Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Joanna Dziuba: Czekając aż Rosjanie wyjdą (komentarz)

Joanna Dziuba: Czekając aż Rosjanie wyjdą (komentarz)

09 październik 2008
A A A
Zgodnie z zapowiedziami oddziały rosyjskie 10 października mają wycofać się z terenów Gruzji. Nie oznacza to jednak powrotu do stanu sprzed wybuchu konfliktu, tylko przeniesienie wojsk do Abchazji i Południowej Osetii, w których rozpoczęła się już budowa nowych baz.

Rosja poinformowała w we wtorek, 7 października, o stopniowej ewakuacji wojska z terenów zajętych podczas sierpniowego konfliktu. Jednocześnie media podały, że w tym czasie doszło do zwiększenia liczby stacjonujących żołnierzy na nowych punktach granicznych. Podobnie minister ds. reintegracji Temur Iakobaszwili stwierdził, że proces ten nie dotyczy Achalgori, w którym Rosjanie rozpoczęli rozbudowę obecnych stanowisk. Region ten, zgodnie z retoryką władz separatystycznych Południowej Osetii, powinien zostać oddany uznanemu tylko przez Moskwę i Nikaraguę podmiotowi, ponieważ w większości zamieszkały jest przez Osetyjczyków. Podobnie jak to ma miejsce w regionie cchinwalskim, jest to ludność napływowa, a tereny historycznie uznawane są za gruzińskie.

 

Początkowo Kreml podał, że 18 sierpnia rozpocznie się wycofywanie wojsk. Po upływie tego terminu poinformowano, że oddziały rosyjskie będą tak długo stacjonować na gruzińskiej ziemi, jak „będzie tego wymagało wprowadzenie stabilizacji w tych regionach” (S. Ławrow, lenta.ru). Nie zdefiniowano jednak tego pojęcia. Stopniowo Tbilisi przejmuje władzę nad regionami okupowanymi przez wojska rosyjskie, jak to miało miejsce w Gori, w którym rozpoczęła się dynamiczna odbudowa miasta oraz powrót zdecydowanej większości mieszkańców. Proces ten postępuje znacznie wolniej w północnej części gorskiego regionu, gdzie nadal stacjonują wojska oraz działają przestępcze grupy separatystów. Tym samym mieszkańcy, którzy nie wyjechali w czasie wojny, pozostają odcięci od reszty kraju oraz pomocy organizacji międzynarodowych, ponieważ konwoje nie są przepuszczane przez rosyjskie posterunki. Stopniowe wycofywanie wojsk ma miejsce przede wszystkim w Samegrelo oraz na terenach graniczących z Południową Osetią, w tym w Wariani i Karaleti, poza wspomnianym obszarem Achalgori.

 

Zgodnie z podpisanym w połowie sierpnia zawieszeniem broni obie strony zobowiązują się do wycofania na miejsca stacjonowania sprzed 7 sierpnia br. (wybuchu konfliktu). Biorąc pod uwagę, że w tym czasie Gruzini byli w minimalnym stopniu obecni na terenach separatystycznych, zapis odnosi się w głównej mierze do strony rosyjskiej, która zajęła tereny na południe od Abchazji i Południowej Osetii, w tym okolice Gori, Poti, Senaki. Zapowiedzi prezydenta Miedwiediewa nie spełniają wymogów podpisanego dokumentu, ponieważ wycofujące się wojska zostaną przeniesione do regionów separatystycznych, nie powrócą zaś do baz na Północnym Kaukazie. Na mocy podpisanego porozumienia pomiędzy prezydentem Rosji oraz liderami Abchazji i Południowej Osetii podmioty te mogą tworzyć bazy na terenach sojuszników. Zgodnie z tym zapisem należy poddać w wątpliwość tezę, że Suchumi lub Cchinwali postanowi przenieść część swoich wojsk na teren Federacji. Tym samym punkt jest podstawą do tworzenia kolejnych baz w separatystycznych regionach Gruzji (proces ten już się rozpoczął) i sposobem wybrnięcia z postanowień zawieszenia broni z Tbilisi. Oznacza to nic innego jak pozostanie Rosjan na Południowym Kaukazie.

 

Jedynym czynnikiem, który może powstrzymać Kreml przed kolejnym wkroczeniem na tereny nieseparatystyczne Gruzji jest rozpoczęta misja UE. Wysłannicy Brukseli wprawdzie nie są uzbrojeni, nie mogą w żadnym stopniu być zaangażowani w wydarzenia, lecz jedynie monitorować sytuację. Biorąc pod uwagę, że nie jest to pierwsza aktywność tego typu podjęta przez organizacje międzynarodowe, należy wątpić w szczególną efektywność prowadzonych przez Wspólnotę działań. Przede wszystkim, problemem jest mała liczba uczestników misji oraz ich faktycznie znikome konsekwencje. Monitoring i zebrane informacje powinny służyć konkretnym programom rozwiązania napiętej sytuacji na terytorium Gruzji. Niestety, obecnie nikt nie wypowiada się na temat wykorzystania efektów pracy członków misji obserwacyjnej. Co więcej, siły międzynarodowe zgodnie z założeniami prezydenta Saakaszwili, są obecne na terytorium Gruzji, jednak nie mają możliwości wjechania do stref stacjonowania wojsk rosyjskich, w tym Abchazji i Południowej Osetii. Regiony te powinny zaś być priorytetem w misjach wskazanego typu. Nie było zaskoczeniem, kiedy pozostałe strony konfliktu – Moskwa, Suchumi i Cchinwali – nie zgodziły się na podobną współpracę podając jako podstawowy warunek zmiany decyzji faktyczne uznanie niepodległości parapaństw. Chodzi o przemianowanie nazwy misji, by obok Gruzji znalazły się także separatystyczne regiony.

 

Jednak należy stwierdzić, że podstawową zaletą płynąca z ich obecności jak i wizyt przedstawicieli UE jest wysłany z Brukseli sygnał w stronę Kremla o zwiększeniu zainteresowania wewnętrzną sytuacją w tym południowo kaukaskim kraju. Jednocześnie w perspektywie kilku lat przekłada się to bezpośrednio na potencjalne rozpoczęcie procesu negocjacyjnego pomiędzy stronami konfliktu oraz zmniejszenie bezkarności oddziałów separatystycznych i rosyjskich w strefach buforowych.  Rozwój wydarzeń zależy jednak od sposobu prowadzenia polityki zagranicznej przez UE oraz stopnia stanowczości w rozmowach z Moskwą, w tym także w zakresie wypełnienia postanowień sierpniowego zawieszenia broni.

 

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża jedynie prywatne poglądy autora