Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Aleksander Siemaszko: Herbatka na Kapitolu

Aleksander Siemaszko: Herbatka na Kapitolu

06 listopad 2010
A A A

Listopadowe wyniki wyborów w USA jednoznacznie wskazują, że wyborcy postanowili dać partii Prezydenta Baracka Obamy żółtą kartkę. Lecz Grand Old Party powinna wstrzymać się jeszcze z otwieraniem szampana.


Zgodnie z przewidywaniami, Republikanie odzyskali większość w Izbie Reprezentantów, zdobywając co najmniej 59 miejsc. Nie udało im się jednak przejąć kontroli nad Senatem – w którym Demokraci zdołali utrzymać przewagę. Równolegle z wyborami do Kongresu, wiele stanów obierało nowego gubernatora. Tu także zwycięstwo odniosła GOP, lecz Demokratom udało się wygrać w Kalifornii i utrzymać Nowy Jork. Gdy opadł już kurz bitewny, na usta ciśnie się jedno pytanie – co oznacza to dla Baracka Obamy i wyborów prezydenckich w roku 2012?

Wygrani, przegrani i cała reszta

Z pozoru oczywisty wynik wyborów, wygranych przez Republikanów komplikowany jest przez aktywną rolę w kampanii wyborczej aktywistów powiązanych z Tea Party. Powszechnie przyjmuje się, że ów konserwatywny, oddolny ruch skierowany przeciwko wysokim podatkom, rozbuchanej administracji i lewicowej polityce Obamy jest największym zwycięzcą wyborów. W istocie, niektórzy kandydaci wsparci przez twarz nowego ruchu – Sarę Palin oraz byli w stanie zmobilizować konserwatystów w stopniu wystarczającym do wygranej w prawyborach w bardziej umiarkowanymi kandydatami popieranymi przez centralę; mobilizacja prawicy nie była jednak w stanie rekompensować im braku poparcia wśród wyborców niezależnych. Wybory w Kalifornii przegrała, mimo wyłożenia rekordowej sumy 140 milionów dolarów z własnej kieszeni, była C.E.O. E-bay Carly Fiorina. Porażkę odnieśli: kandydatka na senator z Delaware, Christine O'Donell, która w mediach zaistniała głównie dzięki się głównie swojej przeszłości jako... czarownica oraz oryginalnym poglądądom na masturbację czy też „herbaciany” kandydat na gubernatora Nowego Jorku, Cal Paladino, wsławiony wysyłaniem wyborcom pornograficznego spamu. Nawet w stanie Sary Palin, Alasce, Tea Party poniosła klęskę, a mandat obejmie zapewne startująca jako „write-in candidate”1 Lisa Murkowski. Pozostałym kandydatom związanym z Tea Party wiodło się lepiej – Rand Paul, syn kongresmena Rona Paula z Teksasu, zdobył mandat w Kentucky a Jim DeMint w Południowej Karolinie. Spektakularny sukces osiągnął bliski „Herbaciarzom” Marc Rubio, młody latynoski republikanin z Florydy. Podane przykłady wskazują, że, chociaż Tea Party bez wątpienia otrzymało wiatr w żagle, to samo poparcie Palin nie wystarczyło do wygranej – ważniejsze były osobiste przymioty i kwalifikacje kandydata czy umiejętnie prowadzona kampania.

Największe straty Demokraci ponieśli w „niepewnych” czy też otwarcie konserwatywnych okręgach, w których wyborcy na fali niezadowolenia rządami George'a W. Busha zagłosowali na umiarkowanych, centrowych Demokratów – tzw. „Blue Dog Democrats”. W istocie, politycy ci, należący do prawego skrzydła partii starali się tonować nastroje w zdecydowanie lewicowej ekipie Obamy. Niemniej jednak, gdy dochodziło do głosowań, zazwyczaj popierali oni kontrowersyjne propozycje, takie jak reforma służby zdrowia, pakiet pomocowy dla gospodarki czy też ustawodawstwo ograniczające emisję zanieczyszczeń do atmosfery („cap'n'trade”). Teraz przyszło im za to zapłacić.

W ten sposób Amerykanie wskazali co było dla nich najbardziej istotne przy podejmowaniu decyzji w lokalu wyborczym – w istocie, wybory do Kongresu stały się mini-referendum nad polityką Baracka Obamy. Referendum sromotnie przez prezydenta USA przegranym.

NObama

Utrata mandatów przez Demokratów startujących w konserwatywnych okręgach nie może nikogo dziwić. W większości przypadków ich zwycięstwa w poprzednich latach odniesione zostały po niezwykle zaciętych wyścigach; w większej mierze świadczyły one o słabości GOP niż sile lewicy. Jednak łupem Republikanów padły także demokratyczne bastiony. W Wisconsin mandat stracił jeden z najbardziej znanych lewicowych Demokratów, Russ Feingold. W Illinois mandat, który jeszcze dwa lata temu pełnił Barack Obama, dziś przypadł w udziale republikanowi Markowi Kirkowi. Kandydaci, których w czasie kampanii wsparł prezydent przegrywali z kretesem. Pomoc Obamy dla wielu okazała się pocałunkiem śmierci.

Komentatorzy wskazują na dwie główne przyczyny klęski rządzącej ekipy. Stany Zjednoczone wychodzącą z kryzysu ekonomicznego wolniej, niż się tego spodziewane, a wzrost gospodarczy nie przekłada się na spadek bezrobocia. Na pobudzanie gospodarki wydano setki miliardów dolarów, tymczasem większość Amerykanów nie widzi poprawy swojej sytuacji. Na dodatek ekipę obecną administracje obarczono polityczna odpowiedzialnością za wsparcie finansowe dla upadajacych banków. Niezwykle kosztowna pomoc została udzielona wbrew znacznej części opinii publicznej. O tym, że proces ten rozpoczął sekretarz skarbu powołany przez George'a W. Busha niewielu pamięta.

