Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Geopolityczne znaczenie Syberii

Geopolityczne znaczenie Syberii

09 listopad 2009
A A A
Witold Szirin Michałowski
 
Na początek repetytorium z historii. Za dynastii Tang (618-907 n.e.) władza cesarzy chińskich sięgała po Morze Kaspijskie (Pe Hoj). Panowali nad ziemiami dzisiejszej Mongolii, Tuwy, Kazachstanu, Chakasji, Republiki Ałtaj, Tadżykistanu, Uzbekistanu, Kirgistanu i całego Dalekiego Wschodu. Ich władza obejmowała wiele milionów kilometrów kwadratowych.

 
Carska Rosja w ten czy inny sposób weszła w posiadanie blisko połowy terytorium chińskiego dopiero pod koniec XIX w. Atlasy historyczne są dostępne w ambasadach Chińskiej Republiki Ludowej na całym świecie. Podzielają tę opinię chińscy historycy, m.in. prof. Wang Ji Wej z Instytutu Nauki Społecznej w prowincji Hei Lung Kiang. Odkąd Tataro-Mongołowie, za Czyngis-chana i jego następców, władających Chinami, jako dynastia Juan (1279-1368), ucywilizowali na swój sposób opanowaną przez Waregów wschodniosłowiańską dzicz, minęło wiele wieków. Dla najeźdźców ze wschodu Wielki Step stanowił wspaniałą autostradę. Dysponowali wojennym know-how na ówcześnie najwyższym światowym poziomie. Dysponowali gazami bojowymi, rakietami i bronią psychotropową. W XIII w. nosili jedwabną bieliznę, przesyconą środkami odkażającymi. Warto odnotować, że czterysta lat później królowie Francji do tępienia wszy, jakie gnieździły się w ich perukach, używali specjalnych złotych młoteczków. Imperium Mongołów zintegrowało politycznie ponad 1/5 ziemskiego globu - na południe od wiecznej zmarzliny syberyjskich tundr. Oni też wprowadzili na ziemiach, na których władali, jednolity system administracyjny i prawo nazywane jasa. Posiadali znakomitą łączność w postaci poczty urtonowej, której relikty przetrwały do XIX w. Żadne imperium w dziejach nie panowało nigdy wcześniej, ani później nad tak wielkimi obszarami i w żadnym nie panowała, tak jak pod władaniem Mongołów, powszechna religijna tolerancja. Strategicznym jądrem tego imperium była Syberia, odgraniczona na południu Wielkim Stepem, który ciągnie się od brzegów Oceanu Spokojnego po węgierską pusztę. Dzięki niemu konne armie następców Czyngis Chana były w stanie niezwykle szybko i skutecznie opanowywać coraz to nowe obszary. Powierzchnia Syberii, w zależności od przyjmowanej linii granic, wynosi od 10 do 12,7 mln km2. Rozpoczyna się na dziale wodnym, przebiegającym wzdłuż Uralu ca 1777 km na wschód od Moskwy.Słowo sabir i seber łączono z etnonimami, określającymi plemiona Hunów. Tunguskie sidur oznacza błoto, bagno, trzęsawisko, mongolskie sziber lub sziwir zarośla nad rzekami, buriackie zaś sibjer - groźnego psa, a sabr sibr lub subrmoskwa, to strumień płynący przez bagna. szarego wilka, darzonego szczególną estymą przez ludy tureckie i Czeczeńców. Po mongolsku

W IV i III wieku p.n.e. sarmackie koczowiska znajdowały się na zachód od doliny rzeki Ural, stanowiącej umowną granicę Azji i Europy. Warto pamiętać, że zajmująca obszar, równy połowie Polski, część Kazachstanu leży jednak na naszym kontynencie. Coraz częściej, przy herbacianych rozmowach w tym kraju, można usłyszeć, że większość nazw syberyjskich miast i rzek ma tureckie korzenie. Omsk to „dużo śniegu", Orienburg „miasto, które leży niżej", Orzeł - „erjoł" to „droga w górę", Tiumeń-to „nizina", a Saratow, to Sar-at, czyli „żółty koń". Pod koniec naukowo-lingwinistycznej debaty zebrani dochodzą zwykle do zgodnego wniosku, że nazwę stolicy groźnego północnego sąsiada nadali po zdobyciu ich przodkowie, sojusznicy Czyngis-chana. Bo „moskoo", oznacza „dużo pijanych".

