Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Strefa wiedzy Polityka Polityka Chin wobec Zimbabwe

Polityka Chin wobec Zimbabwe

13 maj 2005
A A A

Stosunki pomiędzy Chińską Republiką Ludową a Zimbabwe pokazują w miniaturze jakimi zasadami rządzi się polityka „Państwa Środka” wobec krajów afrykańskich i jak owa polityka ewoluowała od czasów „zimnej wojny”. Na pierwszy rzut oka wydać się to może, że bliskie kontakty pomiędzy ChRL a Zimbabwe są swoistym kuriozum współczesnych stosunków międzynarodowych. Cóż bowiem aspirującym do światowej potęgi Chinom może mieć do zaoferowanie niewielkie Zimbabwe – pozbawiony strategicznego znaczenia światowy parias, którego dyktator doprowadził kraj do niemal kompletnej ruiny ? Prześledźmy więc wzajemne stosunki pomiędzy tymi państwami i spróbujmy znaleźć odpowiedź na to pytanie.

Stosunki pomiędzy ChRL a Zimbabwe mają bardzo długą historię sięgającą jeszcze czasów walki o dekolonizację. Gdy w 1965 r. biała mniejszość ogłosiła przy cichym wsparciu Wielkiej Brytanii niepodległość tzw. Rodezji Południowej władza w państwie pozostała całkowicie w jej rekach. Władze Rodezji Południowej rozpoczęły teraz starania o wprowadzenie na swym terytorium polityki zbliżonej do południowoafrykańskiego Apartheidu. Odpowiedzią czarnej ludności był zbrojny opór, którego stery rychło przejęły siły komunistyczne. Ruch narodowowyzwoleńczy podzielił się wkrótce na dwa zaciekle zwalczające się skrzydła: PF/ZAPU wspierane przez ZSRR i państwa bloku wschodniego oraz ZANU-PF sponsorowane przez komunistyczne Chiny. Na czele tej drugiej organizacji stał Robert Mugabe. Chińczycy dostarczali mu broń i fundusze za które potrafił się on później odwdzięczyć. Gdy w 1980 r. Rodezja Południowa (odtąd Zimbabwe) uzyskała wreszcie niepodległość Mugabe rychło stał się główną osobą w państwie. Najpierw jako premier, później jako prezydent i I sekretarz rządzącej partii, stał się faktycznym dyktatorem i do dziś sprawuje w Zimbabwe pełnię władzy. Inwestycja w ZANU-PF okazała się więc dla Chin Ludowych przysłowiowym strzałem w dziesiątkę.

Chiny bardzo szybko, bo już w dzień ogłoszenia niepodległości przez Zimbabwe (18. 04. 1980) nawiązały z tym państwem stosunki dyplomatyczne. Następne lata przyniosły między innymi podpisanie umowy o współpracy w dziedzinie ekonomicznej, technicznej i handlowej oraz wzajemnej ochronie inwestycji, podpisanie umowy o współpracy kulturalnej oraz protokołu o współpracy w dziedzinie szkolnictwa wyższego. W ciągu 25 lat niepodległości Zimbabwe państwa te nawiązały bliskie i przyjazne stosunki. Robert Mugabe sześciokrotnie odwiedził „Państwo Środka” podczas gdy chińscy liderzy Jiang Zemin i Hu Jintao w swych podróżach do Afryce nie omieszkali odwiedzić Harare. Liczne były również wzajemne wizyty na niższych szczeblach.

Głównym sektorem współpracy jest gospodarka, gdzie wg danych z 2004 r. wartość wzajemnych obrotów handlowych wyniosłą 191 mln. USD. Współpraca ta w miniaturze odzwierciedla główne przyczyny chińskiego zainteresowania Afryką. Gwałtownie rozwijająca się chińska gospodarka potrzebuje surowców na skale przekraczającą własne możliwości wydobywcze. Zimbabwe nie ma co prawda tego czego Chińczycy potrzebują najbardziej czyli ropy naftowej, ale posiada znaczące złoża żelaza, złota i przede wszystkim drugie co do wielkości na świecie zasoby platyny. Chińczycy nie tylko sprowadzają z Zimbabwe surowce, lecz w państwie które skutecznie wypłoszyło niemal wszystkich zachodnich przedsiębiorców są obecnie głównym zagranicznym inwestorem. Chiny inwestują w różne sektory miejscowej gospodarki. Pomogły wybudować m.in. stadion piłkarski w Harare, liczne szpitale, szkoły, tamy wodne, infrastrukturę drogową, fabryki odzieżowe. Chińskie banki i koncerny stalowe pomogły również zmodernizować zimbabweńskie huty stali.

