Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Przemysław Michalak: Birmański wrzesień z azjatyckiej perspektywy

Przemysław Michalak: Birmański wrzesień z azjatyckiej perspektywy

28 wrzesień 2007
A A A

Obecna sytuacja w Myanmarze oprócz wymiaru wewnętrznego, ma także wymiar zewnętrzny, który związany jest z przyszłością dwóch wschodzących gigantów międzynarodowej sceny politycznej i gospodarczej – Chin i Indii.

Sprawa wewnętrzna

Tylko dzięki dyplomatycznemu lawirowaniu między Chinami a innymi partnerami azjatyckimi, jednocześnie sukcesywnie unikając popadnięcia w relacje wasalne z którąkolwiek ze stron, udaje się wojskowej juncie z Naypidaw utrzymywać przy władzy. Przykład? Podczas styczniowego zebrania Rady Bezpieczeństwa ONZ pomimo presji Zachodu nawołującego do podjęcia zdecydowanych, skoordynowanych sankcji wobec Maynmaru nie osiągnięto zgody. Upadła rezolucja nawołująca juntę do zaprzestania prześladowania przeciwników politycznych, mniejszości narodowych oraz do umożliwienia pokojowego dialogu prowadzącego do rzeczywistej demokratyzacji państwa. Rosja jak i Chiny zawetowały tą rezolucję studząc nastroje i komentując wydarzenia w Myanmarze jako sprawę wewnętrzną suwerennego państwa. Według dyplomatów chińskich i rosyjskich takie sprawy jak protesty ludności w Myanmarze nie powinny w ogóle trafić pod obrady Rady Bezpieczeństwa, ponieważ obecna sytuacja nie zagraża światowemu pokojowi oraz bezpieczeństwu.

Zgodnie z raportem międzynarodowej, pozarządowej organizacji International Crisis Group, tylko Chiny, Indie i do pewnego stopnia członkowie ASEAN-u mają dziś jakikolwiek wpływ na politykę generałów.

Dyplomatyczny parasol

Pomimo sankcji stosowanych przez większość państw Zachodu już od dwóch dekad, Myanmar nigdy nie stał na krawędzi międzynarodowego ostracyzmu. Postawa nie tylko Chin, ale także Indii, Japonii czy Tajlandii oraz innych członków ASEAN-u (którego członkiem jest również Myanmar) zapewniała międzynarodową legitymizację birmańskiej junty.

Państwa stowarzyszone w ASEAN-ie komentują całą sytuację w ten sposób, że konstruktywne zaangażowanie przyniesie o wiele więcej pożytku niż sankcje. Taka też była motywacja dopuszczenia 10 lat temu Myanmaru do członkostwa w organizacji, dzięki czemu państwa członkowskie miały mieć o wiele bardziej skuteczne narzędzia nacisku na rząd generałów. Niestety nie poczyniono prawie żadnych postępów.  

Krytycy zarzucają, że ASEAN zawodzi, ponieważ nie jest w stanie wywrzeć wystarczającej presji na przywódców Myanmaru. Ponad miesiąc temu przywódcy ASEAN-u wezwali juntę do uwolnienia więźniów politycznych oraz umożliwienia demokratyzacji państwa. W planach na 2007 rok została jeszcze nowa Karta ASEAN-u, która ma powołać regionalną komisję praw człowieka – jednak bez możliwości nakładania kar na sygnatariuszy karty. Istnieje nadzieja, że przed obchodami 40-lecia ASEAN-u przywódcy państw regionu nie będą chcieli siedzieć w jednym rzędzie z generałami, którzy będą mieli ręce ubroczone krwią.

 Motywację ASEAN-u co do konstruktywnego zaangażowania w sprawy Myanmaru podzielają też Indie - „największa” demokracja na świecie. Przecież rządy demokratyczne nie mogłyby prowadzić interesów z niehumanitarnym i złowrogim reżimem. Strategią Indii jest prowadzenie interesów z Myanmarem, a nie popieranie ich polityki wewnętrznej. „Nasze bezpieczeństwo motywuje takie zachowania” – powiedział były szef Instytutu Studiów Obronnych i Analitycznych, C.U. Bhaskar.

