Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Niemcy – wiarygodny sojusznik? Wywiad z Justyną Gotkowską

10 marzec 2015
A A A

W Niemczech rozpoczęto prace nad nową koncepcją bezpieczeństwa. Jaką rolę chce odegrać RFN w rozwiązywaniu międzynarodowych kryzysów i dlaczego nie będzie to rola militarna? Czy i w jakim stopniu zmieni się polityka Berlina wobec Moskwy? Jak zachowają się Niemcy w przypadku zaostrzenia konfrontacji z Rosją? Rozmowa z ekspertką ds. polityki bezpieczeństwa i obrony RFN Justyną Gotkowską z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Michał Kędzierski: W połowie lutego niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen zapowiedziała rozpoczęcie prac nad nową koncepcją bezpieczeństwa RFN, która ma zostać zawarta w tzw. Białej Księdze Bundeswehry. Niemcy mają wziąć na siebie większą odpowiedzialność za rozwiązywanie kryzysów międzynarodowych. Jak miałoby to wyglądać w praktyce?

Justyna Gotkowska*: O nowej Białej Księdze mówiło się już od jakiegoś czasu. Proces formułowania nowej koncepcji bezpieczeństwa nie jest związany tylko z konfliktem na Ukrainie. Posłowie CDU/CSU domagali się jej od dawna, ponieważ obecna koncepcja pochodzi z 2006 roku i nie przystaje już do rzeczywistości. Na pewno konflikt na Ukrainie wpłynął na podjęcie tej dyskusji przez ministerstwo obrony. Trudno powiedzieć, czy nowa Biała Księga przyniesie jakiś przełom w myśleniu Niemiec o swojej polityce bezpieczeństwa. Na pewno inna będzie analiza regionalnego i międzynarodowego środowiska bezpieczeństwa. Nowy dokument zaproponuje jednak raczej kontynuację dotychczasowej polityki, niż nowy jej kierunek. Większe zaangażowanie RFN w polityce bezpieczeństwa będzie polegało przede wszystkim na skoncentrowaniu się na dyplomacji, polityce rozwojowej, większej aktywności w organizacjach międzynarodowych. Będzie się przejawiać większą widocznością Niemiec w dyplomatycznym rozwiązywaniu kryzysów oraz w działaniach prewencyjnych, które mają przeciwdziałać wystąpieniu konfliktów na świecie. Berlin stara się podkreślać właśnie ten aspekt swojej polityki bezpieczeństwa – przeciwdziałanie kryzysom i ich ewentualnemu rozwinięciu do międzynarodowych konfliktów zbrojnych. Temu służyć mają działania oparte na współpracy gospodarczej, rozwojowej, pomocy finansowej, szkoleniach, czy wsparciu dla sektora bezpieczeństwa i administracji publicznej. To są typowe instrumenty cywilne. Jeśli chodzi zaś o instrumenty wojskowe, to Berlin najchętniej wykorzystuje Bundeswehrę do prowadzenia szkoleń czy operacji logistycznych, wspierających działania bojowe prowadzone przez inne kraje. Berlin stara się ostatnio w większym stopniu promować swoje podejście na forum międzynarodowym, gdzie Niemcy od kilku lat są krytykowane za swoją ostrożność w wykorzystywaniu instrumentów militarnych. Dzięki Białej Księdze i tej retoryce Niemcy chcą podkreślić inne, cywilne aspekty zarządzania kryzysowego, które są niedoceniane w dyskursie, a w których Niemcy mają instrumenty i czują się silni. To jest też element ich tożsamości w polityce bezpieczeństwa i budowania ich pozycji w relacjach z sojusznikami.

Czyli pani zdaniem nie należy się spodziewać zerwania przez Berlin z tzw. doktryną powściągliwości militarnej.   

Nie sądzę, żeby to nastąpiło. Patrząc po dotychczasowych działaniach rządu RFN i reakcjach na ostatnie konflikty, które wymagały reakcji zbrojnej Zachodu, oraz patrząc na reakcje niemieckie na konflikt na Ukrainie, nie sądzę, żeby ta powściągliwość została przełamana. Do tego dochodzą również sondaże opinii publicznej, które jasno wskazują na to, że niemieckie społeczeństwo nadal jest sceptyczne co do wykorzystywania Bundeswehry jako instrumentu polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, czy nawet w ogóle wykorzystywania siły w stosunkach międzynarodowych. W ostatnich kilku latach Niemcy przyjęły strategię minimalnego zaangażowania wojskowego. Przełomem był konflikt w Libii i niemiecki dystans wobec zachodniej interwencji. Wstrzymanie się Niemiec, razem z Chinami i Rosją, w trakcie głosowania nad rezolucją w tej sprawie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ był szokiem dla Zachodu. Ta postawa Berlina w pewnym stopniu spowodowała izolację Niemiec w obozie zachodnim. To dało Niemcom dużo do myślenia. W następnych latach, np. podczas konfliktu w Mali, Berlin decydował się już na wysyłanie małych jednostek, nie o charakterze bojowym, lecz logistycznym, medycznym lub transportowym, które dowodziły, że Niemcy angażują się po stronie sojuszników. To zaangażowanie nie przekraczało jednak pewnego poziomu i nie sądzę, żeby cokolwiek w tym zakresie zmieniło się w przyszłości. Nadal będziemy mieć do czynienia z niemiecką powściągliwością, która jest wpisana w kulturę strategiczną i politykę wewnętrzną Niemiec.