A.D. 2009 Rosja jest nadal krajem kolonialnym. Tak uważa większość mieszkańców Azji. Dopiero pod koniec XVI w. Rosjanie, w pogoni za futrami, zajmują dorzecze Obu, Jeniseju i Leny. W 1665 r. pierwszy warowny ostróg nad Amurem, w ruinach mandżurskiego Ałbazino, wzniosła wataha zbuntowanych jeńców, wziętych do niewoli w czasie wojen z Rzeczpospolitą. Na jej czele stał Nicefor Czernichowski. Ostróg nazwał Jaksą - od herbu swojej rodziny. Używał pieczęci z koronowanym orłem, mającym w lewo odwróconą głowę, co jest najlepszym przykładem nawiązania do polskiej tradycji heraldycznej. Traktat w Nerczyńsku, kończący pierwszy konflikt rosyjsko-chiński, podpisano 28 sierpnia 1689 r. Dalsza ekspansja Rosji w kierunku Morza Ochockiego i Sachalinu wydała się być zablokowana. Dopiero 170 lat później car rosyjski, wykorzystując postępujący upadek dynastii mandżurskiej, traktatem w Aiguniu (28 maja 1858 r.) wymusił oddanie mu we władanie północnego dorzecza Amuru. W 1860 r. zajęto Primorski Kraj. W 1881 r. Wschodni Kazachstan. W 1898 r. półwysep Kwantung, a w 1911 r. Urianchajski Kraj. Każdy zabór miał na wieki utrwalać traktaty. W dziejach Chin uzyskały one miano „Nierównoprawne".Na długo przed podbojem Syberii, ekspansja na wschód, w stronę Wielkiej Wody była celem wypraw kupców z Nowogrodu Wielkiego, w poszukiwaniu cennych futer. Pod koniec XVII w. kozacy atamanów Pojarkowa, Chabarowa, czy Semenowa zaczęli na dobre panoszyć się na ziemi niczyjej, czyli „ruskiej" i bezlitośnie łupić plemiona Daurów. W Tobolsku, Omsku, Tomsku, Krasnojarsku, Jenisejsku, Kiachcie odbywają się wielkie jarmarki. Pojawiają się na nich pierwsze towary z Japonii i Chin. Meble i intarsjowane, ozdobne pudełka z laki, porcelana i herbata. W latach 1762-64 żyło na ziemiach Syberii Zachodniej ok. 200 tys. Rosjan, a Syberii Wschodniej - 160 tys. Coraz też mocniej usadawiają się nad Amurem i Ussuri. Generał gubernator Syberii hrabia Nikołaj Murawiew-Amurski (kuzyn Michaiła Murawiowa - Wieszatiela pacyfikatora Powstania Styczniowego) często powtarzał: „Nad Syberią panuje ten kto włada lewym brzegiem Amuru".

Budowę liczącej 9332 km Wielkiej Magistrali Transsyberyjskiej rozpoczęto w 1891 r., jednocześnie w paru miejscach. Tory prowadzono od Czelabińska przez Omsk, Irkuck, Czytę w kierunku wschodnim, a od Władywostoku do Chabarowska w kierunku zachodnim. Kolej Wschodnio-Chińska, która przecięła Mandżurię z zachodu na wschód, była jej odgałęzieniem. Posiadała odnogi z Harbinu do Dalnyj oraz do Port Artura. Rosjanie zamierzali stworzyć konkurencję dla szlaków morskich, wiodących z portów Europy przez Kanał Sueski do Japonii i Chin, by tym samym umocnić swoje władanie nad brzegiem Oceanu Spokojnego. Poddani Mikada pełni złych przeczuć nazwali miasto Władywostok pistoletem wymierzonym w serce Japoni W XIX w. głównym decydentem ekspansjonistycznej polityki carskiej Rosji był hrabia Siergiej Juliewicz Witte. Jego żona była spokrewniona z francuskimi Rothschildami. Za gigantyczną łapówkę, wynoszącą 3 mln rubli w złocie, carski minister zyskał „przychylność" chińskiego mandaryna Li Hung Czanga - faworyta cesarzowej Cy Si oraz koncesję na budowę przez terytorium chińskie eksterytorialnej linii kolejowej. W jej „połosie otczużdienija", czyli w blisko 30 km kilometrowej szerokości pasie, przez którego środek przechodziły tory, jurysdykcję sprawowali rosyjscy żołnierze w znacznej części pochodzący z zachodnich krańców Imperium W okresie Powstania Bokserów kozacy generała Liniewicza splądrowali Pekin, masowo mordując bezbronną ludność.

Dzieje największego kolejowe przekrętu XIX wieku uderzają analogiami do nam współczesnej budowy Gazociągu Jamalskiego przez terytorium RP. O zdradzie interesów narodowych, przez ludzi odpowiedzialnych za negocjacje tzw. Porozumień gazowych z Rosją, przez co nasz podatnik traci ca 1.5 mld. USD rocznie z tytułu opłaty za tranzyt gazu, pisałem wielokrotnie (m.in. w książkach Tranzytowy przekręt stulecia, Skok na rurę, a ostatnio Tajne służby w rurach. Niestety bezskutecznie. Jest jednak godnym podkreślenia, że pierwszym który przyznał, że przy zawieraniu wspomnianych porozumień mieliśmy do czynienia z korupcją, był rosyjski premier Władimir Putin, udzielając wywiadu polskiej telewizji z okazji pobytu w naszym kraju 1 września br.

