Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Katarzyna Sarek: Chiny 2013, czyli raj na ziemi

11 październik 2010
A A A

Rok 2013. Na scenę wkroczyło nowe mocarstwo. Wszyscy są bogaci, szczęśliwi i kochają swój rząd. Istny raj na ziemi. Gdzie ma być tak pięknie?

Po kolejnym kryzysie gospodarczym w 2011 roku, gdy pogrążony w chaosie i biedzie świat walczy o przetrwanie, Chiny wychodzą z niego bogatsze i potężniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Starbucks jest częścią koncernu Wang Wang i w kawiarniach na całym świecie sączy się napoje o chińskich nazwach. Władza partii trwa w najlepsze, gospodarka kwitnie, ludzie są zadowoleni i uśmiechnięci, a malkontentów zmiotło z powierzchni ziemi. Jedynie trzy osoby czują, że coś jest nie tak, a powszechna szczęśliwość wygląda podejrzanie. Są święcie przekonani, że czas prosperity poprzedził miesiąc zamieszek, że wojsko siłą przywróciło spokój, że partia wybiła wszystkich dysydentów i buntowników, że ponieważ do wodociągów wprowadzono narkotyki, społeczeństwo cierpi na amnezję i jest na permanentnym haju.

Kij w mrowisko

Pisarz Chen Guanzhong (Chan Koon-chung w transkrypcji kantońskiej), znana postać w kręgach literackich Hongkongu i Tajwanu, po 9 latach mieszkania w Pekinie przelał na papier swoją wizję przyszłości Chin pisząc książkę „Era pomyślności: Chiny 2013”. Wizję, która wzbudziła duże poruszenie wśród miejscowych intelektualistów. Jest to społeczne science fiction - gatunek niebezpieczny dla chińskich pisarzy i dlatego słabo reprezentowany we współczesnej literaturze chińskiej. Powieść, dopiero tłumaczona na angielski, ale już często porównywana do słynnego 1984 Orwella, teoretycznie snując futurystyczne wizje, odnosi się do obecnej sytuacji w Chinach i pokazuje ciemne strony ich imponującego rozwoju.

Tytuł oryginału Shengshi: Zhongguo 2013 (Era pomyślności: Chiny 2013) odwołuje się do triumfalnych momentów w historii Państwa Środka. Wyrażenie shengshi oznacza wiek złota, erę pomyślności, tłuste lata. Tak nazywa się dwa okresy największej potęgi - czasy panowania dynastii Han i Tang, kiedy Chiny były najpotężniejszym krajem na świecie - cywilizacyjnie, militarnie i gospodarczo. Ale po wiekach tłustych nastały chude i niespecjalnie były powody, żeby go używać, zwłaszcza podczas ostatnich dwóch stuleci. Dopiero od kilku lat następuje triumfalny powrót tego słowa do mediów i codziennego języka, ba, tak nazywane są samochody, firmy czy osiedla mieszkaniowe. Chińczycy zaczynają uważać, że ich ojczyzna powraca na należne jej miejsce światowego mocarstwa. Dochodzą do wniosku, że obecny model polityczny jest optymalny dla rozwoju państwa i może służyć za wzór innym krajom rozwijającym się. Chen Guanzhong w swojej książce pokazuje co tak naprawdę czują i myślą chińskie elity. I reszcie świata z pewnością się to nie spodoba.

Zagubiony miesiąc
Jeden miesiąc zniknął. Mówię ci, cały miesiąc rozpłynął się, przepadł, zaginał.

