Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Strefa wiedzy Polityka Malgorzata Soja: Europejsko-amerykańskie różnice w postrzeganiu problematyki bezpieczeństwa

Malgorzata Soja: Europejsko-amerykańskie różnice w postrzeganiu problematyki bezpieczeństwa

03 sierpień 2007
A A A

Świat stał się zbyt mały i zbyt zatłoczony, jego mieszkańcy zbyt przemieszani i zbyt współzależni, jego potencjał militarny zbyt śmiercionośny. Nie ma rozsądnej alternatywy dla cywilizowanego, międzynarodowego systemu pokojowego współżycia, pod egidą wspólnych wartości, z pomocą globalnych mechanizmów bezpieczeństwa
          

Europa, a ściślej mówiąc jej twarde jądro - Francja, Niemcy i państwa Beneluksu - dystansuje się w wielu kwestiach od polityki międzynarodowej Waszyngtonu. Atlantyckie partnerstwo wielokrotnie wystawiane było na próby, wywołując, w zależności od czasu i wydarzenia,  postać iskrzenia, rozłamu czy nawet rowu dzielącego oba kontynenty, często trudnego do zasypania. Problem szczególnie widoczny jest w kwestii prowadzenia polityki zagranicznej i międzynarodowej polityki bezpieczeństwa, która ma istotne znaczenie dla przetrwania oraz pokojowego współistnienia państw, uczestniczących w danym systemie.

Panująca powszechnie opinia, że Europejczycy  i Amerykanie nie mają wspólnego poglądu na świat wydaje się nie wróżyć nic dobrego szczególnie w dzisiejszym świecie, opartym na coraz silniejszych zależnościach, gdzie działania w pojedynkę nie zdają egzaminu. Historyczne partnerstwo obu demokratycznych podmiotów, wyznających pewien wspólny zbiór zachodnich przekonań, sprawdzało się w okresie od zakończenia II wojny światowej, kiedy amerykański potencjał zabezpieczał Europę Zachodnią przed zakusami Układu Warszawskiego, do końca zimnej wojny. Później wizja pokojowego istnienia świata zachodniego przybrała odmienne warianty. Pojawiły się odmienne narzędzia, oparte na różnych paradygmatach, co w perspektywie podkopało fundamenty atlantyckie współpracy.
Dlaczego w kwestiach kształtowania i wdrażania polityki zagranicznej i bezpieczeństwa (w tym obronnej), określania zagrożeń i wyzwań oraz określania narodowych priorytetów drogi Europy i Stanów Zjednoczonych się rozchodzą?

Odpowiedź na to pytanie jest przedmiotem szerokiej debaty, jaka przetoczyła się w mediach oraz kręgach intelektualnych po obu stronach Atlantyku. Jej kulminacyjny moment wiąże się z opublikowaniem przez Roberta Kagana światowego bestselleru politycznego „Potęga i Raj. Ameryka i Europa w nowym porządku świata” (wydanie polskie w tłumaczeniu Witalda Turopolskiego nakładem wydawnictwa Emka, Warszawa 2003). Ale dyskusja ta trwa nadal, bo między europejskim a amerykańskim postrzeganiem problemów bezpieczeństwa, mimo różnych deklaracji, wciąż zieje przepaść. Pewna ewolucja w amerykańskiej polityce zagranicznej wyrażająca się stopniowym odchodzeniem od dominujących wcześniej tendencji unilateralistycznych i ponowne docenienie roli międzynarodowych instytucji, a także zapowiadane działania na rzecz odbudowy dobrych stosunków politycznych z Europą, nie zakończyły jednak stanu napięcia w relacjach Europy ze Stanami Zjednoczonymi w kwestiach bezpieczeństwa. I wystarcza byle pretekst by w transatlantyckim tyglu powstało zamieszanie.

Intelektualna bitwa teoretyków polityki międzynarodowej w kwestii postrzegania różnic pomiędzy Europą i Ameryką na kwestie bezpieczeństwa, a szerzej, między różnicami w postrzeganiu złożoności świata i reakcji na nie w ogóle, musi uwzględniać cały wachlarz złożonych problemów i kontekst historyczny. Warto zastanowić się nad tym zagadnieniem i spróbować wyjaśnić jego przyczyny.

