Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Refleksje praskiej kawiarni

Refleksje praskiej kawiarni

23 marzec 2018
A A A

Miloš Zeman zainaugurował swoją drugą kadencję jako prezydent Czech, z kolei premier Andrej Babiš i jego ugrupowanie zyskują w sondażach, a to oznacza, że taktyka demonizowania obu polityków przez sporą część czeskich mediów i tamtejsze autorytety nie przynosi większego rezultatu. Co można było jednak zauważyć już dużo wcześniej.

Jak Europa Środkowa długa i szeroka, niemal w każdym z państw regionu istnieje spór pomiędzy wielkomiejskimi elitami oraz posiadającą zupełnie inne problemy większością społeczeństwa. Nie inaczej jest nad Wełtawą, gdzie ubiegłoroczne wybory parlamentarne i tegoroczne prezydenckie okrzyknięto starciem pomiędzy „praską kawiarnią” i „czeską hospodą”, zakończonym zdecydowanym zwycięstwem tych drugich. Sam podział zdefiniował prezydent Zeman, będący oczywiście symbolem „czeskiej hospody”, który „praską kawiarnią” nazwał grupę intelektualistów odrealnionych od problemów zwykłych Czechów, zaś jako czołowe media tego nurtu uznał  tygodnik „Respekt”, dziennik „Hospodářské nowiny” oraz portal informacyjny Aktualne.cz.

„Anty- Babiš” nie działa

Zwycięstwo Zemana w tegorocznych wyborach prezydenckich stało się faktem, stąd będzie on sprawował swój urząd przez kolejnych pięć lat, jeśli oczywiście dopisze mu mocno szwankujące ostatnimi czasy zdrowie. „Praska kawiarnia” wciąż liczy więc jeszcze, że uda jej się przynajmniej nie dopuścić do władzy Babiša, który obecnie próbuje zrealizować kolejną powierzoną mu przez głowę państwa misję stworzenia koalicji rządowej. Przedstawicielka jednego z czołowych organów tego nurtu myślenia o czeskiej polityce nie pozostawia jednak złudzeń – dotychczasowe działania podejmowane przeciwko szefowi rządu nie przynoszą rezultatu.

Zdaniem Andrei Procházkovej ze wspomnianego już tygodnika „Respekt”, jest wręcz przeciwnie. Według najnowszego sondażu Babiš i jego ANO 2011 w ewentualnych przyspieszonych wyborach parlamentarnych zwyciężyłoby po raz kolejny, a na dodatek otrzymałoby 33 proc. głosów, czyli o  blisko cztery punkty procentowe więcej niż przed prawie pięcioma miesiącami. Poza Izbą Deputowanych znalazłyby się z kolei faworyzowane przez media „praskiej kawiarni” partie TOP 09 oraz „Burmistrzowie i Niezależni” (STAN), zaś kłopoty z przekroczeniem progu miałaby także niechętna Babišowi Unia Chrześcijańska i Demokratyczna – Czechosłowacka Partia Ludowa (KDU- ČSL). To zaś zdaniem czeskiej dziennikarki nie wróży dobrze przeciwnikom obecnej władzy.

Zdjęcie: Wikimedia Commons / Jiří Sedláček

Procházková powołuje się przy tym na opinie socjologów, którzy twierdzą, że „antybabišowa polityka” nie tylko nie przyciąga nowych wyborców do partii opozycyjnych, ale dodatkowo zniechęca ich dotychczasowych zwolenników. Przykładem są tutaj Czeska Partia Socjaldemokratyczna (ČSSD) i wspomniane KDU-ČSL, czyli ugrupowania współtworzące poprzednią koalicję rządową z ANO 2011, które jeszcze przed rokiem cieszyły się dużo większym poparciem niż obecnie, co w przypadku socjaldemokratów oznaczało notowania na poziomie 16-17 proc. Wszystko zmieniło się jednak po kryzysie rządowym na wiosnę ubiegłego roku, kiedy Babiš został zmuszony do odejścia ze stanowiska ministra finansów i stal się obiektem zmasowanej krytyki ze strony liderów obu wspomnianych ugrupowań. To nie spodobało się jednak ich wyborcom, ponieważ ci według szczegółowych badań opowiadali się za dalszym trwaniem wspólnego gabinetu i ostatecznie spora część z nich przerzuciła swoje głosy na ANO 2011.

Brak oferty

Publicystka „Respektu” zauważa przy tym, że socjaldemokraci po zmianach w partyjnych władzach złagodzili ostrze swojej krytyki wobec premiera, natomiast chadecy, posługując się wciąż tą samą retoryką, mogą liczyć jedynie na głosy swojego twardego elektoratu. Innym przypadkiem jest z kolei liberalno-konserwatywna partia TOP 09, która nigdy nie wchodziła w sojusze z ANO 2011, dlatego pod tym względem jest dużo bardziej wiarygodna od ČSSD i KDU-ČSL. Problem polega jednak na tym, iż jej ataki na Babiša są nieproporcjonalne względem jego osiągnięć.

