Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję

Jakub Gajda: Powyborcze perspektywy dla Afganistanu

11 listopad 2009
A A A
Temat wyborów prezydenckich w Afganistanie, już na rok przed wyznaczonym dla nich terminem, gościł w światowych mediach. Komentatorzy podkreślali, że ich przeprowadzenie będzie prawdziwym wyzwaniem dla afgańskiego rządu i wojsk koalicyjnych, które będą je zabezpieczały. Przewidywano również jakie wyzwania staną przed zagranicznymi obserwatorami oraz niebezpieczeństwa ze strony rebeliantów czyhające na kandydatów i wyborców. Niemal wszyscy byli głęboko przekonani, że wybory w 2009 roku nie będą takie, jak zakłada to ich zachodni, demokratyczny wzorzec.
Istotnie, przebieg głosowania nie zawiódł tych, którzy oczekiwali nietypowych dla wyborów emocji. Sam wynik – reelekcja Hamida Karzaja, jest jednak rezultatem jak najbardziej spodziewanym. Szereg kontrowersji pozostawia natomiast styl, w którym zmierzał do zwycięstwa obecny prezydent. Właśnie owe kontrowersje dostarczają sporo prawdy o postępach budowy pokoju i stabilizacji w Afganistanie. Wnioski z przebiegu procesu wyborczego, powinni wysnuć wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób zaangażowani są w afgańską sprawę.

Kto naprawdę wygrał?

Hamid Karzaj oficjalnie okazywał swą wielką radość po zwycięstwie, a społeczność międzynarodowa składała mu gratulacje i najlepsze życzenia. Co ciekawe, nie znalazł się właściwie żaden liczący się w świecie głos podważający przebieg wyborów i domagający się wyjaśnień. A przecież Karzaj nie wygrał dzięki większości głosów swych rodaków, lecz poprzez będącą precedensem decyzję Niezależnej Komisji Wyborczej. 

Bądź co bądź, w oczach rodaków Karzaj nie będzie już tym samym prezydentem, którym był przed pięcioma laty. Wtenczas postrzegany był szefem państwa, który niesie nadzieję na pokój, rozwój ekonomiczny i dobrobyt mieszkańców. Niechęć do Karzaja dodatkowo zaostrzona została przebiegiem wyborów. Sprawa fałszerstw w pierwszej turze, o których usłyszał cały świat, przeminęła na razie niemal bez konsekwencji. Z doniesień agencji informacyjnych nie wynika, by kogokolwiek pociągano do odpowiedzialności za oszustwa wyborcze. Tymczasem weryfikacja wyników ukazała, że oszustwa na korzyść Hamida Karzaja są faktem i to niebagatelnym (około 5 proc. głosów różnicy między wynikiem pierwotnym a zweryfikowanym). Takie poczynania z pewnością osłabią wiarę rodaków w uczciwość dotychczasowego prezydenta i jego otoczenia. Dzięki całemu zamieszaniu wyborczemu, niewykluczone, że mógł on nawet stracić część poparcia, którym dysponował jeszcze przed pierwszą turą. Ile procent Afgańczyków rzeczywiście popiera dziś swego prezydenta, nie sposób więc prawidłowo określić. Jedno jest pewne, dla coraz większej liczby Afgańczyków nazwisko Karzaj kojarzyło się będzie z oszustwem i korupcją. 

Hamid Karzaj nazwał tegoroczne wybory prezydenckie „zwycięstwem afgańskiego narodu”. Czy nie dowiodły one jednak, czegoś zgoła przeciwnego? Zwycięzcą chyba nie może być ten, kto czyimiś decyzjami pozbawiony zostaje możliwości oddania głosu.

Polityczny sukces Abdullaha

Można wysnuć tezę, iż kontrkandydat Karzaja, Abdullah Abdullah wycofując się ze startu w drugiej turze, świadomie zaognił całą sytuację. Pozostanie jego tajemnicą, czy kierował się brakiem faktycznych szans na odniesienie zwycięstwa (w pierwszej turze stracił do Karzaja prawie 20 proc.), czy też, jak sam oświadczył, chciał zaprotestować przeciwko nieuczciwości Niezależnej Komisji Wyborczej i samego Karzaja. 

Warto przypomnieć, że Abdullah, jeszcze na dwa tygodnie przed zapowiadaną drugą turą podkreślał, iż nie chce aby wybory podzieliły jego rodaków i w wypadku wygranej Karzaja będzie pierwszą osobą, która złoży mu gratulacje. Abdullah dał zarazem Karzajowi ultimatum odnośnie konieczności odwołania przewodniczącego Niezależnej Komisji Wyborczej, Azizullaha Ludina oraz trzech ministrów, co argumentował podejrzeniem o oszustwa z ich strony podczas pierwszej tury. Termin ultimatum upłynął w przedwyborczą niedzielę, a Karzaj nie odniósł się do żądań Abdullaha. Były minister spraw zagranicznych nazwał więc wybory „niezdrowym procesem” i postanowił wycofać się z walki o prezydenturę, dwa dni później Karzaj został ogłoszony zwycięzcą. Abdullah od chwili rezygnacji ze startu rzadko publicznie zabiera głos, być może wciąż zastanawia się nad najkorzystniejszym ruchem. Karzajowi nie pogratulował ani jako pierwszy, ani ostatni. Nie ma więc wątpliwości, że Afganistan jest dziś bardziej politycznie podzielony niż przed wyborami. 

