Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Joanna Dziuba: Kampanię parlamentarną czas zacząć

Joanna Dziuba: Kampanię parlamentarną czas zacząć

18 luty 2008
A A A

Miesiąc po ogłoszeniu wyników głosowania na prezydenta Gruzji zjednoczona opozycja zerwała rozmowy ze stroną rządzącą, ponownie zorganizowała protesty przed parlamentem i zapowiedziała strajk głodowy. Rozpoczęła się walka przed majowymi wyborami parlamentarnymi.

Wystosowane pod koniec stycznia memorandum zawierało 17 postulatów koalicji opozycyjnej oraz żądanie, by wszelkie rozmowy były przeprowadzane przez przedstawicieli parlamentu, jako jedynej władzy posiadającej legitymizację społeczeństwa. Prezydent tym samym bezpośrednio związany z nim rząd zgodnie ze stanowiskiem opozycji nie został wybrany w wolnych wyborach. Postawiono także ultimatum – jeśli negocjacje nie będą przynosiły oczekiwanych efektów, 15 lutego rozpoczną się kolejne protesty. Pierwsze spotkanie obie strony oceniły bardzo pozytywnie, kolejne zapowiedziano na 5 lutego. Choć i te konsultacje się odbyły, partie popierające Lewana Gaczecziladze – głównego rywala Michaiła Saakaszwiliego w wyborach prezydenckich – nie odniosły się do nich już tak pozytywnie. Konsultacje zostały zawieszone, choć politycy Ruchu Narodowego – popierającej prezydenta partii większościowej w parlamencie – podkreślali, że możliwe jest spełnienie ponad połowy postulatów. Opozycja rozpoczęła kolejne akcje agitacyjne przeciwko rządowi, apelując do mieszkańców Tbilisi o przybycie 15 lutego na masowy protest.

Image
Demostracja przed parlamentem-15.2 (fot. J.D.)
Obecne od kilku miesięcy napięcie na scenie politycznej w Gruzji wynika z silnego podziału społeczeństwa. Mało kto decyduje się pozostać neutralnym. Można albo popierać Saakaszwiliego i politykę rządu albo domagającą się nagłych i zdecydowanych zmian opozycję. Wyborcy Lewana Gaczecziladze nie negują w pełni osiągnięć ekipy prezydenta podczas pierwszej kadencji. Przede wszystkim są zmęczeni trwającym od czasów Gorbaczowa okresem przejściowym. Od czasu ogłoszenia niepodległości przyzwyczajeni do dobrobytu i wysokich pensji Gruzini silnie odczuli zmiany systemowe. Pierwszy prezydent Zwiad Gamsachurdia został obalony po około roku, sprawująca władzę grupa paramilitarna Mchedroni nie potrafiła rządzić państwem. Wielkie nadzieje pokładane w Eduardzie Szewardnadze, którego poproszono o powrót do Tbilisi z Moskwy również nie zostały spełnione. Podobnie jak w byłej Jugosławii, w Gruzji rozpoczęła się wojna, w której ok. 18 proc. terytorium uzyskało de facto niepodległość. W drugiej połowie lat 90-tych korupcja i nepotyzm były stałym elementem rzeczywistości w kraju. Autorytarne rządy Szewardnadze zakończyły się ponowną rewolucją w 2003 roku. Kolejny raz Gruzini uwierzyli w możliwość szybkiej poprawy poziomu życia. Saakaszwili, podobnie jak jego poprzednik w 1993 roku, zdobył 96 proc. poparcie w wyborach prezydenckich, a Ruch Narodowy uzyskał większość w parlamencie. Nie zdarzył się jednak oczekiwany cud, a Gruzja nie stała się „drugą Japonią”. Zamiast tego rozpoczęto niezbędne reformy, których początkowy etap spotkał się z aplauzem większości społeczeństwa.

