Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Orbán w defensywie

17 kwiecień 2016
A A A

Otwarcie wyremontowanego stadionu w Szolnoku to ostatnio jedyny sukces węgierskiego rządu w polityce wewnętrznej. Viktor Orbán po raz pierwszy od ponownego przejęcia władzy w 2010 roku znajduje się w głębokiej defensywie, co próbuje przykryć działaniami na arenie międzynarodowej.

Nawet jeśli rządząca koalicja Fidesz-KDNP miała problemy, dość szybko gasiła pożary. Najczęściej afery lub niepopularne decyzje, z których musiała się wycofać (np. opodatkowanie internetu)  były przykrywane szybkimi działaniami ofensywnymi  w postaci propozycji kolejnych reform lub promowanych danych na temat pozytywnych efektów wcześniejszych działań rządu. Obecnie Orbán znajduje się jednak w głębokiej defensywie z powodu narastającego niezadowolenia kolejnych grup społecznych, a także wątpliwych inwestycji i działań podejmowanych względem opozycji.

Powraca handel w niedzielę

Największym echem odbiło się wycofanie rządu z zakazu handlu w niedzielę, który obowiązywał na Węgrzech jedynie przez rok. Odpowiednia ustawa była jednym z elementów polityki gospodarczej i ideologicznej gabinetu prawicy, która została zainicjowana w grudniu 2014 r., choć sprzeciwiał się jej minister gospodarki narodowej Mihály Varga. Varga twierdził wówczas, że co piąty Węgier robi zakupy w niedzielę, natomiast efekty zakazu wcale nie będą korzystne dla węgierskich sklepów. W marcu 2015 r. nowe prawo zaczęło jednak obowiązywać, a jego celem było przede wszystkim uderzenie w zachodnie sieci hipermarketów, które kontrolowały wówczas blisko 70 proc. węgierskiego rynku sprzedaży detalicznej. Szybko okazało się jednak, iż koncerny takie jak Tesco, Auchan, Aldi czy Spar odbiły sobie nowe prawo poprzez sprzedaż internetową, która w pierwszym kwartale obowiązywania zakazu wzrosła o blisko 16 proc., osiągając w kolejnym kwartale obroty w wysokości ponad 40 mld forintów. Szef kancelarii premiera, Antal Rogán, poinformował jednak 12 kwietnia, iż rząd postanowił wycofać się z tej decyzji, choć miał dzięki niej uzyskać postawione sobie wcześniej cele. Fidesz nie ukrywa jednak, że musiał ugiąć się pod presją społeczną. Według ostatniego sondażu blisko 2/3 Węgrów sprzeciwiało się bowiem zakazowi, a odsetek ten był wysoki również wśród zwolenników partii rządzącej. Rogán nie ukrywał też, że Fidesz nie chce rozpraszać uwagi społeczeństwa tą kwestią przed referendum na temat odrzucenia kwot uchodźców proponowanych przez Komisję Europejską. Ugrupowania opozycyjne zaczęły zresztą zbiórkę podpisów pod inicjatywą referendalną, a jej sukces byłby większą wizerunkową stratą od wycofania się rządzących z uchwalonego raptem rok wcześniej prawa. Ostateczny bilans rocznego obowiązywania zakazu handlu w niedzielę ma być opublikowany w najbliższym czasie, o czym poinformował wspomniany już szef resortu gospodarki narodowej. Wycofanie się z ustawy nie spodobało się jednak części ważnych polityków koalicji rządowej. Przeciwko zniesieniu zakazu na zamkniętym posiedzeniu rządu sprzeciwili się m.in. minister w kancelarii premiera János Lázár, minister zasobów ludzkich i pastor Zoltán Balog oraz wicepremier i lider koalicyjnego KDNP Zsolt Semjén, którzy ostatecznie poparli w parlamencie odpowiednie zmiany.

