Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Maciej Pietruszewski: Juszczenko - projekt beznadziejny

24 maj 2009
A A A

Oblicze Wiktora Juszczenki w 2004 roku podczas protestów na Majdanie nie wieszczyło, że już wkrótce celem tych samych, bezgranicznie popierających go osób, będzie jak najszybsze pozbawienie go wszelkiej władzy.

Stojący przed nim zwykli Kijowianie wierzyli w swojego lidera, ale w zaskakująco szybkim tempie przestali. Szeregi popierających go wszelkiej masy elit się wykruszyły, ale temu akurat trudno się dziwić…  kto by nadal popierał skazany na porażkę projekt, który obecnie utożsamia ukraiński prezydent? Wiktor Juszczenko miał swój czas i swoją chwilę i wówczas w pełni ją wykorzystał. Podczas pomarańczowej rewolucji zdołał porwać tłumy i utożsamić się z symbolem lepszego jutra, intensywnych zmian i powszechnego szczęścia na wyciągnięcie ręki. „Trzeba tylko chcieć” – zdawał się mówić, a Ukraińcy wówczas uwierzyli i chcieli coś zrobić. Fala społecznego entuzjazmu i uwielbienia wyniosła go aż na sam szczyt państwowej władzy, dalej zajść już nie mógł.

Upadła gwiazda

Jest rok 2009 – przez Ukrainę przetacza się kolejny kryzys polityczny (albo i permanentnie trwa ciągle ten sam), uwidaczniają się następstwa kryzysu finansowego, nastroje ludności się radykalizują… to dobry czas na rewolucje u sterów władzy. Ukraińcy jednak już nie tak chętnie wychodzą na ulice – ostatnie próby organizacji masowych protestów przez Wiktora Janukowycza wydawały się sztuczne i bez tego „czegoś” co było w 2004 roku. Ukraińcy stali się beznamiętni, zamknięci w sobie, pozbawieni jakiejkolwiek wiedzy co się dzieje w ich kraju – nie żeby ta wiedza nie była osiągalna, ale oni po prostu przestali chcieć słuchać i działać. Z zazdrością mówią mi: „u was w Polsce to jest dobrze”. Być może właśnie tak zaczyna się powolna śmierć młodego społeczeństwa obywatelskiego. Nie jest to jednak wina tylko i wyłącznie Wiktora Juszczenki, ale jego postać często wychodzi na pierwszy plan tych procesów. Pojawia się pytanie, jak osoba która porwała masy, mogła w ciągu 5 lat stracić wszystko? Obecnie odnosi się wrażenie, że Ukraińcy chcą zapomnieć o Juszczence, przyjdzie może niedługo czekać chwili jak poparcie dla niego zrówna się z błędem statystycznym. Być może to właśnie podświadomy cel społeczeństwa – wymazać z pamięci tą „błędną inwestycję”?

Romantyczny bohater

Niezbyt trafne to porównanie, bo czasy się zmieniają i okoliczności są inne, ale pisząc o prezydencie Juszczence pomyślałem o Lechu Wałęsie – człowieku, którego zasługi dla Polski tylko głupiec mógłby kwestionować. Niemniej jednak, wielu Polaków – w tym i ja – z chęcią by powiedziało: „Lechu, daj już spokój z polityką – pozostań symbolem!”. I tu, wracając do zasadniczego wątku, pojawia się pytanie: czy Wiktor Juszczenko nadal jest symbolem pomarańczowej – pełnej nadziei – Ukrainy? Może już jest tylko obliczem straconych nadziei?  Dla Polaków, pozostaje ciągle postacią pozytywną, ale trudno się temu dziwić. Polacy mają znikomą wiedzę na temat Ukrainy, a często wiedzą o niej tylko tyle co się opatrzyło w doniesieniach medialnych z 2004 roku. Wówczas, Wiktor Juszczenko prezentował się niczym bohater romantyczny – wizjoner i mąż stanu. Mass-media bombardowały nas jego wizerunkiem i zostało to wręcz wypalone w naszej świadomości. W rzeczywistości o Ukrainie wiemy ciągle bardzo mało, żeby nie powiedzieć nic. Przeprowadzona przeze mnie ankieta wśród studentów poznańskich uczelni wyższych popiera ten wniosek. Na pytanie o najbardziej znane postacie Ukrainy, 76 proc. badanych wskazało Wiktora Juszczenkę, natomiast – dla przykładu – Leonida Kuczmę, tylko 13 procent. Logicznym, dla ankietowanych, wydawało się też, że skoro kojarzą Juszczenkę, to jego partia powinna wygrać ostatnie wybory parlamentarne (1 październik 2007 r.). Na pytanie która partia cieszyła się wówczas największym poparciem, tylko 30 procent studentów wskazało Partię Regionów. Obraz rozpaczy dopełnia fakt, że mniej niż połowa badanych wiedziała, jak duża terytorialnie jest Ukraina i nie określiła jej mianem „średniego państwa europejskiego”. Zatem, nie dziwnym jest odczuwalny – legendarny – sentyment Polaków do Wiktora Juszczenki, ale niestety nie wypływa to z jego zasług, lecz z informacyjnej propagandy i nierzetelności wielu polskich mediów, które często pomijają w doniesieniach podstawowe fakty zza wschodniej granicy.

