Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Julia Marendziak: Sahara Zachodnia - historia i przyszłość

10 sierpień 2006
A A A

Sahara Zachodnia. Większości z nas nic ta nazwa nie mówi. Większość ludzi nie wie, że takie państwo istnieje, a do tego jeszcze jest okupowane przez Maroko. Warto byłoby poruszyć tę kwestię kiedy mija równe 30 lat od proklamowania Saharyjskiej Arabskiej Republiki Demokratycznej.

Krótki zarys konfliktu

Od XI w. ludność Sahary Zachodniej była podporządkowana władzy Maroka. W XIX w. stała się kolonią hiszpańską, a w latach 60. XX w. rezolucja ONZ wyznaczyła te tereny do dekolonizacji.
Jak w większości kolonii Saharyjczycy nie pozostawali bierni i w 1973 r. utworzyli saharyjskie zbrojne oddziały o nazwie „Frente Popular para la Liberacion de Saguia el Hamra y Rio de Oro”, zwane Frontem Polisario. Stawiali oni opór chylącej się ku upadkowi dominacji hiszpańskiej. Gdy w 1975 r. Hiszpanie postanowili się wycofać, pretensję do terenów SZ zgłosiły Maroko, Mauretania i Front Polisario. Maroko tłumaczyło swoje żądania tym, że tereny SZ są jego odwieczną częścią. Jednakże nie chodziło tylko o to. Atutem tego obszaru są bowiem jedne z największych na świecie złoża fosforytów i rudy żelaza, niezwykle bogate w ryby wybrzeże oraz złoża ropy naftowej i gazu ziemnego odkryte na oceanicznym szelfie.
Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości odrzucił roszczenia Maroka i Mauretanii. Wtedy to król Maroka Hassan II zorganizował tzw. „zielony marsz”. Był to pokojowy pochód 350 tys. Marokańczyków, którzy zajęli dwie trzecie obszarów SZ. Mauretania zajęła pozostałe tereny. Po rezygnacji Mauretanii ze swojej części SZ w 1979 r., Maroko anektowało ją.
W odpowiedzi Front Polisario ogłosił w 1976 r. utworzenie Arabskiej Demokratycznej Republiki Sahary (RASD) ze stolicą w Al-Ujun i wypowiedział wojnę obu okupantom. Sytuacja ta sprawiła, że ok. 170 tys. uchodźców mieszka do dziś w obozach na pustyni w Algierii.
Aby uchronić swoich osadników i najżyźniejsze ziemie SZ przed jej rdzennymi mieszkańcami i Frontem Polisario w 1981 r. Marokańczycy rozpoczęli budowę muru, który dzieli obszar SZ z północy na południe. Mur ma 2.700 km długości, jest zbudowany głównie z ziemi i piasku. Dla dodatkowej ochrony jest otoczony okopami, radarami, bazami wojskowymi i 10 milionami min.

Kraje afrykańskie, chcąc wyrazić swoje poparcie dla SZ przyjęły ją w 1982 r. do Organizacji Jedności Afrykańskiej. Przez cały ten okres szukano też jednak sposobu na rozwiązanie konfliktu. Szansa (jak się później okazało złudna) nadeszła w roku 1988, kiedy Sahara Zachodnia i Maroko przyjęły plan pokojowy przedstawiony przez ONZ, a w 1991 r. po 16 latach partyzanckiej wojny, dyplomatom ONZ udało się wynegocjować zawieszenie broni. 29 kwietnia 1991 r. Rada Bezpieczeństwa w rezolucji 690 ustanowiła Misję ONZ na rzecz Referendum w Saharze Zachodniej (MINURSO). Celem misji jest monitorowanie przestrzegania zawieszenia broni i przeprowadzenie referendum dotyczącego przyszłości Sahary Zachodniej. Referendum zaplanowano na styczeń 1992 r., jednak proces rejestracji osób uprawnionych do głosowania zaczął się przedłużać i datę referendum przesunięto na termin późniejszy. Głównym problemem było to, że Front Polisario uważał iż powinni głosować tylko Saharyjczycy, także ci mieszkający w algierskich obozach. Maroko natomiast upierało się, że prawo głosu powinni mieć wszyscy jego obywatele, a już z pewnością osadnicy. 15 czerwca 1999 r. zakończyła się rejestracja osób uprawnionych do głosowania (liczba ich sięgnęła ponad 86 tys.). Sekretarz Generalny w obliczu dalszych kontrowersji nakazał swojemu Specjalnemu Przedstawicielowi prowadzenie kolejnych konsultacji ze zwaśnionymi stronami. Następnym punktem spornym jest też statut SZ – Polisario domaga się pełnej niepodległości, Maroko godzi się tylko na szeroką autonomię i odrzuca wszelkie palny przeprowadzenia referendum, które włączają niepodległość SZ jako opcję. W tegorocznym raporcie Sekretarza Generalnego ONZ dotyczącym sytuacji w Saharze Zachodniej, Kofi Annan wyraźnie stwierdził, że postawa stron jest nieprzejednana, a konstruktywne, trwałe i obustronnie akceptowalne rozwiązanie może wyniknąć jedynie w toku bilateralnych, bezpośrednich negocjacji. W związku z tą sytuacją przedłużył mandat MINURSO na koleje sześć miesięcy do 31 października 2006 r., aby monitorował przestrzeganie zawieszenia broni, a także nadal prowadził program wymiany rodzin.

