Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Mariusz Ruszel: Pomarańczowa czy niebieska - jaka Ukraina?

Mariusz Ruszel: Pomarańczowa czy niebieska - jaka Ukraina?

19 kwiecień 2007
A A A

Ostatnie wydarzenia na Ukrainie potwierdzają, że nasz wschodni sąsiad znajduje się obecnie w politycznym chaosie. Wydany przez prezydenta Wiktora Juszczenko 2 kwietnia 2007 roku dekret o rozwiązaniu Rady Najwyższej i przedterminowych wyborach zaognił sytuację. Już od dawna mówiło się, że na Ukrainie mamy do czynienia z nieformalnym podziałem na zachodnią i wschodnią część Ukrainy. Dwa języki, dwie kultury, dwie tradycje, a także częściowo i dwie władze, których wzajemne relacje określić można mianem kohabitacji. Z jednej strony prezydent Wiktor Juszczenko, który zdecydowanie opowiada się za prozachodnim kierunkiem, z drugiej strony prorosyjski premier Wiktor Janukowycz.

W 2004 roku mogliśmy obserwować na Ukrainie „pomarańczową rewolucję”, która widoczna była na Placu Niezależności w Kijowie, zwanym Majdanem. W pierwszym tygodniu kwietnia 2007 roku obserwujemy tym razem anty-pomarańczową, „niebieską rewolucję” zwolenników Partii Regionów. W dużych ilościach na plac zwożeni są zwolennicy premiera Wiktora Janukowycza, którzy wymachując flagami wznoszą okrzyki antyamerykańskie. „Zwożą ich jak bydło. Wpychają w łapy jakieś flagi, oni sami nie wiedzą nawet jakie, ale sterczą tu z nimi. Posłuchaj pod jaką muzyką idą teraz do komisji wyborczej” – mówi zwolennik Juszczenki Ruslan Bamut [1]. Sytuacją na Ukrainie zaniepokojony jest Jurij Bauman, politolog ukraiński, który obawia się rozłamu Ukrainy na dwie części [2]. Wśród licznych haseł wznoszonych na transparentach demonstrantów padają również groźby o zablokowaniu siedzib administracji prezydenckiej, a także zorganizowaniu demonstracjacji pod domem Wiktora Juszczenki w Koczej Zaspie i Chorużiwce, rodzinnej wsi prezydenta.  

Z jednej strony demonstracje na ukraińskich ulicach, z drugiej strony za stołami negocjacje pomiędzy Juszczenką a Janukowyczem. Obie strony, wzywając się nawzajem do ustępstw, nie uzyskują żadnych postępów w negocjacjach poza impasem. Zasadność decyzji prezydenckiej została poddana pod ocenę Sądu Konstytucyjnego (SK), który decyzję ma podjąć dopiero w najbliższym czasie. Niemniej jednak sąd nie pali się do brania na siebie odpowiedzialności, o czym świadczy podanie się do dymisji przewodniczącego SK Iwana Dombrowskiego (nie została ona przyjęta przez pozostałych członków sądu). Niemniej jednak, czy można brać poważnie wyrok Sądu Konstytucyjnego składającego się z 18 sędziów, z których podobno jedynie dwóch ma wykształcenie prawnicze? Czy zatem nie można wykluczyć łapówek dla przedstawicieli sądu, których kijowskie gazety opisują pod kątem tego, czy są zwolennikami Juszczenki czy Janukowycza? Nie dziwi fakt, że Iwan Dombrowski chce zrezygnować, gdyż jakiejkolwiek decyzji sąd by nie podjął i tak będzie oskarżony o brak obiektywizmu, a jedna ze stron zarzuci drugiej przekupienie sędziów.

