Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Marcin Witkowski: Czy Ameryka Łacińska będzie miała kolejnego barwnego prezydenta?

Marcin Witkowski: Czy Ameryka Łacińska będzie miała kolejnego barwnego prezydenta?

09 kwiecień 2006
A A A
Po trudnej i zaciekłej kampanii, która podzieliła Peru, dziś, 9 kwietnia, wyborcy zagłosują na swojego kandydata na urząd prezydencki oraz wybiorą 120-osobowy jednoizbowy parlament – Kongres. Jednak trudno oczekiwać by któryś z 20 kandydatów na prezydenta uzyskał niezbędne do zwycięstwa co najmniej 50-procentowe poparcie, dlatego kampania trwać będzie nadal aż do 7 maja, kiedy w drugiej turze musi nastąpić rozstrzygnięcie.

Warto prześledzić profile poszczególnych kandydatów, by zrozumieć bolączki dzisiejszego Peru. Z przyczyn zrozumiałych skoncentruję się na głównych pretendentach do prezydenckiego fotela.
 
Na czele prezydenckiego wyścigu wysuwa się znacząco Ollanta Humala, były oficer, założyciel i lider Nacjonalistycznej Partii Peru. Po raz pierwszy opinia publiczna dowiedziała się o jego istnieniu w 2000 roku kiedy poprowadził powstanie przeciwko rządowi Alberto Fujimoriego – kontrowersyjnego prezydenta, który rządził autorytarnie krajem od 1990 roku.

Mimo że chciałby być postrzegany jako nacjonalista politycznie neutralny, to podczas kampanii bardzo często podkreślał swój zachwyt nad politykami lewicowymi takimi jak Luiz Inacio Lula da Silva (prezydent Brazylii) czy Nestor Kirchner (prezydent Argentyny). Jednakże retorycznie najbliżej mu do polityków w stylu Evo Moralesa z sąsiedniej Boliwii.

Humala plany ma „ambitne”. Zamierza zmienić konstytucję, by zatrzymać proces “neokolonizacji” Peru, który jest przyczyną peruwiańskiej zapaści oraz nie dopuścić do pogłębienia różnic społecznych, za co wini drapieżną gospodarkę wolnorynkową. Dlatego też jest przeciwko podpisaniu porozumienia o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonym. Grozi również zerwaniem i napisaniem od nowa umów z międzynarodowymi koncernami, a także ma zamiar nałożyć wyższe podatki na te kopalnie, które są w rękach zagranicznych właścicieli. Humala zbliża się do Moralesa hasłami o odbudowie kultury indiańskiej czyli rewitalizacji imperium inkaskiego. Otoczenie Humali też dolewa oliwy do ognia głosząc tezy o nadawaniu obywatelstwa tylko Peruwiańczykom pochodzenia indiańskiego, czy nawet  postulując ograniczenie napływu cudzoziemców do kraju, co jest równoznaczne z gospodarczym samobójstwem, zważywszy na turystykę, z której żyje ten kraj.

Humala wysokie notowania wyborcze (obecnie 27 proc.) zawdzięcza wiejskiemu elektoratowi, który głęboko wierzy, że za kadencji nacjonalistycznego prezydenta dojdzie do poprawy jego losu.
Hasła Humali wydają się dosyć niebezpieczne, zwłaszcza odnośnie gospodarki. Nacjonalizm (polityka restrykcyjna wobec cudzoziemców biznesmenów) i interwencjonizm wydaje się nie do uniknięcia. Pytanie które nurtuje to: jak daleko nowy prezydent posunie się w praktyce? Prognozowanie w tym przypadku to czyste wróżenie z fusów, ale przykład Moralesa – wobec którego powstawały uzasadnione obawy – daje nadzieję, że aż tak źle nie będzie. 
Humala traci trochę punktów sondażowych w wyniku jego aktywności w likwidowaniu siatki terrorystycznej Świetlistego Szlaku, a dokładniej związanymi z nią nadużyciami i oskarżeniami o łamanie praw człowieka.
Humala jest kandydatem niebezpiecznym ponieważ może sprowokować zamieszki publiczne jeśli nie wygra wyborów. Wówczas – jak poinformował – uzna wybory za sfałszowane przez ustępującego prezydenta Alexandra Toledo. Zagroził wyjściem na ulicę swoich zwolenników.

Drugim liczącym się kandydatem jest 46-letnia prawniczka, parlamentarzystka poprzedniej kadencji Kongresu, prorynkowa i konserwatywna Lourdes Flores, przewodnicząca Narodowej Jedności, która opisuje siebie jako przedstawicielkę średniej klasy, wyczulonej na „potrzeby i problemy ludzi”. 

Jej kampania wyborcza tematycznie oscylowała wokół problemów gospodarczych oraz walki z korupcją. Podkreślała, że bez reformy gospodarczej państwo nigdy nie będzie funkcjonować efektywnie, zwłaszcza że poziom korupcji na szczytach władzy jest bardzo wysoki, co chce zmienić Flores. Reforma gospodarcza miałaby polegać na wprowadzeniu takich rozwiązań by drobna przedsiębiorczość, która –według Flores – jest motorem napędowym gospodarki, mogła swobodnie się rozwijać.

Nie zabrakło również haseł – wzorem Michelle Bachelet, chilijskiej prezydent – o równouprawnieniu płci, które zawsze budzą wątpliwości męskiej części elektoratu, przyzwyczajonej do kultury paternalistycznej.