Międzynarodowe konsekwencje

Jedną z poważniejszych konsekwencji konfliktu było wystąpienie Maroka z Organizacji Jedności Afrykańskiej w 1985 r., po tym, gdy ta przyjęła jako pełnoprawnego członka Saharę Zachodnią (1982 r.). Do tej pory Maroko nie wstąpiło również do Unii Afrykańskiej utworzonej w 2002 r. (spadkobierczyni OJA). Konflikt Maroka z Algierią (popierającą SZ) sparaliżował również prace w ramach Unii Arabskiego Maghrebu.

Kolejnym problemem jest pytanie kto powinien zarządzać dobrami naturalnymi SZ. Marokańska państwowa spółka Onarep dała prawo poszukiwań na terenach okupowanych międzynarodowym spółkom naftowym Kerr-McGee i TotalFinaElf. To spowodowało, że Rada Bezpieczeństwa ONZ zasięgnęła opinii radcy prawnego ONZ Hans’a Corel’a, który stwierdził, że nielegalne zajęcie Sahary Zachodniej przez Maroko nie daje mu żadnej jurysdykcji i na pewno żadnego prawa by wydawać licencje dotyczące tamtejszych zasobów mineralnych. Norweska spółka TGS-NOPEC wstrzymała swoje badania uznając, że nieostrożnie byłoby działać na terytorium okupowanym. Natomiast Kerr-McGee i TotalFinaElf nadal utrzymywały pracę argumentując, że pozwolenie Onarep’u dotyczy badań a nie eksploatacji. Jak widać kwestia ta potrzebuje szybkiego politycznego rozwiązania.

Oczywistym następstwem konfliktu jest obecność w tym regionie misji pokojowej ONZ – MINURSO. Na okres od 1.07.2005 do 31.06.2006 ONZ przeznaczyła na utrzymanie misji 47,948,400 dol. W związku z przedłużeniem mandatu MINURSO do 31.10.2006 r. kwota ta zapewne wzrośnie.

Międzynarodowe wsparcie

Po przyjęciu SZ do Unii Afrykańskiej, może ona liczyć na poparcie większości państw członkowskich. Ostatnim dowodem tego było de facto uznanie przez RPA Sahary Zachodniej, która ma swojego ambasadora w Pretorii. Odwiecznym sprzymierzeńcem SZ była Algieria. Co prawda ostatnio nękana wewnętrznym problemami, nie miała czasu myśleć o kłopotach partyzantów, jednakże nadal popiera ideę referendum i Saharyjczyków. W początkowym etapie konfliktu poplecznikiem SZ była także Libia, która jednak praktycznie przestała angażować się w rozwiązanie problemu.

Od początku marokańskiego króla wspierała Francja i USA. Jednakże ostatnio pozycja Maroka stała się bardziej wyizolowana. USA uznały Algierię za ważnego partnera handlowego i sprzymierzeńca w globalnej wojnie z terroryzmem, a po energicznych protestach Maroka przeciwko wojnie w Iraku, wzajemne stosunki Waszyngtonu z Rabatem uległy oziębieniu. Na wsparcie Hiszpanii Maroko też nie ma co liczyć, gdyż wzajemne relacje obu państw stały się najgorsze od lat, po wyrzuceniu w 2002 r. marokańskich żołnierzy z hiszpańskiej śródziemnomorskiej wyspy Peril.