„Pogoń za wolnością od zagrożenia”, zgrabna formuła istoty bezpieczeństwa ujęta przez Barrego Buzan’a, ukazuje tendencję istniejącą w świecie od zawsze, naturalny odruch i pragnienie ludzkości, a tym bardziej cel dążenia przywódców, odpowiedzialnych za losy państw i narodów. Współcześnie, w czasach rozwoju wielu dyscyplina naukowych, ale też nadal w świecie narastających nowych zagrożeń dla bezpieczeństwa i pokoju międzynarodowego, stanowi ono, szczególnie w praktyce, złożony i trudny problem. Utrzymanie bezpieczeństwa było i zawsze będzie głównym celem polityki zagranicznej każdego państwa, z tą tylko różnicą, że obecnie pojmowane jest ono znacznie szerzej niż w przeszłości i na jego pojęcie, obok aspektów politycznych i wojskowych, składają się również czynniki  gospodarcze, technologiczne, polityka w zakresie ideologii, demografii i spraw społecznych.

Powszechnie akceptowana teza o braku zagrożenia i ochronie przed jego wystąpieniem wiąże się bezpośrednio z percepcją jego odbioru w kręgu państw wyznających takie same lub podobne wartości. Myśląc o NATO skupiamy uwagę na jego największym członku – Stanach Zjednoczonych, które różni z Europą kultura strategiczna i podejście do wielu istotnych problemów w stosunkach międzynarodowych.

{mospagebreak} 

Spór dotyczący powyższych kwestii osiągnął swoje apogeum w 2003 r., podczas dyskusji nad wojną w Iraku, a szeroka linia podziału zasadza się w istocie na stosunku obu partnerów do siły i prawa. Różnice między rozdzielonymi Atlantykiem państwami zrodziły liczne napięcia, a dwa wydarzenia rzutujące na bezpieczeństwo międzynarodowe – 11 września i kryzys iracki – mogły wytworzyć wrażenie, że dwie różne polityczne filozofie pojawiły się nagle. Dysproporcje jednak istniały od dawna.

Myślenie o europejskiej polityce bezpieczeństwa jest naturalnie znacznie wcześniejsze niż analogiczne w odniesieniu do wspólnoty atlantyckiej, bo jego tradycja liczy sobie niemal siedem stuleci. Począwszy od XVI wieku – początku okresu nowożytnego – zarówno stabilność europejskiego porządku międzynarodowego jak i pokój, starano się zapewnić poprzez samoczynny, choć żywiołowy, mechanizm równowagi i zmieniający się koncert mocarstw. Dzisiejsza polityka bezpieczeństwa Europy jest wynikiem porzucenia praktykowanej przez stulecia Machtpolitik. Od średniowiecza Europa była areną niekończących się sporów i krwawych przedsięwzięć, a jej doświadczenia historyczne wskazują na dominację zasady obrony nienaruszalności własnych interesów przy użyciu siły zbrojnej. Przez wieki Brytyjczycy, Francuzi i Niemcy prowadzili ze sobą wojny co powodowało poszukiwanie i powstawanie instrumentów oraz mechanizmów, służących zapewnieniu pokoju. Trzystuletnia epoka historyczna, w której rządziła zasada równowagi sił i dążeń imperialnych, zakończyła się w zasadzie w momencie upadku bloku komunistycznego.

Obecne, pokojowe nastawienie Europejczyków mocno więc kontrastuje ze stuleciem wojen i podbojów. Współczesna europejska kultura świadomie odrzuciła przeszłość i politykę siły, co jest zrozumiałym wyrazem dążenia do pokojowego współistnienia państw i narodów. Stany Zjednoczone natomiast, tak skore dziś do używania siły, u początku swej niepodległości, były państwem stawiającym prawo i opinię międzynarodową ponad militarną potęgę - przesycone ideałami Oświecenia potępiały mocarstwową politykę państw europejskich.
Zmiany tego podejścia oraz postaw należy upatrywać w historii.  Ale różnice między Europą i Stanami Zjednoczonymi w postrzeganiu zagrożeń i stosunku do twardych instrumentów bezpieczeństwa są także wynikiem położenia geopolitycznego, odmiennej kultury oraz doktryny politycznej.

