Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Oskar Pietrewicz: Pierwszy krok amerykańsko-północnokoreańskiej podróży

Oskar Pietrewicz: Pierwszy krok amerykańsko-północnokoreańskiej podróży

12 marzec 2012
A A A
Pod koniec lutego 2012 r. doszło do wydarzenia, które pokazuje, że polityka północnokoreańskiego reżimu tylko z pozoru wydaje się pełna sprzeczności i niejednoznaczności. Wiele wskazuje na to, że Pjongjang i Waszyngton postawiły pierwszy krok w kolejnej długiej podróży.

Pod koniec 2011 r. Korea Północna ponownie stała się obiektem zainteresowania serwisów informacyjnych na całym świecie. Wieść o śmierci Kim Dzong Ila sprawiła, że zaczęto zastanawiać się nad przyszłością północnokoreańskiego reżimu. Jego agresywna retoryka w stosunku do Korei Południowej i propagowana dominująca rola armii mogłyby wskazywać, że Korea Północna będzie radykalizować swoje stanowisko. Jednak pod koniec lutego 2012 r. doszło do wydarzenia pokazującego, że północnokoreański reżim prowadzi wyrafinowaną politykę, która tylko z pozoru wydaje się pełna sprzeczności i niejednoznaczności.

Denuklearyzacja za żywność

Dwudziestego trzeciego i dwudziestego czwartego lutego w Pekinie spotkały się delegacje Korei Północnej i USA. Głównym tematem rozmów były kwestie północnokoreańskiego programu nuklearnego i ewentualnej pomocy żywnościowej, jakiej mieliby udzielić Amerykanie. Na ujawnienie szczegółów negocjacji nie trzeba było długo czekać. Dwudziestego dziewiątego lutego amerykański Departament Stanu i północnokoreańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydały oświadczenia, będące podsumowaniem odbytych kilka dni wcześniej rozmów. Zgodnie z treścią oświadczeń Korea Północna zobowiązała się do wstrzymania prac nad programem nuklearnym, w tym wzbogacania uranu w ośrodku nuklearnym Jongbjon. Ponadto północnokoreański reżim zgodził się na powrót inspektorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) i wznowienie inspekcji w Jongbjon. Poza deklarowanym wstrzymaniem programu nuklearnego Korea Północna zgodziła się na moratorium na próby nuklearne i rakiet dalekiego zasięgu. Natomiast USA zobowiązały się do udzielenia Korei Północnej pomocy w postaci dostaw 240 tys. ton żywności. Ponadto USA potwierdziły, że są gotowe podjąć kroki mające na celu poprawę dwustronnych relacji w duchu poszanowania suwerennej równości.

Czyżbyśmy więc mieli do czynienia z przełomem w dialogu amerykańsko-północnokoreańskim? Wiele wskazuje na to, że wręcz przeciwnie. Jeśli zwróci się uwagę na motywy obu stron i dostrzeże różnice w prezentowanych stanowiskach, można dojść do wniosku, że wokół Korei Północnej pojawi się jeszcze wiele problemów. Nie zmienia to tego, że Pjongjang i Waszyngton postawiły pierwszy krok w kolejnej długiej podróży.

Image
(cc) Kyle Kutuchief

Pozorne podobieństwo oświadczeń

Chociaż ogólny przekaz oświadczeń Departamentu Stanu i północnokoreańskiego MSZ jest niemal identyczny, to po dokładnym zapoznaniu się z ich treścią wyraźnie widać istotne różnice, które ukazują odmienne interesy i priorytety stron. Amerykańskie oświadczenie koncentruje się na zawieszeniu przez Koreę Północną programu wzbogacania uranu w Jongbjon, dopuszczeniu inspektorów MAEA i moratorium na próby nuklearne i rakietowe. Natomiast północnokoreańskie oświadczenie kładzie nacisk na amerykańską ofertę pomocy żywnościowej i wolę kontynuowania rozmów w oparciu o suwerenną równość, a dopiero na końcu wspomina o własnych zobowiązaniach. Jednak najistotniejszą różnicą w tekstach obu oświadczeń jest stosunek do zawieszonych w 2009 r. rozmów sześciostronnych. O ile w amerykańskiej wersji w ogóle nie wspomniano o wielostronnym dialogu, o tyle w północnokoreańskiej zasygnalizowano możliwość jego wznowienia. Ponadto Korea Północna zapowiedziała, że w momencie wznowienia rozmów sześciostronnych priorytetem powinna stać się dyskusja na temat zniesienia nałożonych na nią sankcji i dostarczenia reaktorów na lekką wodę, co stanowiłyby energetyczną rekompensatę za rezygnację z programu nuklearnego.

