Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Strefa wiedzy Bezpieczeństwo Udział Bundeswehry w misjach zagranicznych

Udział Bundeswehry w misjach zagranicznych

05 lipiec 2010
A A A
Bundeswehra przechodzi obecnie proces definiowania swojej roli w świecie, który jest ograniczony przez kilka wzajemnie sprzecznych czynników: zmieniające się koncepcje strategiczne, narodowe ograniczenia niemieckiej polityki bezpieczeństwa oraz powiązanie Niemiec sojuszami politycznymi i wojskowymi ze światem zachodnim. 

Do czasu zjednoczenia RFN postrzegała się jako „mocarstwo cywilne”, niestosujące instrumentów wojskowych w międzynarodowej polityce bezpieczeństwa. Wkład wojskowy Niemiec Zachodnich w obronę Europy stał się koniecznością po zaangażowaniu się Stanów Zjednoczonych w wojnę w Korei. Do połowy lat 90. Niemcy bardzo literalnie interpretowali  art. 87a Ustawy Zasadniczej i wykluczali możliwość udziału żołnierzy Bundeswehry w misjach pokojowych ONZ, w których możliwe było używanie broni. Po zjednoczeniu zmieniła się pozycja geopolityczna RFN, a sojusznicy zaczęli oczekiwać od RFN, że weźmie pełną odpowiedzialność za kształtowanie globalnej polityki bezpieczeństwa. Niemcy z kolei zaczęły artykułować ambicje pełnienia znaczącej roli na arenie międzynarodowej, proporcjonalnej do ich pozycji gospodarczej i dyplomatycznej.  Armia tymczasem stawała się coraz bardziej niedofinansowana i przestarzała. W latach 90. politycy  stosowali spychologię dyskusji o reformie Bundeswehry i pozwalali sobie na radykalne decyzje dopiero wtedy, gdy historyczny splot wydarzeń nie pozwalał im zrzucić odpowiedzialności za podejmowane decyzje.

Od lat 50 Niemcy przeżywały co kilka lat żywiołowe debaty związane z armią: o remilitaryzacji kraju, o wprowadzeniu powszechnego obowiązku wojskowego, o trwałym powiązaniu z Zachodem i obecności broni atomowej na terenie RFN. I choć Niemcy od kilku lat dojrzewają do pełnej samodzielności – aktem buntu względem Aliantów było „nein” Schroedera wobec uczestnictwa Niemiec w koalicji państw,  które zaatakowały Irak w 2003 roku – to w pełni otwarta debata społeczna o roli armii i wojny w państwie niemieckim XXI wieku jest wciąż kwestią przyszłości.

Ogólnonarodowa dyskusja o sensie misji zagranicznych Bundeswehry zakiełkowała po tym, jak pułkownik Georg Klein, szef niemieckiego Zespołu Regionalnej Odbudowy w afgańskiej prowincji Kunduz, 4 września 2009 r. podjął decyzję o zbombardowaniu dwóch talibskich cystern z paliwem, co spowodowało śmierć kilkunastu talibów oraz ok. 100 afgańskich cywilów. Afera pociągnęła za sobą dymisje członków rządu oraz powołanie parlamentarnej komisji śledczej. Ze stanowiskiem pożegnał się minister pracy Franz–Josef Jung, były szef resortu obrony w koalicji CDU-SPD, który uparcie zaprzeczał informacjom o cywilnych ofiarach nalotu. Odwołano także generała Wolfganga Schneiderhana,  inspektora generalnego Bundeswehry, oraz Petera Wicherta, wiceszefa MON.

