Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Bezpieczeństwo Groźba terroru. Niemcy coraz bardziej boją się IS

Groźba terroru. Niemcy coraz bardziej boją się IS

03 listopad 2016
A A A

Najnowsze sondaże przeprowadzane w Niemczech na temat aktualnego stanu bezpieczeństwa w kraju raczej nie mogą napawać niemieckich polityków optymizmem. Blisko 68 proc. pytanych przyznaje, że nie czuje się bezpiecznie w miejscach publicznych, ze szczególnym uwzględnieniem dworców i stacji metra. I nie chodzi tu bynajmniej o szeroko rozumianą przestępczość – niemieckie społeczeństwo coraz bardziej boi się, że w kraju dojdzie do zamachów terrorystycznych przeprowadzonych przez IS. Mimo iż władze Niemiec zapewniają, że służby trzymają rękę na pulsie, wykluczając ryzyko ewentualnego ataku, niepewność o własne bezpieczeństwo coraz częściej staje się tematem szeroko omawianym także w codziennych dyskusjach.

Udaremniony zamach

Kiedy na terenie Niemiec w lecie bieżącego roku doszło do serii aktów terroru, w których śmierć poniosło 9 niemieckich obywateli, zszokowana opinia publiczna zaczęła się głośno zastanawiać nad realnym niebezpieczeństwem związanym z atakami ze strony radykalnych islamistów. Z tego, iż Niemcy od dłuższego czasu znajdowały się na muszce IS, zdawano sobie sprawę już zdecydowanie wcześniej. Po lipcowych aktach przemocy m.in.w Monachium – gdzie to ostatecznie, zdaniem policji, atak nie miał podłoża islamistycznego – groźba zagrożenia ze strony tzw. Państwa Islamskiego stała się dla Niemców po prostu faktem. Kiedy w połowie października niemieckim służbom specjalnym udało się złapać Dżabra al-Bakra, Niemcy znowu wstrzymały oddech.

22-letni Syryjczyk był obserwowany przez niemiecki kontrwywiad od września - tuż po tym, jak służby otrzymały informację o planowanychm zamachu na terenie Niemiec. Al-Bakr w swoim mieszkaniu w Chemnitz przechowywał 1,5 kilograma substancji wybuchowych, zapalniki, a także specjalne metalowe części do konstruowania bomb. 8 listopada, podczas policyjnej obławy na jego mieszkanie, al-Bakrowi udało się uciec do Lipska, gdzie poprosił przypadkowo spotkanych Syryjczyków o nocleg. Kiedy zorientowali się, że jest poszukiwany listem gończym, związali go i zawiadomili policję. W poniedziałek rano mężczyzna został zatrzymany. Według policji al-Bakr współpracował z IS i z ramienia organizacji planował dokonać zamachu na jedno z lotnisk w Berlinie. Substancją wybuchową okazał się być materiał o nazwie TATP. Jak podała niemiecka prasa za ekspertami ds. terroryzmu, 200 gramów TATP wystarczy do tego, aby wysadzić w powietrze halę lub magazyn przemysłowy. Według szefa Urzędu Ochrony Konstytucji Hansa-Georga Maassena służby specjalne zainterweniowały dosłownie w ostatnim momencie.

Al-Bakr przebywał na terenie Niemiec od lutego 2015 roku i od początku legitymował się syryjskim paszportem. W czerwcu Federalny Urząd Migracji i Uchodźców przyznał mu status uchodźcy. Gazety w Niemczech podawały informację, że al-Bakr przeszedł w Syrii zorganizowane przez IS szkolenie z produkcji materiałów wybuchowych. Z kolei Saksoński Urząd Kryminalny stwierdził, iż Syryjczyk przyjechał do Niemiec faktycznie w celu dokonania aktu terroru. Dokładniejsze zbadanie sprawy uległo tym większej komplikacji, gdy dwa dni po zatrzymaniu al-Bakr popełnił w swojej celi samobójstwo. Szef niemieckiego MSZ Thomas de Mazière wezwał do wyjaśnienia okoliczności śmierci domniemanego terrorysty, a obrońca al-Bakra Alexander Huebner nazwał jego samobójstwo “kompromitacją niemieckiego wymiaru sprawiedliwości”.

Pierwsza ofiara…?