Między Scyllą a Charybdą czy raczej Myanmar nie ma wrogów, Myanmar ma interesy...

Dyplomatyczna opieka nad juntą wojskową opłaca się, i to bardzo. Same tylko Chiny związane są z obecnym reżimem Myanmaru całą serią umów handlowych, na podstawie których eksploatują bogate złoża surowcowe tego państwa. Szacuje się, że Myanmar posiada złoża o wielkości 300 miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego. Na przestrzeni ostatnich tygodni Chiny, a konkretnie PetroChina, podpisały kontrakt na dostawy ropy oraz budowę infrastruktury związaną z tym procesem.

Indie poprzez Oil National Gas Corp nie pozostają daleko w tyle, przeznaczając 150 miliardów dolarów na poszukiwanie oraz wydobywanie gazu w Birmie pomimo silnych wewnętrznych sprzeciwów ruchów pro-demokratycznych.

Indie z Myanmarem łączą jednak nie tylko interesy gospodarcze, ale także żywotne kwestie bezpieczeństwa. New Dehli realistycznie spogląda na rzeczywistość. Junta wojskowa rządzi obecnie ich sąsiadem i nic nie zapowiada zasadniczej zmiany wewnętrznej, więc to z generałami trzeba zawierać umowy. Dzięki temu, ze od ponad pół dekady Indie kierują się „realpolitik” w nawiązywaniu współpracy z reżimem Shwe, pomiędzy Indiami a Myanmarem istnieją silne więzy współpracy w dziedzinach takich jak energetyka, handel, obrona i antyterroryzm. Dla Indii współpraca z Myanmarem jest niezwykle cenna co junta skrzętnie potrafi wykorzystać. Walka z różnego rodzaju hinduskimi separatystami, bojówkami wywodzącymi się z etnicznych mniejszości w północno-wschodnich rejonach Indii będzie bezcelowa, jeżeli nie uda się New Dehli namówić sąsiednich państw do niewspierania bojówek, czy nawet do aktywnego eliminowaniu baz oraz finansowania tychże organizacji zbrojnych. Tymczasem co najmniej pięć głównych organizacji terrorystycznych i bojówek walczących o większą autonomię od New Delhi bądź nawet niepodległość ma swoje bazy treningowe w dzikiej dżungli w Sagaing w północnym Myanmarze.

Przez ostatnie trzy lata inicjatywy podejmowane przez New Delhi i Rangun świadczą o zacieśnianiu współpracy w kontrolowaniu w większości nie ogrodzonej granicy liczącej 1640 km. Te słabo strzeżone rejony są odskocznią dla terrorystów, którzy korzystają z taktyk typu „hit-and-run”, typowych dla partyzantów i terrorystów.

W styczniu tego roku indyjski minister spraw zagranicznych odwiedził Myanmar. Podczas wizyty uzgodniono instytucjonalizację współpracy między armiami obydwu państw we wspólnych akcjach przeciwko np. Zjednoczonemu Frontowi Wyzwolenia Asamu. Tymczasem dzięki rosnącym zachętom gospodarczym ze strony Indii handel między obydwoma państwami wzrósł z nieco ponad 87 milionów dolarów w latach 1990-91 do 569 milionów dolarów w latach 2005-06. Dobra współpraca z Myanmarem stała się również częścią strategicznej doktryny New Delhi „Look East”. Także dzięki Myanmarowi Indie znacznie skracają sobie dystans do Azji południowo-wschodniej. Dla junty Indie do doskonały partner dzięki któremu mogą uniezależnić się od chińskich wpływów gospodarczych.

Relacje na linii Indie-Myanmar są na tyle zaawansowane, że w kalendarzu na nadchodzące miesiące, a nawet lata, zaplanowano przeprowadzanie wspólnych akcji wojskowych, mających na celu eliminowanie separatystów oraz bojówkarzy z granicy hindusko-myanmarskiej. Indie dostarczają juncie sprzęt wojskowy, niejednokrotnie wysoko-zaawansowany, którego według indyjskich źródeł wojskowa junta nie potrafi obsługiwać. Prawdopodobnie sprzęt będzie więc użytkowany tylko we wspólnych akcjach.