Prawo antyterrorystyczne złagodzone

Na początku roku na Węgrzech wybuchła inna dyskusja dotycząca zmian forsowanych przez rząd, który planował wprowadzenie nowego prawa antyterrorystycznego w związku zagrożeniami stojącymi przed państwami europejskimi. Zmiany w tej kwestii są oczywiście potrzebne, jednak daleko posunięte rozwiązania wzbudziły wiele kontrowersji wśród Węgrów. Według pierwotnych założeń rząd mógłby wprowadzić stan wyjątkowy na blisko 60 dni, a o aktualnej sytuacji informowany byłby jedynie prezydent oraz parlamentarne komisje zajmujące się bezpieczeństwem państwa. Poza tym rządzący mogliby za pomocą dekretów wprowadzić ograniczenia w zakresie importu i eksportu, magazynowania żywności, dostępu do internetu i mediów, zakazać wjazdu na swoje terytorium cudzoziemców i rejestrować dodatkowo każdą osobę bez węgierskiego obywatelstwa, która przebywałaby w trakcie stanu wyjątkowego na terytorium Węgier. Daleko posunięta ingerencja rządu w życie obywateli, a także brak odpowiedniej kontroli spowodowały oczywiście protesty opozycji, która zarzucała Fideszowi, iż będzie chciał wykorzystywać nowe prawo do własnych celów politycznych. Najostrzej ustawę krytykował nacjonalistyczny Jobbik, będący najpoważniejszym obecnie konkurentem Fideszu, który poparł ideę odpowiednich zmian, ale przywoływał jednocześnie przykład antyrządowych protestów z 2006 r., które w trakcie obowiązywania podobnego prawa mogłyby posłużyć do wprowadzenia stanu wyjątkowego przez rządzących. Ostatecznie Fidesz wycofał się z najbardziej kontrowersyjnych przepisów, dodatkowo rozpoczynając konsultację w sprawie zmian z przedstawicielami pozostałych ugrupowań parlamentarnych. Według nowego projektu stan wyjątkowy mógłby zostać wprowadzony na 30 dni i przedłużony za zgodą parlamentu, który byłby informowany o przebiegu podjętych działań antyterrorystycznych. Poza tym rządzący zapowiadają, że resorty obrony i spraw wewnętrznych przedstawią w najbliższym czasie plany zmiany w rządowych strategiach bezpieczeństwa. Fidesz wycofał się z kontrowersyjnego kształtu prawa antyterrorystycznego w głównej mierze z powodu braku odpowiedniej większości konstytucyjnej. Koalicji Fidesz-KDNP po ubiegłorocznych wyborach uzupełniających do parlamentu brakuje bowiem dwóch posłów, aby móc samodzielnie zmieniać ustawę zasadniczą. 

Protesty nauczycieli i lekarzy

Innym problemem polityki wewnętrznej Węgier są obecnie protesty nauczycieli oraz lekarzy, które zaczęły się już w styczniu. Nauczyciele nie domagają się przy tym podwyżek czy dodatkowych przywilejów, ale krytykują reformy edukacyjne wdrożone przez rząd przed trzema laty. Nie podoba im się zwłaszcza scentralizowany system szkolnictwa, które zostały odebrane samorządom na rzecz decyzji podejmowanych na szczeblu rządowym. Gabinet Orbána narzucił za jego pośrednictwem jeden obowiązkowy podręcznik, a zdaniem belfrów przez przeładowany program na lekcjach nie ma okazji do dyskusji, bowiem reforma preferuje naukę informacji na pamięć. Na początku lutego jako pierwsi wyszli na ulicę nauczyciele i rodzice w Miszkolcu, natomiast w połowie miesiąca duża manifestacja odbyła się w Budapeszcie. Powstał przy tym jednocześnie ruch na rzecz zmian w edukacji Tanítanék (pol. „Chcemy uczyć”). 15 marca, a więc w dniu węgierskiego Święta Narodowego, nauczyciele zorganizowali natomiast obchody konkurencyjne wobec rządowych, które zgromadziły kilkanaście tysięcy osób. Symbolem protestu była kraciasta koszula symbolizująca niechlujnego i nieogolonego nauczyciela, jak środowisko to określił jeden z polityków Fideszu. Pod koniec marca zorganizował on pierwszy jednogodzinny akt obywatelskiego nieposłuszeństwa, który polegał na odstąpieniu od prowadzenia lekcji. 15 kwietnia odbył się natomiast kolejny element strajku nauczycieli, który polegał na zawieszeniu na placówkach edukacyjnych transparentu z napisem „strajk” oraz wywieszeniu czarnych flag.

Jak dotąd protesty oraz rozmowy pomiędzy związkami nauczycielskimi i rządem nie przyniosły zbyt dużych efektów, a ich rezultatem były raczej kosmetyczne posunięcia. Postanowiono bowiem zdymisjonować wiceminister zasobów ludzkich odpowiadającą za edukację, a także zlikwidować symbol centralizacji w postaci krajowego systemu edukacji KLIK, który miałby zostać podzielony na mniejsze oddziały i tym samym zdecentralizowany. Szybko okazało się jednak, iż KLIK zmieni jedynie nazwę, co tylko rozwścieczyło protestujących nauczycieli. Zapowiadane są jednak kolejne tury rozmów w sprawie reformy edukacji. Obecnie nauczyciele skupiają się na postulatach zmiany w centralnych instytucjach edukacyjnych gwarantujących niezależność i samorządność belfrów, ustanowienie 22-godzinnego tygodnia pracy, a także dodatków za pracę wychowawczą.

Mniejszym zainteresowaniem, zapewne z powodu mało medialnych metod, cieszą się natomiast protesty lekarzy. Domagają się oni zwiększenia nakładów na służbę zdrowia oraz podwyżek płac dla lekarzy i pielęgniarek. Negocjacje w tej sprawie przebiegają jednak spokojnie, choć rząd z powodu chęci zmniejszenia deficytu budżetowego nie jest skory do spełnienia od razu wszystkich postulatów pracowników służby zdrowia. 

