Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Błażej Popławski, Bartosz Kurzyca: Rola polityki językowej w Afryce i problemy w jej prowadzeniu

14 marzec 2007
A A A

Polityka językowa stanowi istotny element inżynierii społecznej w państwach językowo zróżnicowanych. Odpowiednie jej prowadzenie pomaga zakreślać granice wspólnoty, wzmacnia jej strukturę – zarówno ją uelastycznia, jak i stabilizuje relacje międzyludzkie. Polityka językowa jest instrumentem kreowania określonej wizji ładu społecznego. Jej arbitralny charakter potwierdza lub neguje suwerenność danej populacji. Wagę owej polityki najlepiej ilustruje kontynent afrykański. Wszak na pięćdziesiąt cztery państwa przypada tu około dwa tysiące języków.

Charakterystykę polityki językowej we współczesnej Afryce należy zacząć od jej zilustrowania podczas okresu kolonialnego. Wyróżnia się tu dwa modele: romański oraz germański. Francja, Portugalia i Hiszpania odrzucały języki afrykańskie. Dążyły do całkowitej asymilacji kulturowej, uznając miejscowe języki za przeszkodę w prowadzeniu „misji cywilizacyjnej”. Zaś polityka „rządów pośrednich” prowadzona przez Anglię częściowo korzystała z języków miejscowych, wprowadzając je na niższych szczeblach edukacji i administracji. Także Belgowie korzystali z języków o zasięgu pozaetnicznym: kikongo, lingala, kingwana. Starali się oni jednak wytworzyć administrację, nie doprowadzając do powstania miejscowej elity intelektualnej.

Skutki prowadzonej przez kolonizatorów polityki odczuwalne są do dzisiaj. W państwach frankofońskich władzę najczęściej sprawuje zasymilowana, francuskojęzyczna elita (evolués). W byłych koloniach Portugalii nadal odwołuje się do statusu assimilado, obywatela wyznania chrześcijańskiego, mówiącego i piszącego po portugalsku.

Po rozpadzie systemu kolonialnego państwa afrykańskie stanęły przed wyborem oficjalnego języka. Przyjęcie języków ex-kolonizatorów okazywało się często jedynym wyjściem, by utrzymać strukturę kraju zróżnicowanego etnicznie i językowo, w którym cała administracja i system szkolnictwa wypracowane zostały przez byłe mocarstwa kolonialne. Pierwsze nowo wybrane władze decydowały się zatem na ową praktykę, znaną jako egzoglosja.
Wnet wywołało to dyskusję na temat konsekwencji prowadzenia takiej polityki. Obawiano się, że jej przyjęcie poskutkuje utratą miejscowych kultur i zagrozi wytwarzaniu się autentycznej tożsamości z zamieszkiwanym krajem. Podnoszono również argument, że korzyści z takiej polityki od początku odnosić będą jedynie wąskie warstwy społeczeństwa cieszące się znajomością języka byłej metropolii.

Obecnie dwie trzecie krajów afrykańskich uznało język europejski za oficjalny. Przy tym jego znajomość w żadnym kraju nie dotyczy więcej niż połowy społeczeństwa. Spośród języków byłych metropolii największą popularnością cieszy się angielski, który konkuruje z językiem francuskim nawet w byłych koloniach Republiki.

Alternatywą dla owej polityki i odpowiedzią na wspomniane obawy stała się endoglosja – promowanie języka miejscowego jako ogólnonarodowego środka porozumiewania się. Taką politykę wdrożyły przede wszystkim państwa relatywnie jednorodne językowo, jak choćby północnoafrykańskie kraje arabskie. Jeśli zaś chodzi o Afrykę subsaharyjską, endoglosję wprowadzono m.in. w Burundi, gdzie w 1965 roku do języka francuskiego jako oficjalnego dołączył język rundi, ojczysty dla ponad 90 proc. społeczeństwa tworzonego przez Hutu (85%), Tutsi (14%) i pigmejów Twa (1%). Owy krok miał sprzyjać tworzeniu jedności narodowej. Rolę samego języka w tej kwestii zweryfikowały jednak tragiczne wydarzenia w sąsiedniej Ruandzie z 1994 roku. W kraju tym, o zbliżonej do Burundi strukturze etniczno-społecznej, oficjalnym miejscowym językiem dominującym stał się w 1965 roku kinyarwanda, ojczysty dla ponad 90 proc. ludności, którą stanowiły zarówno ofiary masakry jak i ich oprawcy.