Jeszcze w początkach XIX wieku za Bajkałem, w krainie bujnych, soczystych traw, pokrywających łagodne stoki gór, sięgających krańców syberyjskich tajg, roli prawie nie uprawiano. Dumni panowie stepów pracę na niej uważali za hańbę. Plemiona Buriatów, Mongołów, Oroczenów od prawieków koczowały, hodowały konie, reny, owce. Zajmowały się łowiectwem. W Dacanie nad Gęsim Jeziorem rezydował czwarty w hierarchii, po tybetańskim Dalaj Lamie i Panczen Lamie oraz mongolskim Bogdo-Gegenie, dostojnik lamaizmu. Ziemię uważano za świętą. Kopać i kaleczyć jej nie było wolno. Nawet buty noszono z zadartymi do góry nosami, aby się przykazaniu nie sprzeniewierzyć. Za pług chwycili dopiero nasi bałtyccy sąsiedzi, zesłani tu w XVIII w. Masło mieszkańcy Czyty i Ułan Ude do dziś nazywają „czuchońskim". Pierwszą gramatykę języka buriackiego „Versuch einer buriatischen Sprachlehre" napisał Kastren - Szwed z Finlandii. Po latach Skandynawów zaliczono w stan kozaczy. Tak samo, jak osiedleńców z Ukrainy, Buriatów, rosyjskich sekciarzy, no i oczywiście Polaków. Tych na Zabajkalu trafiało się coraz więcej. Tylko w 1839 r., do pułku, utrzymującego straż na granicy z Mongolią, w dolinie rzeki Dzidy, zaliczono 140 byłych żołnierzy Powstania Listopadowego. Stłumienie powstania kosztowało Rosję więcej niż odparcie napoleońskiego najazdu. Buntownicy ciężką służbą odpłacali carowi darowanie im życia, wcześniejsze rozkucie od taczek, zmniejszenie ilości pałek, jaką by do śmierci musieli jeszcze otrzymać. Służyli wiernie. Do czasu, a raczej do pierwszej okazji. Wzięci do niewoli konfederaci barscy, na zesłaniu poparli powstanie, wywołane przez Jemieliana Pugaczowa w marcu 1774 r. Im pozostało tylko oczekiwanie. Z Europy sprowadzali nasiona nieznanych przedtem roślin, narzędzia rolnicze, lepsze odmiany zbóż, szczepy drzew owocowych. Ziemia rodziła hojnie. Żyło się dostatnio, znacznie lepiej niż nad Wisłą, czy Niemnem.

Ci, których los i wyroki carskich sądów rzuciły za Bajkał, na mongolskie pogranicze, w większości reprezentowali poziom intelektualny znacznie wyższy niż przedstawiciele miejscowej administracji, sfer kupieckich i wojskowych. W Petersburgu uważano, że na Zabajkale można otrzymać lepsze wykształcenie niż na europejskich uniwersytetach, a zesłańcy, dopóki ukaz carski im tego nie zabronił, uzyskiwali pokaźne dochody, prowadząc prywatne szkoły. Pierwszą taką placówkę we wschodniej Syberii założył profesor filozofii w słowiańsko-grecko-łacińskiej Moskiewskiej Akademii Teologicznej Innocenty Kulczycki - biskup irkucki, żyjący w początku XVIII w. Po śmierci został uznany za świętego i ogłoszony patronem Syberii. W ukrainnych województwach Rzeczypospolitej, szlachecki ród Kulczyckich miał wielu przedstawicieli. Jeden z nich prowadził bibliotekę więzienną w Nerczyńsku. Liczyła parę tysięcy tomów. Przez lata była uważana za jedną z pierwszych i największych na Syberii. Powstała z darów przesyłanych przez rodziny zesłańców. Niektórzy z nich, po odbyciu kar, kontynuowali rozpoczęte prace naukowe, prowadzili badania, podróżowali, zbierali materiały przyrodnicze, etnograficzne. Filomata, Józef Kowalewski odwiedza parokrotnie Mongolię - wówczas prowincję cesarstwa chińskiego. Mimo niepewnego statusu politycznego, jako autor trzytomowego słownika mongolsko-francusko-rosyjskiego, otrzymał katedrę uniwersytecką. Dr Adamowi Wojciechowskiemu, twórcy pierwszego słownika rosyjsko-chińskiego, jeszcze za życia postawiono pomnik w Pekinie. Przedstawiciel następnego pokolenia zesłańców Władysław Kotwicz, przyszły profesor uniwersytetu lwowskiego, odkrywa na terenie Mongolii staro-tureckie inskrypcje. Jest znany jako autor stu kilkudziesięciu prac naukowych, cenionych wśród mongolistów.

Buriaci święcie wierzyli, że raj ziemski i kolebka rodu ludzkiego były nad Amurem, a od mongolskich władców mieli pochodzić wszyscy monarchowie świata. „Biały" moskiewski car również. Dla nich nie był obcym, ale należał do tych co posiadają „kość z kości chanów i następcą w prostej linii od nich idącym". Ucisk, zdzierstwa i bezprawie rosyjskich czynowników znosili ze stoickim spokojem. Sławnego powiedzenia Mikołaja I, że „nieprawdą jest jakoby on rządził Rosją, bo rządzą nią kierownicy biur" - nie znali.