Dość powiedzieć, że Europa patrzy na bezpieczeństwo z perspektywy państwa narodowego, jako realizacji interesów poszczególnych państw, nawet jeśli zapisy w dokumentach NATO i Unii Europejskiej mówią inaczej. Obecnie istnieją jedynie zalążki ponadnarodowego podejścia do nowych problemów bezpieczeństwa, a wspólna polityka bezpieczeństwa Unii Europejskiej jest tym obszarem, który prowadzi do wielu sporów, przede wszystkim na tle charakteru i zasad współpracy NATO z UE. Dzisiejsza sytuacja geopolityczna na świecie wskazuje, że bezpieczeństwo euroatlantyckie w niewielkim stopniu jest kwestią zdolności do obrony przed zmasowanym atakiem militarnym, podczas gdy coraz większego znaczenia nabiera umiejętność przeciwdziałania zagrożeniom nowego typu, mającym swe źródło w destabilizacji wewnętrznej państw, terroryzmie czy rozprzestrzenianiu broni masowego rażenia. Trwające wciąż spory o budowę przez USA systemu obrony przeciwrakietowej (Strategic Missile Defence) pokazują, że nie chodzi tylko o różnicę w sposobie postrzegania zagrożeń, ale i przeciwdziałania im. Gdy Ameryka prowadzi w dużej mierze politykę opartą na izolowaniu państw, których działania stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa świata, Europa tradycyjnie próbuje rozmiękczyć reżimy niedemokratyczne poprzez dialog i próby współpracy.

Europa posługuje się i chce posługiwać się zupełnie innymi instrumentami w dziedzinie polityki bezpieczeństwa. Jak zauważył wnikliwy analityk stosunków międzynarodowych, Robert Cooper, żyje dziś ona w „ systemie ponowoczesnym”, który opiera nie opiera się na równowadze sił, lecz na „rezygnacji z siły”. A w stosunkach międzynarodowych „świata ponowoczesnego” amoralność teorii państwa Machiavellego zastąpiona została świadomością moralną. Do tej myśli można jednak dodać argument, że Europejczycy mogli pozwolić sobie na rezygnację z siły, bo od końca II wojny światowej bezpieczeństwo zbiorowe na kontynencie zapewniały z zewnątrz, w ramach struktur wojskowych NATO, Stany Zjednoczone. Był to główny powód i zarazem możliwość budowania europejskiego nowego porządku, wolnego od brutalnych reguł.

Jakie obecnie znaczenie ma stosunek Europy do „miękkich” instrumentów polityki? Wspomniany Robert Cooper wyraża pogląd, że obecnie używanie siły oznacza polityczną porażkę i nie jest narzędziem polityki. Historyczna droga Europy ewoluowała w podejściu do sposobu rozwiązywania konfliktów i sporów. Od Hobbesa i wojny wszystkich ze wszystkimi, przez Clausewitza, dla którego wojna była dalszym ciągiem polityki, by wreszcie powrócić do myśli Sun Tzu, chińskiego taoistycznego filozofa wojny, dowodzącego, że najlepsza wojna to ta, której nie trzeba podejmować.

Jak nigdy wcześniej jesteśmy dziś świadkami naciskania Europejczyków na przestrzeganie procedur i prawa międzynarodowego z jednej strony oraz amerykańskiej wiary w siłę militarną, włącznie z sięganiem po rozwiązania zbrojne, z drugiej. Potwierdzeniem tezy, że Europejczycy odwołują się w rozwiązywaniu problemów świata do pokojowych rozwiązań, perswazji, preferują wpływanie subtelnymi i wyrafinowanymi metodami na innych, a Amerykanie wolą stosować przymus, politykę sankcji, przekraczania zapisów prawa międzynarodowego i jednostronne działania – jest stosunek obu partnerów i postępowanie w sprawie Iraku, Afganistanu czy Sudanu za czasów prezydentury Billa Clintona.

