Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję

W węgierskiej polityce tylko na moment?

26 marzec 2017
A A A

Ruch Momentum w ostatnim czasie namieszał w węgierskiej polityce, a przede wszystkim w sportowych ambicjach premiera Viktora Orbána, który musiał wycofać kandydaturę Węgier do organizacji letnich Igrzysk Olimpijskich w Budapeszcie. Sukces akcji zbierania podpisów pod inicjatywą referendalną w tej sprawie nie musi jednak przełożyć się na poparcie dla nowej partii, mającej być alternatywą także dla obecnej lewicowo-liberalnej opozycji.

Lewicowy ruch Podemos jest obecnie chyba jedynym elementem hiszpańskiej polityki, odciskającym piętno na Europie Środkowo-Wschodniej. Na polskich ulicach coraz częściej widoczne są fioletowe barwy używane przez partię Razem, a niedawno fiolet zagościł również w najbardziej ruchliwych miejscach Budapesztu. Założyciele Ruchu Momentum postanowili bowiem zbierać podpisy pod referendum, którego celem miało być zablokowanie organizacji letnich Igrzysk Olimpijskich w Budapeszcie w 2024 roku.

Sportowe ambicje Orbána

Trudno rozumieć politykę węgierskiego premiera, jeśli nie wie się o jego piłkarskiej pasji. Orbán jest nie tylko kibicem piłki nożnej, ale sam jeszcze kilka lat temu przywdziewał koszulkę czwartoligowego zespołu ze swojej wsi. Obecnie w Felcsút, kilkanaście metrów od domu lidera Fideszu, znajduje się wybudowany za blisko 13 milionów euro stadion, należący do drugoligowego klubu Puskás Akadémia, natomiast Orbán coraz częściej przecina wstęgi na otwarciach kolejnych obiektów zbudowanych w ramach rządowej strategii rozwoju krajowego futbolu. Kiedy niecałe trzy lata temu szef węgierskiego rządu otwierał w Budapeszcie nową arenę Ferencvárosu, stwierdził, że realizacja podobnych inwestycji jest potwierdzeniem słuszności polityki gospodarczej Fideszu, bowiem dzięki niej Węgry stać na budowę nowej infrastruktury. Dość szybko okazało się, że sama piłka nożna to za mało i Orbán zamierza przyczynić się do rozwoju całego węgierskiego sportu. Trudno się zresztą dziwić, bo kondycja tamtejszego futbolu jest wciąż bardzo mizerna, a wygląda szczególnie źle na tle innych dyscyplin zespołowych i sukcesów reprezentacji w piłce wodnej (jeden z najlepszych zespołów narodowych na świecie) czy też klubów piłkarzy oraz piłkarek ręcznych (w obu przypadkach finaliści ubiegłorocznych edycji europejskiej Ligi Mistrzów).

Poza wspomnianymi grami zespołowymi Węgrzy radzą sobie bardzo dobrze w innych letnich dyscyplinach sportu, stąd na ubiegłorocznych Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro zajęli wysokie 12. miejsce w klasyfikacji medalowej (Polska znalazła się dopiero na 33.) i w tabeli wszechczasów plasują się na 8. pozycji. Dlatego rządy Węgier kilkukrotnie bez powodzenia ubiegały się o organizację tej imprezy, choć ostatni raz taką próbę podjęto w 1960 roku. Rząd Fideszu uważał jednak, że obecnie kraj byłby w stanie poradzić sobie z tym wyzwaniem, dlatego w 2015 roku oficjalnie zgłoszono kandydaturę Budapesztu, który miał ostatecznie konkurować z Los Angeles i Paryżem. Władze Węgier i Węgierski Komitet Olimpijski jako główny atut swojego kraju przedstawiały fakt, iż od dłuższego czasu igrzyska odbywają się w światowych metropoliach, stąd chcą nawiązać do czasów organizacji tej imprezy przez miasta takie jak Helsinki, Sztokholm czy Antwerpia. Ponadto sam Orbán zauważył, że w 2024 roku minie 35 lat od upadku komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej, dlatego to sportowe wydarzenie byłoby ważne także dla państw całego regionu.

