Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję

Strefa wiedzy

Wykonanie: Delta Interactive
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Donald Trump 45. prezydentem Stanów Zjednoczonych

Donald Trump 45. prezydentem Stanów Zjednoczonych

25 styczeń 2017
A A A

W piątek (20.01) odbyła się uroczysta inauguracja i zaprzysiężenie 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donalda J. Trumpa. Udział w niej wzięli Jimmy Carter, Bill i Hillary Clinton oraz George Bush. Trump planuje rozpoczęcie swojej prezydentury od likwidacji Obamacare i zaostrzenia kontroli granic.

Z inauguracją związane były uroczystości i koncerty, które rozpoczęły się już w czwartek. Przed piątkowym zaprzysiężeniem Donald Trump wraz z małżonką Melanią przyjechał do Białego Domu, w którym przywitali ich Barack i Michelle Obama. Z Białego Domu udali się razem na Kapitol, gdzie Mike Pence i Donald Trump złożyli przysięgi. Po przemowie 45. Prezydenta USA, w Kongresie odbył się uroczysty obiad, a Barack i Michelle Obama odlecieli do Kalifornii na zasłużony urlop.

Obecni i nieobecni na zaprzysiężeniu

Wielu senatorów i reprezentantów z Partii Demokratycznej zapowiedziało swoją nieobecność na uroczystości zaprzysiężenia Donalda Trumpa. Uwagę przykuła jednak obecność niezależnego, choć sympatyzującego z Partią Demokratyczną senatora z Vermont, Berniego Sandersa. Wielu wyborców Partii Demokratycznej nadal uważa, że gdyby to Sanders reprezentował Demokratów w wyścigu o fotel prezydencki, wygrałby z Trumpem i obecnie zasiadałby w Białym Domu. Swoją nieobecność na uroczystościach inauguracyjnych już na kilka dni wcześniej zapowiedział George H. W. Bush wraz z żoną, Barbarą Bush. Obydwoje znajdują się obecnie w szpitalu w Houston z powodu złego stanu zdrowia. Na uroczyści pojawił się jednak ich syn, George W. Bush i jego żona, Laura Bush. Obecny był także 39. prezydent Stanów Zjednoczonych, Jimmy Carter i były wiceprezydent, Dick Cheney.

Na inauguracji pojawili się też Bill i Hillary Clinton. Trump poświęcił im zresztą chwilę w krótkiej mowie podczas uroczystego obiadu w Kongresie. Podziękował im za obecność i przekazał wyrazy uznania i szacunku za ich dorobek polityczny. Są to słowa dość zaskakujące, jeżeli brać pod uwagę zwyczajową retorykę Trumpa. Co jednak ważniejsze, są one najprawdopodobniej komunikatem, że nie zostanie wszczęte żadne specjalne postępowanie prokuratorskie w sprawie Hillary Clinton, o którym tak wiele mówił Donald Trump w trakcie kampanii wyborczej.

Zdjęcie:Flickr.com/Rockin'Rita

Inauguracja Trumpa cieszyła się także znacznie mniejszym zainteresowaniem społeczeństwa, niż inauguracja Baracka Obamy przed ośmioma laty. Co więcej, także wielu celebrytów odmówiło udziału w tegorocznych uroczystościach inauguracyjnych, z własnej woli, lub pod naciskiem fanów.

„Ja, Donald John Trump, uroczyście przysięgam…”

Donald Trump składał przysięgę na dwie Biblie. Nie jest to rzeczą nową. Trump jest piątym prezydentem przysięgającym na dwie księgi po Trumanie, Eisenhowerze, Nixonie i Obamie. Pierwszą z nich była Biblia, na którą przysięgał w 1861 roku Abraham Lincoln. Na co dzień spoczywa ona w Bibliotece Kongresu. Dotychczas tylko jeden prezydent zdecydował się na złożenie przysięgi na ten konkretnie egzemplarz Biblii, a był nim poprzednik Trumpa, Barack Obama. Drugą Biblią, na którą przysięgał Trump, był jego osobisty egzemplarz, który otrzymał od swojej matki w 1955 roku. Obydwa egzemplarze trzymała zgodnie z obyczajem żona obejmującego urząd, a więc w tym wypadku Melanie Trump, a przysięgę przyjął prezes Sądu Najwyższego, John Roberts.