Prawdziwe trzęsienie ziemi nadeszło 31 maja br., kiedy prezydent Niemiec Horst Koehler ustąpił w trybie natychmiastowym ze stanowiska ze względu na reperkusje jego niefortunnej wypowiedzi na temat interwencji wojskowej w Afganistanie. „Kraj wielkości Niemiec, z takim kierunkiem wymiany handlowej, musi być gotowy na zaangażowanie wojskowe, aby bronić swych interesów, np. szlaków handlowych, lub zapobiegać niestabilności całych regionów” – oświadczył Koehler w wywiadzie dla Deutschlandfunk podczas wizyty w niemieckiej bazie. Pomimo tłumaczenia rzecznika prezydenta Steffena Schulze, że Koehler miał na myśli operacje, w których Bundeswehra chroni drogi morskie przed piratami, np. Operację Atalanta prowadzoną u wybrzeży Rogu Afryki, media – od prawej do lewej – niezwykle krytycznie oceniły wypowiedź prezydenta. Komentatorzy byli zgodni, że obrona niemieckich interesów gospodarczych przez Bundeswehrę poza granicami kraju łamie podstawy Ustawy Zasadniczej RFN.

Nie dziwi fakt, że elity polityczne Niemiec nie tolerują podobnych wypowiedzi. Coś, co w ustach francuskiego czy brytyjskiego premiera brzmiałoby zupełni neutralnie, w ustach prezydenta Niemiec jest naznaczone jarzmem przeszłości i wciąż stanowi podstawę do odsunięcia polityka z urzędu. Co gorsza, niebezpiecznie zbliża się do postulatów NPD. W programie narodowców niemieckich czytamy: „Polityka zagraniczna Niemiec powinna być kształtowana zgodnie z niemieckimi interesami…. NPD żąda wyjścia Niemiec z NATO, zlikwidowania zapisu o państwie nieprzyjacielskim i stworzenia europejskiego systemu obrony obejmującego także Rosję”. Kanclerz Merkel wielokrotnie wypowiadała się za powołaniem armii europejskiej, a od czasów Schroedera Niemcy nieustannie w kuluarach walczą o wykreślenie zapisu o państwie nieprzyjacielskim z Karty Narodów Zjednoczonych. Nowy prezydent Niemiec, były minister Dolnej Saksonii Christian Wulff, spytany o cel obecności Bundeswehry za granicą, odpowiedział modelowo: „Chodzi przede wszystkim o niezawodną przyjaźń narodów, wiarygodne partnerstwo w paktach międzynarodowych”. Tylko takie wypowiedzi są do przyjęcia dla niemieckiego społeczeństwa i mediów.
 
Dotychczas Niemcy realizowali swoje interesy poprzez niezwykle aktywny udział misji dyplomatycznych oraz fundacji politycznych i prywatnych w rodzących się demokracjach i na wschodzących rynkach w kształtowaniu obrazu Niemiec jako państwa miłującego pokój. W misjach wojskowych brały udział głównie z pomocą polityki książeczki czekowej lub, od lat 90., w ściśle ustalonych ROE.

Udział Bundeswehry w misji ISAF w Afganistanie postawił rząd Niemiec przed koniecznością wprowadzenia zmian w prowadzeniu zagranicznych operacji przez niemiecką armię i przemyślenia roli Bundeswehry w kreowaniu polityki zagranicznej Niemiec, a także wizerunku tego kraju.  

Wymuszone przez czynniki zewnętrzne działania bojowe w Afganistanie, a także śmierć niemieckich żołnierzy, zachęciły dynamicznego ministra obrony  Karla-Theodora zu Guttenberga do przeprowadzenia kampanii społecznej wyjaśniającej społeczeństwu konieczność stacjonowania niemieckich jednostek nad Hindukuszem. Młody baron zu Guttenberg za pomocą przyjaznych mu mediów zaczął otwarcie, choć nadal używając wielu cudzysłowów i niedopowiedzeń, wyjaśniać Niemcom, że za udziałem w misji afgańskiej stoją niemieckie interesy polityczne i strategiczne, zaś RFN musi być również gotowa na ponoszenie konsekwencji w postaci rannych/zabitych niemieckich żołnierzy i afgańskiej ludności cywilnej.
 
