Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Dominika Matys: Mocarstwa kapitulują

09 styczeń 2015
A A A

Wraz z końcem zimnej wojny upadł nie tylko Związek Radziecki. Rozkładowi uległa również koncepcja Europy jako kontynetu będącego miejcem ścierania się stref wpływów kilku imperiów. Powstanie i nieustanny rozwój Unii Europejskiej zdaje się przekreślać partykularne interesy poszczególnych narodów. Obecny konfikt na Ukrainie jest symboliczną bitwą nowego ładu ze starym. To nie jest wojna pomiędzy Rosją a Zachodem. To rywalizacja, w której nagrodą będzie kreacja przyszłości Europy.

Ponad rok temu opublikowałam tekst, w którym opisałam stosunek Rosji do krajów Partnerstwa Wschodniego zmierzających w stronę Zachodu ( „Kupujmy mołdawskie wina!”). Już wtedy oczywistym wydawało się to, iż istnienie w Europie dwóch ekspansjonistyczych mocarstw musi prowadzić do konfiktu. Wybuch rewolucji na Ukrainie był tego wyraźnym unaocznieniem. Unia Europejska jest z założenia tworem dążącym do integracji w swoich strukturach całego kontynentu. Jej potęga gospodarcza i dobrobyt jest miękką siłą, która sprawia, że sąsiadujące z nią zubożałe społeczeństwa gotowe są ponieść wszelkie ofiary, by tylko stać się częścią tego „lepszego świata”. Cytując samą siebie:

Głośne oświadczenia wygłaszane przez wysoko postawionych unijnych urzędników na temat  włącznia Rosji w przyszłości do wspólnej przestrzeni ekonomicznej mogą świadczyć o jednym: celem UE jest wchłonięcie Rosji, w ten czy inny sposób, co pozwoliłoby nie tylko stoworzyć "przestrzeń pokoju i dobrobytu" w całej Europie, ale również mocarstwa zdolnego do zajęcia pozycji, którą obecnie ma USA. Czyżby Europejczycy mieli dosyć swojego "wujka zza oceanu" oraz zimnowojennego podziału Europy? Czy Rosja kiedykolwiek byłaby w stanie zrezygnować ze swojej niezależności, nie będąc w stanie dłużej odpierać rozszerzania się Unii Europejskiej na wschód? Ostatnie działania Rosji względem swoich zachodnich sąsiadów świadczą o desperacji i braku pomysłu na utrzymanie jej wpływów w Europie.

Atak Rosji na Ukrainę nie jest manifestacją siły, lecz słabości, co do tego zgadzają się wszyscy analitycy. Putin i cały rosyski naród są w stanie zaryzykować obecne status quo, ponieważ zdają sobie sprawę z tego, iż w grę wchodzi nie tylko zwierzchność nad jednym z ich wasali, ale również cała koncepcja „rosyskiego świata”. Otóż Rosja, będąc krajem u swoich źródeł europejskim, wyrosła ponad Europę i swym zasięgiem objęła dużą część Azji. Stała się sama dla siebie kontynentem, punktem odniesienia. Obecnie Rosjanie (w swojej większości) nie uważają siebie samych za Europejczyków. Niechętnie uczą się języka angielskiego nie tylko dlatego, że jest on postrzegany jako lingua franca Zachodu. Chiński, arabski czy hiszpański również nie spotkałby się wsród z nich z wielkim entuzjazmem. Problem tkwi w tym, iż uważają swój język za mowę międzynarodową, która powinna być znana każdemu, kto chce się z nimi porozumieć. Rosja nie chce być częścią Europy. Chce sprawić, żeby inne kraje stały się częścią niej.

Konsekwencje takiego sposobu myślenia możemy obserwować obcenie na Ukrainie. To nie jest zwykła wojna o strefę wpływów. To jest walka Rosji o zachowanie swojego uprzywilejowanego statusu, swojej koncpecji Europy i świata. Rosja panicznie boi się, że niedługo jej zachodnia granica będzie od początku do końca granicą z Unią Europejską. Z tworem, który pragnie ją pochłonąć i sobie podporządkować. Z mocarstwem, z którym nie jest w stanie podjąć rywalizacji. Strach przed utratą imperium jest dla Rosjan silniejszy niż obawa przed recesją czy bankructwem. W tym celu powołana została Unia Euroazjatycka, jako rosyjska przeciwwaga dla Unii Europejskiej. Jednakże bez Ukrainy w swoim składzie nie będzie ona w stanie spełniać swojej funkcji. Rosja bez Ukrainy nie jest, nigdy nie była i nigdy nie będzie imperium, z czego Rosjanie zdają sobie oczywiście sprawę. Bez niej nie są w stanie być wartością samą w sobie, przeciwstawiać się ekspansywnej UE. Z czego można wyciągnąć wniosek, iż w Europie nie ma miejsca na dwa mocarstwa. Jedno z nich musi przegrać i ulec dezintegracji. Być może niedługo dowiemy się które doświadczy tego losu.