Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Katarzyna Wiatr: Nowe otwarcie Sarkozyego?

Katarzyna Wiatr: Nowe otwarcie Sarkozyego?

02 marzec 2008
A A A

Nicolas Sarkozy zapowiedział podczas swojej wizyty w Afryce "nowe otwarcie" w stosunkach między Francją a państwami kontynentu. Jednakże francuska machineria dyplomatyczna nie łatwo poddaje się jakimkolwiek zmianom.

Zakończyła się druga oficjalna wizyta prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego na kontynencie afrykańskim. Francuski prezydent odwiedził Czad i RPA zapowiadając "nowe otwarcie" w stosunkach między Francją a państwami afrykańskimi, równość we wzajemnych relacjach oraz wsparcie dla afrykańskich aspiracji międzynarodowych.

 

Gdy w maju ubiegłego roku Nicolas Sarkozy zmierzał po zwycięstwo w wyborach prezydenckich, głosił on radykalną zmianę w dotychczasowej skomplikowanej, niejasnej i historycznie uwarunkowanej polityce wobec Afryki. Sarkozy miał skończyć z praktycznie bezwarunkowym poparciem dla niektórych „przyjaznych” afrykańskich reżimów, które  w zamian za ochronę swoich politycznych interesów odwdzięczały się lukratywnymi kontraktami dla francuskich przedsiębiorstw oraz uczynić wzajemne powiązania zdrowszymi i bardziej przejrzystymi. W niepamięć miały odejść „Françafrique”, gesty i decyzje poprzedników Sarkozy’ego, Françoisa Mitteranda i Jacquesa Chiraca, wielokrotnie oskarżanych o neokolonialne ambicje.

 

Jednakże już pierwsza wizyta Sarkozy’ego na kontynencie, w lipcu ubiegłego roku, przyniosła więcej rozczarowań niż dowodów na faktyczną stopniową normalizację. Pierwszym krajem, który odwiedził francuski prezydent była bowiem Libia, symbol autorytarnego, nie cofającego się przed aktami terrorystycznymi, odpornego na wszelkie zmiany reżimu, a głównym punktem programu wizyty stało się ogłoszenie zawarcia nowego porozumienia o dostawach broni. Sarkozy uległ zwolennikom starego kursu w relacjach z Afryką i skoncentrował swoją uwagę na byłych koloniach, co stało w jawnej sprzeczności z jego przedwyborczymi deklaracjami.

 

W trakcie drugiej, dopiero co zakończonej podróży prezydent Sarkozy odwiedził niewątpliwego lidera demokratycznych reform i wzór pokojowych przemian, RPA. To właśnie przed południowoafrykańskim parlamentem padły ważne i długo oczekiwane słowa o reformie francuskiej obecności militarnej na kontynencie. Prezydent przyznał, że większość dwustronnych porozumień o współpracy wojskowej, zawartych głównie w latach 60 w obliczu dekolonizacji, nie odpowiada współczesnym realiom i wyzwaniom.

 

Ponadto, Sarkozy odniósł się bezpośrednio do międzynarodowych aspiracji RPA. Ogłosił, że Francja wspiera dążenia RPA do członkostwa w G8, Międzynarodowym Funduszu Walutowym, a także w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Dodał, że nie można akceptować sytuacji, w której Afryka pozbawiona jest stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa i chociaż to nie do niego należy decyzja, które państwo powinno zasiadać w tym gronie, to uważa, że RPA znajduje się w awangardzie na kontynencie afrykańskim. Odważnym zapowiedziom i politycznym deklaracjom towarzyszyły medialne gesty takie jak wizyta pary prezydenckiej na wyspie Robben, gdzie przez 18 lat więziony był Nelson Mandela, a później spotkanie z samym Mandelą.

 

Jednak dzień wcześniej, w trakcie pobytu w stolicy Czadu, Ndżamenie, Sarkozy zachowywał się tak, jak gdyby przeczył swoim własnym słowom. Z zadowoleniem przyjął bardzo ogólnikową i mało wiarygodną zapowiedź prezydenta Idrysa Déby’ego o powołaniu specjalnej komisji, która wyjaśni zaginięcie trzech opozycyjnych liderów, którzy według relacji świadków zostali uprowadzeni przez prezydencką gwardię. Również deklaracja Déby’ego o wznowieniu dialogu z opozycją wydaje się mało realna w sytuacji, gdy opozycyjni przywódcy znajdują się w ciągłym zagrożeniu a wolność wypowiedzi pozostaje fikcyjna.

 

Sarkozy nie odniósł się też w żaden sposób do wątpliwości, które urosły wokół roli, jaką odegrały francuskie oddziały wojskowe stacjonujące w Czadzie w trakcie ofensywy rebeliantów na początku lutego. Wciąż nie udało się ustalić, czy francuska interwencja ograniczała się tylko i wyłącznie do ewakuacji obywateli państw europejskich i ochrony lotniska w Ndżamenie, czy, jak twierdzą rebelianci, francuscy żołnierze aktywnie wspomagali oddziały prorządowe. Jeśli prawdą miałyby się okazać pogłoski o bezpośrednim zaangażowaniu francuskiej armii w walki, to świadczyć to będzie, że jeszcze wiele czasu musi upłynąć zanim kwestie bezpieczeństwa w Afryce zostaną pozostawione samym Afrykańczykom, jak wielokrotnie powtarzał w RPA Nicolas Sarkozy.

 

Były francuski minister spraw zagranicznych, Jean Sauvagnargues, stwierdził kiedyś, że Afryka to jedyne miejsce na świecie, gdzie Francja może samodzielnie kształtować politykę. Bagaż wielu dekad aktywnego zaangażowania w Afryce, przyjmującego nierzadko formy militarnej interwencji, z pewnością ciąży i będzie ciążyć na politycznych planach nowego francuskiego prezydenta. Zapowiedzi zredukowania wojskowej obecności na kontynencie, próby nawiązania bliższych relacji z krajami z poza regionów francuskojęzycznych, są bezwątpienia sygnałem pozytywnej ewolucji we francuskim myśleniu o Afryce i dowodem na świadomość głębokich przemian politycznych i ekonomicznych zachodzących w ostatnich latach na kontynencie afrykańskich. Jednakże dotychczas nowy język prezydenckiej administracji nie miał bezpośredniego przełożenia na prowadzone działania, a francuska dyplomatyczna machineria nie łatwo poddaje się jakimkolwiek zmianom.