Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Łukasz Maślanka: Kuba - Hiszpania: wolność w służbie dyplomacji

Łukasz Maślanka: Kuba - Hiszpania: wolność w służbie dyplomacji

03 sierpień 2007
A A A

Lewicowy hiszpański rząd premiera José Luísa Rodrígueza Zapatero zmienia dotychczasową restrykcyjną politykę swego kraju wobec Kuby. Tłumaczy, że dialog z reżimem Fidela Castro może przynieść więcej zmian na wyspie, niż twarde sankcje i dyplomatyczny ostracyzm. Ta postawa wzbudza jednak wiele kontrowersji, szczególnie w USA oraz krajach popierających amerykańską politykę zagraniczną.

Rządząca od ponad trzech lat Hiszpanią socjalistyczna koalicja zmieniła o 180 stopni kierunek polityki zagranicznej swego kraju. Nagłe wycofanie wojsk z Iraku po tragicznych zamachach w Madrycie znacznie ochłodziło stosunki Hiszpanii ze Stanami Zjednoczonymi i partnerami, przede wszystkim nowymi członkami Unii Europejskiej. Dyplomatyczna ofensywa Madrytu prowadzona przez ostatnie kilka miesięcy w regionie karaibskim, ze szczególnym uwzględnieniem Hawany wydaje się mieć na celu ponowne zdefiniowanie relacji z kubańskim reżimem, które mają być oparte o dialog przy dość powierzchownym traktowaniu kwestii praw człowieka. Broniąc się przed zarzutem wspierania komunizmu na Kubie, rząd hiszpański wskazuje na zmianę sytuacji spowodowaną chorobą Fidela Castro. Ma ona umożliwiać stopniową transformację polityczną na wyspie.

Polityka Unii Europejskiej wobec państw Ameryki Łacińskiej jest silnie uwarunkowana od aktualnego nastawienia rządu w Madrycie do tego obszaru. Hiszpania uważana jest za najbardziej kompetentny ośrodek negocjacyjny, zarówno dzięki wspólnemu językowi, sporej części dziedzictwa kulturowego, jak również w wyniku intensywnych kontaktów handlowych i gospodarczych z krajami regionu na południe od El Paso.
Warto sobie jednak szczerze powiedzieć, że ten kierunek dyplomatyczny nie cieszy się zbyt dużym zainteresowaniem: kraje Ameryki Środkowej i Południowej dokonują właśnie głębokiego przeorientowania swej polityki wewnętrznej oraz zagranicznej, (głównie o charakterze lewicowym i, jak dotąd, w miarę pokojowym), zaś Europa jest głęboko skupiona na wewnętrznych przemeblowaniach strukturalnych, które degradują wspólnotową politykę zewnętrzną do roli narzędzia w rozwiązywaniu doraźnych problemów, niestety narzędzia nie zawsze skutecznego.
Brak koordynacji i niejednolitość zewnętrzna Unii daje większe pole manewru administracjom państw członkowskich w prowadzeniu swej polityki, także w imieniu całej organizacji, nie zawsze jednak za zgodą pozostałych jej członków.
 
Kuba jest ciekawym, choć nietypowym polem doświadczalnym dyplomacji państw dwudziestki siódemki, którą kieruje Madryt, a Unia wzmacnia jedynie swym autorytetem. Wyspa, rządzona niepodzielnie i nieprzerwanie od 1959 roku przez Fidela Castro, w 2006 skoncentrowała na sobie po raz kolejny, po długiej przerwie, uwagę świata, kiedy El Comandante z powodów zdrowotnych czasowo przekazał swoje obowiązki bratu Raúlowi. Madryt, reprezentowany obecnie przez lewicową koalicję pod przywództwem premiera José Luísa Rodrígueza Zapatero uznał, że wydarzenie to jest właściwym momentem na odmrożenie stosunków z Kubą i przeprowadzenie małej dyplomatycznej ofensywy na wyspę.

