Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Świat Ameryka Południowa Opinie Polityka Omański pośrednik

Omański pośrednik

14 luty 2019
A A A

Izraelski premier Benjamin Netanjahu nazwał przełomowym spotkanie z omańskim ministrem spraw zagranicznych Jusufem bin Alawim, które odbyło się na marginesie bliskowschodniego szczytu w Warszawie. Poprawne stosunki pomiędzy oboma państwami od dawna nie są jednak żadną tajemnicą, stąd Oman uważany jest z tego powodu za cichego pośrednika pomiędzy Izraelem a resztą państw arabskich, zaś kluczowe mogą okazać się także jego dobre relacje z Iranem.

Zdecydowana większość krajów arabskich nie utrzymuje oficjalnych relacji dyplomatycznych z państwem żydowskim, chociaż informacje o nieformalnych kontaktach pojawiają się niezwykle często. Wspólnym ich mianownikiem jest oczywiście Iran, będący głównym tematem konferencji bliskowschodniej w Warszawie, dlatego wielu komentatorów oczekiwało zbliżenia pomiędzy sojusznikami Arabii Saudyjskiej oraz Izraelem. Trudno było jednak oczekiwać, aby dyplomaci z państw arabskich zdecydowali się choćby na wspólne zdjęcie ze wspomnianym Netanjahu, ponieważ tamtejsze społeczeństwa są niezwykle wyczulone na sprawę palestyńską.

Inaczej rzecz ma się jednak z Sułtanatem Omanu, będącym jednym z najbardziej specyficznych państw w całym świecie arabskim. Z tego powodu szef omańskiej dyplomacji odbył spotkanie z izraelskim premierem, podczas którego obaj politycy skupili się głównie na wymianie wzajemnych uprzejmości. Netanjahu zdradził ponadto, iż coraz więcej krajów arabskich chce pójść „odważną” drogą Omanu, natomiast bin Alawi narzekał na zbytnie przywiązanie tamtejszych społeczeństw do „historycznych sporów”.

Netanjahu w Maskacie

Medialne doniesienia na temat tego spotkania oraz same słowa Netanjahu mogą sugerować, iż dopiero teraz rozpoczęły się kontakty pomiędzy Tel Awiwem a Muskatem. Choć oba kraje nie utrzymują oficjalnych relacji dyplomatycznych, izraelski premier w październiku ubiegłego roku odwiedził Oman i spotkał się w nim z najważniejszymi osobami w państwie, oczywiście na czele z sułtanem Kabusem ibn-Saidem. Tym samym Netanjahu stał się pierwszym wysoko postawionym izraelskim politykiem, który po 1996 roku odwiedził jedno z państw Zatoki Perskiej.

Izraelski premier podkreślał wówczas, że przywódca Omanu wykazał się dużą odwagą zapraszając go do Maskatu, lecz dzięki temu poczynił krok w kierunku „zmiany świata”.  Sama podróż do omańskiej stolicy była owiana tajemnicą, dlatego biuro szefa rządu Izraela poinformowało o niej już po powrocie Netanjahu i jego żony do kraju. W krótkim oświadczeniu zapewniano wówczas, że podróż lidera Likudu do Omanu miała na celu „osiągnięcie korzyści w zakresie bezpieczeństwa, technologii oraz gospodarki”. Przyjazd szefa izraelskiego rządu do omańskiej stolicy miał być możliwy dzięki wyjściu z inicjatywą przez samego sułtana, natomiast szczegóły zostały uzgodnione po „długich rozmowach pomiędzy oboma krajami”.

Od tego czasu można zaobserwować, iż Oman stał się głównym orędownikiem zbliżenia pomiędzy krajami arabskimi a państwem żydowskim. Zdjęcia ze spotkania omańskiego sułtana z izraelskim premierem pojawiły się więc na okładkach omańskich gazet kontrolowanych przez rząd, natomiast dwa dni po rozmowach szef omańskiej dyplomacji mówił o normalizacji arabsko-izraelskich stosunków podczas konferencji w Bahrajnie. Co prawda nie uzyskał on oficjalnej aprobaty dla swojego stanowiska ze strony uczestniczących w spotkaniu dyplomatów Arabii Saudyjskiej czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, lecz sam Bahrajn kilka miesięcy wcześniej oficjalnie uznał istnienie państwa Izrael.

