Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Przemysław Wielgosz: Madoff do więzienia? Tylko ze swoimi ofiarami!

04 sierpień 2009
A A A
Człowiek, który ukradł ponad 50 miliardów dolarów doskonale nadaje się do wyznaczonej mu przez media roli kozła ofiarnego. Madoff ma jednak raczej zasłaniać prawdziwe przyczyny i strukturalny sens obecnego globalnego załamania niż w jakikolwiek sposób je rozjaśniać.

Kryzys ma wreszcie twarz. I to jeszcze spełniającą wszelkie kryteria oblicza czarnego charakteru. Jej właścicielem jest Bernard Madoff, inwestor i spekulant z Wall Street skazany właśnie na 150 lat więzienia za oszustwa finansowe. Człowiek, który ukradł ponad 50 miliardów dolarów doskonale nadaje się do wyznaczonej mu przez media roli kozła ofiarnego. Nie tylko jednak dlatego, że jego dotychczasowa kariera kojarzy się z ekspansją neoliberalnego kapitalizmu. Także dlatego, że jak każdy kozioł ofiarny, Madoff ma raczej zasłaniać prawdziwe przyczyny i strukturalny sens obecnego globalnego załamania niż w jakikolwiek sposób je rozjaśniać.

Jego skazanie niczego nie zmienia, a kanalizacja frustracji przyczynia się do dalszego trwania mechanizmów, które Madoff wykorzystywał z tak znakomitym (do czasu) skutkiem. Banałem jest wszak stwierdzenie, że personifikacja winy zawsze zdejmuje odpowiedzialność z systemu. Dzięki przypadkowi Madoffa szefowie wielkich banków i funduszy hedgingowych oraz ich protektorzy z Fed, MFW czy WTO mogą odetchnąć z ulgą. Tak jak podczas kryzysów władzy w dawnych krajach Bloku Wschodniego rządząca obecnie w skali światowej neoliberalna monopartia okazała się niewinna. To niedoskonałe, egoistyczne jednostki zatruły jej jedynie słuszną politykę, a jak wiemy z pism klasyków myśli liberalnej ludzie są z natury skłonni do egoizmu i takich wypadków nie da się uniknąć. Od miesięcy neoliberalni propagandziści przekonują przecież, że u podstaw kryzysu leżą chciwość, zachłanność, partykularyzm, brak wyobraźni i odpowiedzialności oraz lekceważenie standardów moralnych w biznesie (sic!). Brzmi to przekonująco, oczywiście pod warunkiem, że zapomnimy jak przez lata wpajano nam, że właśnie te cechy przedstawicieli kapitału finansowego najlepiej napędzają wzrost naszych gospodarek i służą ogólnemu postępowi. Jakkolwiek by nie było, gdyby Madoff nie istniał Witold Gadomski musiałby go wymyślić!

Czy to jednak oznacza, że powinniśmy nawoływać do jego uwolnienia? W każdym razie jest przynajmniej kilka powodów, dla których trzeba zdjąć część winy z Madoffa. Po pierwsze okradał bogatych, a prawdziwymi ofiarami kryzysu są biedni. Wedle Banku Światowego tylko w tym roku na świecie przybędzie nawet 90 milionów nędzarzy (tymczasem Międzynarodowa Organizacja Pracy mówi już o 200 milionach), co w połączeniu ze wzrostem populacji głodujących o 100 milionów w ciągu minionego roku oraz wzrostem liczby bezrobotnych o ok. 40 milionów oznacza, że świat dramatycznie cofa się w rozwoju.

Po drugie mechanizm, który utuczył Madoffa i jego ofiary nie jest jakąś anomalią ostatnich lat czy nawet dekad. Opisuje on doskonale zasadę działania samego kapitalizmu. Wbrew głosicielom księżycowej ekonomii opartej na objawionych prawdach, w rodzaju tych, że na giełdzie „pieniądz robi pieniądz”, podstawą realnego zysku jest w dalszym ciągu, tak jak w czasach Adama Smitha i Karola Marksa, praca (a precyzyjniej siła robocza). I to właśnie jej kosztem żyje kapitał. Gdyby było inaczej, np. wzrost wydajności i rozwój technologiczny już dawno przyczyniłyby się do radykalnego skrócenia czasu pracy. Tymczasem, wskutek ciągłego wzrostu stopy zysku kapitału w warunkach niskiego wzrostu gospodarczego, od lat obserwujemy tendencję przeciwną.

Po trzecie, zatem, prawdziwym winowajcą nie jest Madoff, ale jego ofiary – kasta superbogaczy, która wzrosła w USA, Europie i na całym świecie w ciągu minionych trzech dekad. To właśnie ta grupa reprezentująca najwyżej kilka procent ziemskiej populacji skorzystała na deregulacjach, liberalizacjach i prywatyzacjach ery neoliberalnej. To jej dochody rosły gwałtownie zawsze wtedy, gdy wielkie korporacje zamrażały płace, zwalniały pracowników i delokalizowały produkcję do krajów, w których prawa i organizacje pracownicze nie istnieją. To ona przejmowała strumienie pieniędzy z prywatyzowanych systemów emerytalnych i ubezpieczeniowych oraz usług publicznych, ona wreszcie korzystała na monopolu własności intelektualnej i likwidacji barier dla transgranicznego przepływu spekulacyjnego pieniądza. Zafundowana kapitalistom tranfsuzja w postaci odwrócenia strumieni redystrybucji bogactwa wytwarzanego przez globalne gospodarki doprowadziła do bezprecedensowej koncentracji kapitału i wynikających zeń wpływów politycznych.

Dziś 1% najbogatszych Amerykanów zgarnia ok. 20% dochodu narodowego (w latach 70. przypada ło im „tylko” 8%). W Wielkiej Brytanii jest niewiele lepiej. Z drugiej strony udział płac w wartości dodanej gospodarek UE systematycznie spada. Miarą globalnych nierówności jest fakt, że 435 rodzin dysponuje obecnie zasobami przekraczającymi dochody biedniejszej połowy ludzkości [1]. Być może warto zastanowić się nad tym czy aby naszym prawdziwym problemem nie są biedni, ale bogaci? Czy zamiast bezskutecznej walki z biedą nie lepiej walczyć z jej przyczyną – czyli z nadmiarowym bogactwem, powstałym w wyniku finansowego skoku na płace i publiczną kasę, bogactwem, które napędza kolejne bańki spekulacyjne, spychając system finansowy w kolejne krachy wysysające kolejne biliony dolarów z kieszeni pracowników całego świata.

Przypisy:

[1] Ladislau Dowbor, Demokracja ekonomiczna, wyd. Książka i Prasa, Warszawa 2009, s. 25.

Artykuł ukazał się pierwotnie w miesięczniku Le Monde diplomatique. Przedruk za zgodą redakcji.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.