Jakkolwiek Konstytucja Stanów Zjednoczonych wymaga od wstępującego na urząd złożenia przysięgi, nie jest wymagana do tego Biblia czy święta księga innego wyznania. Obecność jakiejkolwiek księgi podczas przysięgi jest zwyczajnie obyczajem rozpoczętym przez pierwszego prezydenta, Jerzego Waszyngtona. W historii zdarzały się niedopełnienia tego obyczaju lub pewne niepoprawności w kontekście religijnym. Bez księgi przysięgał Theodor Roosevelt po zabójstwie Williama McKinleya, natomiast Lyndon Johnson, wyznaniowy protestant, po zamachu na Johna F. Kennedy’ego składał przysięgę na katolicki Mszał Rzymski, jedyną księgę związaną z religią, jaką znaleziono w samolocie, na pokładzie którego odbywało się to zaprzysiężenie. Nie zdarzyło się jednak dotychczas, by takie sytuacje były umyślne.

Zdjęcie: Flickr.com/National Museum of the U.S. Navy

Hasła mowy inauguracyjnej

Po zaprzysiężeniu Trump wygłosił krótką, siedemnastominutową mowę. Nie różniła się ona znacząco od przemów z okresu kampanii wyborczej. Trump wielokrotnie podkreślał, że jego prezydentura oznacza powrót władzy w ręce obywateli. Tak jak w kampanii wyborczej, tak i teraz zaznaczył, że granice muszą być dobrze strzeżone, by Stany Zjednoczone mogły być bezpieczne. Gospodarka oprzeć ma się na dwóch prostych regułach - kupować produkty amerykańskie i zatrudniać Amerykanów. Co się tyczy polityki zagranicznej, Trump zapowiedział wzmocnienie obecnych sojuszy i uformowanie nowych. Głównym celem ma być walka z islamskim terroryzmem, co w połączeniu ze stwierdzeniem o tworzeniu nowych sojuszy, może oznaczać podjęcie współpracy z Rosją w działaniach przeciwko Daesh. W końcowej części swojej mowy Trump szukał pojednania, stwierdzając, że „niezależnie od tego czy jesteśmy czarni, brązowi czy biali, wszyscy krwawimy tą samą czerwoną krwią patriotów”.

Przeciwnicy Donalda Trumpa

W dniu inauguracji w Dystrykcie Kolumbii obecni byli jednak nie tylko zwolennicy Donalda Trumpa, ale również jego przeciwnicy. W tym samym dniu przez Waszyngton przeszedł marsz anarchistów, którzy demolowali witryny sklepowe i kawiarnie, podpalali samochody i śmietniki i niszczyli przystanki autobusowe, w ten sposób próbując zademonstrować swój brak poparcia dla nowego prezydenta. Dzień później w Waszyngtonie odbył się Marsz Kobiet, który pod hasłem obrony praw kobiet był zwyczajnie manifestacją antyprezydencką, jednak w porównaniu do przemarszu anarchistów, przeprowadzoną w spokojnej atmosferze. Także w wielu innych miastach odbyły się Marsze Sióstr, wydarzenia solidaryzujące z waszyngtońską manifestacją.