Różnica stanowisk w sprawie rozmów sześciostronnych pokazuje, że USA preferują dwustronne kontakty z Koreą Północną i niechętnie odnoszą się do wielostronnej inicjatywy. Chociaż zarówno Korea Południowa, jak i Japonia entuzjastycznie odniosły się do porozumienia amerykańsko-północnokoreańskiego, to nie ulega wątpliwości, że będą chciały wziąć aktywny udział w rozwiązywaniu północnokoreańskiego problemu. Taką wolę wyraziły zresztą Chiny, które zobowiązały się do promowania rozmów sześciostronnych, w czym poparła je Rosja. Skupienie się na wielostronnym dialogu oznaczałoby konieczność długotrwałej koordynacji stanowisk, co wiązałoby się z osłabieniem pozycji negocjacyjnej USA. W takiej sytuacji nie powinna więc dziwić determinacja Amerykanów w kierunku kontynuowania bilateralnych kontaktów z Koreą Północną. Nie zmienia to faktu, że egoistyczna postawa USA będzie budzić zastrzeżenia zaangażowanych stron, w tym amerykańskich sojuszników. Dlatego też należy się spodziewać, że prędzej czy później powinno dojść do wznowienia rozmów sześciostronnych. Powstaje jednak pytanie, czy odegrają one kluczową rolę w rozwiązaniu północnokoreańskiego problemu nuklearnego.

Jak rozmawiają, to przynajmniej nie strzelają

Nie ulega wątpliwości, że kolejna runda negocjacji amerykańsko-północnokoreańskich służyła obu stronom do poznania swoich zamiarów po śmierci Kim Dzong Ila. Było to szczególnie ważne dla Amerykanów, którzy chcieli wybadać stanowisko nowego kierownictwa. Rozmowy pokazały administracji Obamy, że sukcesja Kim Dzong Una jest przeprowadzana sprawnie, a reżim kontynuuje politykę z czasów Kim Dzong Ila. Tym samym potwierdziło się, że lutowe negocjacje nie były pomysłem nowego kierownictwa, lecz zaledwie zwieńczeniem wcześniejszych dwóch rund rozmów, do jakich doszło w lipcu i październiku ubiegłego roku.

Podstawowym sukcesem rozmów z punktu widzenia USA jest to, że porozumienie zmniejsza ryzyko napięć miedzy obiema stronami w momencie skomplikowanej sukcesji władzy w Korei Północnej. Podjęcie dialogu przez Koreę Północną daje USA również czas na spokojne przemyślenie dalszych działań, o co byłoby dużo trudniej w warunkach prowokacyjnej postawy władz w Pjongjangu lub niestabilności na Półwyspie. Nie bez znaczenia jest też amerykański kalendarz wyborczy. W kampanii prezydenckiej Barack Obama będzie starał się przekonać wyborców, że jego administracja podjęła aktywne działania na rzecz powstrzymania nuklearnych ambicji Pjongjangu. Korzystna z punktu widzenia USA jest także północnokoreańska zgoda na dopuszczenie międzynarodowych inspektorów do ośrodka nuklearnego w Jongbjon. Nawet jeśli będzie to czasowy i ograniczony dostęp, to pozwoli on zagranicznym obserwatorom ocenić postępy północnokoreańskiego programu nuklearnego. Tym samym powinna pojawić się okazja, aby zweryfikować słowa Siegfrieda Heckera, który po wizycie w Korei Północnej w listopadzie 2010 r. nie krył zaskoczenia skalą i poziomem zaawansowania północnokoreańskiego potencjału nuklearnego.