Jest jeszcze inna strona medalu – handel bronią. Chiny bez żenady ignorują zachodnie embargo na sprzedaż broni reżimowi Mugabego i sprzedały mu w ostatnim czasie duże ilości uzbrojenia - m.in. 12 odrzutowych myśliwców i blisko 100 ciężarówek wojskowych. W kwietniu tego roku, po zwycięstwie w sfałszowanych wyborach do parlamentu Mugabe zakupił kolejne 6 chińskich myśliwców K-8. Jako, że nie ukrywa on międzynarodowych ambicji (Zimbabwe wzięło udział w konflikcie w Demokratycznej Republice Kongo), a trudno je zrealizować bez dobrze wyposażonej armii chińska sprzedaż broni jest dlań prawdziwym darem niebios.

Chińskie inwestycje mają też bardziej specyficzne oblicze. Niedawno Chiny wybudowały w „prezencie” prezydentowi Mugabe wartą 9 mln. USD luksusową rezydencję. Ma ona 25 pokoi, lądowisko dla helikopterów i dachówki z kobaltu przypominające do złudzenia pekińskie „zakazane miasto”…

Na gruncie politycznym Zimbabwe popiera bezwarunkowo chińską politykę zagraniczną. W sprawie Tajwanu Mugabe oficjalnie wspiera chińskie dążenia do „pokojowej reunifikacji” wyspy i ostatnim czasem poparł kontrowersyjną chińską „ustawę antysecesyjną” uchwaloną 14 marca 2005. Minister spraw zagranicznych Zimbabwe Herbert Murerwa stwierdził nawet, że „tajwańska polityka dolarowa, będąca w rzeczywistości polityką przekupstwa, powinna zostać pokonana wspólnym wysiłkiem międzynarodowym”. Oba państwa osłaniają się również wzajemnie przed oskarżeniami o łamanie praw człowieka. Nie należy też zapominać, że mimo potępienia ze strony Zachodu, a może właśnie dzięki niemu, Mugabe jest wśród afrykańskich liderów traktowany z pewna dozą sympatii. Chiny wspierając jego reżim dają w ten sposób subtelny znak innym państwom Afryki, że stoją po stronie biednego południa, a nie bogatej białej północy.
Ze swej strony Mugabe dzięki przyjaźni z Chinami stwarza wyłom w murze międzynarodowego ostracyzmu jaki spadł na jego kraj po wywłaszczeniu białych farmerów w 2002 r., fałszerstwach wyborczych i terrorze wobec opozycji. Chiny po cichu, lecz konsekwentnie wspierają też jego reżim na gruncie wewnętrznym. W bazie wojskowej pod Harare stoi obecnie nowoczesny chiński zagłuszacz fal radiowych, dzięki któremu reżim może zagłuszać audycje antyrządowych stacji nadających z poza terytorium Zimbabwe. Przed wyborami parlamentarnymi z 31. 03. 2005 r. chińskie fabryki tekstylne wyprodukowały też (prawdopodobnie za darmo) tysiące T-shirtów z hasłami popierającymi Mugabego i partię ZANU-PF. Polityka Chin wobec Zimbabwe jest motywowana tymi samymi czynnikami co Polityka wobec całej Afryki. Liczą się w niej tylko korzyści gospodarcze i polityczne. A jeśli to wymaga wspierania reżimu, który doprowadził swój kraj do ruiny i izolacji, a 80% obywateli do skrajnej nędzy, to jest to wliczone w koszta. Już dawno ktoś zresztą sformułował słynną zasadę: „To sukinsyn, ale to NASZ sukinsyn”.