Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Maciej Pawłowski: Wojna czy konflikt z terroryzmem?

Maciej Pawłowski: Wojna czy konflikt z terroryzmem?

20 luty 2009
A A A
Czy rzeczywiście 11 września 2001 roku był początkiem wojny z terroryzmem, w której po przeciwnych stronach barykady znalazły się podmioty państwowe, na czele z USA, a po drugiej bezpaństwowe grupy terrorystów uzbrojonych w psychologiczny oręż?

Zjawisko wojny, w najprostszym tego słowa rozumieniu, jest pewną relacją międzyludzką. XX wieczne ujęcie nakazuje przyjąć, że są to stosunki oparte na podstawie historyczno-ekonomiczno-politycznych relacji między dwoma, państwami. Tradycyjnie, wojnę miały toczyć ze sobą kraje, których interesy ścierały się w wymianie ciosów opartych na symetrii działań zbrojnych. Silniejszy, przy pomocy środków militarnych, narzucał słabszemu swoją wolę, co było swoistą kontynuacją stosunków politycznych między dwoma, równoprawnymi, graczami.

Szumnie powtarzany banał, mówiący o tym, iż atak na bliźniacze wieże WTC zmienił otaczającą nas rzeczywistość, wpłynął też na percepcję dzisiejszych wojen. W zasadzie nie możemy już mówić o zjawisku wojny w jego dawnym brzmieniu. Bardziej trafnym wnioskiem byłoby stwierdzenie, iż XXI wiek będzie erą konfliktów zbrojnych. W związku ze zmianą strategicznych układów sił po rozpadzie Związku Radzieckiego i zakończeniu okresu zimnej wojny, musiało nastąpić pewne przewartościowanie działań zbrojnych i samych wojen. W epoce zagrożeń asymetrycznych pojęcie wojny staje się przestarzałe i nie mieszczące się w marginesie kanonu operacji wojskowych. Stąd, coraz powszechniejszym jest używanie terminu „konflikt zbrojny”, którego największą zaletą jest to, że pozwala na bardzo szeroką analizę wszystkich sporów oraz napięć wewnętrznych, w których dochodzi do użycia siły.

W świecie Zachodu mało kto wyobraża sobie sytuacje, w której miałoby dojść do symetrycznego starcia dwóch państw na Starym Kontynencie. Stąd nikogo też nie dziwi, iż wojna symetryczna została zastąpiona wojną asymetryczną, w której prym wiodą terrorystyczne sieci, zorganizowane grupy przestępcze, rebelianci, międzynarodowe korporacje czy hakerzy. Operacje zbrojne zostały przeniesione z cywilizacyjnych centrów na ich peryferia, a rozróżnienie pomiędzy cywilami a biorącymi udział w walce niemalże przestało istnieć. W dobie zagrożeń asymetrycznych żołnierz i cywil to praktycznie to samo. Prowadzenie działań zbrojnych skomercjalizowało się. W wielu rejonach, szczególnie w Afryce, pokój jest rzeczą nieopłacalną, a tym samym niemile widzianą – zwłaszcza dla grup żyjących z nielegalnego obrotu surowcami. „Czarny ląd” został zdominowany przez konflikty, w których udział biorą dzieci zamiast, a czołgi zostały zastąpione ciężarówkami, na których przewozi się moździerze.

W XXI wieku, jedyną bronią „słabszych” (terrorystów, piratów morskich, przestępców etc.) nie będą tylko błędy „silnych”. Ówczesne wojny nie mają mieć wyłącznie charakteru militarnego – ich celem nie jest niszczenie siły żywej przeciwnika. Trzonem asymetrii działań jest wywieranie wpływu na całe wspólnoty narodowe poprzez wykorzystanie społecznego strachu i budowanie ikony terrorysty samobójcy czy działających głęboko w sferze państwa organizacji przestępczych, które wywierają wpływ na proces legislacyjny i wykorzystują literę prawa dla własnych celów.

