Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Podróże Egipt-Nurkowanie w Morzu Czerwonym

Egipt-Nurkowanie w Morzu Czerwonym

20 listopad 2007
A A A
Pod nami błękit morza

Jako nurek jeziorowo - bałtycki od dłuższego czasu miałem marzenie, by zanurkować w ciepłych wodach Morza Czerwonego. Oczyma wyobraźni, rozpalanej opowieściami kolegów, filmami, zdjęciami , widziałem cudowny podwodny świat tętniący życiem, krystalicznie czystą i ciepłą wodę. Wyprawa do Egiptu i nurkowanie w Morzu Czerwonym z racji na różnego rodzaju obowiązki i zrządzenia losu oddalała się z miesiąca na miesiąc. W końcu jednak udało się ustalić termin z moim partnurem Pawłem (dyrektorem kreatywnym tej strony :) ) i oto na początku października znaleźliśmy się na lotnisku Okęcie. W hali odlotów widzimy znajome twarze innych nurków i upewniamy się, że obraliśmy właściwy kierunek naszej wyprawy: Hurghada!!!! Odprawa, szybkie zakupy w strefie bezcłowej :) i już siedzimy w naszych fotelach na pokładzie samolotu. Lot, przy pięknej pogodzie przebiega bez zakłóceń i po niespełna 4 godzinach zbliżamy się do lądowania. Wyglądam przez okno i już wiem, że zakocham się w tym miejscu. Pod nami błękit morza z jakże pięknym dla nurka zarysem raf.

Nasz samolot dotyka płyty lotniska. Rozlegają się brawa w podziękowaniu dla pilota i po krótkim kołowaniu otwierają się drzwi. Uderza w nas fala gorącego powietrza. Krótka odprawa paszportowa i udajemy się do wyjścia. I tu niespodzianka. Paweł zostaje zatrzymany przez żołnierza pilnującego wyjścia z lotniska. Przyczyna: jego nurkowa skrzynia Stanley, która kojarzy się zapewne z nieodzownym bagażem zamachowca :) Po dokładnym przejrzeniu szpeju przez ochroniarza, możemy w końcu wyjść na zewnątrz. Upał, w porównaniu z naszymi październikowymi temperaturami, niemiłosierny. Na szczęście po kilku minutach siedzimy już w klimatyzowanym autokarze, który dowozi nas do hotelu. Jeszcze tylko meldunek i wreszcie lądujemy w hotelowym pokoju. Ale czy prawdziwy nur może spokojnie odpocząć, kiedy w pobliżu kusząco szumi Morze Czerwone? Absolutnie nie! Przebieramy się szybko w letnie ubrania i ruszamy na przywitanie wielkiego błękitu. Egipt pierwszego dnia zyskuje naszą sympatię :) Poniżej zdjęcie naszego hotelu z widokiem na plażę i morze.

Pierwsze co rzuca się w oczy to niezwykła przejrzystość wody

Image
Zanurzsie.pl
No, ale nie przyjechaliśmy tutaj na oglądanie wody sponad jej poziomu. Trzeba szybko rozejrzeć się za jakąś bazą nurkową. Nasze założenia dotyczące bazy były proste: ma być tanio (mamy mało kasy) i kameralnie (chcieliśmy uniknąć "hurtowni" nurkowych zabierających kilkudziesięciu nurków naraz). Pierwsze kroki kierujemy do klubu nurkowego przy naszym hotelu. Wita nas uśmiechnięty chłopak, Abdullah, który od razu zyskuje naszą sympatię. Następnego dnia wypływają na wraczek Suzane. To dobry znak: tak ma na imię moja córka. Wchodzimy w to! Rano pobudka, śniadanie i już taszczymy nasz sprzęt do bazy. Okazuje się, że nasza łódź kotwiczy kilkadziesiąt metrów dalej, przy długim pomoście, na którym kłębi się międzynarodowy tłum nurków, snoorklerów i turystów , poszukujących swoich stateczków. Ogólne wrażenie chaosu (to coś co charakteryzuje Egipt :) ) potęgują pokrzykiwania Arabów wnoszących zaopatrzenie i sprzęt na łodzie. Siadamy na naszej skrzyni ze sprzętem i jak rodowici Egipcjanie ze stoickim spokojem oczekujemy na dalszy rozwój wypadków. Wreszcie udaje się nam "zaokrętować" i wypływamy w morze. Wraczek znajduje się zbyt daleko od przystani więc od razu po wejściu na pokład klarujemy sprzęt i mamy jeszcze chwilę na rozejrzenie się po pokładzie. Łódź jest rzeczywiście malutka ale jest nas na niej raptem 5 osób + 3 osoby z obsługi. Bajka! Nie ma nerwówki, wszyscy mają czas na przygotowanie się, ogólnie luzik. A widoki zapierające dech w piersiach.

