Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Marzena Szkolak: Druga szansa, kolejne wyzwanie

Marzena Szkolak: Druga szansa, kolejne wyzwanie

13 marzec 2008
A A A
W wyborach parlamentarnych w Hiszpanii premier Zapatero poprowadził socjalistów do „tryumfu” i „drugiej szansy” („El Pais”). W miarę gdy emocje opadają okazuje się jednak, iż jest to tyleż drugie zwycięstwo, co przede wszystkim wielkie wyzwanie. Podobnie jak cztery lata temu Partii Socjalistycznej nie udało się zdobyć wymaganych do absolutnej większości 176 mandatów, Jose Luis Rodriguez Zapatero znów będzie więc musiał polegać na zawieranych ad hoc taktycznych porozumieniach z małymi lewicującymi partiami mniejszości narodowych. Z pewnością uzyskał jednak dużo wyższy stopień legitymizacji swojej władzy. Jak dotąd postrzegany był często jako „premier z przypadku”, biorąc pod uwagę okoliczności w jakich Partia Socjalistyczna (PSOE) zwyciężyła poprzednie wybory parlamentarne. Na kilka dni przed głosowaniem krajem wstrząsnęła wówczas wiadomość o zamachu bombowym w madryckim metrze, o który rządząca Partia Ludowa obwiniła bojowników ETA, lekceważąc dowody świadczące o udziale islamskich fanatyków. „Zapatero został wybrany przez terrorystów” – mówili wówczas jego przeciwnicy.

Cztery lata temu Zapatero „dziedziczył” jedną z najlepiej rozwijających się gospodarek w Europie wraz z kredytem zaufania i nadzieją społeczeństwa na zmiany. W tegorocznych wyborach szef rządu otrzymał drugą szansę, zdobył możliwość kontynuowania realizacji zasadniczych punktów swojego programu, przede wszystkim w sferze gospodarki i polityki społecznej. Z drugiej strony stanął jednak przed dużo trudniejszym zadaniem niż cztery lata temu, oko w oko z pogarszającą się kondycją hiszpańskiej gospodarki, pogłębiającym się konfliktem z Kościołem oraz nierozwiązaną kwestią terroryzmu baskijskiego .

Hiszpania wkracza w okres spowolnienia gospodarczego, związanego zarówno z zapaścią w USA, jak i kryzysem sektora budowlanego w samej Hiszpanii. Skończył się czternastoletni okres dynamicznego rozwoju, który począwszy od 1994 stopniowo awansował Hiszpanię z szesnastego na ósme miejsce pod względem wielkości PKB na świecie. Głównymi składnikami recepty na "hiszpański cud" były wewnętrzny popyt, napływ imigrantów i rozkwit branży budowlanej. Jak się okazuje jednak,  każdy cud ma swoją cenę- hiszpański spowodował zwiększenie inflacji. Po dojściu do władzy w 2004 roku socjaliści obiecywali uspokoić rynek. Po części się to udało: udział budownictwa w PKB zmalał z 14 proc. do aktualnych 9, jednak bańka nieruchomości pękła spektakularnie w 2007 roku: połowa hiszpańskich agencji nieruchomości musiała zakończyć działalność, a efekty złej koniunktury wzmocnił kryzys na rynku globalnym. Ostatnie wyniki hiszpańskiej gospodarki nie napawają optymizmem: średnie tempo wzrostu w 2007 roku wyniosło tylko 3,3 proc., w porównaniu z 4,3 proc. w czwartym kwartale 2006 roku, bezrobocie wzrosło do 8,6 proc., a 35,9 proc. Hiszpanów ocenia stan gospodarki jako “zły” lub “bardzo zły”.

Pierwszym odruchem premiera Zapatero walczącego w zaciętej tegorocznej kampanii wyborczej było obiecać każdemu Hiszpanowi 400 euro w ramach upustu podatkowego, na co pozwoliło mu zaoszczędzenie dzięki ostrożnej polityce budżetowej 50 miliardów euro w ostatnich latach. Zwalniającego tempa wzrostu gospodarczego nie można jednak leczyć doraźnie i jednorazowo. Hiszpania potrzebuje długofalowych rozwiązań, m.in. inwestycji w infrastrukturę, które mogłyby stworzyć nowe miejsca pracy dla tych, którzy stracili ją w sektorze budowlanym.