Wobec tego szczytem niemieckich możliwości w tym zakresie są, jak w przypadku wojny w Iraku i w Syrii, dostawy broni i szkolenie jednostek przez instruktorów Bundeswehry.

Tak. Jeśli chodzi o militarne zaangażowanie w przypadku takich kryzysów, jak na Bliskim Wschodzie, to jest to maksimum niemieckiego zaangażowania.

Jednym z kluczowych powodów prac nad nową koncepcją bezpieczeństwa jest polityka Rosji wobec Ukrainy. 10 lat temu, w poprzedniej Białej Księdze, Rosję określano mianem wyróżniającego się partnera, z którym należy zacieśniać współpracę. Dziś niemiecka minister obrony mówi, że Rosja zmienia architekturę bezpieczeństwa w Europie i nie należy mieć złudzeń – ta „polityka Kremla będzie zajmować nas jeszcze przez bardzo długi czas”. Jesteśmy świadkami zmiany polityki Niemiec wobec Rosji?

Na pewno zmieniło się w Niemczech myślenie o Rosji. Niemcy widzą, że Kreml prowadzi agresywną politykę w swoim sąsiedztwie, są w dużej mierze świadomi celów, które Rosja sobie stawia, a którym jest odzyskiwanie, czy też umacnianie swojej strefy wpływów w obszarze poradzieckim. Są świadomi tego, że Rosja idzie w stronę rosnącego autorytaryzmu i mimo niemieckich nadziei nie wprowadzi reform systemowych w obszarze gospodarki. To wszystko sprawia, że Rosja nie jest już w oczach Niemców partnerem strategicznym. Kwestią otwartą jest, jak ta zmieniająca się percepcja Rosji w Niemczech wpłynie na politykę bezpieczeństwa RFN. Z jednej strony mamy tą zmianę, o której wspomniałam, a z drugiej strony występują jasne i długofalowe wyznaczniki polityki bezpieczeństwa RFN. Jeśli chodzi o wyznaczniki polityki bezpieczeństwa wobec Rosji, to jednym z nich jest zasada, że bezpieczeństwo w Europie jest możliwe tylko z Rosją, a nie przeciw niej. Oznacza to, że Berlin wychodzi z założenia, że z Moskwą należy rozmawiać oraz uwzględniać jej postulaty w sprawie ustalania nowego ładu europejskiego w zmieniających się uwarunkowaniach globalnych, kiedy USA wycofują się z Europy i koncentrują się na regionie Azji i Pacyfiku. Mamy do czynienia z końcem okresu pozimnowojennego. Niemcy uznają, że muszą ułożyć się z Rosją i to z Rosją taką, jaka jest, bo innej na razie nie będzie. Berlin kieruje się doktryną strategicznej cierpliwości wobec Rosji, licząc że polityka Kremla może się zmienić w dalszej perspektywie. Berlin uważa, że wobec polityki dialogu nie ma innej alternatywy. Otwarte pozostaje pytanie, jakie będzie stanowisko Niemiec, jeśli Rosja przekroczy granicę swojej „bliskiej zagranicy” i pójdzie dalej na konfrontację z Zachodem. Myślę, że nowa Biała Księga nie da nam odpowiedzi na to pytanie. Odpowiedź Niemiec będzie w takiej sytuacji wypadkową wielu czynników: stanowiska całego Zachodu, polityki wewnętrznej, czy kampanii dezinformacyjnych ze strony rosyjskiej. Szczególnie dla Niemiec nie będzie to sytuacja decyzyjnie prosta, bo Niemcy mają szczególny stosunek do Rosji i są podatne w dużym stopniu na rosyjską propagandę.

