Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Jakub Gajda: Morsi prezydentem - Egipt nie chce stosunków z Izraelem

26 czerwiec 2012
A A A
Dla niektórych jest to spełnienie złych snów, dla innych zapowiedź zwycięstwa muzułmańskiej prawowierności nad pokłosiem kolonializmu oraz zgnilizną Zachodu. Tak czy inaczej, nowym prezydentem Egiptu został Mohammed Morsi – kandydat Bractwa Muzułmańskiego. Wynik pierwszych demokratycznych wyborów w Egipcie mówi wiele o prawdziwych postawach egipskiego społeczeństwa.
Choć zwolennicy egipskiej armii i kontrkandydata Morsiego – Ahmeda Szafika uważają wynik wyborów za sfałszowany, nowa rzeczywistość staje się faktem. Nowy szef państwa, co istotne, nie jest w żaden sposób związany z armią, która dotychczas grała w Egipcie pierwsze skrzypce i po obaleniu prezydenta Mubaraka, miała uratować ten kraj przed wpadnięciem w objęcia islamskiego fundamentalizmu. Na niewiele zdało się zatem budowanie pozytywnego wizerunku Najwyższej Rady Wojskowej na Facebooku, któremu dopingował cały świat. Media społecznościowe spełniły swoją rolę przy obalaniu Mubaraka, a życie w Egipcie toczy się dalej. Bractwo Muzułmańskie zwyciężyło zarówno w wyborach parlamentarnych, jak i prezydenckich.

Mohamed Morsi wciąż pozostaje dużą niewiadomą, bo nie był to polityk z tych najbardziej znanych, a jego kandydatura pojawiła się dopiero, gdy inny, bardziej rozpoznawalny człowiek Braci Muzułmanów - Chairat al-Szater został wykluczony z wyścigu prezydenckiego z powodu ciążącego na nim wyroku.

Strategia prowadząca do zwycięstwa była prosta. W swojej kampanii Morsi użył kilku kontrowersyjnych haseł. Były to z naszej, europejskiej perspektywy hasła mocno nacechowane radykalizmem. Morsi, po pierwsze, zaproponował pozbawienie możliwości kandydowania na urząd prezydenta kobietom oraz nie-muzułmanom. Po drugie zaś, zadeklarował wolę rewizji traktatu pokojowego z Izraelem, podpisanego w Camp David w 1979 roku.

Obie kwestie są dość niepokojące. Bliskowschodni islamizm rośnie w siłę, ale to nic dziwnego, skoro ostatnie dekady udowodniły społeczeństwom tego regionu, jak bardzo są niesprawiedliwie traktowane w porównaniu z tymi prawdziwie demokratycznymi. Młodzi ludzie na całym świecie mają teraz dostęp do internetu, dzięki czemu wiedzą jak kto żyje i co komu wolno pod niemal każdą szerokością geograficzną. Ludzie chcą mieć godność, a czy będzie to wolność w sensie muzułmańskim, czy też liberalnym to już inna sprawa. Dlatego też w wielu krajach Bliskiego Wschodu – regionu do niedawna zdominowanego przez „głaskane” przez Zachód autorytarne reżimy, demokracja oznacza zwycięstwo opcji politycznego islamu. Tak jest przynajmniej w pierwszej kolejności.

Islam, od wielu dekad nawołuje do odrzucenia panującej niesprawiedliwości, którą na Bliskim Wschodzie zainstalował i wspierał Zachód. Wybór Morsiego, który stawia właśnie na islam, jest zatem zupełnie logiczny.

Konflikt izraelsko-palestyński jako magnes wyborczy

Większość pro-islamskiego społeczeństwa egipskiego, jak muzułmanom przystoi, sercem jest po stronie braci w wierze - Palestyńczyków i postrzega Izrael jako dręczącego ich okupanta. Egipcjanie nie mieli wpływu na podpisanie traktatu w 1979 roku i przez trzy dekady wielu z nich ubolewało nad tym. Tymczasem ktoś obiecuje im zmianę. Postulat Morsiego, dotyczący rewizji traktatu to ruch niezwykle ryzykowny. Z jednej strony taka postawa przysporzyła mu zapewne wielu zwolenników w samym Bractwie Muzułmańskim, jak i wśród jeszcze bardziej radykalnych salafitów, którzy także są w Egipcie niebagatelną siłą. Niemniej są i poważne minusy rzucania społeczeństwu takich propozycji. Rewizja traktatu w praktyce pozbawi Egipt amerykańskiej pomocy finansowej – a chodzi tutaj o niebagatelne sumy co roku wpływające do Kairu. Czy zatem Morsi, już teraz jako prezydent, zdecyduje się na radykalne posunięcia?

Kamel Wazni, analityk wypowiadający się dla irańskiej telewizji Press TV (antyizraelskiej z natury, rzecz jasna) podkreślił, że Bractwo Muzułmańskie z Morsim, jako prezydentem na czele, będzie musiało spełnić wyborczy postulat, gdyż społeczeństwo egipskie mocno wspiera Palestyńczyków i respektuje ich prawo do posiadania własnego państwa. Wazni podkreślił, że postulat o rewizji traktatu może przez jakiś czas pozostać nie spełnionym, lecz po dłuższym czasie Morsi może, w wyniku niespełniania obietnic, stracić kredyt zaufania społecznego. Także autentyczność prezydenta jako prawdziwego przedstawiciela Bractwa Muzułmańskiego może zostać zakwestionowana.
Nie da się zaprzeczyć, że Mohamed Morsi postawił w wyborach na elektorat radykalny i te proste, populistyczne hasła doprowadziły go do zwycięstwa. Teraz postulat o zmianie postawy Egiptu wobec Izrael może rzeczywiście stać się faktem. Władze Izraela mają prawo czuć się zaniepokojone.

Oto prawdziwe, pozbawione makijażu, oblicze zeszłorocznej Arabskiej Wiosny.

Bać się, czy nie?
Dla niektórych jest to spełnienie złych snów, dla innych zapowiedź zwycięstwa muzułmańskiej prawowierności nad pokłosiem kolonializmu oraz zgnilizną Zachodu. Tak czy inaczej, nowym prezydentem Egiptu został Mohammed Morsi – kandydat Bractwa Muzułmańskiego. Wynik pierwszych demokratycznych wyborów w Egipcie mówi wiele o prawdziwych postawach egipskiego społeczeństwa.
W swoim pierwszym po wyborach publicznym wystąpieniu Morsi zaapelował do wszystkich Egipcjan – zarówno muzułmanów, jak i chrześcijan o jedność i walkę z tymi, którzy chcą ich podzielić. Może będzie dobrym prezydentem, może nie – to się okaże. Oby tylko dbał w Egipcie o demokrację, jak to obiecuje, a wszystko zweryfikują kolejne wybory.

Warto nadal obserwować sytuację na Bliskim Wschodzie, a nie odwracać głów, gdy romantyczny (w naszym mniemaniu) mit o dążącym do zachodnich ideałów społeczeństwie okazuje się mrzonką. Świat się zmienia – trzeba wychodzić mu naprzeciw. Islam u władzy w krajach muzułmańskich nie musi wcale być czymś niebezpiecznym. Najpierw jednak trzeba dobrze go poznać, a nie odgradzać się od niego, lub też wpadać w panikę.

Zacznijmy rozumieć potrzeby innych ludzi, zamiast drżeć przed enigmatycznym wojującym islamem, końcem wczasów all-inclusive i fotografowania się na wielbłądzie z piramidami w tle.
 
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.