Od końca XIX w. na Syberię i Daleki Wschód Polacy często udawali się już dobrowolnie, mając bez porównania większe możliwości zajęcia intratnych stanowisk, rozwoju talentów, zdolności i energii, niż w ciemiężonym przez carat kraju rodzinnym. Wytyczali trasę mandżurskiej magistrali, budowali od podstaw miasta, porty, fabryki, cukrownie. Zadomowili się, wrośli. Założyli polskie szkoły, kluby, parafie. W każdym mieście na Syberii, był sklep warszawski.„Mukomolnego Obszczestwa" Eugeniusza Dynowskiego. Naczelnym inżynierem, budowy odcinka kolei był Seweryn Wachowski, a jego zastępcą inżynier Jugowicz. Pracami geodezyjnymi przy wytyczaniu trasy z Harbina do Port Artur kierował inżynier Włodzimierz Niklewicz, a jednym z mierniczych był Jan Hempel. Z Dalekiego Wschodu przyszły autor „Kazań polskich" i komunista uda się do Brazylii. Dalekowschodni epizod odnotował też Janusz Korczak. Generał Bronisław Grąbczewski, wybitny podróżnik i badacz kultury Azji, a później ataman Kozaków astrachańskich, był w 1896 r. komisarzem pogranicza nadamurskiego, a nieco później komisarzem generalnym Kwantungu (Mandżuria Płd.) Jako oficer carskiej armii pełnił w latach młodości szereg odpowiedzialnych misji w górach południowego pogranicza Rosji i na Dalekim Wschodzie, które dziś byłyby potraktowane, jako wywiadowcze. Podobnie, jak wyprawa w latach 1906-1908 carskiego oficera Karola Gustawa Mannerheima, przyszłego marszałka Finlandii, przez Turkiestan Wschodni do Pekinu. Inżynier Stanisław Kierbedź był swego czasu wiceprezesem zarządu Kolei Wschodnio Chińskiej. W 1898 r. inżynier Adam Szydłowski stał na czele ekspedycji, rozpoczynającej budowę Harbina i wytyczał zarys jego pierwszych ulic. Nad Sungari istniało już blisko stutysięczne miasto Fu Dzie Dzian. Harbin wzniesiono po sąsiedzku. W błyskawicznym tempie korzystając z taniej siły roboczej, rękami kulisów, kierowanych przez inżynierów i techników, w znacznej części Polaków, zbudowano wielkie dziś już blisko 4 milionowe miasto. Zachował się budynek Polskiego Gimnazjum. Wykładał w nim inż. Kazimierz Grochowski, ekspert poszukiwacz złota, przyjaciel Jacka Londona i archeolog-amator jednocześnie. Uczniami tego gimnazjum byli znani później pisarze Saliński i Parnicki. Na prezydenta Harbina wybrano naczelnego dyrektora tamtejszego

Dauria, dla zesłańców z Europy rajem nie była na pewno. Cierpieli tu udręki, plagi, katusze, jakie tylko człowiek może bliźniemu zgotować. Rewolucja zmiotła porządki carów, zmiotła też większość śladów ich bytowania, męki, pracy i sukcesów. Po jej zwycięstwie Kraj Zabajkalski szybko pokrył się archipelagiem gułagów. Nie stosowano w nich kary śmierci - nawet za najcięższe przewinienie. Winny musiał tylko przesiedzieć przez noc w stalowej beczce po ropie naftowej. Nikomu to się nigdy nie udało. Na zewnątrz temperatura często spadała do 45 °C poniżej zera. Tubylcy do pracy w kopalniach nigdy się nie nadawali. Umierali zbyt szybko. Przed wybuchem rewolucji Rosja stawała się ojczyzną dla znaczącej części kolejnego pokolenia potomków dawnej warstwy szlacheckiej I Rzeczypospolitej. Takich rodzin jak Wyszyńscy, czy Jastrzębscy, były dziesiątki tysięcy. Losy wojny domowej prowadziły ich często na przeciwne strony barykad. Nosicieli polskich nazwisk wśród różnego rodzaju badaczy Syberii było dużo. Ci najbardziej znani: Czerski, Czekanowski, Dybowski, Godlewski, Przewalski, Bohdanowicz, Piekarski, Bronisław Piłsudskich i wielu innych niewątpliwie dużo uczynili dla nauki. Obecne pokolenia mieszkańców Syberii w przeważającej mierze uważają ich za Rosjan. Tego faktu nic nie jest w stanie zmienić. Służyli interesom kolonialnego imperium.

Od 1708 do 1764 r. rządzili Syberią gubernatorzy, rezydujący w Tobolsku. Pierwszy, książę Gagarin - podejrzewany był nawet o chęć oderwania się od Rosji i sojusz z Japonią przeciwko Chinom. W 1875 r., w Petersburgu został zawarty traktat. Rosja uzyskała Sachalin, Kuryle miały po wsze czasy należeć do Japonii. Yasumasa Fukushima (1852-1919), późniejszy generał i twórca wojskowej tajnej policji Kampetei, odbywa niezwykłą, półtoraroczną misję. Konno pokonał 14.000 km z Berlina do Władywostoku, Głównym jego celem była kontrola postępu budowy transsyberyjskiej kolei i... utworzenie siatki wywiadowczej z prostytutek i prawosławnych duchownych.

W czasie wojny rosyjsko-japońskiej na Dalekim Wschodzie przebywał Józef Piłsudski, starając się znaleźć sprzymierzeńców dla idei zorganizowania legionów, z wziętych do niewoli Polaków. Ważną rolę odgrywał w tych kontaktach Witold Jodko-Narkiewicz (1864-1924). Japończycy byli żywo zainteresowani współpracą wywiadowczą. Przekazali nawet na nią niezbędne środki. W okresie od kwietnia 1904 r. do października 1905 r. było to 33 tys. funtów. Stanowiło to aż 1/3 sumy, jaką przeznaczono dla wszystkich opozycyjnych organizacji działających w carskiej Rosji.