Tę delikatnie napiętą sytuację pogarsza etniczno-geograficzna przynależność zwolenników obu kandydatów. Zwolennicy Abdullaha wywodzą się głównie spośród skupionych na północy kraju Tadżyków, zaś Karzaj legitymizuje się poparciem przede wszystkim Pasztunów z południa. Choć wojny i niesprawiedliwości spotykały Afganistan ze strony obcych mocarstw wielokrotnie, to warto pamiętać, że jego dzisiejsza destabilizacja w dużej mierze wynika także z wewnętrznych walk o dominację między tymi dwiema grupami etnicznymi.  

Abdullah mimo rezygnacji sporo zyskał na udziale w wyborach, a chwilą jego sukcesu było ogłoszenie zweryfikowanych wyników pierwszej tury, które doprowadziło do wyborczej dogrywki. Dzięki temu wydarzeniu, jako jedyny z ponad trzydziestu kandydatów ubiegających się o najwyższy urząd, zaistniał na arenie międzynarodowej. W razie jakichkolwiek niepowodzeń w rządzeniu obecnego prezydenta to Abdullah ma szanse stać się ikoną i głosem alternatywnego rozwiązania dla Afganistanu. Rozwiązania, które niejako zostało tymczasowo uniemożliwione. Decyzję Abdullaha można więc uznać za bardzo trafne posunięcie. Start w drugiej turze najprawdopodobniej nie dałby Abdullahowi wygranej, a wycofanie się, choć uczyniło Karzaja zwycięzcą, spotęgowało jednocześnie kontrowersje wobec tego polityka.

Przy okazji warto jeszcze zauważyć, że wprowadzanie demokracji w Afganistanie chyba nienajlepiej wychodzi, a afgańska rzeczywistość wyborcza okazała się w 2009 roku zwykłą karykaturą. 

Afgańskie perspektywy 

Wynik wyborów sugeruje początek kolejnej fazy walki o tożsamość Afganistanu. Faza ta będzie niewątpliwie trudniejsza niż poprzednia. Afgańczycy już dawno otrząsnęli się z euforii spowodowanej odsunięciem od władzy talibów i wobec mizernych efektów zapowiadanej przed ośmioma laty odbudowy i pomocy międzynarodowej, stali się realistami - co w afgańskiej rzeczywistości oznacza obojętność, a nawet głęboki pesymizm Wokół afgańskiej sprawy panuje niezbyt dobry nastrój także w krajach, które są w utrzymywanie pokoju i odbudowę Afganistanu najmocniej zaangażowane. Jednym z argumentów w tej kwestii mogą być chociażby najnowsze dane statystyczne, które wskazują, że aż 57 proc. brytyjskich żołnierzy nie ma wiary w zwycięstwo nad talibami. Co ciekawe, wskaźnik ten wzrósł aż o 11 proc. w czasie zaledwie dwóch tygodni. Wzrastał gdy w międzyczasie Karzaj został ogłoszony prezydentem…

Pod znakiem zapytania stoi wysłanie do Afganistanu kolejnych 40 tysięcy amerykańskich żołnierzy. W obliczu kontrofensywy talibów, jeśli Afganistan ma pozostać taki, jakim był kształtowany przez ostatnie osiem lat, to na pewno potrzebuje dodatkowej pomocy sił NATO. Jak jednak zauważył doradca prezydenta Obamy do spraw bezpieczeństwa narodowego, gen. James L. Jones samo wojsko tutaj nie wystarczy. Należy poświęcić więcej uwagi na przygotowanie Afgańczyków do przejęcia odpowiedzialności za własny kraj. To jednak w dużej mierze zależeć będzie od motywacji afgańskiego społeczeństwa i jego rządu.  

Istnieje też ryzyko, że Karzaj utraci wsparcie społeczności międzynarodowej. Czas próby dla prezydenta zapowiedział premier Wielkiej Brytanii, Gordon Brown, który oświadczył, że nie powinno być w afgańskim rządzie miejsca na korupcję. Brown wskazał również pięć kluczowych obszarów rozwoju na których powinien skupić się gabinet Karzaja, są to: bezpieczeństwo, budowanie struktur administracyjnych, kwestia pojednania narodowego, ekonomiczny rozwój państwa i stosunki z sąsiadami w regionie. Jeśli rząd Karzaja nie podoła w tych dziedzinach, zawiedzie nie tylko swój naród, ale także podważy zasadność wsparcia z zagranicy. – powiedział Brown.

Afganistan został przez interweniujący Zachód, popchnięty w stronę społeczeństwa obywatelskiego i demokracji. Te założenia mają w tym kraju realizować wojska NATO, organizacje pozarządowe oraz afgański rząd. Nastroje na świecie kształtują się jednak mizernie, a sami Afgańczycy choć pragną zmian na lepsze, nie przejawiają wielkiego entuzjazmu. Talibowie zaś, choć zwalczani zarówno na „polu bitwy”, którym jest Afganistan oraz „zapleczu” za które uważa się północny Pakistan, paradoksalnie przeżywają odrodzenie. .

Afganistan ma masę swych specyficznych problemów i sam finał wyborów powoli schodzi z wokandy. Wraca rzeczywistość – intensywne walki wojsk i policji z rebeliantami i zbliżająca się zima, która zawsze niesie mieszkańcom tego górzystego kraju głód, a jednocześnie sprawia też że stają się odcięci od świata i jego problemów. Do Afganistanu dotarł też globalny wirus AH1/N1 (z tego powodu zamknięto na trzy tygodnie szkoły w całym kraju). Temat kontrowersji wyborczych stopniowo ginie więc w samonapędzającej się codzienności. Afgańczycy ponownie na polityce mogą skupić się jednak wiosną, ważne jest jak do tego czasu będzie sobie poczynał „nowy” prezydent Karzaj.
 
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.