Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Podróże Wyspa Cesarza, czyli korsykańskie piękno na wyciągnięcie ręki

Wyspa Cesarza, czyli korsykańskie piękno na wyciągnięcie ręki

01 październik 2007
A A A
Korsyka uważana jest za jedną z najpiękniejszych wysp Morza Śródziemnego. Urzeka nie tylko ogromną różnorodnością krajobrazów, ale także dzikością przyrody w niewielkim stopniu naznaczonej cywilizacją.

Historia Korsyki, przechodzącej z rąk do rąk wyspy, jest burzliwa i ciekawa. W starożytności znana jeszcze jako Kyros zamieszkiwana była kolejno przez Greków, Etrusków, Kartagińczyków i Rzymian. W XI wieku znalazła się pod zwierzchnictwem papieża, a następnie arcybiskupa Pizy. Od XII wieku aż do połowy XVI pieczę nad wyspą sprawowała Genua. Później źródłem konfliktu stały się rządy Francji – początkowo z Genuą a w efekcie z Włochami. Dziś na Korsyce, która cieszy się autonomią, dominują tendencje niepodległościowe. Na rzecz całkowitej niezależności działa terrorystyczny Front Wyzwolenia Narodowego Korsyki, którego zamachy odstraszają turystów. Na szczęście mój pobyt na wyspie przebiegał spokojnie – terroryści postanowili chyba wyjechać na sierpniowy urlop.

Bastia wita

Jak dotrzeć na wyspę? Prom z Francji (Tulon, Nicea) lub Włoch (Livorno) wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Moja podróż trwała kilka godzin i była bardzo przyjemna. Słoneczna pogoda towarzyszyła mi cały czas, a piękne widoki z najwyższego pokładu nie pozwoliły zmrużyć oka ani na chwilę. Początkowo podziwiałam miasteczka zachodniego wybrzeża włoskiego. Potem morze i tylko morze wokół mnie, ale za to jakie! W końcu na horyzoncie zaczęły wynurzać się raz po raz skaliste wysepki, w tym Capraia i Elba. Droga minęła bardzo szybko. Słońce już chyliło się ku zachodowi, gdy ujrzałam pierwsze domki Bastii – jednego z najważniejszych korsykańskich portów. Widok niezapomniany. Mimo iż Bastia położona na Przylądku Corse to główne miasto handlowe i przemysłowe Korsyki, nie jest pozbawiona zabytków wartych zobaczenia. Miejscowi mawiają: „Bastia ne se visite pas, elle se découvre” (Bastii nie zwiedza się, ją się odkrywa). Nic dodać, nic ująć. Takie miejsca "a découvrir" to z pewnością typowy stary port śródziemnomorski Terra Vecchia, plac Saint Nicolas oraz Kościoły Saint Roch i Saint Jean Baptiste.

Gdzie bije serce wyspy

Po dwóch dniach spędzonych w Bastii wyruszyłam w głąb lądu kierując się do Ajaccio. Wcześniej jednak zawitałam na kilka godzin do Corte – niepozornego i nieco zapomnianego serca wyspy. Kiedyś miasto stanowiło centrum polityczne, administracyjne i intelektualne „narodu korsykańskiego”, którego ojcem nazywa się Pasquala Paoli. Dziś historyczna stolica Kalliste, czyli Najpiękniejszej (tak Korsykę nazywali Grecy) sprawia wrażenie mającej już za sobą czasy świetności.

Co prawda Corte nie było dla mnie miastem porywającym, urzekało jednak swoją atmosferą – na każdym niemal kroku czuło się bowiem ducha przeszłości. W wolnej chwili warto odwiedzić Muzeum Korsyki z siedzibą w Cytadeli, a gdy spacery po mieście się znudzą, koniecznie polecam piesze wycieczki na łono natury.

Śladami Napoleona

Po chwilowym zanurzeniu się w przeszłości wyspy znów wróciłam do świata rzeczywistego. Nadeszła pora poznać współczesną Korsykę. W tym celu zawędrowałam do Ajaccio – obecnej stolicy wyspy, miasta położonego w departamencie Corse-du-Sud w uroczej zatoczce zachodniego wybrzeża. Ajaccio, choć posiada niewielki port, to jest przede wszystkim ośrodkiem turystycznym i uzdrowiskiem klimatycznym. O sławie miasteczka decyduje fakt, iż znajdują się tu dwa niezwykle ważne obiekty. Pierwszym z nich jest Muzeum Fesch'a, będące największym muzeum malarstwa włoskiego tuż po paryskim Luwrze. Wśród trzystu prezentowanych obrazów są dzieła takich mistrzów pędzla jak: Sandro Botticelli, Titien, Véronese, Poussin i Breughel.

Równie wielką popularnością cieszy się Dom Napoleona Bonaparte. Sam dom był dość „zwykły”, a jego wyposażenie skromne. Była to dla mnie o tyle atrakcja, iż miałam możliwość przejścia po pokojach, gdzie Cesarz Napoleon I spędził dzieciństwo. Wrażenie niesamowite…

Najpiękniejszy koniec świata…

…czyli Bonifacio. To miejsce chyba najbardziej zapadło w mej pamięci spośród tych wszystkich, które dane było mi ujrzeć na Korsyce. Wyobraźcie sobie miasto podzielone na dwie części: górna – Cytadela – to stare miasto pełne krętych i wąskich uliczek o istnie średniowiecznej atmosferze, położone na prawie pionowych, wapiennych skałach, dumnie wzniesionych nad tonią morską oraz dolna obejmująca port promowy, przystań jachtową i restauracje. Stare Miasto najpierw podziwiałam z niewielkiego stateczku w trakcie godzinnego rejsu. Oprócz wysokich kamienic i cmentarza z grobowcami a la białe domki, dostrzegłam wykute w stromej ścianie schody króla Aragona oraz oderwaną od reszty samotnie sterczącą skałę zwaną Ziarnkiem Piasku. Rejs zakończyłam wizytą w grotach Bonifacio, gdzie promienie światła bezskutecznie próbowały rozproszyć mrok.

W Bonifacio znajduje się również Kościół Saint-Marie Majeure słynący z kwadratowej dzwonnicy i zadaszonego portyku – loggii, pod którą mieści się olbrzymi zbiornik na wodę deszczową odprowadzaną przez specjalne rynny. Ciekawą funkcje pełniły też niegdyś dwa otwory na placu Manichella, w których przechowywano zboże i solone mięso jako zapasy na wypadek oblężenia. Dziś są one przykryte bliźniaczymi szklanymi piramidami.

I co jeszcze?

Moja podróż zmierzała ku końcowi. Nie mogłam oczywiście opuścić wyspy bez skosztowania korsykańskich specjałów: sera brocciu, wyrobów z mąki kasztanowej, konfitury z kasztanów, piwa kasztanowego oraz świetnych tutejszych win jak na przykład muscat Cap Corse.

Pobyt na Korsyce nie trwał długo, ale tydzień wystarczył, aby podbiła ona moje serce. Już za kilka miesięcy, kiedy sesja letnia będzie tylko mglistym wspomnieniem a słońce zagości na dobre na niebie, ponownie postawię moją nogę na Najpiękniejszej, – tym razem zwiedzę ją wszerz i wzdłuż.

Artykuł ukazał się pierwotnie w Niezależnym Miesięczniku Studentów SGH „Magiel” (styczeń-luty 2006). Publikacja za zgodą autorki i redakcji „Magla”.