Rola Japonii znacząco wzrosła wraz z upadkiem caratu i zwycięstwem Rewolucji Październikowej. Japończycy planowali zając cały Daleki Wschód aż po jezioro Bajkał. Wynegocjowali z Chinami umowę, pozwalającą na transport wojsk przez ich terytorium. W 1918 r. ponad 70 000 japońskich żołnierzy dołączyło do sił Międzynarodowego Korpusu Interwencyjnego, wysłanych na Syberię. Japońska ekspedycja etnograficzna Torii Ryuzo z Uniwersytetu Tokijskiego, działała na terenach Burjacji i Jakucji, korzystając z wsparcia i pomocy atamana Grigorija Semionowa - pół krwi Buriata, Wspierał on ideologię nacjonalizmu, opartego na wierze buddyjskiej. Uważany był za agenta wpływu Japonii. Jego działalność ma na celu integrację narodów Syberii i skłonienie ich do anty bolszewickiej postawy wykorzystującej w tym celu dzieje Czyngiz Chana." - donosił "Rewolucjonnyj Wostok", cytując japoński dziennik "Rioto-Sinpo" z 26 grudnia 1918 r. W tym okresie prawie cała Syberia znalazła się w rękach admirała Aleksandra Kołczaka, którego jednym z doradców był późniejszy, znany na całym świecie, polski pisarz Antoni Ferdynand Ossendowski.

W 1920 r., po zwycięstwie Armii Czerwonej, z inicjatywy Lenina utworzono w Ułan Ude buforową Republikę Dalekiego Wschodu. Dwa lata później włączono ją do Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Posiadała flagę, herb i znaczki pocztowe. Jej pierwszym prezydentem był Aleksander Krasnoszczekow, a wiceministrem spraw zagranicznych Juryn Dziewałtowski, który negocjował z Japończykami udostępnienie złóż ropy naftowej na Sachalinie, w zamian za rezygnację z wspierania barona Romana von Ungern Sternberga.

W 1920 r., pod kierunkiem szefa japońskiego MSZ Uchidy Kôsai, zorganizowano akcję ratowania polskich dzieci na Syberii. Brał w niej udział również minister sił lądowych, minister marynarki prezes japońskiego Czerwonego Krzyża Ishiguro Tadanori. Pomoc dzieciom traktowano, jako gest przyjaźni wobec II RP. Ewakuacja małych Polaków usprawiedliwiała do pewnego stopnia japońską obecność na Syberii, przydając jej wiele cech operacji humanitarnej. Jest godnym odnotowania, że podczas bytności Cesarza Akihito z Cesarzową Michiko w Polsce (12 lipca 2002 r.), w czasie przyjęcia w rezydencji ambasadora Japonii, monarchowie spotkali się z trójką już 90-letnich „dzieci syberyjskich".

W 1927 r. został opublikowany memoriał generała Tanaki, zwany japońskim Mein Kampf. Zawierał szczegółowy plan podboju Mandżurii i Mongolii oraz walki ze Związkiem Sowieckim, jako złem komunistycznym. W warunkach narastającego napięcia obecność, stale zwiększającej swoją liczebność w rejonach nadgranicznych ludności, przybyłej z terenów kontrolowanych przez Japonię, budziła niepokój władz ZSRR. W 1936 r. podjęto pierwszą próbę, usunięcia z Dalekiego Wschodu: 1500 "byłych białogwardzistów", Koreańczyków, trockistów i zwolenników Zinowjewa. Na mocy uchwały KC WKP(b) i Rady Komisarzy Ludowych ZSRR nr 1428-326 ss z 21 sierpnia 1937 r. "w celu położenia kresu przenikania japońskiego szpiegostwa" postanowiono do końca 1937 r. wysiedlić ludność koreańską z Buriat Mongolskiej ASRR, Kraju Chabarowskiego i Nadmorskiego oraz obwodu czytyńskiego do obwodu południowo-kazachstańskiego i Uzbeckiej SRR. W ciągu kilku tygodni października 1937 r. 124 eszelonami wyjechało 171781 osób. Do południowego Kazachstanu, w rejon Morza Aralskiego i Jeziora Bałchasz wywieziono 20141 rodzin, ogółem 95241 osób.

W 1931 r. Generał baron Shigeru Honj pisał: "w imię egzystencji i rozwoju naszego imperium, w imię utrzymania Japonii w pozycji pierwszorzędowego mocarstwa światowego wykorzystując kryzys światowy oraz niewykonanie przez Rosję Sowiecką planu pięcioletniego, jak też aktualną sytuację państwa chińskiego, należy koniecznie zaanektować Mandżurię, Mongolię i Syberię oraz zorganizować jedno potężne i jedyne w świecie imperium". Autor popełnił samobójstwo po uznaniu go zbrodniarzem wojennym. W latach trzydziestych i czterdziestych XX w. brak dostępu do surowców energetycznych staje się głównym czynnikiem eksplozji militaryzmu japońskich polityków. Zależało im szczególnie na przełamaniu embarga na dostawy ropy naftowej.

Po zakończeniu wojny 5 mln żołnierzy i cywilów ewakuowano z kontynentalnej Azji na wyspy japońskie. Wysiedlono rdzennie japońską ludność z Wysp Kurylskich. Klęską przypieczętowano wyroki zapadłe przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym dla Dalekiego Wschodu (IMTFE). Miał miejsce 3 maja, 1946 r.