Impas ukraińskich rozmów doprowadził do wizyty na Ukrainie 11 kwietnia 2007 roku Aleksandra Kwaśniewskiego, który na zaproszenie ukraińskiego biznesmena Wiktora Pinczuka poleciał na spotkanie z politykami ukraińskimi. Były prezydent spotkał się z najważniejszymi politykami na Ukrainie. Po spotkaniach komentując sytuację powiedział, że jest ona „niezwykle skomplikowana”.
Przed przylotem Aleksandra Kwaśniewskiego 10 kwietnia demonstranci zapowiadali wielkie wiece sięgające 750 tys. demonstrantów, w dniu 11 kwietnia zgromadziło się na Majdanie około 20 tys. zwolenników Janukowycza oraz około 6 tys. zwolenników Juszczenki, którzy manifestowali na placu Europejskim, co świadczy o sporym zmęczeniu społeczeństwa.
Zawierucha polityczna oraz bezskuteczne negocjacje prezydenta z premierem nie przynoszą zbytniego poparcia Juszczence oraz pro-prezydenckiej Patrii Nasza Ukraina, która stosownie do wyników sondażu Ośrodka Razumkowa „ma około 9,6% poparcia, 33,5% to poparcie, na które może liczyć Partia Regionów, z kolei 24,9% to szacowane poparcie Bloku Julii Tymoszenko” [3]. Oznacza to, że elektorat popierający Naszą Ukrainę w dniu wyborów może zdecydować się poprzeć Blok Julii Tymoszenko, która ma świadomość szansy politycznej, jaka się dla niej wytwarza wskutek aktualnej sytuacji na Ukrainie.

Europejskie media podawały nieoficjalne informacje, że planowane na 27 maja 2007 roku wybory mogą być przesunięte na październik 2007 roku. W podobnym duchu wypowiadała się Julia Tymoszczenko. Witalij Hajduk z prezydenckiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony powiedział, że pod pewnymi warunkami dekret prezydencki może zostać cofnięty. Kompromis polityczny na Ukrainie jest warunkiem koniecznym dla stabilizacji sytuacji i zażegnania rozwoju kryzysu. Niemniej jednak, jak zauważył poseł do Parlamentu Europejskiego Marek Siwiec, „każdy pod tym pojęciem rozumie co innego” [4].
Na temat terminu wyborów wypowiadał się również Juszczenko, który powiedział: „Data przedterminowych wyborów parlamentarnych na Ukrainie może ulec zmianie tylko wtedy, gdy wszystkie siły polityczne zgodzą się, że wybory te należy przeprowadzić” (PAP, z 16 kwietnia 2007 roku).

O co zatem w tym wszystkim chodzi? Na czym polega istota sporu i dlaczego w ogóle on się tak bardzo ujawnił? Otóż premier Wiktor Janukowycz chciałby mieć w parlamencie większość 300-osobową, która umożliwiłaby mu pełną władzę nad państwem. Do tego stopnia, że większość taka mogłaby nawet zdymisjonować prezydenta. W jaki zatem sposób Janukowycz dążył do uzyskania tej większości? Otóż - jak twierdzi prezydent - oferując łapówki i lukratywne stanowiska starał się przekupywać posłów. To sprawiło, że W. Juszczenko zdecydował się wydać dekret z 2 kwietnia 2007 roku, mówiący o rozwiązaniu parlamentu.
Cóż zatem jest dzisiaj na Ukrainie? „Na Ukrainie nie ma dziś polityki. Mamy nieustający 'deriban', jak w kryminalnym slangu określa się podział łupów. Przywódcy pomarańczowych i niebieskich stale się ze sobą targują, próbują coś ugrać, coś dla siebie wyszarpnąć. Na trybunałach mówią różne piękne słowa, a w rzeczywistości zajmują się właśnie ‘deribanem’", twierdzi Julia Mostowaja z tygodnika „Dzerkało Tyżnia”. Kto zatem bierze udział w podziale łupów? Oligarchowie ukraińscy, który stoją za poszczególnymi partiami politycznymi. Premier Wiktor Janukowycz jest popierany przez oligarchów donieckich, określanych także jako stalowi oligarchowie, ze względu na liczne surowce, które znajdują się na terenie Doniecka. Nieformalnym liderem grupy donieckiej jest jeden z najbogatszych Ukraińców, Rinat Achmetow, który jest właścicielem klubu piłkarskiego Szachtar Donieck, a także prezydentem korporacji System Capital Management. Oligarchowie z Donbasu są powiązani z Rosją, która dzięki nim ma możliwość wpływania na wydarzenia na Ukrainie.
Z oligarchami związany jest nie tylko premier Janukowycz, ale też prezydent Juszczenko i Julia Tymoszenko. Chodzi zwłaszcza o kręgi powiązane z finansami i biznesem, uważa prof. dr hab. Mieczysław Smoleń [5].