Po sprawie al-Bakra nie bez przyczyny zaczęto zadawać sobie pytania - czy Syryjczyk był związany z całą siatką terrorystyczną, która po jego śmierci - w akcie jeszcze większej nienawiści - może w każdej chwili przyczynić się do tym razem udanej realizacji terrorystycznego ataku? Czy może działał jako tzw. „samotny wilk”? Tego niemieckim służbom nie udało się ustalić. Czego jednak służby nie kryją, a o czym otwarcie coraz częściej mówi się także w mediach, to fakt, że grupa fanatycznych wyznawców IS na terenie Europy jest większa i silniejsza, niż się dotychczas wydawało. Niektórzy twierdzą nie bez ironii, że to cud, iż w ogóle w końcu zaczęto poruszać tę kwestię, dotychczas tak skrzętnie pomijaną chociażby właśnie przez niemieckie środki masowego przekazu.

Jedną z recept rządu na zagrożenie terrorystyczne jest wzmocnienie personalne i doposażenie policji. Zdjęcie: Flickr.com/Metropolico.org

W połowie listopada w Hamburgu para nastolatków została zaatakowana przez uzbrojonego w nóż napastnika w okolicach rzeki Alster. 16-letni chłopak zmarł w szpitalu w wyniku obrażeń, towarzysząca mu 15-latka, która została wepchnięta przez napastnika do rzeki, wydostała się na brzeg bez większych obrażeń. Sprawca tragedii do dzisiaj pozostaje na wolności. W niedzielę związana z IS agencja Amaq podała komunikat, który sugeruje, że napastnik z Hamburga jest “żołnierzem Państwa Islamskiego”. “Akcję przeprowadził w odpowiedzi na apel, by brać na cel obywateli państw walczących z Państwem Islamskim”, głosi kolejna część komunikatu. Chociaż policja nie odniosła się jeszcze do informacji wystosowanej przez Amaq, część niemieckich mediów już komentuje, że zasztyletowany nastolatek jest pierwszą ofiarą IS w Niemczech. Według ekspertów motyw zbrodni, pomimo iż nie był atakiem terrorystycznym na szeroką skalę, wbrew pozorom pasuje do obecnej filozofii wyznawanej przez Państwo Islamskie. “Zabić za wszelką cenę. Nieważne kogo, nieważne kiedy. To budzi strach, o co właśnie terrorystom z IS chodzi” - komentuje niemiecki “Die Welt”.

W ubiegłym tygodniu niemiecka policja przeprowadziła operację antyterrorystyczną w kilku krajach związkowych. Akcja objęła m.in. Turyngię, Nadrenię Północną-Westfalię, a także Hamburg i miała być w dużej mierze skierowana przeciwko Czeczenom, którzy są podejrzewani o finansowe wspieranie IS. Głównym podejrzanym miał być 28-letni obywatel Rosji czeczeńskiego pochodzenia, który miał rzekomo przyłączyć się do IS w Syrii. Jak podały służby, śledztwo przeciwko niemu jest prowadzone już od zeszłego roku, ale po zeszłotygodniowym przesłuchaniu podejrzany nie dostał nakazu aresztowania. Policja zastrzegła także, że dotychczasowe śledztwo nie wykazało bezpośredniego zagrożenia zamachami.

Wymowna cisza

Niemieccy politycy już dyskutują o zaostrzeniu przepisów antyterrorystycznych. Politycy koalicji CDU/CSU domagają się raz po raz wnikliwszego sprawdzania wszystkich osób wjeżdżających do Niemiec z zamiarem ubiegania się o azyl. Frakcja rządząca chciałaby, aby przy takiej kontroli udział brały także wszystkie służby, łącznie z wywiadem i kontrwywiadem. Przeciwni takim rozwiązaniom są m.in. SPD i Zieloni, którzy twierdzą, że doprowadziłoby to do absurdalnej sytuacji, w której każdego uchodźcę uznałoby się osobę podejrzaną.

Kanclerz Angela Merkel, a także burmistrz Lipska i premier Saksonii przekazali słowa uznania i podziękowania dla trzech Syryjczyków, którzy przyczynili się do złapania Dżabra al-Bakra. “To wielki sukces w walce z teorroryzmem, pokazujący, że ogromna część mieszkających tutaj cudzoziemców ubiegających się o azyl, nie chce mieć z islamizmem nic wspólnego”, powiedział burmistrz Burkhard Jung. Mimo wszystko niewielka ilość mediów podała informację, że przy zatrzymaniu al-Bakra dużą rolę odegrała pomoc syryjskich uchodźców.

Anna Piwowarczyk