Image
Siedziba Ruchu Narodowego (fot. J.D.)
Partie opozycyjne tym samym mają bardzo dobrą grupę docelową. Najczęściej ich sympatykami  są osoby starsze, które pamiętają czasy wysokich pensji i stabilizacji. Nie mają, w przeciwieństwie do młodszego pokolenia, silnego przeświadczenia o potrzebie zacieśniania relacji z Zachodem, zarówno w postaci Unii Europejskiej, jak i NATO. Wręcz odwrotnie, krytykują stronę rządową za osłabienie stosunków z Rosją, z którą Gruzja była związana od kilku stuleci. Negatywnie odnoszą się także do postępującej amerykanizacji życia. Ponadto, głosujące na opozycję osoby starsze, zwłaszcza na emeryturze, stanowią najuboższą grupę społeczeństwa. Młodzi wyborcy Gaczecziladze zarzucają z kolei Ruchowi Narodowemu m.in. monopolizację władzy i korupcję. Podstawowymi postulatami w memorandum były zmiany na stanowiskach szefa Centralnej Komisji Wyborczej oraz przewodniczącego zarządu telewizji państwowej, utworzenie instytucji kontrolującej działania telewizji oraz zmiana systemu wyborczego na korzystniejszy dla małych partii. Obecny został utworzony przed wyborami parlamentarnymi w 2004 roku, by Ruch Narodowy mógł zdobyć jak najwięcej mandatów.

Pomimo silnego podziału społeczeństwa, jeden postulat jest wspólny dla wszystkich obywateli – stabilizacja. Nikt nie mówi o kolejnej rewolcie czy przejmowaniu władzy w sposób niedemokratyczny. Jak powiedział w jednym z wywiadów dla telewizji Mze były prezydent Eduard Szewardnadze, „ten naród nie wytrzyma następnej rewolucji”. Można się zastanowić, czym spowodowane są w takim razie działania opozycji? Polityka balansowania pomiędzy dialogiem a demonstracjami niezadowolenia z prowadzonej polityki idealnie wpisuje się w strategię kampanii parlamentarnej, która rozpocznie się na wiosnę.  Szczególnie po 7 listopada (na skutek kilkudniowego okupowania placu przed parlamentem i zamieszek na alei Rustaweliego prezydent wprowadził stan wyjątkowy) opozycja zdaje sobie sprawę, że społeczne poparcie dla wszelkich działań wprowadzających destabilizację jest znacząco małe. Tym samym w retoryce grup wspierających Gaczecziladze pojawiła się chęć podjęcia dialogu z władzą oraz sprecyzowania żądań jako bazy do negocjacji.

Image
Opozycja zbiera podpisy na al.Rustawelego (fot. J.D.)
Jednak już na początku bardzo prawdopodobne było zerwanie rozmów. Od 5 lutego w Tbilisi rozpoczęto zbieranie podpisów pod petycją „Saakaszwili nie jest moim prezydentem”, tydzień później podobne działania zostały podjęte w innych większych miastach kraju. Dwa dni później koalicja 12 partii opozycyjnych (do 9 partii, które popierały Gaczecziladze w wyborach prezydenckich dołączyły także Nowa Prawica, Partia Przyszłości oraz założony na początku lutego przez byłego prezentera Imedi TV Ruch  Chrześcijańsko – Demokratyczny) zorganizowała „ostrzegawczą” manifestację przed parlamentem, 8 lutego podobna akcja miała miejsce przed państwowym uniwersytetem, choć jeszcze prowadzono rozmowy ze stroną rządzącą. Podczas masowego protestu 15 lutego zebrani na alei Rustaweliego mieszkańcy Tbilisi usłyszeli zapowiedzi kolejnych demonstracji, utworzenia miasteczka namiotowego oraz rozpoczęcia strajku głodowego w każdym dużym mieście w kraju. Jednak dwa dni później wystosowano już trzypunktowe memorandum do parlamentu, po wypełnieniu którego opozycja zapowiedziała powrót do zawieszonych negocjacji. Także strona rządząca opublikowała własny dokument, w którym przedstawiono opinii publicznej odpowiedź na styczniowe postulaty. Zgodnie z wypowiedziami Ruchu Narodowego jest to dowód, że opozycja nie chce współpracy.

Sytuacja przypuszczalnie nie zmieni się przez najbliższe parę miesięcy, gdyż obie strony nie mogą sobie teraz pozwolić na jakikolwiek błąd i utratę nawet kilkuprocentowego poparcia. Choć wybory parlamentarne zapowiedziano dopiero na maj 2008 roku (zgodnie z wynikiem plebiscytu przeprowadzonego razem z wyborami prezydenckimi), to kampania rozpoczęła się już kilka tygodni temu.