Na początku niemieccy żołnierze wspomagali ludność cywilną w odbudowie zniszczonego kraju w rejonie uznawanym za względnie spokojny. Z powodu presji niesienia pomocy również militarnej, wywieranej przez sojuszników, i coraz bardziej niebezpieczne środowiska działania w prowincjach na północy, rząd RFN został postawiony pod ścianą i zezwolił na ograniczone, lecz jednak ofensywne działania swoich wojsk. Dwa lata temu Bundeswehra po raz pierwszy w historii oddała do dyspozycji Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa NATO jednostkę bojową QRF liczącą ponad 300 żołnierzy. Rok później Bundeswehry przestały dotyczyć „national caveats” , czyli ograniczenia w bojowych akcjach zwalczania wrogich wojsk na terenie obcego państwa. Obecnie Bundeswehra bierze udział w prowadzeniu szkoleń dla afgańskiej armii i wraz z afgańskimi „braćmi broni” angażuje się w symulowane, a kiedy trzeba, prawdziwe akcje bojowe. Problemem pozostają braki kadrowe i sprzętowe. Licząca ok.  250 tysięcy żołnierzy armia niemiecka jest w stanie wyekspediować na misje zagraniczne, aby nie przekroczyć swoich ograniczeń sprzętowych, logistycznych i  kadrowych, jedynie ok. 7 tys. żołnierzy.

Udział Bundeswehry w misji ISAF jest trudny do obronienia, gdyż nie jest w stanie sprostać bliskiej wartościom konserwatywnym definicji „wojny sprawiedliwej”, ani hasłu  „nigdy więcej Auschwitz“, lansowanemu w 1998 r. podczas nalotów Luftwaffe na Bośnię i Hercegowinę. Pomimo niskiego poparcia społecznego (oscylującego wokół 50%) 27 stycznia br. rząd Niemiec podjął decyzję o zwiększeniu kontyngentu Bundeswehry do 5350 żołnierzy.

Misja afgańska i nowe wyzwania, z jakimi musi się tam zmierzyć Bundeswehra, zadziałała jak katalizator dyskusji o roli armii w polityce bezpieczeństwa i obronności Niemiec. Elity są zdania, że nadszedł dobry czas na ostateczne zerwanie z historycznym dziedzictwem „armii ograniczonej” i rozpoczęcie realizowania politycznych ambicji Niemiec w Unii Europejskiej i na świecie za pomocą zbrojnego ramienia polityki zagranicznej. To z kolei wymaga przekształcenia armii z  pełniącej zadania pomocy rozwojowej, logistycznej i stabilizacyjnej w zawodową armię ofensywną, mogącą na równi z innymi państwami brać udział w misjach zagranicznych w ramach międzynarodowych sojuszów. Nadrzędnym celem udziału w misjach zagranicznych pozostaje udowodnienie, że Niemcy nie są już państwem nieprzyjacielskim, lecz jako wiarygodny sojusznik zasługują na wykreślenie stosownego zapisu w Karcie NZ oraz zdobycie stałego miejsca w radzie Bezpieczeństwa ONZ.

Rząd niemiecki stosując technikę „małych kroków” stara się wypracować ponadpartyjny kompromis, dający armii szersze możliwości legalnych działań, a przy tym możliwy do zaakceptowania przez społeczeństwo. Z wypowiedzi ministra zu Guttenberga wynika, że pierwsze poważne decyzje dotyczące skrócenia, służby wojskowej z 9 do 6 miesięcy i zakupu nowego sprzętu, zostaną podjęte we wrześniu tego roku.

Jeszcze przez wiele lat Bundeswehry nie będzie można stawiać w jednym rzędzie z armią rosyjską, francuską czy brytyjską, jednak wewnętrzne ograniczenia wysyłania niemieckich żołnierzy za granicę będą się stopniowo zmniejszać. Co ważne, definiowanie polityki bezpieczeństwa w czasie pokoju, kiedy wyeliminowane są tradycyjne zagrożenia wojenne, otwiera się na nowe obszary bezpieczeństwa państwa, takie jak: ochrona przed katastrofami naturalnymi, zapewnienie stałych dostaw surowców, przeciwdziałanie zmianom klimatycznym, polityczne i społeczne gaszenie konfliktów regionalnych na świecie, przeciwdziałanie terroryzmowi, korupcji i biedzie, zwalczanie głodu. W zwalczaniu tych problemów zreformowana Bundeswehra ma szansę odegrać w przyszłości niebagatelną rolę.