Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Krzysztof Lepianka: Co znaleźli Czadyjczycy? Czarne złoto, czy czarną rozpacz?

Krzysztof Lepianka: Co znaleźli Czadyjczycy? Czarne złoto, czy czarną rozpacz?

30 marzec 2006
A A A

Położona w centralnej części kontynentu afrykańskiego Republika Czadu zajmuje powierzchnię ponad miliona dwustu tysięcy kilometrów kwadratowych i zamieszkuje w niej ponad dziewięć milionów ludzi, znaczna część żyjąca poniżej poziomu ubóstwa. Jest to charakterystyczna cecha dla wszystkich państw Sahelu – regionu rozciągającego się na południe od Sahary. Złe warunki naturalne dla rozwoju rolnictwa, ciągle powtarzające się susze, pustynnienie kraju sprawiają, że Czad musi korzystać z pomocy międzynarodowych organizacji, aby choć zmniejszyć, bo nie sposób zaspokoić, uczucia głodu u swoich obywateli, z których głodnych pozostaje codziennie znacznie ponad połowa.

Dewizą Republiki Czadu są słowa: ”Jedność, Praca, Postęp.” Jak nam Polakom wychodzi realizowanie naszej narodowej dewizy: ”Bóg, Honor, Ojczyzna”, nie będę pisał, ale postaram się pokazać, jak mieszkańcy Czadu radzą sobie z dążeniem do własnych ideałów. I czy ropa naftowa może im w tym pomagać.

Jedność

Na terenach obecnie istniejącej Republiki Czadu już w średniowieczu istniały liczne zislamizowane królestwa - największymi z nich były Kanem i Bornu. Rozciągały się one w okolicach jeziora Czad, które jako duży i zasobny w ryby zbiornik wodny od zawsze miało ogromne znaczenie dla ludności. W okolicach samego jeziora żyje wiele grup etnicznych, a w całym Czadzie ich liczba jest oceniana na ponad dwieście, posługują się oni ponad stoma językami wykazującymi często dość znaczne zróżnicowanie. Tak wielka różnorodność, która występowała na tych terenach od zawsze, powinna sprzyjać pokojowemu współistnieniu. Jednak, kiedy niemal po siedemdziesięciu latach panowania na tych terenach Francuzi przyznali Czadowi niepodległość, zaczął się okres walk i niepokojów. Konflikt z Libią o przynależność tzw. Strefy Aouzou (100-kilometrowy pas na południe od granicy libijskiej, bogaty w złoża rudy uranu), podczas którego Libia zainspirowała powstanie ludności muzułmańskiej na północy kraju, przerodziło się w trwającą wiele lat wojnę domową.

Czad nie uniknął losu wielu innych państw afrykańskich, w których cały czas zdarzają się siłowe przejęcia władzy. W 1975 roku został zamordowany pierwszy prezydent Czadu François Tombalbaye, następnie miały miejsce rządy wojskowe i wojna domowa. W 1990 roku szefem państwa mianował się Idriss Déby, a od zwycięskich wyborów w 1996 do dziś pozostaje, już z woli ludu wyrażonej w głosowaniu, prezydentem kraju. Rządy Déby’ego charakteryzuje stopniowa normalizacja sytuacji politycznej w Czadzie. Zaczął odbudowywać instytucje państwowe, które podczas wojny zostały zupełnie zniszczone przez wszechobecną anarchię. Podpisał także porozumienia z Bankiem Światowym i Międzynarodowym Funduszem Walutowym, co umożliwiło mu rozpoczęcie reform ekonomicznych. To współpraca z tymi instytucjami pozwoliła w 2000 roku rozpocząć eksploatacje złóż ropy naftowej na południu Czadu. Zasługi dla kraju, jakie ma obecnie panujący prezydent nie są jednak jednakowo postrzegane przez wszystkich Czadyjczyków. Do dnia dzisiejszego nie można mówić o spokoju w Czadzie. Ostatnia próba zamachu stanu miała miejsce w marcu 2006 roku, czyli niecały miesiąc temu.

Jak pokazuje przeszłość i teraźniejszość, o jedności w Republice Czadu na razie nie może być mowy. Jakie tego przyczyny? Takie jak w pozostałych państwach afrykańskich. Kolonializm i neokolonializm. Szansą dla zwiększenia poczucia jedności w narodzie mogłaby być odpowiednia polityka realizowana przy pomocy środków pochodzących z eksportu ropy naftowej. Niestety przykład sąsiedniej Nigerii nie nastraja zbyt optymistycznie. Więc czy ropa naftowa, będąca szansą na rozwój kraju nie zaszkodzi mu bardziej, niż mogłaby pomóc? Wydawałoby się, że stopniowe bogacenie się kraju powinno sprzyjać polepszeniu sytuacji bytowej ludności. Jednak w przypadku Czadu, jak i wielu innych państw, z dochodów z ropy naftowej korzyści czerpie tylko nieliczna grupa. I złudne nadzieje niektórych Czadyjczyków, którzy wierzą, że gdy ci na górze się najedzą, to reszta przypadnie im-biednym. Niestety tak to już jest, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Nie ma tu miejsca na jedność, wyrażającą się we współczuciu. Ropa naftowa, postrzegana jako szansa zaczyna tworzyć coraz większą przepaść między uprzywilejowanymi elitami, a zwykłymi obywatelami.

