Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Anita Uchańska: Ciąg dalszy przyjaźni niemiecko-włoskiej

05 lipiec 2006
A A A
“Jedziemy do Berlina!”, “Włochom mówimy *do widzenia*” Niemcy zostaną mistrzem świata w piłce nożnej!” - tego typu hasła krążyły w ciągu ostatnich tygodni w całych Niemczech. Bo to właśnie Niemcy są gospodarzem mistrzostw świata w 2006 roku. Nie da się tego nie zauważyć – flagi powiewają z niemal każdego okna, większość samochodów udekorowano akcesoriami w narodowych barwach, kolory te królują także w mundialowej modzie. Kibice wykazują sie ogromną pomysłowością w tworzeniu gadżetów związanych z piłką nożną, ci mniej kreatywni korzystają z pełnego asortymentu maskotek, peruk, gwizdków, kapeluszy.... Różne bywają tylko kolory, w zależności od kraju pochodzenia ulubionej drużyny. Cały kraj świętuje – zarówno tubylcy, jak i tłumy piłkarskich turystów. Nieważne właściwie, kto akurat gra, ważne natomiast, że w ogóle mecz się odbywa. Emocje sięgają zenitu, gdy na boisku pojawia się własna drużyna. Jeśli wygra, piłkarze zyskają niemal status bohaterów narodowych. Ale nawet w wypadku przegranej po krótkiej chwili smutku i zadumy, świętowanie nie ma końca. Piłka nożna króluje w Niemczech. Faktycznie – Niemcy prawie nie zauważają, że istnieje jeszcze coś innego poza futbolem. Nie liczy się dziś reforma opieki zdrowotnej, rozmowy Wielkiej Koalicji dotyczące budżetu czy podwyżki podatków. Te problemy co prawda nie zniknęły, ale zostały odsunięte na dalszy plan. Wszyscy żyją mundialem, politycy kibicują zamiast zajmować się sprawami wagi państwowej. Doszło nawet do tego, że posiedzenie parlamentu, które miało odbywać się podczas meczu z udziałem Niemiec, zostało skrócone oraz przesunięte na inny termin. Koalicja i opozycja trzymają kciuki za piłkarzy, typują zwycięzcę, pozostawiając ważne decyzje na boku.

Podobnie starają się robić pozostali pracujący Niemcy. Mistrzostwa świata zmieniły codzienność zwykłych zjadaczy chleba – mecze wyznaczają rozkład dnia, powodują przesunięcie zmian w pracy, wolne w środku dnia, zamknięcie zakładów, sklepów i fabryk. Wszyscy zbierają się przed telewizorem w domu, w kawiarni czy w pubie, przed ekranem w parku czy na stadionie – gdziekolwiek, gdzie nie stracą ani jednej cennej minuty.

Jak do tej pory wszystko szło jak po sznurku – tak jak to sobie wymarzył trener Jürgen Klinsmann. Niemcy pokonali Kostarykę, Polskę, Ekwador, Szwecję, zremisowali z Argentyną w ćwierćfinale i wydawało się, że droga do Berlina, na finał, stoi przed nimi otworem. A jednak nie!

Wszystkiemu winni są Włosi. Wczorajszy mecz okazał sie całkowitą porażką dla Niemców – stracili dwie bramki w dogrywce, jedną po drugiej. A nadzieje były wielkie – przed meczem niemieckie media prześcigały się w spekulacjach, czy i z jakim wynikiem ich drużyna wygra. Włosi mieli wrócić do domu, Niemcy natomiast juz szykowali się na podbój stolicy. W telewizji i w prasie pojawiły się wzmianki na temat poprzednich spotkań obu reprezentacji. Mimo że wypadały one dla RFN negatywnie, to znaczy jeszcze ani razu nie zdołali pokonać piłkarzy pochodzących ze słonecznej Italii, komentatorom udało się wyciągnąć pozytywne dla rodaków wnioski. No bo przecież mecz odbywał sie w Dortmund – na tym stadionie Niemcy byli niepokonani (do wczoraj). Tamtejsi kibice, zarówno mieszkańcy miasta, jak i przyjezdni, nie mieli żadnych wątpliwości – mistrzem świata mogli zostać tylko podopieczni Klinsmanna.