Dzisiejsze USA, przeobrażone w mocarstwo silniejsze niż największe kraje Europy, nie czuje potrzeby polegania na prawie międzynarodowym, ale 200 lat temu jego historyczni przywódcy nawoływali do pokojowego rozwiązywania sporów. Przyczyną braku stosowania wówczas polityki siły był realizm polityczny, który w sytuacji braku militarnych możliwości wymuszał odwoływanie się do prawa międzynarodowego jako najlepszego środka regulującego postępowanie narodów.

{mospagebreak} 

Różnice w podejściu do spraw związanych z bezpieczeństwem i obroną po obu stronach Atlantyku zostały wyostrzone nie tylko przez wydarzenia z 11 wrześnie i zagrożenie terroryzmem. Bo analizując amerykańskie stanowisko i stosunek do użycia siły w latach dziewięćdziesiątych, już wtedy można zauważyć napięcia, powstałe za administracji Billa Clintona a nawet Georga Bush’a Seniora. Wzajemne oskarżenia podczas kryzysu w Bośni, kiedy to USA odmówiły działania, a Europa działać nie umiała, zostały podsumowane skargami Europejczyków o „pouczaniu ich przez wojowniczego hegemona”. Natomiast ówczesny spór związany z amerykańskimi planami obrony przeciwrakietowej wzburzył Europę i posłużył do oskarżeń o zbytnie preferowanie przez Amerykanów argumentu siły i sankcji nad dyplomację i perswazję. Podobnie zareagowano na bezkompromisowe, militarystyczne nastawienie USA podczas wojny w Kosowie.

Aby oddać jednak pierwszeństwo prawdzie trzeba podkreślić, że działania Europy i USA podczas zaangażowania w różne konflikty uwidaczniają słabość tej pierwszej i jej dezintegrację. Jakkolwiek nie krytykować Ameryki za jej działania czy kierunki myślenia, w starciu: amerykańska preferencja argumentu siły kontra europejska preferencja perswazji i dyplomacji – wygrywa jednak często pierwsza opcja, bo liczy się rezultat, czyli eliminacja sytuacji konfliktowej i zakończenia sporu. Narzędzia, choć dyskusyjne, są w stanie się obronić.

Europejskie wkraczanie w realizację idei wiecznego pokoju Immanuela Kanta rodzi również odmienne zapatrywanie na kwestię „zagrożeń” i „wyzwań”. Podczas gdy Amerykanie mówią o zagrożeniach dla bezpieczeństwa w postaci terroryzmu i rozpowszechniania broni masowego rażenia, Europejczycy wspominają o wyzwaniach: konfliktach etnicznych, migracji, zorganizowanej przestępczości, ubóstwie czy degradacji środowiska. Tak, więc, automatycznie, Stary Kontynent skupia się na problemach, które łatwiej rozwiązać metodami politycznymi, kładąc nacisk na łagodne instrumenty jak gospodarka i handel, unikając tych, dla których konieczne jest zastosowanie wersji militarnej.

Kaganowska metafora: „Amerykanie są z Marsa, Europejczycy z Wenus, być może trywialna, ale stająca się „dyżurnym cytatem” polemik o stosunkach między Europą a USA, oddaje w każdym razie esencję, że obaj partnerzy rozumieją się w niewielkim stopniu.
Różnice w poglądach na sposób rządzenia światem, rolę instytucji międzynarodowych, prawa międzynarodowego oraz proporcje między stosowaniem siły i środków dyplomatycznych w sprawach międzynarodowych ukazują odmienną hierarchię wartości obu podmiotów. Amerykańskie działanie na częstotliwościach militarnych i europejski wybór negocjacji i dyplomacji stawia Europę w pewnego rodzaju samouspokojeniu i zamknięciu, zakładając, że zagrożenia odejdą same. A nieuświadamianie sobie natury i złożoności współczesnych zagrożeń jest poważnym uchybieniem. Prowadzi bowiem do osłabienia europejskiego bezpieczeństwa.