Na przeciwległym krańcu Syberii w rejonie Morza Kaspijskiego zasobność złóż ropy naftowej szacowana jest do 33 mld baryłek. Dysponuje nimi głownie Azerbejdżan, Kazachstan i Turkmenistan, oraz położone nieco bardziej na północ Tatarstan i Baszkirostan. Dwa pierwsze kraje, wcześniej czy później, zostaną najprawdopodobniej członkami Unii Europejskiej. Federacja Rosyjska ma dostęp do zaledwie 12% linii brzegowej Morza Kaspijskiego, i to utrudniony - na skutek znanej sytuacji na Kaukazie. Iran. balansując na krawędzi amerykańskiej interwencji, ma bardzo ograniczone możliwości eksportu ropy, którą można by wydobyć w należącym do niego szelfie tego morza. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wzorując się na sprawdzonych i dobrych rozwiązaniach, w przeważającej większości tureckojęzyczne państwa i narody, w których następuje renesans islamu, uniezależniły się ostatecznie od byłego kolonialnego suwerena. Arabską kartę już od dość dawna rozgrywają z korzyścią dla siebie Rosjanie. Turcy wśród Arabów cieszą się nie najlepszą opinią. I vice versa. Chyba wcześniej niż pod koniec przyszłej dekady cena ropy osiągnie 100 USD za baryłkę. Być może będzie to początek globalnego kryzysu energetycznego. Pozbawienie do tego czasu moskiewskich biurokratów możliwości sterowania kurkami rurociągów, którymi będzie płynęła syberyjska, kazachska, tatarska czy azerska ropa, wyjdzie Rosjanom na zdrowie.

Warto przestudiować mapę z zaznaczonymi głównymi strumieniami rozpływów ropy naftowej z bogatych kazachskich złóż Tengiz. Najtaniej i najdogodniej jest ją transportować na wschód do Chin. Rurociąg TENGIZ-SIAN znacznie może przyśpieszyć proces przemieszczania centrum cywilizacji naszej planety do basenu Pacyfiku.

Prognozy demograficzne dla Rosji są zatrważające. Jej potencjał ludnościowy maleje o średnio 800.000 głów rocznie. Najdalej, do połowy obecnego wieku liczba jej obywateli będzie mniejsza niż mieszkańców Jemenu, a wyznaniem większości stanie się islam. Zelimchan Jandarbijew, zamordowany przez agentów FSB, poeta i prezydent Czeczenii, przewidywał, że imperium może zostać uratowane, jeśli zielona flaga Proroka zawiśnie na Kremlu. Powoływał się na precedens Bizancjum. Obecnie Allacha czci co najmniej 27 mln obywateli Federacji Rosyjskiej i ich ilość znacząco z roku na rok się powiększa.

Warto pamiętać, że w 1926 r. gdy eksterminacja prawosławnego duchowieństwa szła w państwie bolszewików pełna parą, Stalin zgodził się, aby w Kazaniu wzniesiono wspaniały Nakabanny Meczet - na pamiątkę tysiąclecia islamizacji Środkowego Powołża.

Obywatele Rzeczpospolitej powinni sobie uświadomić, że interes ekonomiczny i genetyczne korzenie narodów wywodzących się z Wielkiego Stepu, zarażonych bakcylem sarmackiej wolności, są spoiwem dużo mocniejszym, niż deklaracje o rzekomym słowiańskim braterstwie z nacją, od której tak bardzo się mentalnie różnimy. Sarmaci przybyli z Północnego Iranu, wędrując Wielkim Stepem. Joachim Lelewel twierdził, że byli naszymi przodkami. Odziedziczyliśmy po nich nie tylko same wady. Dlatego też zakładając, że geopolityczne abecadło nie jest obce elitom politycznym RP, należy jak najserdeczniej wymościć gościniec do Unii Europejskiej dla ekswrogów spod Chocimia i Wiednia. Pamiętajmy, że jedynym krajem, który nie uznał rozbiorów Rzeczypospolitej, było Imperium Otomańskie.

Rurociągowe magistrale przesyłowe ropy naftowej i gazu ziemnego, wydobywanego na terytorium syberyjskiej kolonii, w drodze na zachód muszą być prowadzone przez białoruski korytarz. Jeśli się uwzględni obszary poleskich bagien oraz tereny wojskowych baz i poligonów, ma on zaledwie kilkadziesiąt kilometrów szerokości. Zajmując centrum kontynentu, leżymy na lądowym, płaskim i nizinnym pomoście, pomiędzy energochłonnymi centrami przemysłowymi i aglomeracjami miejskimi Europy Zachodniej, a złożami płynnych i gazowych węglowodorów, znajdującymi się na Syberii oraz w basenach Morza Barentsa i Morza Kaspijskiego.

Pomostowe, czy jak kto woli, tranzytowe położenie geograficzne naszego kraju powinno być jednym z kół zamachowych gospodarki RP. Od zarania dziejów prawo pobierania opłaty za przewożone przez czyjeś terytorium surowce i towary było niezbywalnym prawem każdego suwerennego władcy i znacząco rzutowało na stan jego finansów. W przypadku ropy naftowej i gazu ziemnego, międzynarodowe regulacje prawne, ze staro-górno-niemieckiego nazywane mytem, zastępuje opłata za tranzyt lub za usługę transportową, albo przesyłową. Opłaty za udostępnienie zdolności przepustowej magistrali rurociągowej, z całym jej wyposażeniem, stacjami pomp, tłoczniami gazu, parkami zbiorników, aparaturą pomiarowo-kontrolną etc. są przedmiotem różnego rodzaju negocjacji. Uwarunkowane tez są najczęściej również polityką. Jeśli uznamy za trafne porównanie gospodarki jakiegoś kraju do żywego organizmu, to znajdujące się na jego terytorium rurociągi ropy naftowej i gazu można porównać do układu zasilających go tętnic. Kontrolując je ma się przemożny wpływ nie tylko na gospodarkę energetyczną.