Ogółem, większość (nielicznych skądinąd) krajów z jednym miejscowym językiem dominującym zdecydowała się na endoglosję. Prócz wspomnianych wyżej należy do nich m.in. Somalia, Lesoto i Suazi. Wyjątkiem jest zaś m.in. Botswana, która, pierwotnie podniósłszy do rangi oficjalnych dwa języki – angielski i tswana – obecnie uznaje za taki jedynie angielski. Tswana, ojczysty dla 90 proc. ludności, a przez dalsze 9 proc. używany jako drugi, przestał funkcjonować jako język parlamentu. Nadal jednak pełni rolę języka narodowego, dzięki czemu używa się go na różnych szczeblach władzy i administracji na równi z angielskim. Jest on także językiem nauczania na poziomie podstawowym.

Także część państw bardziej zróżnicowanych językowo zdecydowała się na politykę endoglosii, realizując ją na różne sposoby. Szczególnie charakterystyczny pod tym względem jest przykład polityki językowej, jaką wprowadził po obaleniu apartheidu nowy rząd RPA. Zgodnie z ideą „tęczowego narodu” poza oficjalnymi dla całego kraju, angielskim i afrikaans, dziewięć dominujących języków miejscowych uzyskało w 1994 roku status oficjalnych w poszczególnych bantustanach. Jak jednak zauważa A. Foley [1], choć nowy system zakłada poparcie dla zróżnicowania językowego w kraju, większość szkół, nie mówiąc o uczelniach wyższych, nie używa w nauczaniu języka ojczystego uczniów. Co więcej, użytkownicy miejscowych języków dostrzegają ich bardzo słabą konkurencyjność na rynku pracy w porównaniu do języka angielskiego, co, biorąc pod uwagę 40 procentowe bezrobocie w tym kraju, nie stymuluje do ich pielęgnowania.

{mospagebreak} 

Językoznawcy zwracają jednak uwagę, że zagrożenia dla samego bytu danego języka miejscowej mniejszości nie stanowią języki europejskie. Użytkownik języka zagrożonego wymarciem decyduje się bowiem porzucić go jedynie na korzyść innego języka afrykańskiego, zaś język byłej metropolii używany jest najwyżej jako drugi. Polityka językowa może mieć ogromny wpływ na ten aspekt, co ilustruje poniższy przykład Etiopii.
Na obszarze tego kraju występuje około 90 języków. Do najistotniejszych należy m.in. amharski (35 proc. ludności) i oromo (również ponad 30 proc.). Reżim Mengistu Hajle Mariama, który w 1974 roku doszedł do władzy, zapowiadał zrównanie wszystkich ludów Etiopii i pielęgnację ich kultury, historii i języka. Zgodnie z tym wprowadzono m.in. program alfabetyzacji obejmujący co najmniej 15 języków kraju. Z czasem jednak owa polityka została zastąpiona „etiopizacją” czy ściślej, „amharyzacją” społeczeństwa, charakteryzowaną przez liczne prześladowania mieszkańców terenów domagających się większej autonomii, oraz przez przesiedlenia Amharów na obszary owych domniemanych dysydentów. Reżim wojskowy został obalony w 1991 roku przez Rewolucyjny Etiopski Front Ludowo-Demokratyczny (EPRDF). Nowa liberalna konstytucja z 1996 r. zakładała możliwość rozwoju wszystkich 90 języków i wyboru ich na oficjalne przez każdy region kraju, którego to granice pokrywają się w Etiopii z granicami dominujących grup etnicznych. Nowe prawo nie wspominało jednak jakie, ani ile języków może liczyć na wsparcie rządu na swój rozwój. Założono zatem, że przedstawiciele danego języka sami muszą wypracować sobie niezbędne środki, bądź przez rywalizację o pomoc rządu, bądź jakąkolwiek inną drogą. Jak wspomina w swej pracy Teshome G. Wagaw [2], rząd, nie uwzględniając ograniczonych środków na rozwój języków miejscowych, nie dał wskazówek równoważących szczytną ideę z praktyką. W ten sposób wzmógł tylko groźbę konfliktu poszczególnych grup etnicznych, przenosząc jego ciężar na poziom lokalny, przy czym władza centralna jawi się jako ta, która może, ale nie musi pomóc. W rezultacie owa polityka jedynie zaszkodziła językom mniejszości w danych regionach, których użytkownicy stali się ofiarami prześladowań ze strony grupy dominującej w danym regionie, z fizyczną eksterminacją włącznie.