Główny bohater, zamożny pisarz Chen wiedzie spokojne i nudne życie w Pekinie. Spotkanie znajomych z młodych lat - Fang Caodi i Xiaoxi, którzy jako jedyni są niezadowoleni i nieszczęśliwi, rozbija jego nudną i sytą egzystencję. Pierwszy szaleńczo poszukuje śladów brakującego miesiąca, czasu pomiędzy wybuchem kolejnego kryzysu a oficjalnym ogłoszeniem nastania ery pomyślności, miesiąca, którego nikt nie może sobie przypomnieć. Xiaoxi, uczestniczka wydarzeń z 1989 roku, nie rozumie dlaczego wszyscy jej przyjaciele zaczęli kochać rząd, dlaczego jej syn należy do partii i chce ją wsadzić do wariatkowa, i dlaczego ciągle ktoś ją śledzi. Oni dwoje i chłopak, który spędził dzieciństwo jako niewolnik w cegielni, pamiętają, że pomiędzy pierwszym dniem kryzysu, a oficjalnym ogłoszeniem początku shengshi był cały miesiąc gwałtów, mordów, grabieży sklepów, interwencji wojska, strzelania do tłumu i łapanek na ulicach. Wyruszają na poszukiwanie zaginionego czasu, ale natrafiają jedynie na strzępy gazet i niedowierzanie wszystkich dookoła.

Zdesperowani porywają członka Politbiura – He Dongshenga, który po zaaplikowaniu mu narkotyków wyjawia prawdę. Tak, pamiętany przez nich miesiąc rzeczywiście się wydarzył. W Chinach zapanował chaos i bezrząd. Dopiero gdy skala gwałtów osiągnęła gigantyczną skalę, wojsko wkroczyło do akcji. Władzy był na rękę wybuch zamieszek, bo „ludzie bardziej się boją chaosu, niż dyktatury”. Ale rząd nie zatruł wodociągów i nie zarządził zbiorowej amnezji, to ludzie sami z własnej woli zapomnieli, bo chcieli wymazać z pamięci czas zamętu i grozy. Rząd jedynie usunął papierowe wydania gazet i poprawił zawartość stron internetowych. W prasie zagranicznej pojawiały się informacje o wydarzeniach brakującego miesiąca, ale nikt w Chinach nie był i nie jest nimi zainteresowany, bo coraz bogatsi ludzie uważają, że żyją w najlepszym ze światów.

Era pomyślności została co prawda zbudowana na krwi i przemocy, lecz nikomu to nie przeszkadza, bo w ciągu zaledwie dwóch lat ponad 90% społeczeństwa całkowicie wyparło z pamięci ten okres. He Dongsheng w monologu na końcu powieści przedstawia swoją wizję rządów Chinami. Reformy polityczne mogą doprowadzić jedynie do rozpadu kraju, analogicznie do ZSRR, autorytarne rządy jednej partii są błogosławieństwem dla państwa. „Być może dopóki żyją Chińczycy dopóty będzie nimi rządzić partia komunistyczna, widocznie sześćdziesiąt lat jej rządów to wciąż za mało. […] Szkoda, że jestem ateistą, bo mógłbym powiedzieć, że to samo Niebo chce rządów Partii. Samo Niebo nam błogosławi!” Zdruzgotani porywacze uwalniają urzędnika i wracają do swoich domów. W ostatnich linijkach powieści Chen proponuje Xiaoxi wyjazd na rubieże kraju, gdzie podobno uchowali się niezadowoleni ludzie. Tak oto kończy się historia poszukiwania zaginionego miesiąca, zapomnianego z własnej, nieprzymuszonej woli.

Bohaterowie naszych czasów

Najciekawszym typem postaci stworzonym przez autora i po raz pierwszy pojawiającym się w literaturze chińskiej jest młody, ale nie gniewny, syn Xiaoxi – Wei Guo. Oportunista, karierowicz i zaślepiony nacjonalista reprezentuje poglądy pokolenia urodzonego w latach 80. Pamiętający jedynie coraz dostatniejsze dzieciństwo lat 90. jedynacy zostali najzacieklejszymi zwolennikami partii. Wei Guo kocha partię i szczerze wierzy w jej przewodnią rolę. Razem z podobnymi sobie studentami zakłada klub, którego celem jest wzmacnianie tężyzny fizycznej i niszczenie wrażliwości, w tym celu zabijają bezpańskie psy, a docelowo ofiarami mają być bezdomni. Uważa, że jedynie intelektualna elita ma prawo decydować o losach kraju, masy są tylko do wykonywania rozkazów. Jego największe marzenie to praca w departamencie cenzury i propagandy, bo „jest on romantyczny i kieruje życiem duchowym kraju i narodu”. Należy do czytelniczego klubu SS (wbrew pierwszym skojarzeniom nazwa pochodzi od nazwisk filozofów Leo Straussa i Carla Schmitta), w którym spotykają się intelektualiści, biznesmeni, artyści, jednym słowem elita kraju, i dyskutują jak sprawnie i efektywnie rządzić ciemnym ludem. Jest to miejsce służące do wymiany poglądów, nawiązywania kontaktów i kształcenia następców na szczyty spośród wyselekcjonowanej młodzieży.