Po drugie, Republikanie zaatakowali lewicowy program Obamy. Reforma służby zdrowia postrzegana jest jako niedopuszczalna ingerencja w gospodarkę, na dodatek, pomimo zapewnień Biura Rachunkowości Kongresu, wyborcy obawiają się, że objęcie około 30 milionów dotychzas nieubezpieczonych Amerykanów opieką medyczna powiększy i tak ogromny deficyt budżetowy. Regulacje dotyczące emisji gazów cieplarnianych z niepokojem zostały przyjęte nie tylko przez prawicę, ale i tradycyjny elektorat Demokratów – niebieskie kołnierzyki. Obawiają się, że koszty reformy poniosą pracownicy przemysłowi. Nieprzypadkowo w Zachodniej Wirginii zwycięstwo w wyborach do Senatu odniósł demokratyczny kandydat Joe Manchin, demonstracyjnie odcinający się od Białego Domu. Manchin w swych reklamówkach wręcz strzelał do projektu ustawy....

Co dalej?

Ameryka przeżywa kryzys. Nie jest to wyłącznie kryzys gospodarczy, lecz także kryzys zaufania do polityków oraz utrata dotychczasowej pewności siebie. Zwycięstwo Obamy wywołało nadzieje, którym niedoświadczony polityki nie był w stanie sprostać. Pierwsze dwa lata upłynęły mu głównie na mierzeniu się z problemami wewnętrznymi i historycznej reformie służby zdrowia. Teraz zmuszony będzie odciąć się od lewicowego skrzydła Demokratów i objąć bardziej umiarkowany kurs. W przeciwnym razie dojdzie do wojny prezydenta z Kongresem.

Republikańscy kandydaci powiązani z „Herbaciarzami” w kampanii wyborczej z góry odrzucali możliwość dojścia do kompromisu z Demokratami. Co więcej, działalność szeregowych aktywistów Tea Party skierowana była nie tylko przeciwko amerykańskiej lewicy, ale również i establishmentowi Republikanów, oskarżanemu o rozbudowę struktur administracji i drastyczne powiększenie deficytu budżetowe za kadencji George'a W. Busha, odwołującego się niekiedy do koncepcji „współczującego konserwatyzmu”. Niektórzy analitycy przewidują, że Tea Party doprowadzić może do kryzysu w łonie Republikanów. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Zbyt niewielu „Herbaciarzy” wybranych zostało do Kongresu. Ci zaś, którzy uzyskali mandat, w czasie kampanii wyborczej umiejętnie lawirowali pomiędzy oczekiwaniami populistycznie nastawionych wyborców a partyjnym establishmentem. Taką drogę obrał nawet Rand Paul, syn niepoprawnego libertariańskiego idealisty, Rona Paula.

Polityce kompromisu zdaje się sprzyjać osoba nowego Spikera – Johna Boenhera. Ten doświadczony amerykański polityk ma opinie pragmatyka, dalekiego od doktrynarnego oporu wobec Demokratow. Nie zmienia to jednak faktu, że głównym celem Republikanów pozostaje – jak powiedział Mitch McConnel,lider tej partii w Senacie – sprawienie, że Barack Obama nie zostanie wybrany na drugą kadencję. Z dużym prawdopodobieństwem na śmietnik wyrzucić można ustawę cap'n'trade. Ratyfikacja nowego układu START staje pod dużym znakiem zapytania. Zapewne w ramach kompromisu Demokraci zgodzą się na pewne modyfikacje w ustawie o służbie zdrowia, jednak zapowiedzi niektórych polityków prawicy o „odesłaniu ustawy do kosza” nie wydają się realne. Ustępując pola, Barack Obama starać się będzie zachować utrzymać swoje najważniejsze postulaty polityczne.

Z całą pewnością mylili się tacy komentatorzy amerykańscy jak James Carville, wieszczący, że Amerykę czekają „dekady rządów Demokratów”. Republikanie dowiedli, że są w stanie dotrzeć do wyborców i starają się zerwać z etykietą partii „starych, białych mężczyzn” stawiając na kobiety i umiejętnie flirtując z największą mniejszością w Stanach Zjednoczonych – latynosach. Uniesieni entuzjazmem zwycięstwa zwolennicy Marco Rubio wieszczą temu młodemu senatorowi, że w 2012 zostanie kandydatem GOP na wiceprezydenta, przechodząc drogę podobną do Baracka Obamy. Czy to wystarczy by odzyskać kontrolę nad Białym Domem?

Od dziś Republikanie nie będą w stanie uniknąć współodpowiedzialności za rządzenie. Przez swoich wyborców będą rozliczani z tego, czy będą w stanie przeprowadzić swoje postulaty dotyczące obniżki podatków czy redukcji deficytu budżetowego. Przed GOP stoi trudne zadanie, a marsz po władzę dopiero się rozpoczął.

1Write-in candidate – kandydat startujący w wyborach, lecz nie figurujący na karcie wyborczej. Głos na niego oddaje się poprzez dopisanie (“write-in”) nazwiska kandydata w pustej rubryce. Lisa Murkowski jest drugim kandydatem, której udała się sztuka wygranej poprzez write-in. Pierwszym był Strom Thurmond, demokrata – segregacjonista, startujący w 1954 roku.