Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Radosław Stolarczyk: "Biały koń jest już wolny!"

14 marzec 2006
A A A
W dwusetną rocznicę ustanowienia flagi narodowej Wenezuelczycy świętowali jej zmianę. W wielkiej paradzie wojskowej w centrum miasta udział wzięło kilkadziesiąt tysięcy zwolenników prezydenta Hugo Chaveza.

Najważniejsza zmiana na fladze Wenezueli dotyczy powiększenia liczby znajdujących się na niej gwiazd z 7 do 8. Symbolizować one mają prowincje, które w czasie wojen o niepodległość z początku XIX wieku razem powstały przeciwko rządom kolonialnym.

W roku 1817 Libertador, Simon Bolivar, specjalnym dekretem zarządził dodanie jeszcze jednej gwiazdy – prowincji Guayany, która do ruchu narodowowyzwoleńczego dołączyła nieco później, a która już od dawna jest częścią kraju. Prezydent Chavez uzasadniając zmiany powoływał się na realizację tego właśnie dekretu swojego wielkiego rodaka.

Kolejna spośród wprowadzonych zmian dotyczyła znajdującego się na fladze biegnącego konia. Do tej pory biegł w prawą stronę z głową skierowaną do tyłu – teraz galopem podąża w lewo. „Osiem gwiazd powiewa teraz na wietrze Wenezueli. I biały koń jest już wolny”, powiedział podczas ceremonii z okazji 200-lecia ustanowienia flagi prezydent Chavez.

W nowej wersji flagi pojawiły się także łuk i strzały symbolizujące rdzenną ludność indiańską Wenezueli oraz maczeta będąca ukłonem w stronę robotników –  wiernych zwolenników Chaveza. Wybrany w 1998 roku prezydent ma największe poparcie właśnie wśród warstw rdzennych oraz najbiedniejszych, widzących w nim pierwszego polityka, który zainteresował się ich losem. Jak się ocenia, umieszczenie na fladze narodowej symboli jedności z tymi ludźmi to kolejny chwyt mający przysporzyć mu popularności w kraju oraz osłabić przeciwników politycznych. Wcześniej prezydent rozpoczął wielkie reformy mające na celu podniesienie poziomu życia ludności, zmniejszenie analfabetyzmu oraz wprowadzenie powszechnej opieki zdrowotnej – postulaty nazywane przez niego Rewolucją Boliwariańską.

Wydawało się, że nic nie jest w stanie zakłócić uroczystości w Caracas, tym niemniej niemrawej ostatnio opozycji udało się zorganizować wiec sprzeciwu. Kilkaset osób głośno wyrażało swoje niezadowolenie nieopodal placu, gdzie odbywała się parada. Mimo prowokacji obu stron policja nie dopuściła do starć między zwolennikami i przeciwnikami urzędującego prezydenta. „Jestem tutaj aby bronić mojej flagi. Nie można zmieniać takich rzeczy nie pytając ludzi o zgodę”, powiedziała dziennikarzom Rosa de Pool, siedemdziesięcioletnia sekretarka. „Ta cała sprawa to tylko zachcianka pana Chaveza. To absurd żeby dodawać gwiazdę na fladze i zmieniać kierunek biegu konia”, wtórował jej inny z demonstrantów, Lilian Luces. Podczas demonstracji opozycjoniści nieśli ze sobą siedem wielkich białych gwiazd, oryginalnie znajdujących się na fladze, oraz jedną czerwoną, ustylizowaną na gwiazdę radziecką, otoczoną sierpem i młotem. Przeciwnicy poza absurdalnością całego przedsięwzięcia zaznaczają, że pociągnie ono za sobą także duże koszty powiązane ze zmianami dokumentów, pieczątek, tablic urzędowych itp.

Cokolwiek by jednak opozycja nie robiła, po nieudanym zamachu stanu z 2002 roku została mocno zmarginalizowana. Opuścili ją nawet sprzymierzeńcy z wielkiego świata biznesu, którzy uznali, że skoro nie można tak łatwo odsunąć Chaveza od władzy, to lepiej z nim współpracować. Nawet Waszyngton głośno sprzeciwiający się polityce prezydenta Wenezueli zdaje się nie mieć aktualnie rozwiązania.

Na podst. www.aljazeera.net, www.nzherald.co.nz