Chaos w stosunkach międzynarodowych jest największym sprzymierzeńcem podmiotów niepaństwowych. Ten sam chaos próbowali opanować w pierwszej połowie XX w. idealiści, którzy jako priorytet postawili sobie ustabilizowanie i uregulowanie relacji między państwami. Rozpad ZSRR zapoczątkował zmiany w systemie międzynarodowym, które obrały zupełnie nowy kierunek po ataku na WTC w 2001 r. Oba zdarzenia sprawiły, że chaos wybuchł z nową siłą.

Powstałemu wtedy pojęciu „wojny z terroryzmem”, jeżeli chcielibyśmy je obronić, można przypisać pewne znamiona tradycyjnego ujęcia zjawiska (choć sam terroryzm jest jakością zupełnie odrębną). Terroryści prowadzą działania militarne: mają swoje obozy treningowe, łączy ich jakiś symbol, potrafią obsługiwać różne rodzaje broni. Kiedy nie prowadzą działań wymierzonych w cywilów, to zdarza się im atakować żołnierzy. Sama działalność terrorystyczna może być również preludium do rozpoczęcia regularnej wojny – może być elementem działań prowokacyjnych. Taka strategia, miałaby na celu zmuszenie przeciwnika (innego państwa) do rozpoczęcia własnych, regularnych działań zbrojnych. Nierzadko spotykanym zjawiskiem jest wspieranie terrorystów czy karteli narkotykowych przez państwa. Nikt nie ma wątpliwości co do kontaktów finansowych Iranu i Syrii z Hezbollahem, czy wenezuelskiego wsparcia dla rebeliantów z FARC działających w Kolumbii. Dlatego można pokusić się o wniosek, iż wykorzystanie strategii asymetrycznych (terroryzmu czy partyzantki) może być włączone w poczet regularnych działań wojennych państw.

Dużą trudność sprawia również odróżnienie terrorystów od partyzantów, ponieważ często się zdarza, iż stosują podobne metody działania. Najprościej rozróżnić jednych od drugich wtedy, gdy działalność partyzancka nie mieści się w kanonie prawa wojennego, czyli np. nie uznają obszarów zdemilitaryzowanych, osiągają swoje cele poprzez ataki na ludność cywilną. Terrorysta działa głównie z pobudek ideologicznych (wysadza się w autobusie), z kolei partyzant jest pragmatykiem (wysadza strategiczny obiekt wojskowy).

Wydaje się, iż XXI wiek będzie domeną konfliktów asymetrycznych, opartych głównie o grę niepaństwowych aktorów. Nie oznacza to jednak, iż tradycyjne wojny zostaną porzucone, czego dowodzi „wojna sierpniowa” między Rosją a Gruzją z 2008 r. Jednak ten konflikt rozegrał się gdzieś daleko, podobnie jak amerykańska inwazja na Irak z 2003. W obu wspomnianych wojnach, dostrzec możemy znamiona asymetrii. „Wojna sierpniowa” oparta była głównie o działania małych, dobrze wyszkolonych i uzbrojonych jednostek specjalnych z kolei amerykańska inwazja przedstawiała również starcie dwóch poziomów cywilizacyjnego rozwoju: informatycznego i przemysłowego.

Dzisiejsza rzeczywistość stosunków międzynarodowych cechuje się bardzo dużą trans granicznością zachodzących w niej procesów, co ma również wpływ na sferę działań wojennych. Choć „stare wojny” nie zostały jeszcze zastąpione „nowymi”, to już zaczęły nosić ich znamiona. Coraz większa ilość aktorów niepaństwowych będzie przyspieszać i pogłębiać ten proces. Z kolei komercjalizacja wojskowości sprawi, że bezpaństwowcom będzie dużo łatwiej prowadzić własne wojny, czy to z państwami czy z innymi bezpaństwowcami.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.