Na koniec warto zastanowić się nad kierunkami ewolucji polityki językowej we współczesnej Afryce. Unia Afrykańska wyraźnie postuluje, aby państwa członkowskie starały się zwiększać zakres użyteczności publicznej języków rodzimych. Nowoczesna ekologia językowa odwołuje się także do programu wielojęzyczności w ramach jednego kraju. Tymczasem, jak pokazują wspomniane wyżej przykłady Etiopii i RPA, nawet polityka postulująca promowanie zróżnicowania językowego może prowadzić do odwrotnych skutków. Ekstremalnym tego efektem jest fenomen wymierania języków. Według różnych szacunków, od 140 do nawet 300 języków zniknęło lub zniknie z mapy Afryki w najbliższych dziesięcioleciach. Polityka językowa poszczególnych krajów nie jest jedyną przyczyną takiego stanu rzeczy, jednak jej rola w tej kwestii jest nieprzeceniona. Tym bardziej istotne zdaje się być skuteczne jej prowadzenie, polegające nie tyle na szczytnych ideach, co na znajdowaniu dla miejscowych języków domen, w których mogłyby się realizować. Problem języków zagrożonych wymarciem nie jest wszak obcy także innym kontynentom. Rząd Niemiec, dostrzegając bogactwo w różnorodności językowej, opracował plan „odrodzenia” wymarłego już niemal na terenie tego państwa języka fryzyjskiego, polegający na ułatwieniom w znalezieniu odpowiedniej pracy użytkownikom legitymizującym się znajomością tego języka. Trudno jednak wyobrazić sobie podobne działania ze strony, dajmy na to, rządu Nigerii, której liczbę języków szacuje się nawet na 500 (co jest zresztą fenomenem na skalę światową).
 
Powołując się na przykład Nigerii i Niemiec, czy w ogóle Afryki i Europy możemy zauważyć ścisłą zależność między zróżnicowaniem językowym, a stopniem rozwoju ekonomicznego państwa. W rzeczy samej, rozwojowi temu towarzyszą procesy wymagające pewnego dostosowania się do danej sytuacji. Poszukiwanie pracy, idąca za tym urbanizacja, rodzą nowe wymogi komunikacji werbalnej, które z kolei stają się istotniejsze od potrzeby zachowania języka ojczystego. Rolą polityki językowej powinno być więc znajdowanie tej potrzeby. Sposób, jaki znalazły na to m.in. wspomniane wyżej Niemcy nie jest jednak możliwy do wdrożenia w mniej rozwiniętych gospodarczo krajach afrykańskich. Utrzymaniu wielkiego bogactwa językowego Afryki z pewnością może zaś pomóc społeczność międzynarodowa. Już dziś językoznawcy starają się nie tylko badać języki mniejszości, ale też wspierać lokalne inicjatywy ich ochrony.

Bibliografia:
A. Foley 2002. South African education and the Dilemmas of Multilingualism. The English Academy Review, 19: 51-64.
Karl Gadelii, Annotated statistics on linguistic policies and practices in Africa, www.african.gu/downloads/gadellireport.pdf 
Języki Afryki a kultura, [red.:] N. Pawlak, Z. Podobińska, Warszawa 2004
Linguistics in Sub-Saharian Africa, [red.:] J. Berry, J.H. Greenberg, The Hague-Paris 1971
R. Ohly, Polityka językowa w RPA, „Afryka. Biuletyn Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego”, nr 7
R. Ohly, Śmierć języka w Afryce, „Afryka. Biuletyn Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego”, nr 13
S. Piłaszewicz, E. Rzewuski, Wstęp do afrykanistyki, Warszawa 2004
Status and Use of African Lingua Francais, [red.:] B. Heine, Műnchen 1970
Stosunki międzynarodowe w Afryce, [red.:] J. Milewski, W. Lizak, Warszawa 2002
T. G. Wagaw, Conflict of Ethnic Identity and the Language of Education Policy in Contemporary Ethiopia, Northeast African Studies vol. 3, 1999, ss. 75-88

Przypisy:
[1] Foley, A. 2002. South African education and the Dilemmas of Multilingualism. The English Academy Review, 19: 51-64.
[2] Teshome G. Wagaw, Conflict of Ethnic Identity and the Language of Education Policy in Contemporary Ethiopia, Northeast African Studies vol. 3, 1999, ss. 75-88