Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Kacper Wańczyk: Niezwykle płodne półrocze

25 czerwiec 2006
A A A

Mijające pierwsze półrocze 2006 r. w polityce międzynarodowej bliskiego Polsce regionu – Wspólnoty Niepodległych Państw – obfitowało w niespotykaną ilość narodzin. Jakby znów ktoś rzucił w świat hasło, będące tytułem zbioru opowiadań Wiktora Jerofiejewa i Bajana Szyrianowa: „Czas rodzić”.                                                             
Narodziła się na przykład nowa organizacja międzynarodowa „O demokrację i rozwój gospodarczy – GUAM”, znana wcześniej jako GUAM, jeszcze przedtem jako GUUAM, a bardzo dawno jako GUAM. Zdaniem niektórych, w tym czasie narodziła się także nowa polityka USA wobec Rosji. Krzykiem nowonarodzonego dziecka miało być wystąpienie Dicka Cheney’a na szczycie Wspólnoty Demokratycznego Wyboru w Wilnie (też nowego dziecka, narodzonego w grudniu zeszłego roku). A 14 czerwca, w Suchumi narodziła się Wspólnota „O Demokrację i Prawa Narodów”, która zrzesza Naddniestrze, Abchazję i Osetię Południową.

                                                                             
Powstanie tej ostatniej wspólnoty śmiało uznać można za jedno z najważniejszych wydarzeń w historii prawa międzynarodowego. Oto organizmy, które teoretycznie stanowią część Gruzji (Abchazja i Osetia Południowa) oraz Mołdawii (Naddniestrze) – a więc nie posiadające tzw. „zdolności do działań w sferze międzynarodowej – zawierają sojusz i tworzą podwaliny pod przyszłą organizację międzynarodową.

Na pierwszy rzut oka poważnego polskiego obywatela, polityka czy dziennikarza nie powinno za bardzo interesować, co podpisują na spotkaniu w pięknym Suchumi Siergiej Bagapsz (Abchazja), Eduard Kokojty (Południowa Osetia) i Igor Smirnow (Naddniestrze). Wydaje się jednak, że to pozornie mało ważne dla polskiej polityki zagranicznej wydarzenie jest symptomem pewnych procesów zachodzących na obszarze dawnego ZSRR i stwarza nowe pole działania dla polskiej i unijnej dyplomacji.

Narzędzie polityki

Trudno nie zauważyć, że wszystkie trzy tzw. „parapaństwa” znajdują się w granicach dwóch państw należących do GUAM – Gruzji i Mołdawii. Zbieżność ta istnieje od dekady. Jednak po zwycięstwie tzw. „kolorowych rewolucji” w Gruzji i na Ukrainie oraz prozachodnim zwrocie w polityce zagranicznej prezydenta Mołdawii Władimira Woronina, nabrała ona nowego znaczenia.

Poparcie, jakiego udzielił Zachód „różowym” (czy „różanym”) i „pomarańczowym” politykom uznany został w Moskwie za ingerencję w sferę żywotnych interesów Rosji. Z podobnym niepokojem przyjęto wzrost zainteresowania UE i USA Wspólnotą Demokratycznego Wyboru oraz GUUAM/GUAM. Choć to ostatnie ugrupowanie przez większość rosyjskich polityków i dziennikarzy określane było jako „forum wirtualne” (zresztą trudno im nie przyznać racji), to jego popularność zrozumiano jako umocnienie się wpływów Zachodu (a przede wszystkim USA) na tym obszarze.

Z „demokratami” na Ukrainie, w Gruzji czy Mołdawii walczono na różne sposoby – używając gazu, wina, mięsa. Teraz sięgnięto po kolejny oręż, dawno w walce o wpływy na obszarze WNP nie używany – nieuznawane republiki.  Od pewnego czasu rosyjskie elity polityczne zaczęły łączyć sytuację „parapaństw” z sytuacją Kosowa. Taki status jaki otrzyma ten region miałby być zastosowany do Abchazji, Naddniestrza i Osetii Południowej. Przedstawiciele tych organizmów są oficjalnie przyjmowani w MSZ Federacji Rosyjskiej i, jak twierdzi „Kommersant”, przygotowywane są umowy o współpracy gospodarczej, które mają być podpisane na szczeblu międzyrządowym.

„Nasi” demokraci

Za kolejny krok uznać można powstanie Wspólnoty „O Demokrację i Prawa Narodów”. Sama nazwa ugrupowania brzmi wyzywająco – zdaje się mówić: „wbrew temu, co się myśli w Waszyngtonie, czy Brukseli, my też mamy swoich demokratów i oni wolą współpracować z nami”.
Nieprzypadkowo szczyt liderów trzech „parapaństw” miał miejsce tego samego dnia, co spotkanie prezydentów Putina i Saakaszwilego. Prezydent Rosji na konferencji prasowej po spotkaniu z prezydentem Gruzji podkreślił potrzebę rozwiązywania konfliktów terytorialnych, w zgodzie z żądaniem narodu, który dane terytorium zamieszkuje. Siergiej Bagapsz powołał się na tą wypowiedź i stwierdził, że „wszystkie trzy narody [tj. Abchazi, Naddniestrzanie i Południowoosetyńcy] zawsze żyły w przyjaźni z Rosją” i zamierzają dalej o tą przyjaźń dbać.