Taktyczna zagrywka w grze o przetrwanie

Porozumienie z końca lutego pokazało, że Korea Północna jest gotowa podejmować kluczowe decyzje dotyczące polityki zagranicznej. Podjęcie rozmów dwa miesiące po śmierci Kim Dzong Ila dowiodło sprawności i determinacji nowego kierownictwa. Podkreślenie woli kontynuowania dialogu z poszanowaniem suwerennej równości należy ocenić jako zabieg na rzecz zdobycia zewnętrznej legitymizacji w złożonym procesie sukcesji władzy. Ugruntowaniu stabilności służy także utrzymanie względnie spokojnego otoczenia zewnętrznego w pierwszym roku rządów Kim Dzong Una.

Położenie silnego akcentu na kwestię dostaw żywności wskazuje na jeden z najbardziej palących problemów Korei Północnej. Chociaż istnieją poważne rozbieżności co do skali i charakteru problemu (niedobory żywności czy tylko problem z dystrybucją?), to nie ulega wątpliwości, że pomoc żywnościowa może odegrać istotną rolę w umocnieniu legitymizacji nowego przywódcy. Z tego punktu widzenia nie powinien dziwić termin podania informacji o porozumieniu. Uzyskane na jego mocy wsparcie może być wykorzystane na potrzeby zbliżających się obchodów setnej rocznicy urodzin Kim Ir Sena, która przypada na piętnastego kwietnia.

Jednak główną przesłanką północnokoreańskich zabiegów w kontaktach z USA jest chęć wyrwania się z rosnącego uzależnienia od Chin. Udział Chin w wymianie handlowej Korei Północnej osiągnął nienotowany dotychczas poziom (ponad 80 proc.). Do tego dochodzą sygnały o chińskich deklaracjach udzielenia doraźnej pomocy gospodarczej 500 tys. ton żywności i 250 tys. ton ropy oraz coraz śmielsza działalność w specjalnych strefach ekonomicznych. Z jednej strony gwarantuje to utrzymanie gospodarczych filarów reżimu, a z drugiej budzi coraz większe obawy władz w Pjongjangu. Zaniepokojenie jest tym bardziej zrozumiałe, gdy uwzględni się historycznie zakorzenioną niechęć Koreańczyków do sąsiadów z północy.

W takiej sytuacji Korea Północna staje przed koniecznością poszukiwania elementów równoważących zbyt silną pozycję Chin. Ze względu na trwający impas w relacjach międzykoreańskich idealnym partnerem wydają się być USA. Przede wszystkim Korea Północna potrzebuje USA do zniesienia sankcji i formalnego zakończenia wojny koreańskiej, co stanowiłoby dowód uznania Pjongjangu przez Waszyngton. Rozwiązanie napięć w relacjach z USA otworzyłoby Korei Północnej drogę do pełnoprawnego członkostwa w społeczności międzynarodowej, co z kolei ułatwiłoby możliwość korzystania ze wsparcia międzynarodowych instytucji finansowych. Aby osiągnąć ten cel, Koreańczycy muszą kontynuować rozmowy z Amerykanami. Zdają sobie przy tym sprawę, że ich jedynym atutem w negocjacjach jest posiadanie broni nuklearnej, dlatego będą starali się jak najdłużej grać nuklearną kartą dla uzyskania amerykańskiego wsparcia.
Image
(cc) oocares