Ostatnia propozycja

Pod koniec marca król Maroka Mohammed VI złożył wizytę w stolicy Sahary Zachodniej Al-Ujum i złożył jej propozycję: "Obiecał, że za blisko trzy czwarte miliarda dolarów rozbuduje port w El Ajun, by stał się największym na świecie portem dla rybaków łowiących sardynki. Wybudowany zostanie też drugi port w Bużdur. Za resztę pieniędzy powstaną drogi, sieć energetyczna, stacje oczyszczania i odsalania wody, osiedla mieszkalne, a na dodatek tor do wyścigów wielbłądów w El Ajun.
Król obiecał również, że pozwoli, by mieszkańcy Sahary Zachodniej sami wybierali sobie władzę i tylko w sprawach obronności, polityki zagranicznej, pieniężnej i sądownictwa będą musieli słuchać ministrów z rządu w Rabacie".

Mohammed VI powołał też Królewską Radę Konsultacyjną, do której zaprosił starszyznę z ponad 40 saharyjskich plemion. Jej przewodniczącym uczynił wyjątkowo szanowanego 51-letniego Chaliliego Hennę Ould er-Raszida z największego plemienia Rgujbatów, z którego wywodzi się także większość przywódców Frontu Polisario.
Do Rady zaproszono też Chaliliego Ould Mohammeda al Baszira er-Reguibi, ojca przywódcy Frontu Polisario Mohammeda Abdelaziza. Król wierzy, że plemienni przywódcy przekonają swoich krewnych z Frontu Polisario, by złożyli broń i przyjęli ofertę autonomii. Na pożegnanie i w geście dobrej woli król kazał uwolnić z więzień kilkuset partyzantów”.

Zaletą tej propozycji są przede wszystkim względy ekonomiczne. Jak wiemy prowadzenie wojny jest niezwykle kosztowne. Widać strony mają tego świadomość, bo osiągnęły już moment dojrzałości pozwalający na zakończenie działań zbrojnych. Pomijając to, w tym roku Biuro Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców (UNHCR) i Światowy Program Żywienia (WFP) zmniejszyło liczbę osób wymagających wsparcia ze 158 tys. do 90 tys. Pomoc innych donatorów także z roku na rok się kurczy. Nie daje to dobrych widoków na przyszłość 170 tys. ludziom mieszkającym w obozach dla uchodźców. Wobec tych przykładów obietnica 750 mln dol. wydaje się być niezwykle kusząca.

Perspektywa posiadania największego portu do połowu sardynek daje możliwość osiągnięcia międzynarodowych korzyści. Ściągnie on do siebie nie tylko „miejscowych” rybaków, ale również kutry pływające pod obcą banderą. Jego wielkość sprawiłaby także, że stałby się on ważnym punktem na gospodarczej mapie świata. Kiedy sytuacja ustabilizowałaby się, można by było przystąpić do udzielania koncesji na dalsze badania i eksploatację zasobów mineralnych (z czym obecnie, jak wykazałam, jest problem). Obecność jednych z największych złóż fosforytów to atut mówiacy sam za siebie i chyba nie trzeba wykazywać profitów z niego płynących. Jeśli zaś chodzi o ropę naftową, to jej wydobycie przy obecnych cenach przyniosłoby wysokie dodatkowe wpływy do budżetu, co zapewne byłoby intratne dla obu stron (lepszy podział zysków pół na pół, czy też podział mniej sprzyjający SZ, niż brak jakichkolwiek profitów). Kolejnym plusem byłby napływ zagranicznych firm zainteresowanych regionem, a co za tym idzie napływ inwestycji, nowoczesnych technologii i oczywiście nowych miejsc pracy.

Otwarcie dostępu do złóż na pewno ucieszyłoby USA, które (m.in. z tego względu) optują za zakończeniem konfliktu. A z utrzymania dobrych kontaktów z USA niewątpliwie wyniknęłyby korzyści gospodarcze i polityczne. Deklaracja Mohammeda VI dotycząca rozwoju infrastruktury wpłynęłaby na polepszenie jakości życia. Przełożyłoby się to na wzrost zadowolenia społecznego. A zadowolone społeczeństwo to poparcie i legitymacja dla tego kto ten dobrobyt stworzył (korzystne zarówno dla Mahommeda VI - nękanego niezadowoleniem społecznym z prowadzonej przez niego polityki oraz przez demokratyczne partie widzące w konflikcie szansę na zdemokratyzowanie Maroka, jak i dla Frontu Polisario, w którym nastąpił wewnętrzny rozłam i część działaczy przeszła na stronę Rabatu).

