Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Michał Kędzierski: Gruzja i Rosja. Ciąg dalszy nastąpił

Michał Kędzierski: Gruzja i Rosja. Ciąg dalszy nastąpił

03 sierpień 2012
A A A

W nocy z 7 na 8 sierpnia mija czwarta rocznica rozpoczęcia wojny gruzińsko-rosyjskiej, która kosztowała tę pierwszą utratę dwóch zbuntowanych prowincji – Abchazji oraz Osetii Południowej. Zmagania między skłóconymi państwami nie zakończyły się bynajmniej wraz z zawarciem porozumienia rozejmowego.

7 sierpnia o godzinie 23:35, jak podaje Ronald Asmus w swojej książce „Mała wojna która wstrząsnęła światem”, prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili wydał szefowi sztabu armii gruzińskiej rozkaz wkroczenia do Osetii Południowej. Ta dalekosiężna w skutkach decyzja spowodowana była trwającym już kilka dni ostrzeliwaniem gruzińskich wiosek przez Osetyjczyków, niepokojącymi ruchami wojsk rosyjskich przy granicy oraz ich przenikaniem w głąb terytorium państwa gruzińskiego (na terenie Osetii przebywały już od lat 90. zdominowane przez Rosjan siły pokojowe, a tuż przed wybuchem wojny przy granicy z Gruzją miały miejsce manewry wojsk rosyjskich „Kaukaz 2008”, po zakończeniu których oddziały biorące w nich udział pozostały przy gruzińskiej granicy). Saakaszwili, podejmując decyzję o wkroczeniu do Osetii, dał Rosjanom pretekst do reakcji („w obronie Osetyjczyków i Rosjan”), która okazała się być zmasowanym uderzeniem przy użyciu oddziałów zmechanizowanych, lotnictwa, floty, a nawet komputerowych hakerów. Tak oto gruziński prezydent dał się wciągnąć w zastawioną przez Rosjan pułapkę.

Mimo początkowych zwycięstw Gruzinów, którzy zdobyli stolicę Osetii Południowej Cchinwali oraz zatrzymali ostrzał gruzińskich wiosek, szala zwycięstwa musiała przechylić się na korzyść nacierającej ze wszystkich sił armii rosyjskiej. 12 sierpnia linia frontu znajdowała się już na terenie Gruzji właściwej, w odległości paru godzin od stolicy Tbilisi, a przestrzeń powietrzna była całkowicie zdominowana przez lotnictwo rosyjskie. Bombardowane były cele zarówno wojskowe, jak i wszelka infrastruktura komunikacyjna i energetyczna na terenie całej Gruzji. W centrum Tbilisi, gdzie odbywała  się wielka demonstracja sprzeciwu wobec rosyjskiej inwazji, pojawili się prezydenci Polski, Litwy, Ukrainy, Estonii oraz premier Łotwy.

Z misją pokojową w Moskwie przebywał z kolei prezydent sprawującej przewodnictwo w Unii Europejskiej Francji - Nicolas Sarkozy. Porozumienie, które udało mu się wynegocjować z prezydentem Miedwiediewem, zobowiązywało strony do niestosowania siły, trwałego zakończenia działań wojennych, zapewnienia nieskrępowanego dostępu do pomocy humanitarnej oraz powrotu sił gruzińskich i rosyjskich na linie sprzed rozpoczęcia działań wojennych. Ponadto na wyraźne życzenie Miedwiediewa wpisano punkty dotyczące rozpoczęcia rozmów na temat sposobu zapewnienia Osetii Południowej i Abchazji stabilności i bezpieczeństwa oraz możliwości stosowania przez Moskwę „dodatkowych środków bezpieczeństwa”. Co ważne, w porozumieniu rozejmowym nie było słowa o poszanowaniu integralności terytorialnej Gruzji, co wskazywało już na możliwe dalsze posunięcia Moskwy.
Mimo że powyższe porozumienie zostało w znacznej mierze podyktowane przez Rosję, nie przestrzegała ona zawartych w nim ustaleń. Przede wszystkim wbrew punktowi dotyczącemu wycofania wojsk na pozycje sprzed rozpoczęcia działań wojennych, utrzymywała ona swoje oddziały nie tylko na terenie Osetii Południowej, ale również w obrębie Gruzji właściwej, okupując m.in. najważniejszy port w Poti oraz główną drogę łączącą wschodnią i zachodnią część kraju. „Przeciągająca się okupacja poszczególnych ważnych ośrodków i węzłów komunikacyjnych miała doprowadzić do destabilizacji tego kraju oraz podważenia jego tranzytowego charakteru […] Rosyjska obecność wojskowa podważa bowiem zasadność dalszych inwestycji w (konkurencyjną wobec rosyjskiej) infrastrukturę przesyłu surowców kaspijskich” – tłumaczy Adam Eberhardt z Ośrodka Studiów Wschodnich. Uszkodzona została między innymi trasa kolejowa łącząca Tbilisi z wybrzeżem Morza Czarnego, co skutkowało wstrzymaniem transportu ropy naftowej drogą kolejową.