Przestrzeń tranzytowa i rynek zbytu należą do dóbr narodowych. Wschodni sąsiad Białorusi nakłada obecnie haracz na ceny gazu pozyskiwanego na terytorium syberyjskiej kolonii i krajów do niej przyległych, który ma niewiele wspólnego z realnymi kosztami wydobycia tego surowca. Moskwa zawsze miała znakomitych bajarzy. Takich jak ci, którzy głoszą, że to Ukraińcy rzekomo kradną gaz. Gaz rzeczywiście jest kradziony, ale przez Gazprom na Syberii. Bo jak inaczej można wytłumaczyć brak przedstawicieli narodów, na których ziemiach jest wydobywany: Chantów, Mansów, Wotjaków, Samojedów, Baszkirów czy Tatarów przy podpisywaniu kontraktów. Ta prawda musi dotrzeć do unijnych polityków.

Federacja Rosyjska posiada PKB zaledwie na poziomie Hiszpanii. Taka też powinna być jej ranga i znaczenie w świecie. Opanowanie Syberii było możliwe tylko dzięki udziałowi w nim mas chłopstwa i kozaków, pochodzących głównie ze wschodnich z obszarów dawnej Rzeczypospolitej. Jest zrozumiałe, że ich potomkowie odmawiają płacenia gazowego haraczu. Nie można wykluczyć, że już wkrótce zaproszą na rozjemców nie urzędników UE, zazdroszczących byłemu kanclerzowi Niemiec i premierowi Finlandii wysokich apanaży w służbie Gazpromu, ale ekspertów z Pekinu. Wcześniej czy później obszary na wschód od Uralu wyzwolą się z kolonialnego jarzma. O niezależnym od moskiewskiej biurokracji państwie myślał generał Aleksander Lebiedź, zanim nie nastąpiła, kolizja trasy jego helikoptera z linią wysokiego napięcia w Sajanach. Byłem następnego dnia razem z prof. Mirosławem Rybą na miejscu katastrofy. Przełęcz Barsove Uszczelie leży granicy republiki Tuwa. Stał tam, już przywieziony z magazynu w Minusińsku, prawosławny krzyż, gotowy od paru tygodni. U jego stóp piętrzyła się piramida z wieńców i kwiatów. W chłodniach czekały na to wydarzenie już od dłuższego czasu.

Parę lat temu Ilhan Alijew, prezydent Azerbejdżanu, otwierając światowy kongres Azerów w Baku przypomniał, że narody tureckie powinny odzyskać należną im pozycję w świecie. Są przecież liczniejsze niż słowiańskie. Języki tureckie należące obok mandżurskiego i ałtajskiego do ałtajskiej grupy językowej dominują na Syberii, a łączna ilość jej mieszkańców władających językiem tureckim przewyższa i to dość znacznie ilość tych którzy język Puszkina uważają za ojczysty. Mieszkańcy krajów Unii Europejskiej mają moralny obowiązek wystąpienia do władców Kremla z apelem o przyznanie prawa do samostanowienia narodom Syberii, która jeszcze w XIX wieku była uważana za drugą ojczyznę wielu naszych przodków a dziś jest obszarem skąd otrzymujemy większość gazu i ropy naftowej.

Zdumienie budzi brak zainteresowania unijnych ekspertów możliwością eksploatacji złóż hydratów metanu znajdujących się pod dnami mórz i oceanów oraz ignorowanie oświadczeń niektórych krajów, że uważają za należące tylko do nich złoża węglowodorów, znajdujące się pod lodową skorupą za kołem polarnym. Jeśli problem sekwestracji dwutlenku węgla dotyczy wszystkich mieszkańców Ziemi, to chyba jest oczywistym, że wspomniane złoża należą też do nas wszystkich. Niedawna inicjatywa położenia na oceanicznym dnie, w miejscu uważanym za oś bieguna północnego, rosyjskiej flagi, mającej wskazywać, że aż do tego miejsca sięga syberyjski lądolód, jest groźną prowokacją nie tylko wobec grupy państw, z którą się identyfikujemy, ale wobec wszystkich mieszkańców ziemskiego globu.

Nie ulega wątpliwości, że na wschodzie naszego kontynentu istnieje państwo, którego elity rządzące będą posługiwały się do różnymi metodami aby odzyskać imperialny status. W gronie wpływowych doradców jego prezydenta coraz dobitniej są artykułowane poglądy, że zachodnią granicą imperium (po ostatecznym krachu UE, co ich zdaniem nastąpi do końca przyszłej dekady) będzie izoterma stycznia. Przebiega ona doliną Renu. Na Kremlu zawsze panowało dość specyficzne poczucie humoru. Nie można wykluczyć, że Federacyjna Republika Rosyjska podobnie, jak Związek Sowiecki, a wcześniej Rosja carska, ekspansję terytorialną uzna za główny cel swej polityki zagranicznej. Ekspansję, której geopolitycznym wymiarem będzie obrona postkolonialnego statusu Syberii i zagrabienie wielkich obszarów dna Oceanu Arktycznego wraz z znajdującym się pod nim pokładami gazu ziemnego, ropy naftowej i hydratów. Hasła dominujące wśród jego elit ulegały zmianie. Ongiś należało do nich „zbieranie ziem ruskich", „obrona prawosławia", „panslawizm", marksistowska „dbałość o interesy klasy robotniczej". Obecnie jest nim „walka z islamskim terroryzmem".