Praca

Rozpoczęty w roku 2000 projekt eksploatacji zasobów ropy naftowej w rejonie Basenu Doba oraz budowa rurociągu przez Kamerun do wybrzeża Atlantyku niemal całkowicie został sfinansowany przez konsorcjum składające się z amerykańskich firm naftowych: Exxon Mobil i Chevron, oraz malezyjskiej Petronas. Choć Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy w bardzo małym stopniu uczestniczyły w realizacji projektu, to sama ich obecność, potwierdzająca pewną stabilność polityczną i ekonomiczną w Czadzie, była warunkiem koniecznym dla rozpoczęcia inwestycji.

Rząd czadyjski zdając sobie sprawę z szansy, jaką niosą za sobą zagraniczne inwestycje i sprzedaż ropy naftowej na rynkach światowych, nie szczędził wysiłków, aby współpraca z inwestorami przebiegała bez żadnych zakłóceń. Jednak okazuje się, że inwestycje rzędu 3,7 miliarda dolarów nie stworzyły w Czadzie wielu miejsc pracy. Na przestrzeni lat od czasów rozpoczęcia inwestycji ciągle rośnie udział przemysłu naftowego i gałęzi z nim powiązanych w strukturze produktu krajowego brutto. Tymczasem struktura zatrudnienia nie zmienia się. W dalszym ciągu w rolnictwie pracuje ponad 80 procent wszystkich zatrudnionych, wytwarzając jedynie nieco ponad dwadzieścia procent PKB. Każdego dnia w Czadzie wydobywa się ponad dwieście tysięcy baryłek ropy dziennie, jednak w żaden sposób ta liczba nie przekłada się na miejsca pracy. Okazuje się, że z dobrodziejstw, jakie może nieść za sobą odkrycie ropy naftowej, nie są w stanie korzystać państwa najsłabiej rozwinięte. Kraje Zatoki Perskiej, jak choćby Zjednoczone Emiraty Arabskie, do których szerokim strumieniem płynie rzeka pracowników kontraktowych z zagranicy do pracy w przemyśle naftowym, są zupełnym przeciwieństwem, w tym względzie, Republiki Czadu. Cóż więc z realizacją części dewizy dotyczącej pracy? Jak można pracować dla dobra kraju, jeśli nie ma się pracy?

Postęp

Postęp to słowo, które przez wiele lat pozostawało obce wszystkim Czadyjczykom. Od odzyskania niepodległości Czad pozostawał niezmiennie jednym z najsłabiej rozwiniętych państw na świecie. Ten w dziewięćdziesięciu procentach pokryty pustynią i półpustynią kraj, nie stwarzał korzystnych warunków dla rozwoju. Jednak bogactwo kraju znalazło się nie na ziemi, lecz pod nią. Ropa naftowa w południowym Czadzie została odkryta już trzydzieści lat temu, jednak dopiero teraz zainteresowały się nią międzynarodowe firmy naftowe. Ich działalność zupełnie zmieniła gospodarkę Czadu. Jeśli chodzi o produkt krajowy brutto, to zaraz po rozpoczęciu projektu, widać było postęp. Jeszcze w 1999 roku wzrost gospodarczy wynosił 0,6 procent, a już rok później 8, w 2004 roku osiągając niewyobrażalny wydawałoby się poziom 38 procent. Całkowity PKB wzrósł z 7,6 miliarda dolarów w 1999 roku do ponad 15,5 w roku 2004.

Taki przyrost dochodów łatwo wytłumaczyć tym, że jak ktoś startuje z bardzo niskiego poziomu to wyraźne efekty widać bardzo szybko. Jednak to nie sam procent wzrostu jest tu ważny. Podstawowe znaczenie ma to, że nagle władze czadyjskie zyskały, energicznie bijące źródło dochodu. Aby dobrze wykorzystać te dodatkowe przychody należy mądrze nimi zarządzać. Naiwnością byłoby sądzić, że może w przypadku Czadu nie sprawdzą się scenariusze z innych nierozwiniętych państw afrykańskich posiadających złoża ropy naftowej, takich jak Nigeria, czy Angola. Szerząca się korupcja czy przeznaczanie dochodów na zbrojenia zjadają znaczną część wpływów z eksportu ropy. Tymczasem, gwarantem dalszego wzrostu kraju, byłaby jego modernizacja. W całym Czadzie jest tylko 400 kilometrów dróg twardych, a zwiększanie ich liczby niewątpliwie ułatwiłby transport dóbr z wnętrza kraju, a następnie ich eksport. Postęp nigdy nie może być mierzony tylko przy pomocy zmian wielkości PKB. W Czadzie nawet połowa obywateli powyżej piętnastego roku życia nie umie czytać ani pisać. Czy przychody ze sprzedaży ropy mogą to zmienić? Wszystko w rękach czadyjskich decydentów, którzy miejmy nadzieję nie zapomną o ostatniej części motta, które przyświeca ich państwu i jego obywatelom.

Wojna, bezrobocie, korupcja

Nadzieje zawsze są wielkie, jednak często okazują się płonne. Konflikty wewnętrzne, zła sytuacja ludności, która nie tylko nie ma pracy, ale umiera wręcz z głodu, oraz ignorancja i egoizm elit niszczą marzenia i depczą idee. Choć zwyczajni mieszkańcy Czadu, może nawet nie znają dewizy państwa, w którym mieszkają. To rządzący, na których ciąży odpowiedzialność za dobro obywateli, powinni ją nie tylko znać, ale realizować każdą z jej części. A sama ropa naftowa może tu pomóc, jak i przeszkodzić; może być błogosławieństwem, albo i przekleństwem.