Trwający podział łupów i nieustanne ścieranie się świata polityki oraz interesów oligarchów jest bez wątpienia problemem Ukrainy. Na zachowaniu sytuacji status quo zależy z pewnością Rosji, która może bardziej kontrolować sąsiada. Ukraina jest ważna dla Rosji w kontekście ambicji związanych z odzyskaniem mocarstwowości. Ukraina jest także ważna dla Unii Europejskiej, której polityka wobec tego państwa jest jednak na tyle ostrożna, by nie zaogniać stosunków z Rosją.
Dalszy rozwój kryzysu byłby ciosem nie tylko dla integralności kraju, ale także ciosem dla całej Europy, Unii Europejskiej oraz Polski, w interesie której leży stabilizacja sytuacji na Ukrainie. Europa potrzebuje stabilnej Ukrainy w kontekście realizacji wspólnych projektów energetycznych, a także w kontekście rozwoju współpracy tego kraju z NATO oraz UE. Pomimo faktu, że na Ukrainie trwa polityczny chaos, obie strony muszą mieć świadomość faktu, że w przypadku większej destabilizacji stracą wszyscy.

Największym przegranym całej sytuacji jest społeczeństwo ukraińskie, które jest już zapewne zmęczone całą sytuacją. Skłócona Ukraina, w której ścierają się wpływy oligarchów i obozów politycznych, jest państwem, które traci w oczach Zachodu. Zastanowić się można komu na takiej sytuacji zależy? Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że prozachodnia Ukraina jest nie na rękę Rosji, wówczas możemy dojść do wniosku, że tłumienie prozachodnich nurtów jest generowane z Moskwy. Na uwagę zasługuje fakt, że niepodległa Ukraina od 16 lat nie może uwolnić się od rosyjskiej obecności w ukraińskich mediach, które stosownie do ocen są w 90 proc. kontrolowane przez rosyjski kapitał. Rosyjskie kanały "Pierwyj kanał. Wsiemirnaja siet'", NTV-świat, RTR-planeta, TNT, TVC, itp. stanowią podstawę oferty programowej telewizji ukraińskiej. Może pierwszym krokiem do polepszenia jakości politycznej na Ukrainie po uspokojeniu sytuacji związanej z dekretem prezydenckim i zapowiedzeniem wyborów powinna być próba stworzenia gazety, która byłaby w pełni niezależnym i obiektywnym medium stanowiącym przeciwwagę wobec rosyjskiego oddziaływania medialnego na Ukrainie? Ważna jest tutaj pomoc Zachodu w propagowaniu wolności słowa. W świadomości ukraińskiej pozostają zapewne niewyjaśnione kulisy śmierci ukraińskiego dziennikarza „Ukraińskiej Prawdy” Georgija Gongadze. A także zabójstwa wielu innych przedstawicieli czwartej władzy, tj. Ihora Aleksandrowa, Saszki Krywenko, Wołodymyra Jefremowa czy też Wasila Hrodnikau.