Kolejna ciekawa postać to członek politbiura He Dongsheng, idealista traktujący swój urząd jako „służbę ludowi”. W młodości wierzył, że kiedyś Chiny przeprowadzą reformy polityczne. Trzydzieści lat później jest przekonany, że demokracja to szkodliwa choroba przywleczona z Zachodu. Z pasją tłumaczy dlaczego w Chinach rządy ludu to chybiony pomysł. „Reformy polityczne? […] na końcu otrzymalibyście dyktaturę faszystowską z chińską charakterystyką, kompendium nacjonalizmu, tradycjonalizmu, patriotyzmu i czystości rasowej”. Na zarzuty porywaczy, że obecne rządy już przypominają faszystowskie, odpowiada, że to dopiero początek drogi. Model chiński jest tak atrakcyjny, że inne kraje zaczną go przejmować i realizować „Chinese dream”. W powieści pojawiają się wypunktowane cechy „chińskiego modelu”: demokratyczna dyktatura jednej partii; rządy prawa z priorytetem ładu społecznego; autorytarne rządy ludu; rynkowa gospodarka kontrolowana przez państwo; wolny rynek z dominacją firm państwowych; rozwój naukowy z chińską charakterystyką; pro-chińska harmonijna dyplomacja; wielonarodowa republika z dominującą jedną narodowością, narodowe odrodzenie i restauracja niezrównanej chińskiej cywilizacji. Imponujący stek paradoksów, ale obecnie wspaniale działający w Chinach.

Łatwość zapominania

W często udzielanych wywiadach pisarz nie wypiera się czerpania pełnymi garściami z najnowszej historii Chin. Porównuje dobrowolną amnezję z porzuceniem pamięci o ruchu prodemokratycznym z końca lat 90, i innych podobnych traumatycznych wydarzeń jak Rewolucja Kulturalna. Młodzież nie wie nic o wydarzeniach z czerwca 1989 roku, nawet ci, którzy w nich uczestniczyli, zaczynają mieć wątpliwości. Może rzeczywiście obecny system polityczny jest optymalny dla Chin? Wystarczy przecież rzucić okiem na las wieżowców za oknem i bentleye na ulicach miast.

Chen Guanzhong w swojej powieści pokazuje, że problemem Chin jest elita intelektualna, która uwiedziona profitami dołączyła do aparatu władzy i została jego wierną służką. Dawni dysydenci dołączyli do swoich prześladowców i razem z nimi dorabiają się majątków. Na pytanie padające w tekście „czy intelektualiści pogodzą się z partią?” dawny dysydent rewanżuje się innym: „raczej czy partia wybaczy intelektualistom ich nielojalność i buntowniczość”. Pisarz zwraca także uwagę na fakt, że obecna potęga Chin jest zbudowana na wyzysku najsłabszych – nonggongmin, rolników emigrujących do miast i pracujących za grosze. Ich tania praca pozwala na oszałamiający wzrost gospodarczy, z którego najmniej korzystają oni sami.

Wizja przyszłości Chin pokazana przez hongkońskiego pisarza stoi na bakier z wypieszczonym przez Zachód wyobrażeniem o nieuchronnej demokratyzacji idącej w ślad za rozwojem gospodarczym. Paradoksalna konkluzja powieści – to przede wszystkim niechęć społeczeństwa do politycznych przewrotów i rewolucji, a także pragnienie dobrobytu materialnego, umożliwiają przetrwanie modelu jednopartyjnych autorytarnych rządów. Nikt nawet nie ma ochoty patrzeć władzy na ręce. Na co komu zmiany, skoro już jest tak dobrze. Wygląda na to, że socjalizm o chińskiej charakterystyce powinien mieć się zdrowo na wieki wieków.