Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Maciej Pietruszewski: Umowa dwóch Wiktorów

05 grudzień 2009
A A A
Wiktor Janukowycz na stanowisku prezydenta, a jednocześnie Wiktor Juszczenko piastujący funkcję premiera. Ta trudna do wyobrażenia sytuacja według ukraińskich mediów już zaistniała w „dżentelmeńskiej” umowie dwóch Wiktorów.

Romantyczni bohaterzy żyją tylko na kartkach książek, a w polityce nic nie jest pewne i niezmienne. Nie powinny zatem zaskakiwać doniesienia ukraińskiej prasy, że Wiktor Juszczenko w kuluarach „dogadał się” z Wiktorem Janukowyczem, by wspólnie zwalczać Julię Tymoszenko. Pytaniem zasadniczym jest jednak co pozostało z ideałów „pomarańczowej rewolucji”, gdy dwóch głównych jej oponentów zawiera tajne porozumienie, które zakłada Janukowycza na stanowisku prezydenta, a Juszczenkę w roli premiera?

ImageZałożenia umowy są banalnie proste i – trzeba przyznać – że gdyby nie wyszły na jaw, mogliby na tym skorzystać zarówno Juszczenko, jak i Janukowycz. Prezydent miał zaangażować całą podległą sobie administrację publiczną w krytykę Tymoszenko, przy tym jednocześnie rzucić kilka ciepłych słów w kierunku lidera Partii Regionów. Na Ukrainie gubernatorów miast mianuje prezydent, w związku z czym po 5 latach „panowania” Juszczenko, na tych stanowiskach zasiadają jego zwolennicy. Są oni zatem dyspozycyjni i w każdej chwili na skinienie prezydenta mogą rozwinąć potężną lokalną machinę propagandową. Sam Juszczenko chyba na dobre zdał sobie sprawę, że jego szanse na reelekcję są na poziomie błędu statystycznego, jednak myśl o wycofaniu na polityczny margines nie daje mu już od dłuższego czasu spać.

W grudniu 2004 r. podczas pamiętnej „pomarańczowej rewolucji” nikt nawet nie pomyślał o takich losach jej głównych bohaterów. Miesiąc miodowy obozu pomarańczowych skończył się tłuczeniem politycznych talerzy i wywlekaniem brudów na światło dzienne. „Niebieski” Wiktor Janukowycz wyciągnął najwięcej z tamtej porażki – początkowo w politycznym cieniu dopracował swoją strategię, dorósł politycznie, a i nawet doszkolił się w języku ukraińskim (wcześniej media zarzucały mu popełnianie błędów w wypowiedziach, sam Janukowycz pochodzi z regionu rosyjskojęzycznego). Historia zatoczyła koło szybciej niż ktokolwiek by przypuszczał, a różnego rodzaju politycy i eksperci wskazując na niespotykany fakt konsolidacji Ukraińców na Majdanie zimą 2004 r., nie dostrzegli zarzewia przyszłych konfliktów w rozwarstwieniu i różnorodności „obozu pomarańczowych”.

Wiktor Juszczenko w 2004 r. gdy był jednym z kandydatów na stanowisko prezydenta ostro krytykował fakt wykorzystywania lokalnej administracji w przedwyborczej kampanii przez prezydenta Leonida Kuczmę. Zmienił jednak zdanie, gdy poczuł że grunt wali się spod jego nóg, a polityczna emerytura zagląda głęboko w oczy. Stanowisko premiera to maksimum o jakie może się ubiegać i jest tym bardziej ono osiągalne gdy sprytnie rozegra kartą antagonizmu między Janukowyczem a Tymoszenko. Te same media, które doniosły o spisku, poinformowały, że z analogiczną propozycją Juszczenko najpierw zwrócił się do „Lady Ju”, która stanowczo mu odmówiła. Wiktor Janukowycz podobno przystał na propozycję. Pytaniem pozostaje jednak czy nowowybrany prezydent Janukowycz, gdy poczuje władze w swoich rękach, nie zapomni o złożonej obietnicy. Pamiętajmy, że premier na Ukrainie ma potężną władzę w swoich rękach, a historia współpracy Janukowycza z Juszczenką nie należy do harmonijnych.

Sprawą zrozumiałą jest, że doniesienie o „dżentelmeńskiej umowie” dwóch Wiktorów do prasy przedostało się drogą anonimowych informatorów. Ile w nim prawdy nie wiemy, choć może ono bardzo zamieszać na i tak już bardzo zdestabilizowanej ukraińskiej scenie politycznej. Z jednej strony jest prawdopodobne, że czynnikiem inicjującym przeciek było otoczenie samej Julii Tymoszenko, która skorzysta na ujawnieniu tego – być może wymyślonego – faktu najbardziej. Z drugiej strony jednak, w fakt krystalicznej uczciwości prezydenta Juszczenki przestali w pełni wierzyć nawet jego najzagorzalsi zwolennicy. Czy zatem odchodzący prezydent szukał sobie ciepłego stanowiska na dalszą polityczną karierę?

Odpowiedzi na pytanie czy rzeczywiście dwóch Wiktorów chciało się dogadać, najprawdopodobniej nie poznamy nigdy. Sprawa albo umrze śmiercią naturalną, albo będzie jak echo powracała przez całą kampanię przedwyborczą. Skutkiem „przecieku” jest z całą pewnością śmierć tej koncepcji, gdyż spełnienie warunków umowy byłoby potwierdzeniem prowadzenia zakulisowych rozmów, a na to nie pozwoli sobie żaden z trzeźwo myślących polityków. Julia Tymoszenko skorzystała na pogłosce, nawet jeżeli sama dowiedziała się o niej z prasy. Nawet jeżeli była nieprawdziwa, rzuciła cień podejrzeń na jej głównych politycznych przeciwników, co najprawdopodobniej odbije się w sondażach poparcia. Jeżeli jednak była prawdziwa – skutecznie ją unieszkodliwiono.

Kampania wyborcza na Ukrainie toczy się dalej. Po epidemii i potencjalnym „spisku dwóch Wiktorów” nic nie zapowiada by miała zwolnić. Kolejne polityczne trzęsienie ziemi lub sensacyjna nowina jest tylko kwestią czasu…

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.