Pierwsze zanurzenie

Dopływamy nad wrak i oto za chwilę moje pierwsze zanurzenie w Morzu Czerwonym. Początkowe wrażenie: o kurczę! przejrzystość wody godna basenu i wraczek widać jak na dłoni. Zaczynamy wycieczkę. Przepływamy nad pokładem oglądając wyposażenie łodzi. Gdzieniegdzie pojawiają się parki chetoników i papugoryby. Ich kolory niczym rybek akwariowych przyprawiają mnie o szeroki uśmiech. Całe szczęście, że mi automat z pyska nie wypadł :) Nadchodzi czas na "eksplorację". Wpływamy do kabiny z której sterowało się stateczkiem i naszym oczom ukazuje się ławica glassfish, które tutaj zamieszkały. Wyglądają naprawdę niesamowicie. Są prawie przezroczyste, więc są momenty, że wcale ich nie widać ale za chwilę zmieniają swoje położenie i oczom ukazuje się masa srebrzystych punkcików. Niestety czas na nas, powoli kończy się powietrze w butlach. Po wyjściu na pokład dobiega nas cudowny zapach przygotowywanego właśnie obiadu. Świeżo usmażone ryby wraz z duszonymi warzywami to po prostu niebo w gębie! Nabieramy sił przed kolejnym nurem, który zamierzamy wykonać - jest to Rafa Fannus. Nazwa ta po arabsku oznacza latarnię morską i rzeczywiście znajduje się tu pława świetlna. Wskakujemy do wody i pojawia się widok, który mnie zamurowuje: setki kolorowych rybek, wieże koralowców, duże gorgonie. Pływamy sobie w tym raju prawie godzinę i wracamy na powierzchnię. W drodze powrotnej żegnają nas widoczne z oddali płetwy delfinów. Kochamy Egipt...

Kolejne dni... uwaga rekin!

Kolejne dwa dni spędzamy w cudownym miejscu nazwanym Shab Abu Ramada lub też popularnie Aquarium. Nazwa nie jest przypadkowa, rzeczywiście czuję się jakbym zanużył się w wielim akwarium. Graniki, skrzydlice i całe mnóstwo innych nieznanych mi ryb. Kolory nie do opisania. Spotykamy też barakudy, niektóre całkiem słusznych rozmiarów. Jednak najbardziej niesamowite jest 3 nurkowanie na tej rafie. Płyniemy spokojnie w kierunku wieży koralowej kiedy zauważam, że nasz przewodnik, bardzo zdenerwowany pokazuje nam charakterystyczny gest, jakby uderzał się krawędzią dłoni w czoło a następnie szybko opada na dno. Za nim opadają na dno pozostali a ja, wisząc w toni dopiero dostrzegam przyczynę ich paniki: w moim kierunku płynie wolno i majestatycznie rekin leopardzi. Nawet nie zdążyłem się dobrze przestraszyć kiedy rekin zakręcając w odległości ok. 8 metrów ode mnie, zmienił kierunek i jakby nigdy nic popłynął sobie dalej. Po wynurzeniu nasz przewodnik zaczął wykrzykiwać do sowich kolegów na łodzi o naszym spotkaniu. Oczywiście nikt nie chciał mu początkowo uwierzyć. Później powiedział nam, że spotkał już rekina leopardziego kilka razy w swoim życiu i marzy o tym, żeby to był ostatni raz. A mnie ta bestia nawet się podobała :)

Image
Zanurzsie.pl
Kolejne ciekawe nurkowania wykonaliśmy na rafach Shab El Erg oraz Giftun Erg i Giftun Soraya. Ale najbardziej zapadło mi w pamięć nurkowanie do wraku kutra trałowego El Mina. Ze skruchą dodam, że przekroczyliśmy wtedy z Pawłem granice posiadanych przez nas uprawnień nurkowych. Ale pożądanie było większe niż rozsądek :) El Mina leży niedaleko portu Hurgada. Zatonął trafiony przez izraelski samolot podczas wojny sześciodniowej. Leży na lewej burcie na głębokości 32 metrów. Wygląda urzekająco i ponuro jednocześnie. Doskonale zachowały się tzw. pławy minerskie wyglądające jak torpedy oraz karabiny maszynowe. Wrażenie potęguje fakt, że w odróżnieniu od wraków bałtyckich El Mina jest widoczna bez problemu prawie w całej okazałości. Kiedy myślę o wrakach to obraz tego pojawia się w pamięci jako pierwszy.

Egipt i Nirwana

W sumie podczas tygodniowego pobytu wykonaliśmy 10 nurkowań. Były to dla mnie niezapomniane chwile i od tego momentu pokochałem Egipt. Byłem tam już trzy razy i w tym roku (2007) organizujemy w październiku kolejną wyprawę, tym razem do mekki nurków technicznych Dahab. Jeśli wyjazd dojdzie do skutku (nie widzę innej możliwości) to na pewno przygotuję na łamach www.zanurzsie.pl kolejną relację.

Poza nurkowaniem, wieczory i noce w Hurghadzie tętnią życiem. Naszymi ulubionymi knajpami była Bonanza ze świetną muzyką Nirvany oraz bardzo spokojna Mama's Cafe (najlepsza i najtańsza shisha w całej Hurghadzie).

Egipt jest jak narkotyk: można albo oddać się jego działaniu, albo lepiej nigdy tam nie jechać.

Na podstawie Zanurzsie.pl