A więc pani zdaniem Niemcy nie są gotowe do tego, ażeby porzucić tą, nieskuteczną przecież, politykę dialogu i przekonywania Rosji i nie będą w stanie postawić na twardsze argumenty – niemilitarne, ale gospodarcze lub polityczne. Przykładem może być polityka odstraszania, postulat obecny również w niemieckiej debacie publicznej, zgodnie z którym Zachód powinien wysłać Rosji mocny sygnał i pokazać, że istnieje granica, której przekroczenie potencjalnie będzie skutkować odpowiednią reakcją. Do tej pory Kreml testował granicę, do której może się posunąć i tę granicę konsekwentnie przesuwał.

To prawda. To jest właśnie problem niekompatybilności niemieckiego podejścia z tym, jakie Rosja stawia sobie cele i co chce osiągnąć. Stawianie przez Berlin na dyplomację podpartą sankcjami..

…spóźnionymi…

…chociaż spóźnionymi, ale tutaj trzeba oddać Niemcom, że w ramach UE doprowadziły do kolejnej rundy sankcji. Stawianie na dialog z Kremlem pokazało granice niemieckiego podejścia, szczególnie w przypadku porozumienia Mińsk-2. Presja militarna Rosji i dyskusja na temat dostaw broni dla Ukrainy w USA i UE spowodowały, że Niemcy przestraszyły się eskalacji konfliktu na Ukrainie, a kanclerz Merkel porzuciła dotychczasowe twarde stanowisko, które zakładało wypełnianie porozumienia Mińsk-1 i uzależniało od tego zniesienie sankcji. Presja wojskowa Rosji doprowadziła do tego, że Niemcy zaczęły dążyć do podpisania kolejnego porozumienia, które już jest jednak łamane, a może być ponadto  wykorzystywane przez Kreml do wywierania dodatkowej presji na Ukrainę. Jeżeli rzeczywiście Rosja nie otrzyma z Zachodu jasnego sygnału, że istnieje nieprzekraczalna granica, to będzie ją dalej przesuwać.

Jaka byłaby odpowiedź Niemiec w przypadku próby powtórzenia przez Rosję elementów wojny hybrydowej w państwach bałtyckich, np. wykorzystania licznej mniejszości rosyjskiej do własnych celów? Nie chodzi o zaangażowanie militarne, tak jak w Donbasie, kiedy nie ma wątpliwości, że obecne są tam rosyjskie oddziały, chociaż Kreml tego nie przyznaje, ale np. o próbę inspirowania i wspierania ruchów społecznych lub politycznych w celu destabilizowania sytuacji w kraju. Czy w takim przypadku Niemcy postawiłyby twardy opór w imię sojuszniczej solidarności, czy znów jak na Ukrainie, odpowiedzią byłyby dialog i sankcje?

Należy rozpatrywać dwa scenariusze. Pierwszy to konwencjonalny atak rosyjski na którykolwiek z krajów NATO. Istnieje minimalne prawdopodobieństwo, że Rosja zdecyduje się na jednoznaczną konfrontację wojskową przeciw państwu-członkowi Sojuszu. Wówczas jednak Zachód, w tym USA i Niemcy, jestem o tym przekonana, solidarnie odpowie na taką konfrontację. Drugi scenariusz to działania niekonwencjonalne, niejednoznaczne i tu leży problem. Rosja będzie działać w tzw. szarej strefie. Dla nas może to być przykład oczywistego działania agresywnego, ale państwa zachodnie takiej jasności mieć nie będą, albo z powodów politycznych nie będą chciały mieć takiej jasności. Działaniami niekonwencjonalnymi mogłyby być punktowe ataki militarne lub próby destabilizacji sytuacji wewnętrznej w którymś z krajów wschodniej flanki lub np. ataki terrorystyczne. Na takie działania prowadzone w szarej strefie byłoby bardzo trudno odpowiedzieć Sojuszowi Północnoatlantyckiemu, który jest sojuszem wojskowym. Zapewne Niemcy byłyby gotowe do podjęcia działań w sferze politycznej, czyli do przyjęcia politycznych lub gospodarczych sankcji wobec Rosji, ale na pewno nadal byłyby nastawione na dialog i porozumienie z Moskwą. Nie chciałyby przekreślić kanału komunikacji ze względu na wpisane w niemieckiej kulturze politycznej konstruktywne podejście do rozwiązywania kryzysów. Pytanie, jak Rosja odbiera taką postawę Niemiec. Według Kremla jest to bowiem oznaka słabości Zachodu, którą będzie pragnął dalej wykorzystywać, uzyskując jak najwięcej korzyści, nawet kosztem państw wschodniej flanki Sojuszu. To jest problem niekompatybilności niemieckiego i rosyjskiego podejścia: nastawionego na rozwiązywanie konfliktu i równoważącego interesy obu stron podejścia Berlina oraz podejścia rosyjskiego, polegającego na konfrontacji, uzyskaniu jak największych korzyści i osiągnięciu swoich celów strategicznych, w tym podważenia wiarygodności i spójności NATO oraz pozycji USA w Europie. Niestety niemiecka polityka wobec Rosji jest przez Kreml wykorzystywana i może być wykorzystywana w przyszłości.