Przypomnijmy, że w 2003 roku stosunki pomiędzy UE a rządem w Hawanie zostały zawieszone z powodu skazania 75 kubańskich dysydentów na kary długoletniego więzienia. Sytuacja będąca na rękę poprzedniej, prawicowej ekipie premiera José Maríi Aznara stała się bardzo niewygodna dla nowego lewicowego gabinetu, który wydaje się uznawać za stosowne raczej edukowanie kubańskiego reżimu, aby wstąpił na drogę współczesnej socjaldemokracji, niż niecierpliwe oczekiwanie jego upadku. Madryt delikatnie, ale wytrwale podejmował działania dyplomatyczne w kierunku „przywrócenia stanu określonego w umowie bilateralnej z 1996 roku pomiędzy Hawaną a Brukselą, która ustanawiała dialog otwarty na wszystkie kwestie, także te, związane z prawami człowieka.”

Stany Zjednoczone, nie mogąc liczyć na żadne korzystne umowy gospodarcze z reżimem Castro, wyczuły w tej hawańskiej zmianie warty niebezpieczeństwo pokojowego przekazania władzy w ramach niezmiennego systemu politycznego. Dotychczas doktryna amerykańska zdawała się utożsamiać reżim z osobą Fidela i uważała, ze wraz z jego śmiercią problem kubański zakończy się, komunizm upadnie, a wyspa powróci do typowej latynoamerykańskiej statyczności, bardzo wygodnej dla Waszyngtonu. W zamian za to Kubańczycy doświadczą po czterdziestu latach zniewolenia i poprzednich pięćdziesięciu upokorzenia dobrodziejstw demokracji i zawalczą o swoją przyszłość na arenie wolnego rynku. Pogląd ten podziela większa część emigracji kubańskiej w USA, która żywiołowo, choć raczej przedwcześnie zareagowała na przetasowania w Hawanie.
Taktyka ta nie świadczy o ignorancji amerykańskiej dyplomacji: wiele reżimów latynoamerykańskich upadało po utracie charyzmatycznego i popieranego przez część narodu przywódcy, tym bardziej, że Raúl Castro wydaje się być dokładnym przeciwieństwem brata: skryty, małomówny, znacznie bardziej ceni sobie zakulisowe działania, niż monumentalne manifestacje. Stąd brak jakiegokolwiek ruchu dyplomatycznego między Waszyngtonem a Hawaną po 31. lipca 2006 roku i zmiany stanowiska w sprawie embarga gospodarczego nałożonego na wyspę po słynnym kryzysie rakietowym z początku lat 60., który mógł skończyć się wojną nuklearną.
        
Różnica poglądów doprowadziła do powstania kolejnego zapalnego punktu w relacjach między Waszyngtonem a Madrytem. Fakt ów nie wróży dobrze przyszłości tych stosunków, zważywszy na trwający już prawdziwy okres lodowcowy po nagłym wycofaniu wojsk Jego Katolickiej Wysokości z Iraku po zamachach z 11. marca 2003 roku.
Tak się jednak stać nie musi, jako że po obu stronach można zauważyć chęć porozumienia i wyjścia z impasu. Świadczyć o tym może, mająca miejsce na początku czerwca 2007 roku, wizyta amerykańskiej Sekretarz Stanu Condolezzy Rice w Hiszpanii, w trakcie której udało się dojść do porozumienia w sprawie stosunku do rządów kontrowersyjnego wenezuelskiego prezydenta Hugo Cháveza. Dostrzeżono również istnienie wspólnoty poglądów na temat długofalowej polityki wobec Kuby, której celem jest wspieranie demokracji na wyspie i doprowadzenie tam do powstania systemu wielopartyjnego.
Jednocześnie pani Rice podkreśliła, że różnica istnieje w „podejściu krótkoterminowym” do władz w Hawanie. Konserwatywny dziennik ABC z satysfakcją zauważył, że w czasie spotkania z liderem prawicowej opozycji Mariano Rajoy, amerykańska Sekretarz Stanu potwierdziła, że pomiędzy rozmówcami istnieje „zgoda na temat punktów niezgodnych” z polityką lewicowego gabinetu. [1] Wcześniej, na wspólnej konferencji prasowej z hiszpańskim Ministrem Spraw Zagranicznych Miguelem Ángelem Moratinosem wyraziła swoje poważne wątpliwości dla działań rządu hiszpańskiego wobec Kuby. O jakie działania konkretnie chodzi?