Czechy w dużej mierze dzięki Babišowi jako ministrowi finansów cieszą się rekordowo niskim bezrobociem i szybkim tempem wzrostu gospodarczego, a o podobnych wynikach, zajmując te samo stanowisko w latach 2010-2013, mógł jedynie pomarzyć Miroslav Kalousek, który do listopada ubiegłego roku był przewodniczącym TOP 09 i wciąż należy do najbardziej zajadłych krytyków urzędującego premiera. Jednocześnie partia pomimo wsparcia sporej części mediów traci poparcie, ponieważ nawet w stosunku do pozostałych opozycyjnych ugrupowań nie posiada ona ani rozwiniętych terenowych struktur, ani tym bardziej żadnego konkretnego programu.

Nie oznacza to jednak, że dużo wiarygodniejszą alternatywę proponują konserwatywna Obywatelska Partia Demokratyczna (ODS) oraz antysystemowa Czeska Partia Piratów (Piráti), ale przynajmniej nie skupiają się one jedynie na krytyce Babiša, tak jak czyni to TOP 09. Tymczasem zdaniem wielu czeskich socjologów, tamtejsi wyborcy nie lubią retoryki skupiającej się na krytyce jednej osoby, a takie postępowanie wręcz mobilizuje ich do głosowania na polityków pokroju szefa ANO 2011. Cytowani przez publicystkę „Respektu” specjaliści uważają więc, że partie opozycyjne powinny dać czytelny sygnał, iż pod pewnymi warunkami są gotowe rozmawiać z Babišem, który jak na razie na niechęci do swojej osoby paradoksalnie zbudował własny projekt marketingowy. Największą bolączką krytyków ANO 2011 jest jednak brak spójnej wizji politycznej, która mogłaby przyćmić obecne sukcesy gospodarcze identyfikowane przez wyborców z postacią szefa czeskiego rządu.

Znów na ulicach

Podobne głosy są jednak odosobnione, a w „praskiej kawiarni” wciąż powielane są te same schematy demonizowania przeciwnika. W ostatnich dniach na ulice Pragi i kilku innych miast wyszli demonstrować między innymi studenci, którzy oskarżają Zemana i Babiša o łamanie czeskiej konstytucji, głównie z powodu ciągnących się od października rozmów o utworzeniu nowego rządu, ale także pod pretekstem tłumienia przez nich wolności słowa, czy też współpracy czeskiego premiera z czechosłowacką Służbą Bezpieczeństwa. 

Zarzuty pod adresem Babiša są więc doskonale znane i - mówiąc kolokwialnie - po prostu oklepane, co w pewnym stopniu dotyczy także protestów przeciwko słowom Zemana. Czeski prezydent jest bowiem doskonale znany ze swojej niechęci do mediów (notabene one same od lat nie pozostają mu dłużne), dlatego na ostrą krytykę dziennikarzy zdecydował się podczas inauguracji swojej drugiej kadencji przed prawie dwoma tygodniami. Jego ofiarą padła wówczas głównie czeska telewizja publiczna.
Zeman uważa bowiem, że państwowy nadawca jednoznacznie opowiada się po stronie wspomnianego TOP 09, czyli ugrupowania będącego emanacją tak znienawidzonej przez prezydenta „praskiej kawiarni”. Po słowach głowy państwa uroczystość jej inauguracji opuścili więc senatorowie tej partii, a także niektórzy politycy ODS-u oraz KDU-ČSL, z kolei zwolennicy opozycji uznali je za atak na wolność słowa. Prezydent dodał przy tym, iż ma nadzieję, że telewizja publiczna po wyniku ostatnich wyborów stanie się politycznie nieco bardziej wyważona.

Na wypowiedź Zemana zareagowała oczywiście sama telewizja, która uznała ją za próbę ataku na pracowników mediów i samą ideę wolności słowa, a przede wszystkim powiązała jego słowa z zabójstwem słowackiego dziennikarza Jána Kuciaka. Wykorzystanie śmierci kolegi po fachu jest zresztą w ostatnich tygodniach chyba najbardziej jaskrawym przykładem, iż krytycy Zemana w czeskich gazetach wciąż niczego się nie nauczyli, stąd wciąż sięgają po najbardziej kontrowersyjne metody dezawuowania głowy państwa. Sugerowanie, że jego wypowiedzi doprowadzą do podobnej tragedii, jest nie tylko moralnie wątpliwym wykorzystywaniem śmierci Kuciaka, ale dodatkowo pokazuje duże pokłady zacietrzewienia niektórych przedstawicieli mediów. To zaś jak na razie przynosi skutek odwrotny od zamierzonego.

Maurycy Mietelski