Pośrednik

Warto podkreślić, że Netanjahu przybywał w Maskacie w towarzystwie najważniejszych osób w swoim państwie, na czele z przedstawicielami izraelskich służb specjalnych. Do Omanu wraz z nim przyjechali szef Mosadu Josi Kohen, doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego Meir Ben-Szabat, dyrektor generalny izraelskiego MSZ-u Juwal Rotem czy też sekretarz wojskowy premiera, generał Awi Bruth. Obecność w towarzystwie Netanjahu osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa miało być związane głównie z faktem, iż Izrael chciałby wykorzystać zapotrzebowanie Arabów na zaawansowane technologie wojskowe i wzmocnienie cyberbezpieczeństwa.

Zapewne z tego powodu już kilka dni później w Omanie gościł izraelski minister wywiadu Jisra’el Kac, który wziął udział w konferencji poświęconej transportowi międzynarodowemu. Polityk przedstawił w jej trakcie izraelskie plany ustanowienia połączenia kolejowego, mającego w swoich założeniach połączyć Morze Śródziemne z Zatoką Perską. Kac podkreślił przy tym, że inicjatywa wspierana przez administrację amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa powinna zostać zrealizowana ponad podziałami politycznymi i ideologicznymi.

Podobna propozycja nie mogła paść bez wcześniejszych uzgodnień z państwami, przez jakie trasa miałaby przebiegać, dlatego rozmowy musiały być wcześniej prowadzone w tajemnicy przed opinią publiczną, lub też ktoś musiał w nich pośredniczyć. Według medialnych doniesień rolę mediatora pomiędzy państwami arabskimi a Izraelem pełni właśnie Oman. Jak już wspomniano Muskat nie utrzymuje oficjalnych relacji dyplomatycznych z Tel Awiwem, jednak od czasu poprzedniej wizyty szefa izraelskiego rządu w 1996 roku przez cały czas oba kraje utrzymywały swoje przedstawicielstwa handlowe. Rola Omanu jako pośrednika między Arabami i Żydami miała przy tym stać się ważniejsza po zabójstwie w Turcji saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego, które mocno nadwyrężyło wizerunek Arabii Saudyjskiej na arenie międzynarodowej. Izrael uznał bowiem wówczas, iż pojawiające się w mediach doniesienia o utrzymywaniu kontaktów z Saudyjczykami zaszkodzi również jego interesom.

Omańczycy nie zapominają przy tym o Palestyńczykach właśnie z powodu wspomnianego poparcia dla ich walki ze strony zdecydowanej większości arabskich społeczeństw. Po wizycie Netanjahu do Maskatu przybył palestyński prezydent Mahmud Abbas, spędzając w Omanie aż trzy dni. Niedługo potem szef omańskiej dyplomacji odwiedził z kolei Palestynę, a jak poinformował jeden z członków rady Organizacji Wyzwolenia Palestyny, przekazał on wiadomość od izraelskiego premiera, w której wyraził gotowość do dokonania pewnych ustępstw terytorialnych. Sprawa jest jednak owiana tajemnicą, zaś Oman zaprzecza jakoby był w tej kwestii mediatorem. 

Stare zasady

Sułtanat Omanu w porównaniu do Arabii Saudyjskiej i jej sojuszników nie wzbudza przy tym podobnych kontrowersji. Co prawda nie jest on państwem demokratycznym, lecz to nie wyróżnia go przecież w niczym od innych państw regionu Bliskiego Wschodu, a zwłaszcza Zatoki Perskiej. Na Omańczykach nie ciążą też zarzuty o sponsorowanie terroryzmu, czy też o udział w krwawej wojnie w sąsiednim Jemenie. Władze w Maskacie nie posiadają też większych regionalnych ambicji, doskonale zdając sobie sprawę ze swoich polityczno-ekonomicznych ograniczeń, zaś dominującą religią w tym kraju jest jedna z najłagodniejszych odmian islamu.

