Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Paweł Świeżak: Jak Ukraina ma żyć z Rosją?

05 kwiecień 2006
A A A

Rosja: Jak żyć z Ukrainą? Ukraina: Jak żyć z Rosją?”, 3 kwietnia – (nieco subiektywna) relacja z konferencji w Fundacji Batorego

Ukraina i Rosja to sąsiedzi mający ze sobą wiele wspólnego, ale też i bardzo od siebie różni. Popatrzmy: oto z jednej strony widzimy średniej wielkości kraj europejski (603 tys. km. kwadratowych, niespełna pięćdziesięciomilionowy), a drugiej – euroazjatyckie „niekończące się” mocarstwo zajmujące olbrzymie przestrzenie na dwóch kontynentach (jedna siódma powierzchni lądowej świata), o wciąż globalnych aspiracjach i ambicjach. Ukraina to państwo w pewnym sensie „niezdecydowane”, które, używając języka Huntingtona „szuka swojego miejsca w obrębie cywilizacji zachodniej i prawosławnej”. Naprzeciw niego stoi bardziej pewne siebie (byłe?) imperium, które samo jest cywilizacją i samo dla siebie stanowi punkt odniesienia. Ukraina – to kraj o w gruncie rzeczy europejskim charakterze, Rosja – jest federacją grupującą kilkadziesiąt podmiotów, w skład której wchodzi wiele różniących się etnicznie społeczności.

Powiedzmy jeszcze o „nie do końca prawdziwej”, wyznaczonej arbitralnie za czasów radzieckich wspólnej granicy (rozciągającej się na przestrzeni ponad półtora tysiąca kilometrów), która w dodatku, pomimo podpisanych porozumień, bywa kwestionowana, zaś sprawa wyznaczenia granicy morskiej nadal nie została ostatecznie rozstrzygnięta. Powiedzmy też o bliskości kulturowej obu narodów, i o historycznej dominacji Rosjan w tym związku (co politycznie wyraziło się po 1654 roku; po tej dacie Rosja mniej lub bardziej konsekwentnie prowadziła akcję „zbierania ziem ukraińskich”).

Powiedzmy wreszcie o 17 procentach etnicznych Rosjan żyjących na Ukrainie oraz o mniej więcej połowie społeczeństwa, które na co dzień posługuje się nad Dnieprem językiem rosyjskim. A także o pewnych trudnościach, jakie mają z samookreśleniem i z własną tożsamością obie społeczności: rosyjska – po utracie statusu światowego super-imperium, a ukraińska – krystalizująca się dopiero w warunkach młodego państwa, które dopiero od niedawna może w pełni suwerennie o sobie stanowić. Dla pełniejszego obrazu dodajmy do tego silne związki ekonomiczne, które jednak w bardziej uprzywilejowanej sytuacji zdają się stawiać Rosję (zwłaszcza w kontekście ukraińskiego uzależnienia energetycznego).

W stosunkach ukraińsko-rosyjskich rzucają się w oczy dwa czynniki: ogromny brak równowagi i dysproporcja jeśli chodzi o potencjał obu stron oraz silne i nie do końca jednoznaczne (to jest różnie oceniane przez obie strony) związki kulturowe.
Jak w takich warunkach można określić wzajemne stosunki? Do jakiego modelu lub sytuacji można je przyrównać? Anglia i Irlandia? USA i Kanada? USA i Wielka Brytania? Trudno o odpowiednią analogię.
Na pewno łatwe do wyobrażenia są kontakty wzajemne Rosji i Ukrainy oparte na „przyjaźni i dobrym sąsiedztwie”. Ale już znacznie trudniej jest mówić w opisanych, asymetrycznych warunkach o relacjach „równoprawnych i partnerskich”. 

***

Zagadnienie stosunków Ukrainy z Rosją nabrało szczególnego znaczenia obecnie, zwłaszcza kiedy po pomarańczowej rewolucji 2004 roku pewnego rozpędu nabrała kwestia „europejskiego wyboru Ukrainy”. Co ten wybór – zakładając że generalny kurs ukraińskiego państwa pozostanie w najbliższej perspektywie bez zmian, co nie jest jeszcze stuprocentowo pewne – oznacza dla relacji tych dwu bliskich sobie, ale bardzo się różniących wschodniosłowiańskich państw i nacji?
Trudno wyobrazić sobie Rosję jako członka Unii Europejskiej. W przypadku Ukrainy przy odpowiedniej dozie wyobraźni jest to możliwe. Jak zatem nieco odmienne cele i kierunki polityki zagranicznej wpłyną na relacje wzajemne – czy musza prowadzić do ich zaostrzenia i antagonizmu, czy bardziej prawdopodobne są inne scenariusze?