Najogólniej rzecz ujmując, o taktykę prowadzącą do ustanowienia trwałego i regularnego dialogu między Madrytem i Hawaną, który będzie sprzyjał rozwojowi stosunków bilateralnych i interesom obu krajów, z jednoczesną możliwością wpływania Hiszpanii, oraz całej Unii na zwiększenie zakresu swobód obywateli Wyspy. Dotychczasowa polityka była ukierunkowana przede wszystkim na wspieranie kubańskiej nielegalnej opozycji, która, jak twierdzi jej przedstawiciel Oswaldo Payà w dramatycznym artykule opublikowanym 26. maja na łamach ABC, boleśnie odczuwa odwrócenie się od niej świata demokratycznego wybierającego rozmowy z komunistycznym reżimem (ABC 26.05).

Cała „operacja” zaczęła się pod koniec grudnia 2006 roku, kiedy opozycyjna PP (Partia Ludowa) zainicjowała w Kortezach dialog z większością parlamentarną na temat ustalenia wspólnej polityki państwa wobec kwestii kubańskiej. Propozycja ta została najpierw ciepło przyjęta przez wspomnianego już ministra Moratinosa i mającą większość PSOE (Hiszpańską Socjalistyczną Partię Robotniczą), ale w końcu próba porozumienia zakończyła się fiaskiem. Zarówno życzliwy rządowi El País [2], jak i już kilkakrotnie przeze mnie wspominana opozycyjna ABC [3] podały dwa główne powody impasu. Oczywiście każda gazeta uwypukliła ten wygodniejszy dla preferowanych przez siebie opcji. Jednym z nich była niechęć w nadmierne ingerowanie w wewnętrzne sprawy Kuby, na które rząd w Hawanie reaguje alergicznie, czasami na granicy histerii (to argument lewicy), drugim zaś niechęć do tworzenia rozłamów w lewicowej większości (ten zaś pogląd podnosiła prawica). Warto dodać, że PSOE jest w niej partnerem najbardziej umiarkowanym. Dla przykładu IU (Zjednoczona Lewica), jasno wyraziły swe poparcie dla castrowskiej władzy w walce z „militaryzmem amerykańskim”.
Te właśnie uwarunkowania doprowadziły do nieuchwalenia przygotowanej przez PP uchwały, która wzywała Kubańczyków do demokratycznych przemian opartych na dialogu i pojednaniu (la reconciliación), tak jak to stało się w Hiszpanii po śmierci Francisco Franco.

Hiszpańska dyplomacja w tzw. „międzyczasie” osiągnęła poważny sukces w Brukseli. Niemiecka Prezydencja w kwietniu br. wysłała do przedstawicieli dwudziestu siedmiu krajów w Radzie Uni Europejskiej pismo, w którym wyrażała przekonanie co do konieczności wyprowadzenia relacji z Kubą z głębokiego kryzysu i „nawiązania dialogu we wszystkich kwestiach określanych przez wspólne interesy”. Oczywiście zastrzeżono o konieczności działania na rzecz poprawy stanu przestrzegania praw człowieka na wyspie i utrzymania kontaktów z przedstawicielami opozycji oraz „innymi organizacjami reprezentującymi społeczeństwo obywatelskie”. Takie stanowisko było w pełni zgodne z oczekiwaniami Madrytu.

Następnym krokiem Zapatero było wysłanie, w dniach 2-3. kwietnia, ministra Moratinosa na Kubę z dość szerokimi pełnomocnictwami do zawarcia z Hawaną porozumień dyplomatycznych i gospodarczych. Wizyta trwała dwa dni. Jej główne elementy to spotkanie z kubańskim odpowiednikiem Felipe Pérez Roque oraz kurtuazyjna rozmowa z Raùlem Castro, w trakcie której Moratinos przekazał mu list króla Juana Carlosa dla brata, napisany w czasie gdy monarcha wracał z Gwatemali. Zawierał on życzenia powrotu do zdrowia dla kubańskiego przywódcy. Zawarte porozumienia dotyczą nawiązania dialogu między krajami oraz powołania stałych komisji dwustronnych, które zajmą się „kwestiami, które obie strony uznają za stosowne i wzajemnie korzystne”. Roque stwierdził, że nawiązanie dialogu stało się możliwe po tym, jak rząd w Madrycie „porzucił drogę nakładania warunków i ultimatów politycznych na wyspę” i, że nie widzi przeszkód, aby dialog dotyczył również kwestii „światowych działań na rzecz przestrzegania praw człowieka, także w ramach ONZ”. Moratinos nie zareagował.