Na drodze do całkowitego uzależnienia

O wiele istotniejsze były jednak deklaracje uznania niepodległości Abchazji i Osetii Południowej, których Rosja dokonała 26 sierpnia 2008 roku, ostatecznie gwałcąc suwerenność i integralność terytorialną Gruzji. Moskwa poniosła jednak prestiżową porażkę w rozprzestrzenianiu procesu uznania państwowości samozwańczych republik. Podobnych deklaracji nie złożył żaden z członków Wspólnoty Niepodległych Państw, w tym nawet Białoruś. Dziś niepodległość Abchazji i Osetii Południowej uznają, oprócz Rosji, jedynie Wenezuela, Nikaragua i Nauru. A i te państwa dokonały tego w zamian za rosyjską pomoc gospodarczą.

Uznanie przez Rosję niepodległości separatystycznych prowincji były tylko wstępem do ich uzależnienia. Już 17 września 2008 roku Moskwa zawarła z rządami w Suchumi (stolica Abchazji) i Cchinwali umowy o przyjaźni i współpracy, które przewidują m.in. wspólną ochronę, obronę granic oraz stacjonowanie oddziałów rosyjskich na ich terytorium. W lutym 2010 roku podpisano porozumienie o utworzeniu w Abchazji rosyjskiej bazy wojskowej, a pół roku później Rosja zainstalowała tam baterię rakiet przeciwlotniczych S-300. Identycznie sytuacja wygląda w Osetii Południowej. „Rosja była historycznie gwarantem bezpieczeństwa narodów kaukaskich i nadal nim pozostaje” – tłumaczył swoje decyzje Miedwiediew.

Od 1 stycznia 2009 roku pole manewru dla rosyjskich działań w separatystycznych prowincjach powiększyło się jeszcze na skutek opuszczenia Gruzji przez przebywającą tam od 1992 roku misję OBWE. Powodem wycofania międzynarodowych obserwatorów był sprzeciw Moskwy w kwestii przedłużenia mandatu misji. Przedstawiciele Rosji usprawiedliwiali swoje stanowisko tym, że zarówno Osetia Południowa, jak i Abchazja są  już niepodległymi państwami.

Bezpieczni pod rosyjskimi skrzydłami

Nastroje na Kaukazie pozostawały szczególnie napięte jeszcze rok po wojnie. Strony wzajemnie oskarżały się o parcie do wznowienia konfliktu zbrojnego. Gruzja podkreślała fakt, że Rosjanie, okupując Osetię i Abchazję, nie wywiązują się z zawartego przy mediacji Sarkozy’ego porozumienia rozejmowego. Obawy Gruzinów wzmagały kolejne manewry rosyjskie („Kaukaz 2009”) przeprowadzane u ich granic. Jednocześnie przedstawiciele Osetii oskarżali Gruzję o ostrzeliwanie ich terytorium (niepotwierdzone przez obserwatorów UE) oraz nadmierne zbrojenia. „Gruzja szybko się z powrotem uzbroiła i pozostaje państwem agresywnym. Czujemy się jednak w miarę bezpiecznie dzięki rosyjskiej pomocy” – mówił prezydent Osetii Eduard Kokojty.