Wizja prowadzenia polityki międzynarodowej Unii Europejskiej jest dzisiaj jasna. Uprawomocnieniem wiary w literę prawa i pokojowe metody rozwiązywania napięć są umieszczane w wiodących dokumentach Unii Europejskiej zapisy. Słowa rozpoczynające Deklarację z Laeken z 2001 roku, poświęconą przyszłości UE, akcentują politykę pokojową, podkreślając: „Przez stulecia narody i państwa i sięgały po broń, i wywoływały wojny przeciwko sobie w celu zdobycia kontroli nad kontynentem europejskim. Niszczące rezultaty dwóch krwawych wojen światowych oraz osłabienie pozycji Europy w świecie przyniosły przekonanie, że tylko pokój i skoncentrowane działania mogą urzeczywistnić marzenie o silnej, zjednoczonej Europie”.

Z pewnością nie ma przesady w stwierdzeniu, że Europejczycy traktują realizację wizji świata opartego na odrzuceniu siły jako misję cywilizacyjną. A w tym kontekście amerykańska polityka oparta na paradygmacie siły stanowi zagrożeniem dla europejskiej misji wiecznego pokoju. Amerykanie, jak może się wydawać,  „kantowski sen”  traktują jako mrzonkę europejskich polityków, mogących sobie pozwolić na snucie intelektualnych wizji na zabezpieczonym przez nich kontynencie, bo – czy to się podoba czy nie -  Europa wciąż pozostaje w jakimś stopniu pod parasolem ochronnym USA, a podstawę gwarancji bezpieczeństwa kontynentu stanowi NATO. Wraz z zanikiem sowieckiego zagrożenia nie skończyło się, póki co, europejskie uzależnienie od USA w sprawach bezpieczeństwa, a coraz silniejsza integracja Europy zaczyna dopiero powoli, stopniowo, wytwarzać na kontynencie wolę polityczną i poczucie zbiorowej tożsamości na tyle silne, by Europejczycy mogli się usamodzielnić. Można jedynie domniemywać, czy w sytuacji konieczności przyjęcia przez Europę bardziej realistycznej postawy na skutek zamknięcia amerykańskiego parasola, nie doprowadziłoby to zanegowania głoszonych przez nią idei. Bez wątpienia postawy płynące zza oceanu wystawiają na próbę koncepcję wypracowane w łonie Unii Europejskiej.

Odmienne zapatrywania na kwestie bezpieczeństwa wynikające z różnic w strategii i kulturze politycznej obu partnerów warto zaakceptować, by zrozumieć dzisiejszy stan wzajemnych relacji, a jednocześnie nie przekreślić wspólnych aspiracji i ideałów, kształtujących politykę na obu kontynentach, o co obecnie nie trudno. Omawiane różnice z pewnością powodują pewne problemy w akceptacji wzajemnych wizji świata i percepcji obu stron, ale nie abstrahując od środków, cel pozostaje ten sam – uczynienie świata bezpiecznym. W demokratycznej wspólnocie różnice zdań są czymś naturalnym, na tym polega funkcjonowanie dobrowolnego związku suwerennych krajów, mających niezbywalne prawo do własnych ocen i własnych suwerennych błędów. W dzisiejszym świecie coraz silniejszych zależności zarówno Ameryka, jak i Europa są potrzebne by prowadzać do pozytywnych zmian w systemie międzynarodowym. Wspomniane różnice w kulturze strategicznej między oboma podmiotami w podejściu do problematyki bezpieczeństwa są faktem. Chodzi jednak o to, by nie tyle były niwelowane, co by nie komplikowały struktur transatlantyckich i nie utrudniały współpracy, chociażby w ramach NATO. Obu partnerów, choć różnicuje instrumentarium i mechanizmy działania, łączy przecież wspólnota celów.
 
Wykorzystana literatura:
Commision on Global Governance 1995, Our Global Neighbourhood, Oxford University Press, New York 1995.
Cooper R., Pękanie granic. Porządek i chaos w XXI wieku, Media Rodzina 2005.
Czaja J., Bezpieczeństwo europejskie wobec wyzwań XXI wieku, [w] Wojsko Polskie.
Kagan R., Potęga i Raj. Ameryka i Europa w nowym porządku świata, Studio Emka, Warszawa 2003.
Kagan R., Kowboje i Barmani, [w] Gazeta Wyborcza, 17-18.08.2002. 
Deklaracja z Laeken w sprawie przyszłości Unii Europejskiej.
Szostkiewicz A., Prawo czy siła? Wielki esej o wielkiej polityce, [w] Res Publica, lipiec 2004.