Prezydent Władimir Putin postawił sprawę jasno i uczciwie. Tępi, i można mieć nadzieję, będzie nadal tępił mega oligarchicznych złodziei, a ludzie, którymi się otacza, pragną przywrócić temu krajowi status euroazjatyckiego imperium, ożywionego globalną misją. Czy zachodnią jego granicą będzie izoterma stycznia, czy też Wisła - dla nas, Polaków, nie jest oczywiście obojętne. Wiele wskazuje na to, że unijno-europejski eksperyment wcześniej, czy później dołączy do znanych w dziejach powszechnych nieudanych prób integracji tego kontynentu. Było ich już co najmniej 7. W XIX w. cementowały je rozbiory Rzeczypospolitej

W XXI wieku rozpadowi UE będzie towarzyszyła niestety chyba już nieuchronna katastrofa zachodnioeuropejskiego chrześcijaństwa. Może dlatego warto wrócić do najlepszych tradycji I Rzeczypospolitej - Rzeczpospolitej Wielu Narodów - państwa w którym Polacy, Rusini (Ukraińcy), Białorusini, Litwini, Żydzi, Niemcy, Ormianie, Tatarzy i Karaimi czuli się jak u siebie w domu. Państwa Międzymorza, jednego z największych w Europie, na którego systemie parlamentarnym w wielu demokratycznych rozwiązaniach, włącznie z niesłusznie zniesławianym liberum veto, wzoruje się obecna Unia Europejska.

Polska dla krajów Unii Europejskiej miała w zasadzie tylko dwa atuty. Unikalne pomostowe, czy też jak kto woli - tranzytowe położenie geograficzne oraz blisko 40 mln rynek zbytu. Niestety nie umieliśmy tego faktu wykorzystać. Bez wyhodowania, a jest to proces dość długotrwały i wcale niełatwy, nieskażonych bakcylem służalczości wobec obcych interesów - zarówno tych ze wschodu, jak i tych z zachodu - nowych elit, najbliższe dekady mogą nam wszystkim przynieść tylko gorzkie rozczarowania. Byliśmy i jesteśmy od prawieków mieszkańcami Eurazji. Warto nadal o tym pamiętać.

Obowiązująca doktryna wojenna w Rosji przewiduje prewencyjne użycie broni nuklearnej. Dlatego, nie tylko nasz, geopolityczny interes leży w maksymalnym przyśpieszeniu procesów przyjmowania do Unii nie tylko Ukrainy i Białorusi, ale również Turcji, Kazachstanu i Azerbejdżanu. Alternatywą dla takiego rozwiązania byłoby niewątpliwie korzystniejsze dla obecnych władców Kremla i kultury rosyjskiej utworzenie na Syberii 5 czy 6 niezależnych demokratycznych republik, które zostały by uznane na forum międzynarodowym i które by wspierały narody Rzeczpospolitej Międzymorza. Nie powinno też ulegać wątpliwości, że to Chiny, a nie Stany Zjednoczone, które wcześniej, czy później będą zmuszone zakończyć afgańską awanturę, staną się naszym najpoważniejszym, geopolitycznym sojusznikiem i że to właśnie one mogą przygarnąć z powrotem pod swoją opiekę ziemie naszej i wielu narodów Europy pierwotnej ojczyzny - Syberii.

Autor jest redaktorem naczelnym czasopisma Rurociągi.
Tekst zawiera, obszerne fragmenty referatu wygłoszonego na II Zjeździe Geopolityków Polskich w październiku 2009 r.
Literatura:
Heinberg R., The Party s Over: Oil, War and the Fate of Industrial Societies, British Columbia 2003.
Kaliski M., Staśko D., Bezpieczeństwo energetyczne w gospodarce paliwowej, Kraków 2006
Klare M. T., Krew i nafta, Warszawa 2006
Lucas S., Jaksa, Sydney 1989;
Michałowski W., Tajne służby w rurach, Warszawa 2007
Mirzoev M. A., Perspektywy wykorzystania zasobów węglowodorów i niektóre problemy prawne statusu Morza Kaspijskiego, wyd. Fundacja Odysseum ( w przygotowaniu)
Paradowski R., Eurazjatyckie imperium Rosji, Toruń 2001
Putin W., Planowanie strategiczne odtwarzania bazy mineralno surowcowej regionu w warunkach kształtowania relacji rynkowych, praca doktorska (j. ros.), Uniwersytet w Sankt Petersburgu, Zeszyty Instytutu Górnictwa - styczeń 1999.
Roberts P., The end of Oil. On the Edge of Perilous New World, Nowy Jork 2005;
Stokłosa M., Chiny, Rosja: gra o ropę w Eurazji, Kraków 2005
Wasilewski A,. Ropa naftowa w polityce Rosji, Kraków 2005.
Wowczuk W., Największy przekręt XIX wieku. [w:] RUROCIAGI nr 2-3/16/99