Powyżej zarysowane kwestie mają charakter niemal „filozoficzny”. W pierwszych dniach kwietnia eksperci zgromadzeni na konferencji w Fundacji Batorego („Rosja: Jak żyć z Ukrainą? Ukraina: Jak żyć z Rosją?”, 3 kwietnia) spróbowali nadać im bardziej „operacyjny” charakter.

„Mała stabilizacja” Putina i niespokojna demokracja

Punktem wyjścia do dyskusji była próba rozstrzygnięcia, czy po 1991 roku możemy mówić o alternatywnych modelach transformacji postkomunistycznej w odniesieniu do Rosji i Ukrainy. Nad podobieństwami i różnicami w przejściu od totalitaryzmu do demokracji w obu państwach zastanawiali się Andriej Riabow z Moskiewskiego Centrum Carnegie, członek Dumy Państwowej Maksim Meyer, oraz gościa z Kijowa: Ołeś Lisnyczuk z Instytutu Badań Politycznych i Narodowych i Andrij Jermołajew („Centrum Badań Społecznych Sofija”). Ze strony polskiej w panelu uczestniczył były szef MSZ, a obecnie związany z PISM Adam Rotfeld.

Obraz, jaki wyłania się z tej dyskusji, jest frapujący i niejednoznaczny. W obu państwach przez większą część ostatniego piętnastolecia brakowało konsensu co do celów transformacji, w przeciwieństwie choćby do krajów Europy Środkowej, gdzie kierunek, który umownie można nazwać jako „euro-atlantycki” był od początku raczej oczywisty. W obu krajach wytworzyły się elity definiujące swoje interesy w oderwaniu i zupełnie inaczej niż szerokie „rzesze społeczne” (to jest powstał podział: „oligarchowie” dążący do realizacji swoich ambicji politycznych i zapewnienia sobie przewag ekonomicznych kontra reszta społeczeństwa, koncentrująca się na tym, aby w nowych warunkach po prostu „przeżyć”).

Jednakże historia obu transformacji potoczyła się inaczej, a społeczeństwa z podobnych do pewnego momentu doświadczeń wyciągnęły najwyraźniej odmienne wnioski. Różnice dają się według mnie sprowadzić do kwestii stosunku do władzy.

W Rosji parlamentaryzm, a wraz z nim może nawet i niektóre idee demokratyczne, skompromitowały się w latach 90.-ych. Rozpędzenie parlamentu w 1993 roku, głęboki kryzys ekonomiczny 1998 roku, na którym najwięcej stracili „zwykli ludzie” spowodowały, że pojawiło się zapotrzebowanie na silne przywództwo i „ideę narodową”, wokół której można by budować ekonomiczny sukces państwa i jego obywateli. Obie te rzeczy, przy odrobinie (naftowego) szczęścia całkiem nieźle zapewnił Władimir Putin, choć „kryzys tożsamości” rosyjskiej nie został jeszcze zapewne całkowicie przezwyciężony, a Putin oparł się tu na siłach konserwatywnych i niezbyt „prorozwojowych”: służbach specjalnych oraz Cerkwi Prawosławnej (tak to określił Adam Rotfeld). W związku z cenionymi przez Rosjan wartościami (porządek, hierarchia, poszanowanie dla struktur władzy) ukształtował się także specyficzny, quasi-monarchiczny system przekazywania władzy i generalnie bardzo słaba nad nią kontrola społeczna. Oligarchowie, nawet jeśli działają nadal, znają swoje miejsce w systemie (miejsce dla niepokornych wskazał Chodorkowski: znajduje się ono o kilka tysięcy kilometrów na wschód od Moskwy). Państwo rosyjskie, osłabione w ostatniej dekadzie XX-ego wieku, w nowe stulecie wkroczyło więc z ideami „restauracji”: wzmocnienia administracji państwowej i centralizacji władzy, ujarzmienia oligarchów, ukrócenia „demokratycznej” samowoli kojarzonej z chaosem i niejasnymi interesami; z prezydentem Putinem, który kieruje systemem, a jednocześnie recenzuje go stojąc jakby „z boku i poza nim”, przywódcy o niekwestionowanej pozycji i autorytecie.