...gdzie się nie obejrzeć, tam Chiny...

Chiny utrzymują dyplomatyczne wsparcie dla junty, dzięki któremu zachowania generałów nie stawały się punktami obrad Rady Bezpieczeństwa. Nawet wobec bieżących wydarzeń w Rangunie Chiny wzywają do powściągliwości w komentarzach.

Znakomita większość wojskowego wyposażenia znajdującego się w rękach generałów jest produkcji chińskiej. Chiny wybudowały również całą infrastrukturę strategiczną, wliczając w to drogi oraz inne sieci komunikacyjne. Chiny zamontowały również elektroniczny system wywiadowczy na wyspie Coco w Zatoce Bengalskiej, aby monitorować poczynania marynarki indyjskiej w pobliżu Wysp Andamańskich.

Chiny odpowiedzialne są również obecnie za modernizację baz morskich w Sittwe, Coco, Hianggyi, Khaukphyu, Mergui, i Zadetkyi Kyun, budując radary, remontując i uzupełniając instalacje, które będą obsługiwać operacje chińskich łodzi podwodnych w Zatoce Bengalskiej. Obecność chińska w tym regionie może niepokoić New Dehli. Chiny dążą do okrążenia Indii poprzez bazy w Pakistanie dające im dostęp do Morza Arabskiego, a przez Myanmar do Oceanu Indyjskiego. Dodatkowo Pekin podpisał umowę na rozwój portu w Hambantota na Sri Lance.

Po odkryciu bogatych złóż ropy i gazu u wybrzeży Myanmaru zarówno korporacje chińskie, jak i indyjskie ogłosiły, ze budowa niezbędnych instalacji oraz  późniejsze wydobycie zatrzyma je w Zatoce Bengalskiej na co najmniej najbliższych kilkanaście lat. Jak się jednak wydaje wobec ostatnich wydarzeń na linii Naypidaw – New Delhi przyszłość Myanmaru pozostanie, wydaje się nierozerwalnie związana z chińskimi planami ekspansji geostrategicznej. Rząd Myanmaru cofnął ostatnio Indiom - a raczej Gas Authority of India Limited - klauzulę uprzywilejowanego kupca na dwa pola naftowe, jednocześnie deklarując chęć odsprzedania tych pól PetroChina. Wydarzenie to symbolizuje, jak bardzo ważne są wciąż dla junty relacje z Chinami, relacje i kontakty ważniejsze nawet od zdroworozsądkowych interesów. Okazało się, że dyplomatyczny parasol roztoczony przez Pekin w Radzie Bezpieczeństwa ONZ nad Myanmarem jest wyżej ceniony, niż miliardy dolarów.

Dla Chin interesy z Myanmarem to doskonała szansa na uniezależnienie się od ropociągów prowadzących do Cieśniny Malakka. Planowany ropociąg z Myanmaru miałby swój początek w okolicach wyspy Ramree i biegłby do bliżej jeszcze nie określonego miejsca w Chinach, prawdopodobnie przebiegałby w pobliżu przejścia granicznego Muse/Ruli. Ta zupełnie nowa instalacja byłaby zdolna obsługiwać wielkie tankowce. Dla Myanmaru inwestycja ta oznaczałaby dodatkowy punkt zbytu swoich surowców, a dla Chin dywersyfikację źródeł oraz ominięcie niebezpiecznej cieśniny na trasie tranzytowej bliskowschodniej ropy do wschodniochińskich portów.

Peace made in China

Uważa się, iż pomimo ofiar śmiertelnych, dosyć powściągliwa reakcja wojskowych w Myanmarze jest wynikiem wpływu ich głównych sprzymierzeńców – Chin. Tak sądzi rezydujący w Chinach korespondent „The Australian”, Rowan Callick.