Kończ Waść – wstydu oszczędź

Niemniej jednak Ukraińcy nie zgodzą się z Polakami, dla nich to już zupełnie nie ten człowiek co kiedyś. Czują się oni przez niego oszukani i traktują jak źle ulokowany kapitał. Podczas państwowych rocznic, w których bierze udział prezydent Juszczenko, coraz częściej słychać gwizdy i złośliwe komentarze padające z tłumu. Jakimś sposobem już nikogo one nie dziwą. Wśród Ukraińców pojawia się gorycz, gdy temat schodzi na bieżącą politykę. Nie wierząc już w dobrą wolę prezydenta, prowadzoną przez niego politykę tłumaczą tylko i wyłącznie w kategoriach zaspakajania osobistego interesu – „chce władzy”, „chce immunitetu”, „ma coś na sumieniu” – coraz częściej się słyszy na kijowskiej ulicy. Podczas luźnych rozmów z prezydenta – symbolu? – można pożartować, a historia mówi: niech ludzie boją się władzy, byle żeby się z niej nie śmiali. Juszczenko zawiódł na całej linii, ale czy sam zdaje sobie z tego sprawę?

„Nie dziełem, a słowem”

„Nie dziełem, a słowem” – tak podsumowała jedna z ukraińskich gazet ostatni okres prezydentury Juszczenki. 31 marca prezydent wystąpił w ukraińskim parlamencie z corocznym przemówieniem. Nakreślił w nim szereg sukcesów swojej prezydentury, radził też jak jego zdaniem Ukraina powinna sobie radzić z kryzysem. Juszczenko chwalił się szybkim rozwojem Ukrainy, przyciągnięciem 27 milionów bezpośrednich inwestycji zagranicznych, wstąpieniem do WTO i wspólnym z europejskimi partnerami planem modernizacji ukraińskiej sieci gazowej. Fakty jednak nie przemawiają na korzyść prezydenta, gdy porówna się tezy jego mowy z tym co obiecał przed Najwyższą Radą w 2006 roku. A obiecywał wtedy:
·    reformę sądów i innych prawnych organów: społeczną kontrolę kandydatów na stanowiska sędziów – NIE WYKONANO;
·    walkę z korupcją i reformę systemu państwowych organów: uwspółcześnienie systemu deklarowania dochodów; kontrolę wydatków urzędników – NIE WYKONANO;
·    zwiększenie efektywności energetycznej gospodarki: zmniejszenie energochłonności i dywersyfikacja dostaw surowców energetycznych – NIE WYKONANO;
·    rozwój wysokich technologii: projekt „Ukraińska krzemowa dolina”; stworzenie technologicznych centów w pięciu regionach – NIE WYKONANO;
·    zmiany w edukacji: granty dla młodych uczonych; pomoc dla utalentowanych i biednych dzieci – NIE WYKONANO;
·    odnowę wsi: stworzenie rejestru gruntów i nieruchomości i państwowych ksiąg wieczystych; preferencyjne kredyty dla budownictwa mieszkaniowego we wsiach; finansowe wsparcie młodych specjalistów – NIE WYKONANO;
·    zmiany w ochronie zdrowia: współczesną profilaktykę; przejście na system lekarzy rodzinnych; zmniejszenie zachorowań na HIV, gruźlicę i choroby onkologiczne – NIE WYKONANO.
Ukraińcy tak podsumowali dwa ostatnie lata prezydentury Juszczenki. Obiektywne jednak można stwierdzić, że są oni źle do niego nastawieni i nie dostrzegają pewnych postępów. Przecież prawie każdy rząd – niestety – dużo obiecuje (nawet czasami „cud”), a mniej robi i szuka wymówek. Ukraińcy zastanawiają się jednak czy się śmiać czy płakać, gdy zamiast przejść do konkretnych rozwiązań, ukraińska wierchuszka dyskutuje na sprawy idiotyczne. Anegdotą stał się już fakt, że administracja prezydenta Juszczenki zwróciła się z oficjalnym pismem do premier Tymoszenko, o zwrot prezydenckiego… długopisu, która ta miała przypadkowo zawłaszczyć przy podpisywaniu jednego z dokumentów bodajże w Brukseli. W takich chwilach można nawet powiedzieć, że polski konflikt prezydent-premier o samolot był poważną i merytorycznie zasadną różnicą zdań!