Od dziesięcioleci polityka zagraniczna Omanu opiera się więc na racjonalnym podejściu do sytuacji międzynarodowej, a dokładniej na odżegnywaniu się od radykalnych kroków i balansowaniu pomiędzy interesami innych państw Bliskiego Wschodu. Omańczycy w swojej historii nie zerwali stosunków z Egiptem po podpisaniu przez niego porozumienia z Izraelem w Camp David w 1979 roku, ani też nie przyłączyli się do bojkotu Syrii przez większość państw arabskich po rozpoczęciu wojny w tym kraju. Jedynym wyjątkiem od tej reguły było udostępnienie Amerykanom omańskich baz wojskowych w latach 80. XX wieku, przy czym należy pamiętać, iż Oman już w 1841 roku stał się pierwszym krajem arabskim utrzymującym stosunki dyplomatyczne ze Stanami Zjednoczonymi.

Oczywiście neutralność Omanu i możliwość jej utrzymywania nie bierze się znikąd, stąd nie jest jedynie wynikiem rozważnej polityki zagranicznej tamtejszych władz. Omańczykom pomaga bowiem ich położenie geograficzne, ponieważ jako państwo znajdujące się w południowo-wschodnim rogu Półwyspu Arabskiego kontroluje wejście do Zatoki Perskiej. W interesie wszystkich użytkujących ją państw, na czele z samym Omanem, jest więc swobodna możliwość żeglugi, która uzależniona jest od przepustowości cieśniny Ormuz. Dodatkowo Muskat zamierza w najbliższych latah rozbudowywać infrastrukturę w Duqm, czyli w dynamicznie rozwijanym od kilku lat miasteczku portowym nad Morzem Arabskim, w którym wybudowano nawet lotnisko międzynarodowe. Dzięki tej inwestycji Oman chce stać się ważnym ośrodkiem wymiany handlowej, atrakcyjnym zwłaszcza dla dużo bogatszych państw Zatoki Perskiej.

Po drodze z Iranem

Sąsiedztwo z Iranem w cieśninie Ormuz ma ogromny wpływ na kształt omańskiej polityki zagranicznej. Sułtanat właśnie z tego powodu nigdy nie poparł działań wymierzonych w Iran, dzięki czemu sukcesywnie rozwijał zwłaszcza współpracę gospodarczą z tym krajem. Omańczycy i Irańczycy realizują szereg projektów dotyczących zwłaszcza branży motoryzacyjnej, a także wydobycia ropy naftowej. Amerykańskie sankcje wobec Iranu zablokowały jednak realizację najważniejszej inwestycji, w której biorą udział również Indie, jaką jest budowa rurociągu łączącego te trzy państwa.

W kontekście omańsko-irańskich relacji daje o sobie znać również rola Omanu jako regionalnego mediatora. Według niepotwierdzonych informacji to właśnie dzięki Maskatowi możliwe było negocjowanie porozumienia nuklearnego pomiędzy zachodnimi stolicami a Teheranem. Warto zresztą podkreślić w tym miejscu, iż niektóre omańskie placówki dyplomatyczne reprezentują Iran w krajach, z którymi ma on najbardziej napięte relacje.
Konfrontacyjne zapowiedzi Netanjahu oraz amerykańskiego wiceprezydenta Mike’a Pence’a, które wygłosili oni w trakcie warszawskiego szczytu, z pewnością zaniepokoiły więc Oman. Władze w Maskacie będą musiały wymyślić sposób na powstrzymanie ewentualnego konfliktu, który doprowadzi do jeszcze większej destabilizacji w regionie Bliskiego Wschodu. Pozostaje więc otwarte pytanie, jak Oman będzie w stanie przekonać Izrael, USA i Iran do deeskalacji napięć, o ile w ogóle jest to jeszcze możliwe.   

Maurycy Mietelski