Węgrzy sceptyczni

Igrzyska Olimpijskie generują oczywiście duże koszty i wymagałyby jeszcze większego zaangażowania państwowych środków w rozwój właściwie każdej gałęzi infrastruktury. Wątpliwości dotyczące zasadności wydatkowania pieniędzy na podobne wydarzenia nie są oczywiście niczym nowym, bo z tego powodu ostatecznie wycofano kandydaturę Rzymu, a także w Polsce podobne argumenty spowodowały porzucenie pomysłu organizacji zimowych Igrzysk Olimpijskich w Krakowie. Dodatkowo w przypadku miast goszczących poprzednie edycje igrzysk trudno nie zauważyć, iż wiele specjalnie wybudowanych na nie obiektów dość szybko popadło w ruinę i nie służyło lokalnej społeczności. Węgierski rząd starał się więc przekonywać, iż organizacja igrzysk w Budapeszcie będzie ściśle związana z rozwojem innych miast, które zostaną uwzględnione w ramach wyrównywania szans poszczególnych regionów kraju. Warto bowiem pamiętać w tym kontekście, iż w węgierskiej stolicy mieszka blisko jedna czwarta całej ludności kraju, zaś nawet drugie największe miasto, czyli Debreczyn, ma prowincjonalny status.

Paradoks polega jednak na tym, że węgierskie społeczeństwo nie reaguje pozytywnie na hasło „państwowe inwestycje”, co spowodowane jest dotychczasową praktyką rządów centroprawicy. Węgrzy mają przekonanie graniczące z pewnością, iż fundusze przeznaczone na budowę infrastruktury trafią do oligarchów związanych z Fideszem, takich jak posiadający koncern budowlany burmistrz wspomnianego Felcsút, a dodatkowo stawki będą z tego powodu znacznie zawyżone. Do dziś ostatecznie nie wyjaśniono chociażby wątpliwości związanych z budową płotu na granicy z Serbią, który zdaniem opozycji kosztował znacznie więcej z powodu zakupu potrzebnych do niego elementów po nawet trzykrotnie zawyżonych cenach. Ponadto należy pamiętać, że na Węgrzech w opłakanym stanie znajduje się chociażby służba zdrowia, która pod rządami Orbána przeżywa duży regres, dlatego trudno dziwić się wątpliwościom społeczeństwa, które uważa, iż publiczne środki powinny być wydatkowane na bardziej przyziemne problemy.

Narodziny Momentum

Szybko stało się jasne, że kwestia organizacji Igrzysk Olimpijskich w Budapeszcie stanie się dobrym pretekstem do krytyki rządzących ze strony rozdrobnionych partii lewicowo-liberalnej opozycji. Od początku inicjatywę gabinetu Orbána i Węgierskiego Komitetu Olimpijskiego krytykowały więc ugrupowania z tej strony sceny politycznej, ale dopiero Ruch Momentum (węg. Momentum Mozagalom) rzeczywiście postanowił wyjść z inicjatywą poza telewizyjne studia, w których przesiadują politycy Węgierskiej Partii Socjalistycznej (Magyar Szocialista Párt, MSZP) czy Koalicji Demokratycznej (Demokratikus Koalíció, DK). Zarejestrowane w 2015 roku stowarzyszenie nie tylko nie było wiodącą dotąd pozarządową organizacją skupiającą przeciwników rządów centroprawicy, ale ogółem nie było powszechnie znane nawet wśród najbardziej aktywnych oponentów Fideszu. Inicjatywa referendum w sprawie organizacji Igrzysk Olimpijskich była więc z pewnością najlepszą decyzją władz Momentum w dość krótkiej historii organizacji.

Na początku stycznia ruchowi udało się ostatecznie zarejestrować zbiórkę podpisów u budapesztańskiego komisarza wyborczego, a oficjalna inauguracja kampanii odbyła się 19 stycznia. Już pierwszego dnia działacze Momentum zebrali na ulicach węgierskiej stolicy ponad 10 tysięcy podpisów i ostatecznie udało im się uzyskać ich ponad 266 tysięcy przy wymaganej liczbie co najmniej 138 tysięcy (czyli 10 procent obywateli Budapesztu posiadających prawa wyborcze). Do samego głosowania ostatecznie w ogóle nie dojdzie, ponieważ rząd w porozumieniu z działaczami sportowymi wycofał 23 lutego kandydaturę stolicy, aby jak stwierdził Orbán „oszczędzić Węgrom wstydu i upokorzenia”. Węgierski premier był zresztą wyraźnie zdenerwowany swoją porażką, ponieważ dzień po ogłoszeniu tej informacji ostro krytykował w publicznym radiu działania Momentum. Zdaniem lidera Fideszu ruch w imię własnych politycznych ambicji „zamordował marzenia”, choć przyznał on jednocześnie, iż w tak ważnej kwestii potrzebna jest narodowa jedność.