W oczekiwaniu na problemy

Pomimo zauważalnych oznak złagodzenia postawy Korei Północnej, nie ma podstaw ku temu, aby mówić o przełomie. Dotychczasowe doświadczenia każą krytycznie patrzeć na perspektywy współpracy Korei Północnej z MAEA. Nawet jeśli zostaną wkrótce wypracowane szczegóły techniczne dotyczące charakteru inspekcji, to trzeba zaznaczyć, że będą one dotyczyć wyłącznie monitorowania obiektu w Jongbjon. Tymczasem jest więcej niż prawdopodobne, że Korea Północna posiada ośrodki nuklearne w innych częściach kraju. Tak więc realizacja postanowień lutowego porozumienia nie musi oznaczać zwrotu w kierunku rozwiązania problemu północnokoreańskiego programu nuklearnego. Można wręcz ocenić, że zgadzając się na monitorowanie ośrodka w Jongbjon, północnokoreańskie władze w rzeczywistości chcą manifestacyjnie zademonstrować rozmiar swojego potencjału nuklearnego.

Przede wszystkim należy jednak zrozumieć, że Korea Północna pod żadnym pozorem nie zamierza ostatecznie zrezygnować z atutu, jakim jest broń nuklearna. Nie ulega wątpliwości, że potencjał nuklearny jest najsilniejszym narzędziem władz w Pjongjangu. Konieczne jest zrozumienie, że broń nuklearna jest nie tylko sposobem zapewnienia bezpieczeństwa, lecz także najpoważniejszą kartą przetargową Korei Północnej w negocjacjach. Za pomocą kwestii nuklearnej północnokoreański reżim stara się rozwiązać możliwie jak najwięcej problemów, począwszy od gwarancji bezpieczeństwa przez wsparcie gospodarcze, a skończywszy na uznaniu dyplomatycznym. Dlatego też wypada ocenić, że obecne deklaracje Korei Północnej mają charakter tymczasowy i są próbą radzenia sobie z bieżącymi problemami. Należy się spodziewać, że Korea Północna nie zadowoli się dostawą 240 tys. ton żywności i w przyszłości będzie zabiegać o kolejne wsparcie – nie tylko żywnościowe, ale także energetyczne.

Czy w związku z nieubłaganą logiką północnokoreańskiej strategii przetrwania USA powinny zrezygnować z dialogu? Victor Cha z Georgetown University podkreśla, że amerykańska polityka wobec Korei Północnej jest zawsze wyborem mniejszego zła. Za czasów administracji Busha USA obrały konfrontacyjną postawę, która przyczyniła się do pogłębienia wzajemnych antagonizmów i wepchnęła Koreę Północną w coraz mocniejsze objęcia Chin. Jako że USA nie mogą pozwolić sobie na bierne przyglądanie się sytuacji na Półwyspie Koreańskim, konieczne jest podjęcie aktywnych działań. Dlatego też ponowne podjęcie rozmów z północnokoreańskim reżimem wydaje się najrozsądniejszym rozwiązaniem. Oczywiście nie ma żadnej pewności, czy negocjacje przyniosą satysfakcjonujące dla USA rozwiązanie. W tym miejscu należy jednak postawić pytanie o prawdziwe intencje Waszyngtonu. Czy od mglistej wizji denuklearyzacji nie jest ważniejsza chęć utrzymania stabilności na Półwyspie? Oczywiście Amerykanie będą serwować światu propagandowy przekaz, mówiący o woli ukrócenia nuklearnych ambicji Korei Północnej i potępiający łamanie praw człowieka przez północnokoreański reżim. Natomiast władze w Pjongjangu nie przestaną stosować agresywnej retoryki w stosunku do USA. Jednak czy to przeszkadza prowadzeniu rozmów?

Warto podkreślić, że obecna sytuacja nie jest bezprecedensowa. Po śmierci Kim Ir Sena Korea Północna i USA wznowiły negocjacje, które zakończyły się podpisaniem w październiku 1994 r. porozumienia w Genewie. Od tego czasu Korea Północna przeprowadziła dwie próby nuklearne. Kolejna podróż amerykańsko-północnokoreańska powinna być jeszcze ciekawsza.


Artykuł ukaże się w najbliższym numerze Przeglądu Spraw Międzynarodowych Notabene

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora