytnej Grecji, którzy kojarzyli historię śpiewającego posągu z jednym z mitów. W świątyni faraona Hatshepsut prace badawcze prowadzi polsko-egipska ekipa. Hatshepsut – kontrowersyjna kobieta – była uważana przez niektórych za pierwszego transwestytę, najprawdopodobniej jednak przedstawiano ją jako mężczyznę dla celów propagandowych: z cerą pomalowaną czerwonymi barwnikami oraz z brodą.

W Dolinie Królów grobowce zachowały starożytne malowidła w intensywnych barwach, wykonane farbami z naturalnych minerałów. W niektórych z nich można spotkać postaci przedstawiane na niebiesko, czyli zmarłych w pośmiertnej drodze. Przepiękne malowidła zachowały się w grobowcu Ramzesa I, jednak w cenie biletu można zwiedzić jedynie trzy grobowce. W jednym z nich przy wejściu mamy przykład, który dzisiaj nazwalibyśmy wandalizmem: Koptowie pozwolili sobie zapisać wejście napisami, łatwo rozpoznawalnymi po literach zbliżonych do greckich. Zaopatrzeni w fonetyczne tłumaczenie egipskich znaków, możemy podjąć próbę odczytania hieroglifów. W grobowcach jest to najczęściej zapis od góry do dołu, czytany od lewej do prawej (czyli w tę stronę, w którą patrzą namalowane ptaki). Szybciej i jaśniej będzie jednak obudzić i zapytać jednego z pracowników. W grobowcach warto spędzić trochę czasu, żeby odpocząć od słońca.

Karnak – świątynia Amona rozbudowywana przez pokolenia – posiada największą salą kolumnową na świecie. Na ścianach świetnie zachowane hieroglify i scenki z życia bogów i królów. Spośród hieroglifów można przynajmniej odróżnić imiona faraonów, umieszczone w owalnych kartuszach. Świątynia jest tak ogromna, że trudno sobie wyobrazić jakby wyglądała odbudowana. Przemierzając uliczki – niegdyś korytarze - napotyka się niezwykłe miejsca – podobno dotknięcie węża namalowanego na jednym z posągów przynosi szczęście. Z kolei siedmiokrotne obejście Skarabeusza, w stronę przeciwną do wskazówek zegara, oznacza spełnienie naszych marzeń. Wygląda to jak żart Egipcjanina, który pragnąłby, aby Skarabeuszowi oddawać cześć. Nie zmienia o jednak faktu, że codziennie tłumy turystów różnych wyznań, w różnych językach liczą swoje okrążenia. Ja też dołączam się do tłumu, wedle starej zasady „podobno to działa nawet, jeśli nie wierzysz”.

Podczas podróży autokarem warto obserwować krajobraz doliny Nilu, której całą szerokość można objąć wzrokiem, aż po pustynię z obu jej stron. Dolina przecięta jest licznymi kanałami, ponieważ od wybudowania Wysokiej Tamy Asuańskiej w 1971 roku Nil już nie wylewa. Ma to skutki pozytywne – człowiek może lepiej kontrolować przyrodę oraz zwiększyć ilość ziem uprawnych, jednak z drugiej strony Nil nie przynosi cennego mułu, rokrocznie nawożącego ziemię i służącego do wyrabiania szarych cegieł. Obecnie domy budowane są z cegieł czerwonych, a pola sztucznie nawożone przynoszą o wiele mniejsze plony. Niegdysiejszy spichlerz Rzymu musi teraz importować żywność, żeby uzupełnić braki. Efektem ubocznym jest też brak krokodyla nilowego.

Obowiązkowym miejscem postoju autokaru są też fabryki: papirusu oraz wyrobów z alabastru. Uwaga! Na egipskich bazarach oferowane są dwa rodzaje „papirusu”: papirus z papirusa i papirus z bambusa. Nie dajcie się zrobić w bambusa. Główna różnica polega na cenie, więc łatwo jest odróżnić te dwa rodzaje. Tanie są również papierosy (Malboro 2,5 PLN), oryginalnie podrabiane zegarki, wyroby ze skóry, ubrania, buty. Na bazarze (suku) znajdziemy kolorowe chusty w orientalne wzory oraz z motywami hieroglificznymi, ubiór do tańca brzucha, fiolki z kolorowym piaskiem przedstawiające wielbłądy i piramidy, fiolki z kolorowego szkła na perfumy. Niestety wiele rzeczy jest „made in China”, często z metkami w języku arabskim (chusty „made in Egypt” zazwyczaj w ogóle nie mają metek). Najlepiej wybrać się na zakupy do największego suku w Kairze.

Lilia wodna: Dolny Egipt

Droga do Kairu (al-Kahyra) z Hurhady, wiodąca przez rozległe pola naftowe, jest dłuższa niż do Luksoru. Wyruszamy zatem w środku nocy. Późniejsze zmęczenie odbija się silniej na organizmie niż niewyspanie w chłodniejszym klimacie, dlatego też warto pojechać na dłużej niż jednodniową wycieczkę i zobaczyć o wiele piękniejszy Kair nocą. Już wjeżdżając do tego dwudziestomilionowego miasta (w całym Egipcie żyje obecnie około 80 milionów ludności) wydaje się, że w tym kraju wielkich budowniczych architekci dawno wymarli. W rzeczywistości za smutny krajobraz niewykończonych domów odpowiedzialna jest polityka państwa. Za każdy ukończony dom trzeba płacić podatki, więc Egipcjanie inwestują raczej w wystrój wnętrza. Ruch uliczny rządzi się własnymi prawami. Kierowcy doskonale radzą sobie bez sygnalizacji świetlnej i jakichkolwiek reguł. Pomarańczowo-grantowe taksówki, zwalniające w nadziei na zabranie pasażera, są szansą na przekroczenie jezdni bez zagrożenia życia. Łatwiej przejść przez ulicę w piątek, dzień wolny od pracy.

W Shahinaz Perfumes Palace w Gizie, jednym z wielu miejsc, gdzie wytwarza się perfumy z kwiatów i innych części roślin, można nabyć esencje najsłynniejszych kompozycji Gucci, Channel, jak i czyste zapachy papirusu, drzewa sandałowego, pomarańczy lub oryginalne mieszanki Secret of The Desert czy Arabian Night. W fabryce dywanów pracują dzieci, których zwinne palce najlepiej nadają się do żmudnego wyplatania szczegółowych wzorów, zwłaszcza dywanów jedwabnych. Aby turyści nie oburzali się, miejsca te nazywa się szkołami. Magiczne słowa: „Visa”, „Mastercard” i „American Express” sprawią, że dywany polecą (samolotem prosto do naszego domu).

Ważnym punktem programu jest Muzeum Kairskie. Przewodnik raczej w pogodny niż ostrzegawczy sposób informuje, że „zdarzały się ataki terrorystyczne na turystów przed muzeum”. W środku można by spędzać całe dnie i nie zobaczyć wszystkich zgromadzonych skarbów, nie wspominając nawet o tych, ukrytych w piwnicach muzeum. Na przełomie czerwca i lipca 2007 roku wystawiono zidentyfikowaną niedawno mumię faraona-królowej Hatshepsut (wcześniej uważaną za zaginioną). Jej mumia jest nie tylko nieźle zachowana, ale daje wyobrażenie piękna rysów jej twarzy.

Przed muzeum rosną symbole Egiptu Górnego: papirusy i Dolnego: lilie wodne. Na tym samym placu widać również najlepszy uniwersytet w Egipcie, American University in Cairo, oraz budynek urzędu, uznawany za symbol biurokracji. Załatwienie w nim jakiejkolwiek sprawy graniczy z cudem.

W nocy nad Kairem górują oświetlane podczas spektaklu „Światło i dźwięk” piramidy. Codziennie w innym języku Sfinks opowiada historie faraonów, królowych, świątyń i grobowców. Piramidy, główny punkt programu, mogą lekko zawieść oczekiwania niektórych turystów ubogim, niezdobionym wnętrzem. W środku jest jednak przyjemniej niż na powierzchni, szczególnie przy temperaturach przewyższających 50 stopni Celsjusza. Świetnie zachowane malowidła, przedstawiające sceny z życia starożytnych Egipcjan, znajdziemy w grobowcu dostojnika królewskiego w Saqqarze, niedaleko piramidy schodkowej Dżosera. Obchodząc piramidę, nawet na pustyni spotyka się Egipcjan na osiołkach, wołających „taxi”. Za długopis i breloczek od komórki dostałam podwózkę w stronę powrotną i skarabeusza na szczęście. Grunt to dobre targowanie się.

Medinat al-Endeg al-Aremi, czyli egipskie Bollywood

Kair zyskuje na znaczeniu nie tylko ze względu na Al-Azhar, uniwersytet i meczet, centrum myśli muzułmańskiej, do którego są kierowane pytania natury teologicznej z całego świata arabskiego (kierunki studiów od prawa poprzez medycynę aż po sztuki piękne), ale również dzięki Medinat al-Endeg al-Aremi (Egyptian Media Production City), czyli największą arabską wytwórnię filmową, zwaną niekiedy arabskim Bollywood. Seriale są w Egipcie niezwykle popularne. Jeden z najbardziej znanych, nakręcony jeszcze w latach 90., opowiada historię egipskiego szpiega w Izraelu.

Mniejszość żydowska w Egipcie jest dosłownie symboliczna, składa się z zaledwie kilkudziesięciu osób. Znaczącą mniejszością (9%) są Koptowie, chrześcijanie, którzy zamieszkiwali Egipt jeszcze przed najazdem Arabów. Właśnie od tych potomków starożytnych Egipcjan, w przeciwieństwie do wymieszanych z ludnością napływową muzułmanów, pochodzi nazwa kraju: od rdzenia „kypto”  E-kypto  Egypt. Łatwo rozpoznać ich po krzyżu koptyjskim, wytatuowanym na dłoni. W kraju Koptów muzułmanie (głównie sunniccy) stanowią 90% ludności.

W Egipcie starożytność ściera się z nowoczesnością, arabska kultura z globalizacją, świat islamu z konsumpcyjnym ruchem turystycznym. Turystyka, z której Egipt czerpie dużą część dochodów, również zmienia ten piękny kraj i wpływa na myślenie przeciętnego mieszkańca, który poznając obce zwyczaje zaczyna je akceptować. Na szczęście jednak tradycja i religia tak silnie określają tożsamość Egipcjan, że nawet rozmawiając z muzułmaninem po studiach można odkryć, że teoria Darwina dla niektórych ludzi na świecie jest zaledwie kwestią wiary, tak jak kwestią wiary jest historia Adama i Ewy. Dzięki temu Egipt zachowuje swój orientalny, wręcz egzotyczny koloryt.

Krótki słowniczek arabskiego

Salam alejku – dzień dobry
Shokran – dziękuję
Jalla, jalla! – jedź, jedź (też: idziemy!)
Haram – zakazane!
Habibi – moje kochanie (w co drugiej komercyjnej piosence)