Pojawia się pytanie o wiarygodność Niemiec w NATO. Na ile Niemcy byłyby gotowe wstawić się za swoimi sojusznikami, którzy nie leżą tak jak Niemcy w centrum europejskiego obszaru stabilności i nie są otoczone przez przyjaźnie nastawione państwa, lecz – tak jak państwa bałtyckie – graniczą z autorytarną Rosją i są ponadto zamieszkiwane przez liczną mniejszość rosyjską. Odpowiedzią mogłaby być np. wzmożona obecność oddziałów NATO na wschodniej flance Sojuszu, ale Berlin był sceptyczny.

Na pewno w przypadku konwencjonalnych zagrożeń Niemcy zachowają się jak sojusznik, ponieważ w przeciwnym wypadku podważyłyby swoją pozycję w Europie i na całym Zachodzie. W innych sytuacjach może być natomiast różnie, o czym wspomniałam wcześniej. Jeśli zaś chodzi o wojskowe wzmocnienie państw wschodniej flanki NATO, Niemcy kierują się bardzo specyficznym podejściem w stosunku do Rosji. Chcą wzmocnić swoich sojuszników na wschodzie, ale nie chcą prowokować Moskwy. W związku z tym niemiecka obecność w regionie jest w porównaniu z Wielką Brytanią czy Stanami Zjednoczonymi ograniczona. Niemcy przejęły dowództwo tzw. „szpicy” NATO z tego względu, że jest ona zorganizowana z sił szybkiego reagowania (NRF), które w 2015 roku Niemcy miały tworzyć z Holandią i Norwegią. Ok. 2 tys. niemieckich żołnierzy stanowi trzon sił lądowych „szpicy”, która ma reagować na ewentualne zagrożenia na wschodniej flance NATO. Niemcy zobowiązały się ponadto do wysłania kompanii żołnierzy do ćwiczeń w państwach bałtyckich i w Polsce, a niemieckie myśliwce Eurofighter biorą udział w natowskiej misji Baltic Air Policing. Moglibyśmy spodziewać się po Berlinie większego zaangażowania, ale byłoby ono niezgodne z niemiecką strategią wobec Rosji i tym, jak Niemcy chcą rozwiązać obecny konflikt.

Należy mieć nadzieję, że Niemcy wyciągną wnioski z błędów dotychczasowej strategii w podejściu do Rosji i będą w przyszłości skłonne do działań lepiej przystających do polityki Kremla.

Trzeba wziąć pod uwagę, jak Rosja patrzy na politykę Niemiec i że dla Kremla jest to oznaka słabości, a nie siły. Dotychczasowa strategia Berlina nie była adekwatną odpowiedzią na rosyjskie działania. Wydaje się, że Niemcy zrozumieli, że mają po części problem z Rosją i że ich zarządzanie konfliktem na Ukrainie ma swoje ograniczenia, szczególnie po porozumieniu Mińsk-2. Niedawno w Berlinie zapadła decyzja o utworzeniu oddzielnego ośrodka analitycznego, zajmującego się tylko i wyłącznie Rosją i krajami poradzieckimi. To pokazuje, że Niemcy rozumieją, że Rosja będzie długofalowo stanowić problem dla nich i dla Europy. Być może stworzenie takiego ośrodka analitycznego wpłynie na lepsze zrozumienie Rosji w Niemczech i przeformułowanie w pewnym stopniu niemieckiej strategii wobec Moskwy. Należy jednak pamiętać, że ta strategia bazuje na pewnych stałych wyznacznikach, związanych z historią, polityką wewnętrzną, sferą gospodarczą oraz samookreśleniem swojej roli jako aktora w polityce europejskiej i światowej.

Dziękuję serdecznie za rozmowę.

Również dziękuję.

 

Rozmowę przeprowadził Michał Kędzierski.

*Justyna Gotkowska – analityk ds. polityki bezpieczeństwa i obrony RFN, państw nordyckich i bałtyckich; główny specjalista Zespołu Niemiec i Europy Północnej Ośrodka Studiów Wschodnich. Autorka raportu „Słabe ogniwo. Niemcy w zachodnim systemie bezpieczeństwa” (styczeń 2015).

Wywiad ukazał się również na stronie Przeglądu Spraw Międzynarodowych NOTABENE.