Warto zauważyć, że hiszpański minister nie znalazł czasu na spotkanie z przedstawicielami kubańskiej opozycji, co poważnie rozsierdziło pewną jej część, która następnie odmówiła spotkania z innym wysoko postawionym przedstawicielem hiszpańskiego poselstwa.
Wizyta spotkała się z krytyką opozycji hiszpańskiej i części frakcji w Parlamencie Europejskim. Dość sceptycznie zareagowały również Polska i Czechy. Uznano, że Madryt przekroczył ów nieoficjalny mandat negocjacyjny, który otrzymał od Berlina, a zignorowanie przedstawicieli opozycji zaszkodzi procesowi demokratyzacji Kuby. Moratinos i Zapatero bronią się biblijnym „po czynach ich poznacie”, utrzymując, że polityka appeasementu wobec Hawany, połączona z pewnym wysiłkiem pedagogicznym spowoduje poważne, pozytywne zmiany na wyspie. Oponenci odpowiadają, ze dyplomacja hiszpańska przecenia fakt zmiany warty wewnątrz jednolitego reżimu i że taktyka ta może na dłuższą metę, po śmierci Fidela, przynieść jedynie pewne skutki w gospodarce na wzór chiński, co z punktu widzenia humanitarnych pryncypiów jest głęboko niewystarczające. To właśnie na temat tej postawy pani Condolezza Rice wyraziła w imieniu rządu USA swoje poważne wątpliwości.

Nie należy jednak sądzić, ze Madryt kieruje się w swych kontaktach z Kubą i w ogóle z Ameryką Łacińską empatyczną chęcią szerzenia demokracji. Hiszpanie wciąż nie porzucają nadziei na zwrot miliarda dwustu milionów Euro długu, który został u nich zaciągnięty przez Hawanę, dzięki możliwości bardziej intensywnego inwestowania na wyspie. Kuba jest również zachęcana do dialogu przez poważne dotacje od autonomicznych regionów Królestwa przeznaczonych na rozwój turystyki i rewitalizację zabytków. Opozycja wewnętrzna uważa, że Madryt chce osiągnąć wyłącznie swoje partykularne cele, zaś upominanie się o prawa człowieka jest jedynie grą, mającą usprawiedliwić kolaborację z reżimem wśród społeczności międzynarodowej.

Czy warto Hiszpanię potępiać? Łatwo dołączyć do chóru niezadowolonych neokonserwatystów amerykańskich, którzy u wrót swojego kraju widzą niepokorną dyktaturę, zapominając, że ci sami ludzie nie mówią o szczytnych ideach, gdy w grę wchodzi nawiązanie zyskownych stosunków handlowych z Chińską Republiką Ludową. Nie widać tu starcia walczącego o swoje korzyści kraju z idealistyczną polityką szerzenia demokracji i praw człowieka. Obserwujemy za to konflikt sprzecznych interesów różnych państw i organizacji, których kartą przetargową są prześladowani kubańscy opozycjoniści. To smutne, że niezależnie od wyniku gry dyplomatycznej prowadzonej przez Madryt, Waszyngton i Brukselę z Hawaną ci dzielni ludzie są jedynie przedmiotem, a nie podmiotem tej polityki. Ale oczekiwanie innego stanu rzeczy jest charakterystyczne dla państw niezaangażowanych, które nie mają nic do zyskania, ani stracenia w tej rozgrywce. Trudno mieć pretensje do dyplomacji konkretnego kraju, że przede wszystkim dba o interesy jego i swoich obywateli. Choć pod znakiem zapytania stawia to przyszłość wielu pokojowych przedsięwzięć społeczności międzynarodowych, takich jak ONZ, czy choćby Unia Europejska.
           