Zdjęcie: Flickr.com/Mr. Wonderful

Nie chcę się rozwijać nad sensem manifestacji. Wynika on z najistotniejszej dla Amerykanów wolności obywatelskiej, jaką jest wolność wypowiedzi. Nie potrafię jednak zrozumieć, w jaki sposób w wyrażaniu poglądów pomóc ma niszczenie mienia wspólnego i prywatnego. Naiwne wydaje mi się także twierdzenie, że Donald Trump nie jest prezydentem manifestujących i nie powinien być prezydentem w ogóle, ponieważ nie został wybrany w głosowaniu powszechnym. Żaden prezydent Stanów Zjednoczonych nie został wybrany w głosowaniu powszechnym, jest ono jedynie systemem pomocniczym, o ile można to tak nazwać, dla systemu elektorskiego i jest wiążące swoim wynikiem na poziomie stanowym, co pozwala na wyraźne ustalenie podziału elektorów pomiędzy kandydatów. Jednak w ogólnym rozrachunku to wynik systemu elektorskiego jest tym wiążącym, a fakt, że często jego wynik pokrywał się z wynikami głosowania powszechnego, nie rodzi żadnych skutków.

Pierwsze dni prezydentury

Na kilka dni przed inauguracją Trump zapowiedział wymianę ambasadorów w placówkach dyplomatycznych. Amerykańscy ambasadorzy dzielą się na dwie grupy formalne: posiadających stopnie dyplomatyczne Departamentu Stanu oraz mianowanych z powodów politycznych. Trump zmusił do powrotu z placówek wyłącznie ambasadorów politycznych, co oznacza, że na czele większości amerykańskich misji dyplomatycznych nadal pozostają ambasadorowie, a do Waszyngtonu wraca wyłącznie mniejsza ich część.

Jeszcze w piątek wieczorem Trump podpisał ustawę zatwierdzoną wcześniej przez Kongres, która umożliwiła Jamesowi Mattisowi, emerytowanemu generałowi Korpusu Piechoty Morskiej, stanięcie na czele Pentagonu. Zgodnie z Ustawą o Bezpieczeństwie Narodowym z 1947 roku, były członek Sił Zbrojnych może zostać mianowany na sekretarza obrony dopiero po upłynięciu siedmiu lat od jego przejścia na emeryturę. W przypadku gen. Mattisa, minęły niecałe cztery lata, stąd potrzeba przyjęcia specjalnej ustawy. Kandydatura Mattisa została jeszcze tego samego dnia poddana głosowaniu w Senacie, wynik którego wyniósł 98-1. Przeciwna tej kandydaturze była jedynie senator Kirsten Gillibrand, która później wyjaśniła, że nie zgadza się ze specjalnymi procedurami utworzonymi dla potrzeb emerytowanego generała. Od oddania głosu wstrzymał się senator Jeff Sessions, który sam oczekuje na głosowanie w Senacie jako nominat na stanowisko prokuratora generalnego. Mattis tego samego dnia złożył przysięgę, którą przyjął wiceprezydent Mike Pence i został zaprzysiężony na sekretarza obrony. W następnych dniach zaprzysiężono nowego sekretarza bezpieczeństwa krajowego, którym został John Kelly, emerytowany generał Korpusu Piechoty Morskiej, Senat przegłosował także kandydaturę kongresmena Mike’a Pompeo na dyrektora Centralnej Agencji Wywiadowczej i gubernator Południowej Karoliny, Nikki Haley, na ambasador Stanów Zjednoczonych przy ONZ.

Na pierwsze dni swojej prezydentury Trump zapowiedział także podjęcie działań w sprawie częściowej likwidacji Obamacare oraz decyzji ekstradycyjnych dla nielegalnych imigrantów, którzy popełnili przestępstwo. Na przyszły tydzień planowane jest rozpoczęcie działań mających uszczelnić granicę z Meksykiem, w przyszłym tygodniu Trump ogłosi także swojego kandydata na sędziego Sądu Najwyższego, który uzupełniłby wakat po Antonio Scalii. W najbliższych dniach w Senacie będzie dochodziło do kolejnych głosowań nad kandydatami na sekretarzy departamentów i innych urzędów na poziomie federalnym.

Mateusz Michał Piotrowski