Ponad ideologią, choć po lewej stronie

Zarejestrowanie Momentum jako partii politycznej spowodowało jeszcze większe zainteresowanie ruchem, choć w przypadku prorządowych mediów można było się spodziewać, iż będą one nastawione na szybkie zdezawuowanie nowego potencjalnego przeciwnika Fideszu. Dość szybko zestawiono więc Momentum z polityką wspierania lewicowo-liberalnej węgierskiej opozycji przez fundacje związane z George’m Sorosem, do czego potrzebna jednak była dość skomplikowana propagandowa konstrukcja. Zwracano bowiem uwagę, iż Momentum może liczyć na wsparcie medialne ze strony kilku popularnych portali internetowych współfinansowanych przez Sorosa, stąd również i nowe ugrupowanie znajduje się pod jego wpływem, a dodatkowo tworzą je „potomkowie metropolitarnej liberalnej elity”. Dużo bardziej przekonujący jest zresztą ten ostatni argument, bo wśród liderów Momentum rzeczywiście znajdują się dzieci kilku znanych polityków i artystów związanych z pogrążającą się w finansowych problemach partią socjalistyczną.

Sami przywódcy nowej partii twierdzą natomiast, że XXI wiek jest czasem upadku tradycyjnych ideologii politycznych, dlatego też odrzucają podział na prawicę i lewicę. Przewodniczący Momentum András Fekete-Győr podczas inauguracyjnego zjazdu ugrupowania stwierdził, że „na prawicy nie ma solidarności, a na lewicy pozytywnej wizji narodu”, co nie oznacza jednak, że ruch wyrosły na sprzeciwie wobec organizacji Igrzysk Olimpijskich jest wolny od ideologicznych naleciałości. Z wypowiedzi liderów Momentum wynika, że popierają oni obecne liberalne prawodawstwo w kwestii aborcji i związków partnerskich, opowiadają się za przyjęciem uchodźców z Bliskiego Wschodu, zalegalizowaniem miękkich narkotyków czy bardziej tolerancyjnym systemem edukacyjnym. Na swojej internetowej Momentum zapowiada jednak skupienie się przede wszystkim na kwestiach zreformowania usług publicznych z zakresu służby zdrowia, edukacji oraz transportu. Jak na razie partia nie posiada zwartego programu politycznego.

Kolejna wydmuszka?

Momentum nie jest pierwszym węgierskim ruchem, który stara się budować swoje poparcie na sprzeciwie Węgrów wobec działań rządu Orbána, ale jak dotąd nikomu nie udało się zbudować trwałej formacji politycznej. Nie zaistniały one bowiem ani po dużych protestach w obronie wolności prasy i ustawy zasadniczej w pierwszych dwóch latach rządów Fideszu, ani nawet po masowych demonstracjach sprzeciwiających się dodatkowemu podatkowi z tytułu używania sieci internetowej. Dodatkowo lewicowo-liberalna opozycja, jeśli zliczyć poparcie dla wszystkich reprezentujących ją partii, cieszy się popularnością najwyżej jednej czwartej osób deklarujących swój udział w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. To oznacza, że w ciągu trzech lat drugiej kadencji Orbána (ocenianej dużo gorzej niż pierwszy okres rządów w latach 2010-2014) nie poszerzyła ona grona swoich zwolenników, zamykając się po prostu w środowisku swoich najbardziej oddanych wyborców.

Momentum może więc nie osiągnąć sukcesu, chociaż z drugiej różni się znacząco od pozostałych ugrupowań chcących do tej pory zmienić węgierską scenę polityczną – w porównaniu do wspomnianego DK byłego premiera Ferenca Gyurcsány’ego czy ugrupowania Razem (Együtt) nie zamierza bowiem jednoczyć (poprzez podział) wszystkich grup lewicowo-liberalnych. Symptomatyczne jednak, że największą partią opozycyjną pozostaje narodowo-radykalny Jobbik, natomiast największy wzrost poparcia po lewej stronie odnotowała parodystyczna Węgierska Partia Psa o Dwóch Ogonach.

Maurycy Mietelski