W najwygodniejszej sytuacji znajduje się teraz rząd Kuby. Z jednej strony adorowany przez Madryt, za cichym przyzwoleniem Brukseli, z drugiej ciągle „dręczony” przez amerykańskie embargo może przedstawiać się w roli męczennika i niewinnej ofiary rozgrywek możnych tego świata. Granma, oficjalny organ prasowy Komunistycznej Partii Kuby, ważny czynnik dyplomatycznej gry Hawany, ze wszystkich sił stara się, oprócz tradycyjnej krytyki USA, przedstawić UE i Madryt jako narzędzia w rękach Wuja Sama. Według gazety kraje UE chciałyby, choć nie mogą prowadzić niezależnej polityki. Za przykład mogą służyć regularnie publikowane felietony samego Fidela Castro, który dokonuje wykładni „genialnej” polityki zagranicznej swoich podwładnych. Ważnym elementem jest też międzynarodowe wydanie gazety, w której publikuje skrajnie lewicowa inteligencja amerykańska i europejska, opisując podłość lub niesamodzielność swoich rządów oraz ich niegodziwą politykę wobec Kuby. Co ciekawe nie zauważają oni nędzy oraz prześladowań stanowiących stały element życia codziennego mieszkańców wyspy, które wydaje się być dość dalekie od lewicowych ideałów. Te polityczne dzieci Jeana-Paula Sartre’a, choć dość sympatyczne w swej walce o lepszy świat, mimowolnie lub z pełnym wyrachowaniem wspierają krwawy reżim i nie przyczyniają się do poprawy sytuacji. Przykładem może być tekst Katrien de Muynck, Belgijki opowiadającej o niedawnej wizycie w jej kraju przedstawiciela amerykańskiego rządu Celeba McCarry’ego, który według niej ma być „lordem protektorem” wyspy po oddaniu władzy przez ancien régime, tak jak Paul Bremer zarządzający Irakiem (Granma Internacional, 2.05.2007). Ta i inne publikacje dobrze obrazują taktykę władz w Hawanie, starających się ze wszystkich sił wykorzystać propagandowo niekonsekwencję państw europejskich oraz hipokryzję USA w polityce wobec wyspy.

Choć podobne straszenie Kubańczyków jest realizowaniem panującej w Europie wolności słowa, to na pewno przyczynia się do dezinformacji wewnątrz wyspy. Oczywiście, USA chętnie widziałoby Kubę na powrót od siebie uzależnioną, ale obecny trend suwerennościowy w Ameryce Łacińskiej może te plany skutecznie pokrzyżować. I dobrze. Kuba demokratyczna, to niekoniecznie protektorat USA. W przeciwieństwie do emigracyjnych ośrodków w Miami (czasami powiązanych z amerykańską zorganizowaną przestępczością, co również jest skwapliwie wykorzystywane przez propagandę Castro), opozycjoniści wewnątrz Kuby mają silne poczucie niezależności i nie przychodzi im trudno negatywna ocena polityki wielkiego sąsiada.
 
Zapomniana po upadku ZSRR kwestia Kuby zaczyna powoli odzyskiwać swe dawne znaczenie. Śmierć Fidela Castro może, ale nie musi doprowadzić do zmiany ustroju na wyspie. To właśnie ten problem okaże się kluczowy przy rozstrzyganiu tego, czy rację miał Zapatero, czy Bush w swojej polityce wobec tego kraju. Wydaje się jednak konieczne apelowanie do obu rządów, aby w swej polityce wolność Kuby była celem a nie środkiem. Przykładem może być polityka Polski wobec Ukrainy i Białorusi polegająca na mniej interesownym (a przynajmniej interesowność jest lepiej ukrywana) wspomaganiu przemian demokratycznych, ewentualne zyski pozostawiając przyszłości, kiedy te kraje już wolne się staną (w przypadku Ukrainy ten plan już w większej części zrealizowano). Inaczej skończyłoby się na dzieleniu skóry na niedźwiedziu, nie zyskującym uznania sąsiednich oczach sąsiednich narodów. Przyszłość pokaże, która tendencja zwycięży i po czyjej stronie leży racja.

Przypisy:
[1] ABC 1.06.2007
[2] El País 21.12.2006
[3] ABC 20.12.2006