Rosyjskie poczynania w Osetii Południowej i Abchazji spotykały się z nieustanną krytyką państw zachodnich, lecz nie szły za tym konkretne działania. Senat Stanów Zjednoczonych w lipcu 2011 roku jednogłośnie poparł rezolucję o integralności terytorialnej Gruzji, uznając stacjonujących w Abchazji i Osetii Rosjan za okupantów. Podobnie jednoznacznie krytyczne stanowisko wobec działań Rosji na Kaukazie zaprezentowała wcześniej Komisja Obrony brytyjskiej Izby Gmin, która wezwała NATO i UE do podjęcia odpowiednich środków w celu zmuszenia Rosji do opuszczenia gruzińskiego terytorium. Już w 2008 roku Wielka Brytania próbowała przeforsować na forum UE uchwalenie sankcji wobec Moskwy, lecz ta propozycja nie spotkała się z przychylnością innych członków Wspólnoty.

Przed sądami

Po zakończeniu działań wojennych zmagania Gruzji i Rosji odbywały się m.in. na płaszczyźnie sądowej. Jeszcze w sierpniu 2008 roku Gruzja skierowała przeciw Rosji dwa pozwy do sądów międzynarodowych: do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze z tytułu naruszenia przez Rosjan Międzynarodowej konwencji w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji rasowej z 1965 roku oraz do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka za pogwałcenie artykułów dotyczących ochrony prawa do życia i własności oraz zakazu nieludzkiego traktowania zawartych w Europejskiej konwencji praw człowieka i podstawowych wolności.

W pierwszym przypadku MTS odrzucił skargę Gruzji. Sędziowie uznali, że nie są kompetentni do orzekania w tej sprawie, bowiem strony nie próbowały same rozwiązać sporu, czego wymaga konwencja. Natomiast w drugim przypadku ETPC w Strasburgu przyjął skargę, lecz wyrok jeszcze nie zapadł. Pozew przeciwko Micheilowi Saakaszwilemu zapowiedzieli z kolei Rosjanie. Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej określił bowiem działania armii gruzińskiej w Osetii jako ludobójstwo, jednak jak dotąd strona rosyjska nie wystąpiła z oficjalnym wnioskiem do trybunału w Hadze.

Długa droga do WTO

Innym polem rywalizacji gruzińsko-rosyjskiej stała się kwestia przyjęcia Rosji w poczet członków Światowej Organizacji Handlu. O członkowstwo w WTO Moskwa starała się aż 18 lat. Kiedy wydawało się, że sprawa ma się ku końcowi, sytuację skomplikowała wojna z 2008 roku. Gruzini postawili twarde weto, a ponieważ dla decyzji o przyjęciu wymagana była jednomyślność, sytuacja stała się patowa. Tbilisi domagało się zgody Moskwy na gruzińskie kontrole graniczne również na granicach Abchazji i Osetii (oficjalnie wciąż są częścią Gruzji), a Rosjanie nie chcieli o tym słyszeć, podkreślając, że są to niepodległe państwa.

Dopiero pod koniec 2011 roku (dzięki szwajcarskiemu pośrednictwu) udało się wypracować kompromis. Granicę między Abchazją i Osetią Południową z jednej a Rosją z drugiej strony będą kontrolować służby gruzińskie oraz rosyjskie przy pomocy europejskich obserwatorów. „To, co dziś osiągnęliśmy, stanowi bardzo ważny akt uznania granic Gruzji” – cieszył się po zakończeniu negocjacji prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili. Przyjęcie do WTO było dla Rosji sprawą niezwykle ważną. Według szacunków Banku Światowego, dzięki członkostwu rosyjska gospodarka może zwiększyć się o 3%, a w dalszej perspektywie nawet o 11%.

Kino na służbie propagandy

Rywalizacja nie ominęła również kinowych ekranów, na których miało miejsce kolejne starcie w propagandowej batalii gruzińsko-rosyjskiej o interpretację wojny z 2008 roku. Już w 2009 roku gotowa była rosyjska produkcja pt. „Olympus Inferno". Akcja rozpoczyna się w sierpniu 2008 roku. Amerykański entomolog rosyjskiego pochodzenia przybywa na Kaukaz, by sfilmować rzadki gatunek motyla nocnego – Olympus inferno. Po drodze spotykają przyjacielskich Rosjan, równie sympatycznych zruszczonych Osetyjczyków oraz leniwych i pijanych Gruzinów. Na szczęście w krainie tej obecne są siły pokojowe – rosyjska armia. Film pokazuje inwazję brutalnych Gruzinów, wspomaganych przez Amerykanów oraz zachodnich dziennikarzy, którzy nierzetelnie przedstawiają zaistniałe wydarzenia. Na szczęście na końcu z odsieczą przybywa zwycięska armia rosyjska.