Wydaje się, że problemem Ukrainy nie jest pytanie o to, czy dekret prezydencki był słuszny lub czy wybory powinny odbyć się 27 maja, czy też w październiku 2007 roku. Problemem Ukrainy jest w dalszym ciągu wyraźne określenie drogi, którą ten kraj będzie podążał: czy będzie to do droga skierowana ku Moskwie, czy też droga do UE. Określenie tej sytuacji w dużej mierzej będzie zależeć od tego, czy prozachodnie nurty ukraińskie zachowają na tyle mocną jedność, która zostanie poparta przez społeczeństwo, by przeciwstawić się obozowi Janukowycza, który de facto popierany jest przez Rosję. Zamiast kompromisów politycznych, a także w swoim własnym egoistycznym interesie, politycy ukraińscy powinni rozbudzić w sobie wielkie marzenie, jakie wzniecili w społeczeństwie „pomarańczową rewolucją” w 2004 roku.

Ukraina, rozwiązując kryzys polityczny, ma szansę pokazać Europie, że potrafi sobie radzić z problemami i jest poważnym graczem na europejskiej scenie politycznej. Wyjściem z sytuacji W przeciwnym razie byłaby też zgoda obu stron na mediacje międzynarodowe (jak zauważa Jagienka Wilczak z tygodnika „Polityka” w artykule Szach i Pat), co może doprowadzić do rozmów, w których "uczciwym maklerem" mogłaby być Angela Merkel.  Powodem jest nie tylko fakt, że przewodniczy UE, ale także i to, że ma ona dobre kontakty z Władimirem Putinem. Z inicjatywą zaproszenia polityków ukraińskich do Brukseli oraz Strasburga wyszedł także Parlament Europejski, który rozważa również wysłanie do Kijowa specjalnej delegacji [6]. Goszczący w ostatnich dniach w Brukseli prezydent Juszczenko spotkał się m.in. z szefem Komisji Europejskiej Manuelem Barosso, który określił sytuację na Ukrainie jako poważną, ale zaznaczył też, że wierzy „(...) w możliwość znalezienia politycznego rozwiązania. Znam liderów ukraińskich i wiem, że wszyscy oni chcą dla Ukrainy europejskiej przyszłości i dlatego wierzę w rozwiązanie oparte na zasadach prawa".

Ukraina musi poradzić sobie z kryzysem.  Przybiera on na sile po oskarżeniach skierowanych do wiceprezes Sądu Konstytucyjnego Suzanny Stanik, podejrzanej o korupcję. Także składanie przez opozycję, mającą 202 głosy w 450-osobowej Radzie Najwyższej, mandatów poleskich oraz wzywanie do demonstracji ulicznych nie łagodzi napięcia. Opanowanie sytuacji na Ukrainie jest bardzo ważne. Doprowadzenie do kompromisu wyborczego poprzez przesunięcie terminu z 27 maja 2007 roku na późniejszy jest zapewne krokiem, by dać raz jeszcze narodowi ukraińskiemu szansę wyboru, jakiej Ukrainy chce. Może wynik wyboru przez UEFA Polski oraz Ukrainy na gospodarczy Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku odbije się także pozytywnie na scenie politycznej Ukrainy.

Przypisy:
[1] W. Radziwinowicz, Ukraina pęka na naszych oczach, Gazeta Wyborcza, 6 kwietnia 2007 roku, s. 11
[2] Ibidem
[3] W. Radziwinowicz , Niebieska Ukraina: jest nas wielu, Gazeta Wyborcza
[4] W. Radziwinowicz, Ukraina szuka kompromisu, Gazeta Wyborcza z 12 kwietnia 2007 roku, s. 11
[5] http://www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=11507 
[6] http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,4054819.html z dnia 15 kwietnia 2007 roku

Bibliografia:
1. Radziwinowicz W., Ukraina pęka na naszych oczach, Gazeta Wyborcza, 6 kwietnia 2007 roku, s. 11
2. Radziwinowicz W., Niebieska Ukraina: jest nas wielu, Gazeta Wyborcza, 5 kwietnia 2007 roku
3. Radziwinowicz W., Ukraina szuka kompromisu, Gazeta Wyborcza z 12 kwietnia 2007
4. www.polityka.pl
5. www.tvn24.pl
6. www.wirtualnapolonia.com