Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Kamil Frymark: Rezygnacja prezydenta

Kamil Frymark: Rezygnacja prezydenta

01 czerwiec 2010
A A A
Złożenie mandatu przez niemieckiego prezydenta było niespodziewane i wywołało ogólnopolityczne poruszenie w Berlinie. Powód ustąpienia Horsta Köhlera wydaje się błahy, jednak analizując sytuację dokładniej można dostrzec racjonalność tej decyzji.
Rezygnacja na początku drugiego roku swojej drugiej kadencji jest porażką. Dotyczy to zarówno samego prezydenta, jak i kanclerz Angeli Merkel oraz całej niemieckiej klasy politycznej. Należy podkreślić, iż wypowiedź udzielona niemieckiemu radiu była niefortunna, szczególnie na tle wizyty w Afganistanie. Köhler powiedział dziennikarzom, że w razie konieczności należy rozważyć zastosowanie środków militarnych do zagwarantowania bezpieczeństwa dla niemieckiego eksportu. Skojarzenie było banalne. Żołnierze Bundeswehry w Afganistanie walczą o niemiecką gospodarkę. Szczególnie ostro wykorzystało to internetowe wydanie tygodnika Der Spiegel budując wokół tej wypowiedzi krytykę Köhlera. Również w ostatnim numerze papierowej wersji tygodnika ukazał się tekst oskarżający prezydenta o mówienie o „wojnach gospodarczych” podkreślający jednocześnie ogólną słabość Köhlera po odejściu dotychczasowego rzecznika prasowego. Jego następca w pałacu prezydenckim miał pojawić się dziś.

Ogłoszona wczoraj decyzja niemieckiego prezydenta jest zaskakująca. Köhler jako szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego zdobył doświadczenie w obronie swoich tez przed krytykującymi go mediami. Był również przez ostatnią kadencję od czasu do czasu krytykowany i potrafił wyjść z tych opresji bez szwanku. W związku z tym należy przypuszczać, iż podany powód rezygnacji o „nieuprawnionych atakach na głowę państwa” jest tylko jedną stroną medalu. Z drugiej strony stwierdzenie niemieckiej głowy państwa, że można prowadzić wojny w imię obrony gospodarczych interesów musiało spotkać się z powszechną krytyką i zrozumiałą opozycją. Tę wypowiedź należy rozpatrywać w kontekście niemieckiej debaty wokół Afganistanu i zagadnienia „Czy Niemcy mają prawo prowadzić wojnę” cytując Spiegla. Być może stwierdzenie, że Niemcy jako drugi po Chinach największy eksporter na świecie, mogą użyć środków militarnych dla obrony swoich gospodarczych interesów szczególnie wobec piratów jest prawdziwe, lecz w niemieckiej opinii publicznej nie do zaakceptowania. Prowadzenie jakiejkolwiek wojny przez Berlin jest z historycznych powodów trudne do wyobrażenia. Natomiast usprawiedliwianie jej „tylko” względami ekonomicznymi nie do zaakceptowania.

Ustąpienie Köhlera jest dużym problemem dla Merkel. Przede wszystkim to kolejna sytuacja kryzysowa dotykająca kanclerz w ostatnich kilku miesiącach. Obok Afganistanu, kryzysu finansowego, wyborów w Nadrenii Północnej-Westfalii i zeszłotygodniowej rezygnacji ważnej postaci w CDU, Rolanda Kocha, teraz przyszła kolej na Pałac Bellevue. Problem dla Merkel to tym większy, iż Köhler został przeforsowany w Zgromadzeniu Parlamentarnym wybierającym głowę państwa w RFN, właśnie przez kanclerz oraz obecnego wicekanclerza i szefa liberałów Guido Westerwelle. Dodatkowo Merkel w ostatnim tygodniu nie zrobiła nic by bronić publicznie swojego prezydenta. Dopiero we wczorajszej rozmowie telefonicznej przed publicznym ogłoszeniem decyzji kanclerz próbowała przekonać Köhlera do zmiany decyzji. Jak się okazało, bezskutecznie.

Obecne wydarzenia są też próbą dla całej niemieckiej klasy politycznej. W okresie trzydziestu dni muszą odbyć się nowe wybory. Zgromadzenie Parlamentarne liczące 1244 osób wybierze jednego z zaproponowanych kandydatów. W tym gremium absolutną przewagę ma CDU/CSU i FDP czyli obecna koalicją rządząca. Jednak sprawdzianem jakości niemieckiego życia politycznego będzie wyznaczenie kandydatów. W tej chwili spekuluje się o kilku nazwiskach. Mówi się o Peer Steinbrücku, Margot Käßmann, Ursuli von der Leyen, Christianie Wulffie, Edmundzie Stoiberze. Nie wiadomo jak zachowa się Gesine Schwan, która startowała w ubiegłorocznych wyborach i nieznaczną liczbą głosów przegrała z Köhlerem. Dowiemy się tego w najbliższych dniach.

Na podsumowanie prezydentury Köhlera przyjdzie jeszcze czas. Warto jednak zaznaczyć, iż był głową państwa lubianą przez całe niemieckie społeczeństwo. Z jego słowami liczył się niemiecki establishment a rady uważnie słuchała Merkel. Często w wypowiedziach o politykach mówił „oni” stawiając się jakby z boku bieżącego życia politycznego czym budował swój prestiż i zaufanie do siebie.

W historii RFN Köhler zapisze się jako pierwszy prezydent ustępujący ze stanowiska z „natychmiastowym skutkiem”. W czerwcu 1969 r. Heinrich Lübke, ówczesny prezydent federalny, również ustąpił z urzędu. Jednak ogłosił to kilka miesięcy wcześni, a decyzja była podyktowana względami zdrowotnymi.