Odpowiedzią amerykańsko-gruzińską jest film „Five Days of War” z Andym Garcia w roli prezydenta Saakaszwilego. Film pokazuje osetyjskich separatystów ostrzeliwujących Gruzinów oraz rosyjską armię przygotowującą się do inwazji. Bohaterowie trafiają w sam środek brutalnej wojny, obserwują rozliczne okrucieństwa oraz czystki etniczne dokonywane przez Rosjan oraz wspomagających ich najemników. Na końcu ma miejsce walka z czasem i oczekiwanie na zachodnią odsiecz dyplomatyczną z nadzieją, że nadejdzie przed rosyjskimi czołgami. W film wmontowano przemówienie Saakaszwilego o walce Gruzji o przetrwanie i kontynuacji prozachodniego kursu. Zdaniem krytyków „Five Days of War” jest bliższy prawdzie historycznej, ale jego wielką wadą jest niechlujny scenariusz. „Olympus Inferno” jest co prawda bezwstydnie prorosyjski, ale za to ma spójną, jasną akcję i czytelne przesłanie, co w filmach propagandowych ma niebagatelne znaczenie.

Perspektywa na przyszłość

Po tych czterech latach jasne jest, że Rosja nie osiągnęła wielu ze swoich kluczowych celów. Gruzja nadal trzyma się jednoznacznie prozachodniego kursu, wciąż kandyduje do członkostwa w Unii Europejskiej i NATO. Jej aspiracje cieszą się wyraźnym poparciem ze strony państw zachodnich (przynajmniej w sferze deklaracji). Zarówno Stany Zjednoczone, jak i UE, regularnie przypominają, że popierają integralność terytorialną Gruzji i nie uznają niepodległości Abchazji i Osetii Południowej. „Odrzucamy okupację przez Rosję gruzińskiego terytorium oraz wzywamy ją do wypełnienia zobowiązań rozejmu z 2008 roku” – oświadczyła dwa miesiące temu amerykańska sekretarz stanu Hilary Clinton.

Rosji nie udało się również doprowadzić do zmiany władzy w Tbilisi. Rządy Saakaszwilego cieszą się wciąż uznaniem Gruzinów, mimo wielu rosyjskich prób destabilizacji kraju zarówno przed, w czasie, jak i po zakończeniu działań wojennych. Jest prawdopodobne, że kończący kadencję w 2013 roku Saakaszwili obejmie fotel szefa rządu. Według krytyków gruzińskiego przywódcy tej zamianie funkcji miała służyć przeprowadzona dwa lata temu zmiana konstytucji osłabiająca pozycję prezydenta kosztem premiera. Wygląda na to, że podczas przypadających na październik wyborów parlamentarnych Rosjanie znów podejmą próbę wpłynięcia na ich wynik. Kreml zapowiedział bowiem kolejne manewry wojskowe przy gruzińskiej granicy – „Kaukaz 2012”.

Jaka przyszłość czeka zaś samozwańcze republiki? Miarą ich obecnego uzależnienia od Rosji może być przykład ostatnich wyborów w Osetii (w listopadzie 2011 roku), gdzie po zwycięstwie kandydatki nie popieranej przez Kreml, wybory… unieważniono. W powtórzonym głosowaniu zwyciężył już oczywiście kandydat Moskwy. Zdaniem Adama Eberhardta „z czasem władze rosyjskie – w odpowiedzi na apele władz Osetii Południowej (a być może również Abchazji) – zdecydują się na jej aneksję, już nie tylko de facto, ale również de iure”. Wątpliwości co do przyszłości republik wydaje się rozwiewać sam Władimir Putin. W sierpniu ubiegłego roku oświadczył, że Osetia Południowa mogłaby się połączyć z Osetią Północną (oczywiście w granicach Federacji Rosyjskiej). „To Osetyjczycy podejmą ostateczną decyzję” – zaznaczył ówczesny premier.

Tekst ukaże się również na stronie Przeglądu Spraw Międzynarodowych Notabene.