Deklaracja podpisana na szczycie w Suchumi podkreślała dużą rolę, jaką w stabilizacji sytuacji w regionach odegrała Rosja i jej siły pokojowe. Co więcej, Siergiej Bagapsz podkreślił, że nie ma „żadnej alternatywy dla obecności rosyjskich sił pokojowych” w tych trzech regionach. Abchazja, Naddniestrze i Osetia Południowa zamierzają jednak powołać wspólne siły pokojowe, na wypadek, gdyby Rosjan zmuszono do wycofania się z terytoriów spornych.

Oczywiście trudno podejrzewać, by Moskwa nagle postanowiła uznać państwowość Abchazji, Naddniestrza i Osetii Południowej. Zbyt dużo problemów stworzyłoby to dla rosyjskiej polityki zagranicznej. Wspólnota także nie stanie się nagle sprawnym i silnym organizmem. Jak stwierdził w rozmowie z RIA „Nowosti” politolog z Osetii Południowej, Stanisław Koczijew, szczyt w Suchumi należy raczej traktować jako „demonstrację jedności i solidarności trzech republik”.
Jednak suchumski szczyt jest wyraźnym sygnałem, wysłanym Gruzji i Mołdawii (a pośrednio i Ukrainie) oraz Zachodowi. Moskwa przypomina, że wciąż ma znaczące wpływy w tym regionie, a także różnorakie – nie tylko gospodarcze – narzędzia nacisku na kraje WNP. Przyszłość krajów regionu, zdaje się mówić Kreml, leży we współpracy z Rosją. Przecież – jak często mówią rosyjscy politycy – ani NATO ani UE nie zgodzą się na akces krajów, które mają nierozwiązane konflikty terytorialne. Innymi słowy – kraje GUAM stają się pograniczem walki o wpływy między Rosją, a Zachodem.

Realne political fiction

Wydaje mi się jednak, że istnieje pewna możliwość, by osłabić prorosyjski wymiar szczytu założycielskiego Wspólnoty „O Demokrację i Prawa Człowieka” i równocześnie wzmocnić pozycję Unii Europejskiej na obszarze WNP. Potrzebna jest do tego dobra wola i determinacja państw tworzących GUAM, a w szczególności Gruzji i Mołdawii, wsparte politycznie i finansowo przez Unię Europejską.

UE mogłaby zaproponować GUAM zawarcie umowy o współpracy z nowoutworzoną Wspólnotą. Umowa taka miałaby dwa cele: stworzenie stałego forum negocjacyjnego dla rozwiązania konfliktów abchaskiego, naddniestrzańskiego i południowoosetyńskiego oraz współdziałanie przy odbudowie zniszczonych wojną terenów. Środki finansowe dla tego ostatniego celu mogłaby dostarczyć Unia Europejska.

Kiszyniów i Tibilisi, w takiej sytuacji, nie musiałyby oficjalnie uznawać istnienia żadnego z trzech „parapaństw”. One zaś otrzymałyby pewną formę uznania i możliwości funkcjonowania w przestrzeni międzynarodowej. Powstałoby forum, na którym można by próbować rozwiązać spory terytorialne w regionie, bez udziału Rosji, próbującej wykorzystywać konflikty dla swoich celów. Wreszcie odbudowa zniszczonych wojną regionów prowadzona byłaby wspólnie – środki finansowe np. dla Abchazji nie płynęły by przez Tibilisi, które w oczywisty sposób może pewne działania blokować, ale bezpośrednio do tego regionu. Tym samym „parapaństwa” utraciłyby dwa zasadnicze powody współpracy z Moskwą – polityczne poparcie silnego sojusznika i jego „pośredniczącą” rolę i środki finansowe.

Jaka stąd korzyść dla UE? Po pierwsze wzmocniona zostanie jej pozycja na politycznej scenie międzynarodowej. Jeśli okaże się, że UE potrafi prowadzić tak dalekosiężną geograficznie i czasowo politykę zagraniczną, jej pozycja wzrośnie i może wreszcie stać się prawdziwym partnerem politycznym USA na scenie globalnej. Po drugie pomyślne ustabilizowanie regionu ułatwi realizację projektów tranzytu surowców energetycznych do krajów UE. Wreszcie pokój i stabilizacja tego obszaru pozwoli na prowadzenie stabilnej wymiany handlowej, czyli – mówiąc prościej – zarabianie pieniędzy.

Naturalnie, jako Polak, byłbym niesłychanie dumny, gdyby to Polska zainicjowała w Brukseli realizację takiego planu. Sojusznikiem Warszawy przy jego realizacji (prócz krajów Europy Środkowo-Wschodniej i państw nadbałtyckich), może być Berlin. Dwa tygodnie temu kanclerz Angela Merkel, w przemówieniu w Reichstagu, podkreśliła duże znaczenie regionu Kaukazu dla polityki europejskiej i zapowiedziała zainicjowanie przez Niemcy działań, mających na celu zainteresowanie Brukseli tym regionem.

Plan ten, oczywiście, uznać swobodnie można za political fiction. Zbyt w nim dużo niewiadomych, zbyt dużo zależy od dobrej woli i koordynacji różnych wydarzeń. Wydaje mi się, że coś z tego mogłoby się urodzić. Tak pięknie rozpoczęty czas porodów nie może się nagle skończyć.