Dlatego to, co początkowo mogłoby się Saharyjczykom zdawać zdradzeniem ideałów, tego o co tyle lat walczyli, finalnie okazałoby się błogosławieństwem dla ludzi spragnionych stabilizacji, bezpieczeństwa, pewności jutra. Pamiętajmy również, że zadowolone społeczeństwo nie opowiada się za radykalizmem, dla którego pożywką niewątpliwie stać się mogą obozy uchodźców, gdzie zdesperowana młodzież ma już dość życia w biedzie, brudzie i poniżeniu. Może więc już czas zmienić percepcję rzeczywistości i zacząć lansować takie wartości jak pokój, praca, bezpieczeństwo. Może czas przestać walczyć i niszczyć, a zacząć budować lepsze jutro i czerpać z tego wymierne korzyści.

Do niedawna sama sądziłam, że przyjęcie tej szerokiej autonomii byłoby najlepszym rozwiązaniem kończącym konflikt. Nie przeczę, że byłoby to korzystne z powyższych względów ekonomicznych, a szansa na stabilne życie jest doskonałą alternatywą dla atmosfery tymczasowości i nędzy panującej w obozach. Ale spójrzmy na tę kwestię trochę inaczej.
Przez ponad 30 lat swego istnienia Front Polisario ani razu nie użył środków terrorystycznych, aby wymusić realizację swoich żądań (w przeciwieństwie do Palestyńczyków, którzy terroru używają jako środku nacisku dyplomatycznego). Saharyjczycy ani razu nie rozpoczęli żadnej intifady, a jedynie spokojnie czekali na pokojowe rozwiązanie ich kwestii. Od samego początku obozy dla uchodźców są zorganizowane na kształt państwa. Kolejne obozy noszą nazwę głównych miast Sahary Zachodniej, gdzie w przyszłości mieściłby się ośrodki władzy. Wszystkie stanowiska są obsadzone, począwszy od prezydenta, a skończywszy na tekach ministrów. Doskonale zorganizowane państwo… bez państwa (czyż nie kontrastuje to ostro z Palestyńczykami, którzy przez długi okres nie potrafili się zorganizować, a obecny totalny chaos na ich scenie politycznej doskonale oddaje niemożność działania rządu, gdzie przywódca Hamasu nie ma realnego wpływu na swoich bojowników). Rodzice dzieci przebywających w obozach zamiast kształcić ich na bojowników i męczenników, posłali je na studia i wykształcili na inżynierów, rolników, chemików, polityków. Zamiast kłaść dzieciom do głowy steki bzdur z martyrologii narodowej i rozbudzać w nich nienawiść, woleli wykształcić je (widząc w tym długofalowy plan), aby w przyszłości mądrze kierowały rozwojem swojego własnego państwa (i znowu powtórzę, jak wielka przepaść dzieli Saharyjczyków i Palestyńczyków, gdzie większość dzieci jest niewykształcona i uważa, że największym szczęściem jest męczeńska śmierć w imię Allaha i wolnej Palestyny).

Z powodu posiadania przez Saharyjczyków stabilnych władz i świetnie wykształconej kadry, sami oni będą potrafili zarządzać złożami dóbr naturalnych, przyciągać międzynarodowe inwestycje i budować infrastrukturę. Po co mają dzielić się korzyściami z tego płynącymi z Marokiem? Front Polisario mógłby stać się zaczątkiem przyszłej armii, a do prowadzenia polityki zagranicznej nie są im potrzebni dyplomaci z Rabatu.

I czy za to wszystko, co powyżej przytoczyłam, nie powinna ich spotkać nagroda? Czy nie zasłużyli sobie na własne państwo? Świat powinien pokazać, że droga do niepodległości nie wiedzie przez ekstremizm. Że drogi do niej nie należy szukać w terroryzmie. Czy uznanie niepodległości Saharyjskiej Arabskiej Republiki Demokratycznej nie pokazałoby Palestyńczykom jak należy budować państwo? W dodatku Sahara Zachodnia jest w pełni demokratyczna, a przecież prawie 100 procent Saharyjczyków to muzułmanie! Czy to wszystko nie zasługuje na nagrodę?

Bibliografia:
1. Mughrabi Magdalena „Niewidzialna republika”, ‘Polityka”
2. Potocki Andrzej Rafał „Piaskowa wojna”
3. „Mała Encyklopedia PWN”, Warszawa, 1995
4. Report of the Secretary-General on the situation concerning Western Sahara, 19.04.2006 r.
5. Khadija Finan „Western Sahara Impasse“;
6. Situation report: Western Sahara: oil on troubled waters, kwiecień 2003;
7. www.gazeta.pl
8. www.wsahara.net
9. www.csis.org