Cały dzień przebiegał pod znakiem wieczornego meczu – w każdych wiadomościach przedstawiano doniesienia z boiska, z hotelu, w którym odpoczywali piłkarze przed tak ważnym spotkaniem. Relacjonowano przygotowania, ale głównie ze strony niemieckiej. Skupiano się na przekonywaniu, dlaczego tym razem to Niemcy opuszczą boisko z tarczą.

Podczas gdy o włoskiej reprezentacji jako takiej praktycznie nie napomknięto, dużo mówiło się o Włochach, szczególnie tych, którzy mieszkają i pracują w RFN. Bo nie należy zapominać, że Niemcy są prawdziwymi miłośnikami włoskiej kuchni, pizza i makaron w każdej postaci to dla nich codzienność. Wielu z nich miało nawet zamiar oglądać zmagania obu drużyn w zaprzyjaźnionej włoskiej knajpce, które tutaj funkcjonują z powodzeniem niemal na każdym rogu. Włochów jest więc dużo i, mimo że nierzadko ojczyznę odwiedzają raz do roku i mówią płynnie po niemiecku, nadal czują się bardziej związani z krajem swojego pochodzenia niż z nową ojczyzną. Dlatego media prześcigały się w poradach, jak tu nie narażać się Włochom, bo, jak argumentowano, nawet po wysłaniu ich reprezentacji do domu trzeba będzie się gdzieś żywić. A taki obrażony Włoch, nazwany “jedynie dostarczycielem pizzy”, nie zawaha się przed straszliwą jedzeniową zemstą. Więc należało uważać.

Nie pomogła jednak obecność kanclerz Aangeli Merkel na trybunach – widocznie Romano Prodi ma większą siłę oddziaływania na własną drużynę... Politycy kibicowali jednak dzielnie, im także udzieliły się sportowe emocje, zwłaszcza gdy mecz już się skończył i o wszystkim miała zadecydować dogrywka. Dziś, gdy emocje te już nieco opadły i pozostawiły smutek i rozczarowani po jednej, euforię po drugiej stronie, mówi się na przykład, że to temperatura miała decydujące znaczenie. No bo Włosi przecież są całkowicie przyzwyczajeni do upałów.

Niemieccy piłkarze mocno przeżyli porażkę w ostatnich minutach rozgrywki – polały się nawet łzy. Ale nic już nie można zrobić – teraz czeka ich tylko mecz o trzecie miejsce. Przed trenerem stoi obecnie trudne zadanie – musi odbudować ich wiarę w siebie, z powrotem umieścić ich na piedestałach, z których tak brutalnie zostali wczoraj strąceni przez Włochów.

No właśnie – a co z Włochami? O otwartych przejawach przyjaźni, przynajmniej w najbliższych dniach, dopóki rany się nie zagoją, nie ma mowy. Ale jako gospodarz mundialu Niemcy nie mogą zawieść – w końcu hasło mistrzostw mówi o gościnie u przyjaciół.

Dlatego Niemcy zakładają, że podobna atmosfera nieustającego święta zostanie utrzymana. Mimo że marzenia legły w gruzach, nie można zaprzepaścić odniesionego już sukcesu turystycznego i marketingowego. Dlatego, jak zapewniają organizatorzy, Włosi, ale nie tylko oni, mogą czuć się w RFN bezpiecznie i jak goście, a nie jak intruzi. Niemcy chcą utrzymać ten sukces jeszcze przez długi czas, licząc na to, że wkrótce ludzie zapomną, że puchar nie pozostał w kraju, natomiast gospodarka będzie korzystać z efektów mundialu jeszcze przez długi czas.

Najbardziej zagorzali fani nie tracą nadziei – tak że nawet największy hit mistrzostw został zmieniony, aby ją podtrzymać: “54, 74, 90, 2010 – zostaniemy mistrzami świata!”.