W sondażach Flores plasuje się na drugim miejscu z 23 procentami poparcia. W związku z niemal pewną drugą turą wyborów, ma realne szanse na zwycięstwo, tym samym Peru poszłoby w ślady Chile, które rządzone jest po raz pierwszy przez kobietę, co jest niewątpliwe szokiem kulturowym. Prorynkowość Flores budzi sympatię krajów Zachodniej Demokracji, zrównanie praw kobiet daje nadzieję żeńskiej (jednak tej wykształconej) części elektoratu, konserwatyzm natomiast budzi moje przypuszczenia, że zmiany będą zachodzić stopniowo bez wstrząsów. Czy to dobrze? Peru wymaga gruntownej reformy gospodarczej, ale również spokoju społecznego. Wydaje się, że naśladowanie Balcerowicza sprowokowałoby społeczeństwo (tak impulsywne) do wyjścia na ulicę, więc może lepiej przeprowadzić reformy powoli. Walka z korupcją jest ważnym hasłem Flores i to, że jest kobietą może spowodować, że wyborcy jej uwierzą, że twardą ręką  zacznie skutecznie walczyć z korupcją, skuteczniej niż do tej pory walczyli mężczyźni, którzy byli autorami licznych skandali.

Trzecim ważnym kandydatem jest 56-letni Alan Garcia, osoba bardzo znana nie tylko w Peru, ale również w całej Ameryce Łacińskiej.

Alan Garcia jest znakomitym przykładem krótkiej pamięci wyborców. By to zrozumieć należy cofnąć się prawie o 20 lat, do roku 1985, kiedy to będąc liderem partii APRA został najmłodszym prezydentem w historii tego kraju. Nie tylko to go wyróżniało. Przewodniczył partii, której społeczeństwo zaufało niemalże bezwarunkowo. Po poprzednich okresach autorytarnych, lekceważenia zasad demokracji, miały nadejść złote czasy. Garcia obiecywał wiele (rozwój gospodarki, pomoc najbiedniejszym, wyrównanie szans, zmniejszenie bezrobocia, indianizm), a że był urodzonym krasomówcą, przekonał wielu i wygrał, wygrała też jego partia. Szybko okazało się jednak, że Garcia nie był przygotowany do rządzenia i poległ, poległ tym szybciej, że sam zaczął upodobniać się do swoich poprzedników kosztownym i luksusowym modelem życia, kiedy społeczeństwo żyło biednie. Pod koniec jego rządów doszło do hiperinflacji. Rok 1989 to najgorszy pod względem gospodarczym rok w historii kraju. Na dodatek kraj pustoszyła komunistyczna grupa terrorystyczna Świetlisty Szlak, która była sprawcą przypadków masakr ludności wiejskiej.

Pomimo braku osiągnięć i doprowadzenia kraju do katastrofy, obecnie Garcia cieszy się sporym poparciem i stara się odebrać głosy Flores m.in. hasłami o równouprawnieniu płci (deklaruje że w jego gabinecie będzie tyle samo kobiet co mężczyzn).

Garcia obiecuje również, że stworzy setki tysięcy nowych miejsc pracy i przeznaczy większą część dochodów na walkę z biedą. Postarać się ma także o pozyskanie zagranicznych inwestorów (byle nie z Chile, które według Garcii jest śmiertelnym wrogiem Peru), zacznie promować peruwiańską wieś oraz jej bogatą kulturę.

Warto jeszcze wspomnieć o dwóch kandydatach: Martha Chavez – to pierwsza kobieta, która została przewodniczącą Kongresu, jest zwolenniczką Alberta Fujimoriego oraz Valentin Paniagua: polityk centrowy, był prezydentem tymczasowym w latach 2000-2001 (z ramienia piastowanej wówczas funkcji przewodniczącego Kongresu) po ucieczce z kraju Alberto Fujimoriego, podejrzanego o łamanie praw człowieka i korupcję. Wymienieni kandydaci nie mają jednak wielkich szans na zwycięstwo, ale ich partie mogą mieć spory wpływ (jako tzw. języczki u wagi) na podział sił w Kongresie.

Ustępujący Alexandro Toledo nie cieszy się wielką sympatią, pomimo sukcesów na tle gospodarczym. Ten Peruwiańczyk inkaskiego pochodzenia momentami miał najgorsze notowania w całej Ameryce Łacińskiej, a to za sprawą skandali korupcyjnych w jakie był rzekomo (niczego mu nie udowodniono w 100 proc.) zamieszany. Nowy prezydent będzie miał wiele do udowodnienia i wiele do naprawienia. Wydaje się, że najważniejsze dziedziny, w których musi zaistnieć to
- walka z ubóstwem: około 48 proc. obywateli żyje w nędzy,
- bezrobocie, brak nowych miejsc pracy, ci najlepiej wykształceni, operatywni i zdolni wyjeżdżają za granicę (głównie do USA),
- fatalny stan państwowej służby zdrowia: brakuje niemal wszystkiego, niskie pensje,
- system edukacji pilnie potrzebuje znacznego dofinansowania (zwłaszcza na wsi),
- infrastruktura, np. wiele miejscowości wiejskich nadal nie ma czystej, zdatnej do picia wody,
- korupcja jest wszechobecna i wrosła w kulturę polityczną i społeczną,
- wzrost narkobiznesu. Peru awansowało na drugie miejsce po Kolumbii w produkcji kokainy. Pojawiło się niebezpieczeństwo powiązania narkobiznesu z grupą terrorystyczną Świetlisty Szlak, może to doprowadzić do jej odrodzenia co byłoby zgubne dla państwa.

Jak widać pracy jest dużo, wydaje się, że nie ma obecnie ani jednego polityka na peruwiańskiej scenie politycznej, który mógłby rozwiązać wszystkie te problemy; byłbym też naiwny sądząc, że są one do rozwiązania w trakcie jednej kadencji, która trwa pięć lat. Mam jednak nadzieję, że proces sanacji zostanie rozpoczęty. Powodzenia!


Na podstawie:www.bbc.com