W związku ze zbliżającym się Kongresem Partii Komunistycznej (raz na 5 lat) w październiku oraz z przyszłoroczną Olimpiadą w Pekinie Chiny pragną za wszelką cenę zademonstrować, że są odpowiedzialnym członkiem społeczności międzynarodowej, któremu zależy na stabilności oraz bezpieczeństwie Świata. Nie chcą być postrzegane jako sponsor dyktatur. Chiny pragną też za wszelką cenę uniknąć międzynarodowej izolacji Myanmaru, która oznaczałaby odłożenie w czasie albo wręcz zaprzepaszczenie dostępu do surowców i portów umożliwiających łatwiejszy dostęp do Bliskiego Wschodu i Afryki.

Jak miał powiedzieć jeden z południowoazjatyckich dyplomatów: „wszyscy wiemy, że głównym sponsorem junty są Chiny. Tak więc jeśli junta dopuści do masowego rozlewu krwi, wizerunkowo najbardziej ucierpią na tym Chiny. To one wywierają teraz największy nacisk na juntę.”

Były minister spraw zagranicznych ChRL Tang Jiaxuan w rozmowie z myanmarskim dyplomatą U Nyanem, która odbyła się 13 września, powiedział, że Chiny z całego serca wierzą, że uda się przeprowadzić taki proces demokratyzacji, który będzie odpowiedni dla Myanmaru. Dodał, że „Chiny jako przyjazny sąsiad wierzą, że Myanmar ustabilizuje sytuację wewnętrzną tak szybko jak to tylko możliwe oraz doprowadzi do narodowej zgody. Tylko taki obrót spraw sprzyjać będzie pokojowi, stabilności i rozwojowi regionu.”

Wydaje się więc, że jedynym graczem na azjatyckiej scenie geopolitycznej zdolnym do efektywnego oddziaływania na juntę są Chiny i to one w tym momencie trzymają wszystkie karty. Przez krótki okres czasu wydawało się, że Indie mogą stać się znaczącym graczem, ale brak stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa oraz silne więzi junty z Chinami pokazały, że sukces gospodarczy nie przekłada się na geostrategiczną dominację, przynajmniej nie w tym rejonie świata. To nic, że dzięki Indiom, Myanmar omija embargo na dostarczanie broni. Unia Europejska, choć utrzymuje wyżej wymienione embargo, nie jest w stanie zapobiec sprzedaży indyjskiego uzbrojenia, które powstaje w wyniku współpracy przemysłów zbrojeniowych USA, UE i Indii. Zarówno Chiny jak i Indie nakręcający światową konsumpcję energii umiejętnie rozgrywają miedzy sobą kartę Myanmaru. Dla junty jest to o tyle korzystne, że dzięki wpływom dwóch największych wschodzących potęg gospodarczych udaje się osłabić efekty sankcji gospodarczych, lub nawet dać światu do zrozumienia, że jakiekolwiek sankcje nałożone na juntę nie mają racji bytu.

Jak więc widać - gra toczy się nie tylko o godność, demokratyzację, liberalizację i sprawiedliwe rządy ale także o ogromne interesy dwóch globalnych graczy sąsiadujących z Myanmarem. Niekompetentni generałowie są idealnymi partnerami zarówno dla Indii, jak i dla Chin. Cynicznie można by rzec, że reżim totalitarny znacznie ułatwia zawieranie umów, gdzie nie ma żadnej kontroli sądowej czy społecznej. Generałowie są jednak na tyle sprytni, żeby wiedzieć, że umiejętne granie swoimi surowcami pozwoli im zyskać międzynarodowe uznanie, przynajmniej w regionie.

Podobno Chiny aktywnie działają za kulisami, tocząc rozmowy z przedstawicielami junty. Chiński ambasador przy ONZ Wang Guangya miał podobno otrzymać zapewnienia, że junta nie doprowadzi do nadmiernej eskalacji konfliktu. Wszystko to jednak odbywało się w salonach nowojorskiej siedziby ONZ, ponad 12 000 km od miejsc zamieszek, co i tak wydaje się być jedynie znikomym dystansem wobec różnicy między aspiracjami ludności, a celami rządzących Myanmarem.

Żródła: economist.com, theaustralian.com, worldpress.org, bbc.co.uk, un.org