Juszczenko – projekt beznadziejny

Dlaczego Wiktor Juszczenko jest projektem beznadziejnym? Kampania wyborcza na Ukrainie odbywa się głównie dzięki darczyńcom – bogatym przemysłowcom, oligarchom czy innym rzadziej lub częściej publicznie pokazującym się osobistościom. Właśnie te osoby nie dość, że finansują kampanię wyborczą, to jeszcze na bieżąco uzupełniają kasę partii politycznych. Czy Wiktorowi Juszczence ktoś da pieniądze, gdy ten polityk może liczyć teraz na około 4 procentowe poparcie? Czy darczyńca – mający zawsze swój interes w tym kogo finansuje – wyrzuci pieniądze na inwestycję bez przyszłości? Jest to bardzo wątpliwe! Jaka zatem będzie przyszłość Juszczenki? Ostatnio oświadczył, że będzie startował zarówno w wyborach prezydenckich, jak i jednocześnie parlamentarnych. Na przeszkodzie stoją zapisy prawa wyborczego, ale ukraińska konstytucja milczy na ten temat – będzie chciał, to tak zrobi! Czy jednak postać symbol-pomarańczowej rewolucji może tak nagle zasiąść w parlamentarnych ławach jako zwykły deputowany? Czytelniku, spróbuj sobie wyobrazić Aleksandra Kwaśniewskiego (który nie był symbolem!) jako zwykłego parlamentarzystę, który zasiada na równi z Renatą Begier, Januszem Palikotem czy Jackiem Kurskim, o innych nieznanych powszechnie deputowanych nie wspominając. Ja nie potrafię – on tam jakoś nie pasuje. Czy Juszczenko będzie pasował, bo na prezydenturę nie ma już praktycznie szans? Z zainteresowaniem będę śledził dalsze losy prezydenta Juszczenki…

Happy end?

Na Ukrainie wszystko jest możliwe. Dzisiaj napisane słowa mogą okazać się już za parę dni zupełnym bełkotem. Stwierdziłem tak, gdy pewnego dnia napotkałem dwa partyjne namioty na środku jednego z wielu małych placów Kijowa, w których partie polityczne rozdają przechodniom swoje ulotki. Namioty te były połączone – z jednej strony Partia Svoboda, z drugiej Komunistyczna Partia Ukrainy. Ta pierwsza to współcześni ukraińscy patrioci (żeby nie powiedzieć nacjonaliści), drudzy zaś trzymają się ciągle teorii rodem z międzynarodówki. Skoro na kilku metrach kwadratowych mogą bez konfliktu działać nacjonaliści i komuniści, to czy na Ukrainie może coś jeszcze zaskoczyć?

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.