Buta władzy

Choć już w czasie poprzedniej kadencji parlamentu politycy i biznesmeni związani z Fideszem znacząco się wzbogacili, co nie uszło uwadze mediów i społeczeństwa, obecny gabinet Orbána nie kryje się już z benefitami wynikającymi ze sprawowania władzy. Celuje w tym zwłaszcza młoda generacja polityków Fideszu, która staje się symbolem arogancji obecnej ekipy rządowej. Opinię publiczną zbulwersował zwłaszcza przypadek z końca lutego, kiedy polityk partii socjalistycznej chciał zarejestrować w siedzibie Państwowej Komisji Wyborczej inicjatywę referendalną w sprawie zniesienia zakazu handlu w niedzielę. Jej ewentualne powodzenie, jak już wspomniałem, spowodowało wycofanie się z tego rozwiązania przez Fidesz, jednak rządzący początkowo postanowili zablokować ją w sposób kontrowersyjny nawet jak na swoje dotychczasowe możliwości. W siedzibie Państwowej Komisji Wyborczej pojawiła się bowiem grupa mężczyzn, która zablokowała możliwość wejścia do biura politykowi socjalistów wraz z wnioskiem o pozwolenie na rozpoczęcie zbiórki podpisów. Media dość szybko zidentyfikowały sprawców jako ochroniarzy zabezpieczających mecze Ferencvárosu Budapeszt, czyli klubu piłkarskiego będącego własnością Gabora Kubatova, wiceprezesa Fideszu. Owiana złą sławą „Fradi security” uważana jest za gwardię przyboczną Kubatova, która odpowiada za zastraszanie części przeciwników rządu oraz piłkarskich fanów skonfliktowanych z prezesem najpopularniejszej drużyny na Węgrzech.

Z  piłką nożną wiąże się też mocno krytykowana inwestycja we wsi Felcsút, w której już dwa lata temu otwarto stadion Pancho Arena. Obiekt, na którym mecze rozgrywa drużyna Puskás Akadémia  znajduje się naprzeciwko domu węgierskiego premiera i został zbudowany za kwotę kilkunastu milionów euro. Z powodu małej liczby ludności zamieszkującej Felcsút (1,2 tys. osób przy stadionie mogącym pomieścić prawie 4 tys. widzów) oraz słabej postawy pierwszoligowej drużyny, spotkania z jej udziałem nie cieszą się zbyt wielką popularnością, co nie przeszkadza Orbánowi w otwarciu kolejnej inwestycji związanej ze stadionem. Już niebawem ruszyć ma mała linia kolei wąskotorowej, która ma połączyć Felcsút w pobliskimi wsiami, a jeden z przystanków będzie znajdował się obok obiektu Puskás Akadémii. Dziennikarze wyliczyli już, że nawet przy najbardziej optymistycznych założeniach linia będzie deficytowa.

To  jednak nie jedyny wątpliwy wydatek budżetowy wywołujący emocję na Węgrzech. Po trzech latach batalii zainicjowanej przez jednego z dziennikarzy rząd musiał udostępnić wszystkie materiały dostarczone mu w latach 2011-2014 przez think-tank Századvég, który w tym czasie zarobił blisko 13 mln euro na badaniach zlecanych mu przez administrację państwową. Fundacja założona w 1993 r. przez środowisko Fideszu miała przygotować blisko 77 tys. stron raportów, z czego część dotyczy kwestii zupełnie nieistotnych, natomiast spora ilość materiałów w celu wyciągnięcia większej ilości pieniędzy zawiera informacje pisane dużą czcionką, dopełniane przez niepotrzebnie duże diagramy przedstawiające wyniki kolejnych sondaży. Zawiadomienie w tej sprawie do prokuratury złożyli już liberałowie.

Ofensywa tylko zagranicą

Rząd Orbána w ostatnim czasie może chwalić się jedynie polityką zagraniczną. Węgierski premier w ostatnich miesiącach zyskał sporą popularność w Europie za sprawą swoich działań wobec imigrantów, dlatego też może liczyć na ciepłe przyjęcie ze strony innych prawicowych polityków. Orbán w ostatnich dniach spotkał się więc z bawarskim premierem Horstem Seehoferem, polskim prezydentem Andrzejem Dudą, byłym francuskim prezydentem Nicolasem Sarkozym, jednym z liderów portugalskiej prawicy Mario Davidem, a także serbskim premierem Aleksandarem Vuciciem. Orbán w trakcie tych spotkań otrzymał odznaczenie od Davida, rozmawiał o reformie Unii Europejskiej z Sarkozym oraz de facto poparł Vucicia przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi w Serbii. Dodatkowo rządowi udało się ostatecznie spłacić zaciągnięty w 2008 r. przez socjalistów kredyt z Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego.

Węgrów interesuje jednak przede wszystkim sytuacja wewnętrzna kraju. Poważny spadek popularności Fideszu był już widoczny rok temu, jednak ówczesne problemy przysłonił kryzys imigracyjny, a następnie podjęte przez prawicę radykalne działania w celu uszczelnienia węgierskiej granicy z Serbią. W tym roku same referendum w kwestii kwot uchodźców może jednak nie wystarczyć.


Maurycy Mietelski