Pogłebia się też konflikt Zapatero z tradycyjnie mu wrogim Kościołem, który po raz pierwszy od śmierci gen. Franco w 1975 zabrał głos w kampanii wyborczej. Kilka dni po ogłoszeniu w styczniu przez premiera programu wyborczego, Komisja Stała Episkopatu wydała dziesięciopunktowy dokument, którego duża część opiera się na ostrej krytyce reform społecznych rządu socjalistów: legalizacji małżeństw i prawa do adopcji dla par homoseksualnych, wprowadzenia tzw. „błyskawicznych rozwodów”, obowiązkowego nauczania wychowania obywatelskiego w szkołach oraz zniesienia obowiązkowej oceny z religii. Dokument zawiera też obszerną krytykę podejmowanych przez rząd socjalistów i zakończonych fiaskiem prób negocjacji z terrorystyczną organizacją baskijską ETA.

Były rzecznik Watykanu, Hiszpan Joaquin Navarro-Valls, w wywiadzie dla poniedziałkowego wydania „Corriere della Sera” wyraził opinię, że zwycięstwo socjalistów nie doprowadzi do dalszego pogorszenia stosunków między państwem a Kościołem, bo „wszystko, co mogło zranić wrażliwość katolicką, już się wydarzyło”. Program PSOE nazwał "jawnie antykatolickim, ideologicznym socjalizmem". Odnosząc się do reform wprowadzonych przez Zapatero w sferze społecznej powiedział: „Nie ma świecie czegoś, co można by porównać z tak gwałtownym procesem oddalania się od tradycji, żadne społeczeństwo nie doświadczyło tak szybkiej sekularyzacji”.

Kolejną osią sporu było kontrowersyjne prawo "o odzyskaniu pamięci historycznej", którego premier był gorącym orędownikiem. Jego zasadniczym celem było usunięcie z miejsc publicznych pomników, nazw i symboli związanych z generałem Francisco Franco i jego dyktaturą. Ustawa określała jako „nielegalne” zbiorowe procesy po wojnie domowej, które skończyły się egzekucjami 50 tys. republikanów i wtrąceniem do więzienia tysięcy innych. Wielu ekspertów uznało osobiste zaangażowanie Zapatero w proces powstawania ustawy za  krok w kierunku polaryzacji politycznej społeczeństwa oraz napiętnowania opozycyjnej Partii Ludowej jako kontynuatorki frankizmu.

Szeroko krytykowana, również poza granicami kraju, była polityka zagraniczna Zapatero. Jedną z jego pierwszych decyzji było wycofanie wojsk hiszpańskich z Iraku, po czym sukcesywnie prowadził dialog z lewicowymi przywódcami Ameryki Łacińskiej wbrew linii wytyczonej przez prezydenta Busha. Sam premier był posądzany o krótkowzroczność w ocenie sytuacji międzynarodowej, małe zainteresowanie tym co dzieje sie poza hiszpańskim ogródkiem jak i wyśmiewany z powodu nieznajomości języków i niechęci do podróży. Trzeba jednak pamiętać, że jego odwaga i bezkompromisowość w tej kwestii zyskała błysk podziwu w oku niejednego przywódcy.

Nie jest zdumiewające to, że rządy Zapatero były ostro krytykowane przez prawicę. Najbardziej dziwią za to opinie polityków lewicy, którzy w trakcie kampanii wybrczej zamiast bronić sukcesów swojego premiera woleli wytykać mu doprowadzenie do głębszego podziału ideologicznego hiszpańskiego społeczeństwa poprzez podbijanie antagonizmów, jak i rozszerzenie autonomii Katalonii i „grzech naiwności” czyli rokowania z ETA.

Skoro Zapatero popełnił tyle błędów, nie jest kompetentny w polityce zagranicznej i nie spełnił pokładanych w nim nadziei, dlaczego Hiszpanie na niego głosują? Tu znów przyda się stare sprawdzone przysłowie o dwóch stronach medalu. Głosują, bo mimo oczywistych niedociągnięć wciąż ma więcej charyzmy niż jego konserwatywny przeciwnik, mało medialny i wyrazisty Mariano Rajoy. Bo zmienił oblicze postrzeganej jako konserwatywno- katolicki kraj Hiszpanii. A może chociażby dlatego, że duża część społeczeństwa wyznaje zasadę, którą dobrze ujął „El Pais”: „To mniejsze zło. Byle nie prawica.”

Co na to sam premier? Z charakterytycznym dla siebie spokojem twierdzi, że optymistycznie patrzy w przyszłość: kryzys gospodarczy jest naturalnym wynikiem koniunktury światowej a społeczeństwo hiszpańskie zrozumie w końcu potrzebę znalezienia drogi kompromisu w kwestiach społecznych i światopoglądowych. Właśnie dostał druga szansę by udowodnić, że ma rację.