Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Dominika Matys: Kupujmy mołdawskie wina!

Dominika Matys: Kupujmy mołdawskie wina!

30 wrzesień 2013
A A A
Wraz ze zbliżającym się szczytem Partnerstwa Wschodniego w Wilnie, Rosja zaostrza swoją politykę względem byłych republik radzieckich, chcących uwolnić się od jej wpływów. Ukraina i Mołdawia, jako najbardziej zaawansowane w tym procesie, stały się obiektem szczególnego nacisku ze strony dawnego protektora. Wojna handlowa nie jest tak widowiskowa jak konwencjonalna, tak więc nie odwróciła uwagi świata od Syrii. Tymczasem Rosja odnosząc zwycięstwo na Bliskim Wschodzie, ponosi porażkę u swych granic. Porażkę, która może okazać się dla niej o wiele bardziej dotkliwa w skutkach.
ImageZadziwiający jest pewnien dysonans w polityce zagranicznej Rosji. W kwestii broni chemicznej w Syrii wykazała się ona niezwykłą przebiegłością i sprytem. Putinowi udało się uniemożliwić zachodnią interwencję zbrojną w tym kraju, nie ponosząc żadnych kosztów, ba, zyskując opinię człowieka i państwa troszczącego się o przestrzeganie prawa międzynarodowego i o dobro całej ludzkości. Obama i razem z nim USA po raz kolejny ukazały się opinii międzynarodowej jako niekompetentne, porywcze i agresywnie walczące o swoje interesy na Bliskim Wschodzie, pod płaszczykiem ochrony cywilów. Inną kwestią jest samo popieranie przez Zachód syryjskiej opozycji. Każdy chociaż trochę zorientowany w temacie człowiek wie, że ogromną rolę odgrywali i odgrywają w niej islamiści. Oznacza to, że w Syrii miał szansę powtórzyć się scenariusz znany z Afganistanu. Zgodnie z zasadą, że wróg mojego wroga jest moim przyjacielem, USA uzanało za korzystne dla siebie wspieranie sił walczących z dyktaturą sprzyjającą Rosji, bez względu na to kim by one były. W perspektywie długoterminowej wynikiem takich działań byłby kolejny kraj rządzony przez religijnych fanatyków, którego jedynym celem byłoby zniszczenie Małego i Wielkiego Szatana (Izraela i USA).

Sytuacja odwraca się, gdy przenosimy się do Europy. Rosja ma w zwyczaju karać nieposłusznych sąsiadów przerwami w dostawach gazu, bądź embargiem na eksport niektórych ich produktów. Ostatnio ucierpiały na tym procederze ukraińskie słodycze i mołdawskie wina. Wojna handlowa przed listopadowym szczytem Partnerstwa Wschodniego ma za zadanie odwieść Ukrainę i Mołdawię od daleszego zbliżania się do Unii Europejskiej. Takie naciski zdołały przekonać tylko jedno państwo do zacieśnienia sojuszu z Rosją, a mianowicie Armenię, która jako mały kraj, na dodatek skłócony ze wszystkimi swoimi sąsiadami, po prostu nie miała innego wyjścia. Unia Europejska natychmiast zareagowała na te działania, szczególnie aktywne były tu Polska, Rumunia i Szwecja, czyli państwa najbardziej zainteresowane zbliżeniem się swoich wschodnich sąsiadów do Zachodu. Rumunia postanowiła zwiększyć import mołdawskich win, do czego zachęca wszystkie kraje UE. Celem tego przedsięwzięcia jest zlikwidowanie zagrożenia załamania się mołdawskiej gospodarki (wino jest jednym z jej głównych produktów eksportowych). Rogozin ostrzegł Mołdawię, że odcięcie się od Rosji spowoduje skompkikowanie się sprawy Naddniestrza oraz pogorszy sytuacje mołdawskich imigrantów w tym kraju. Štefan Füle, komisarz ds. rozszerzenia i polityki sąsiedztwa, wezwał Rosję do akceptacji suwerennych decyzji państw Partnerstwa Wschodniego oraz zadeklarował wspracie Unii Europejskiej dla uciskanych krajów. Stwierdził również, iż rozszerzenie się Unii na wschód nie jest wymierzone w Rosję, wręcz przeciwnie, ma na celu stworzenie wspólnej przestrzeni ekonomicznej od Lizbony do Władywostoku.

Radosław Sikorski powiedział ostatnio, że Polska najbardziej by skorzystała na europeizacji Rosji, a ostatnią rzeczą, jakiej chcemy, jest powrót zimnej wojny i sąsiadowanie z wrogą cywilizacją. Po zaoferowaniu Syrii oddania swojej broni chemicznej pod rosyjski nadzór, popularne były plotki o tym, że był to plan Sikorskiego. Czyżby nagłą finezyjność dyplomacji Rosji mogło tłumaczyć zaangażowanie się po jej stronie Unii Europejskiej w konflikcie syryjskim? Przypominam, że praktycznie żaden europejski kraj nie wspierał USA w tej sprawie, z wyjątkiem pustych deklaracji. Głośne oświadczenia wygłaszane przez wysoko postawionych unijnych urzędników na temat  włącznia Rosji w przyszłości do wspólnej przestrzeni ekonomicznej mogą świadczyć o jednym: celem UE jest wchłonięcie Rosji, w ten czy inny sposób, co pozwoliłoby nie tylko stoworzyć "przestrzeń pokoju i dobrobytu" w całej Europie, ale również macarstwa zdolnego do zajęcia pozycji, którą obecnie ma USA. Czyżby Europejczycy mieli dosyć swojego "wujka zza oceanu" oraz zimnowojennego podziału Europy? Czy Rosja kiedykolwiek byłaby w stanie zrezygnować ze swojej niezależności, nie będąc w stanie dłużej odpierać rozszerzania się Unii Europejskiej na wschód? Ostatnie działania Rosji względem swoich zachodnich sąsiadów świadczą o desperacji i braku pomysłu na utrzymanie jej wpływów w Europie. Tak więc kupujmy mołdawskie wina, a w przyszłości może będziemy mogli dojechać bez paszportu aż do Władywostoku.