Na Ukrainie, co podkreślali uczestnicy panelu, wydarzenia przez długi czas zdawały się zmierzać w podobnym kierunku. Ale tu relacje pomiędzy państwem, elitami a społeczeństwem ułożyły się inaczej, między innymi z uwagi na tradycyjnie bardziej „otwartą”, tolerancyjną i jednocześnie opartą na rywalizacji kulturę polityczną oraz obecność (jednak) euro-atlantyckich dążeń przynajmniej pewnej części społeczeństwa. Ukraińskie państwo w zasadzie nie zdołało zapanować nad „oligarchami” i osiągnąć rosyjskiego poziomu „stabilizacji”. Ale był też bardzo istotny pozytyw takiej sytuacji i relatywnie słabszej roli państwa: Rada Najwyższa pozostała miejscem, gdzie w realny sposób ścierały się różne interesy, nie dała się zmarginalizować. Mechanizm wyborczy pokazał na Ukrainie swoją skuteczność tak w 2004, jak i w 2006 roku (a i przed 2004 rokiem opozycja posiadała silną parlamentarną reprezentację). Wydaje się przy tym, że „pomarańczowa rewolucja” była rzeczywiście przełomowym aktem dla procesu kształtowania się społeczeństwa obywatelskiego o zachodnich cechach na Ukrainie: zapewnione zostało istnienie realnej konkurencji politycznej, zagwarantowana możliwość realnych wyborów pomiędzy różnymi opcjami, potwierdzona pozycja niezależnych środków masowego przekazu. Ukraińskie społeczeństwo, niezadowolone – jak i Rosjanie w latach 90.-ych – z poziomu polityków rządzących krajem, zastosowało jednak inną metodę działania niż sąsiedzi z północy: Ukraińcy starej ekipie „wypowiedzieli posłuszeństwo”, doprowadzili do demokratycznej zmiany władzy, a reforma systemu politycznego poszła w kierunku osłabienia (a nie wzmocnienia) władzy prezydenckiej na rzecz dającego się łatwiej kontrolować i pluralistycznego parlamentu.

Oczywiście, nic nie jest dane „raz na zawsze”, a już szczególne demokrację należy cały czas pielęgnować – ale najważniejsze jest to, że na Ukrainie doszło do autentycznego, oddolnego, społecznego zrywu. Uczestnicy panelu podkreślali, że „doświadczenie ukraińskie”, to, jak sprawnie uda się teraz siłom pomarańczowym rządzić krajem, jest uważnie obserwowane w Rosji, tak przez kremlowską elitę, jak i przez społeczeństwo. Zarówno pozytywny, jak i negatywny rezultat wywrze określony skutek. Na razie rozchwiana Ukraina w nastawionej na stabilizację Rosji wydaje się być postrzegana raczej w niezbyt korzystnym świetle.

Porównując dwie transformacje minister Adam Rotfeld powiedział, że Ukraina potrafiła znaleźć swoją drogę ewolucji od systemu autokratycznego do demokratycznego, podczas gdy Rosja przez ostatnie 16 lat cały czas tej drogi jeszcze szuka. Głównym problemem Rosji, argumentował Rotfeld, jest to, by nie stało się tak, że prawdziwy będzie tylko pierwszy człon wyborczego hasła Władimira Putina z 2000 roku („dyktatura prawa”).

Rosja i Europa: komplementarne czy konkurencyjne?

„Czy Ukraina stojąc przed modernizacyjno-politycznym, dziejowym wręcz wyzwaniem musi dokonywać wyboru: albo do Europy, albo z Rosją oraz czy pomiędzy tymi alternatywami istnieje konflikt, czy też mogą się one dopełniać?” – ta kwestia zdominowała część konferencji, w której udział wzięli Ołeksandr Suszko (Centrum Pokoju, Konwersji i Polityki Zagranicznej z Kijowa), Konstantin Zatulin (deputowany do Dumy Państwowej zajmujący się krajami WNP) Irina Kobrinskaja (Instytut Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych z Moskwy) oraz profesor Andrzej Nowak z UJ.

W ostrej opozycji stanęli wobec siebie Suszko i Zatulin. Suszko dowodził, że choć integracja Ukrainy ze strukturami euro-atlantyckimi obiektywnie nie powinna zaszkodzić stosunkom wzajemnym, to ważne jest, że w planie politycznym między Rosją a Europą istnieją bardzo poważne rozbieżności. Ukraina nie może tu wiecznie trwać w stanie niedookreślonej neutralności, lecz musi opowiedzieć się konkretnie po którejś ze stron (np. w sprawie Naddniestrza, Białorusi, stosunku do demokratyzacji na obszarze postradzieckim).
Przy tym „czynnik rosyjski” działa na Ukrainę w kilku płaszczyznach. Po pierwsze, chodzi oficjalną politykę samej Rosji wobec Ukrainy; choć jest ona niejednoznaczna, to jej celem, zdaniem Suszki, jest jednak tak czy inaczej wciągniecie Kijowa w integrację na obszarze poradzieckim (w ramach czy to WNP, WPG czy EAWG), co ma zapobiec „urwaniu się” Ukrainy z rosyjskiej strefy wpływów.
Po drugie, Rosja jest w stanie wpływać na politykę państw europejskich wobec Ukrainy. Po trzecie wreszcie, „mentalno-polityczna orientacja na Rosję” (według słów Suszki) jest czynnikiem wewnętrznym obecnym w ukraińskim życiu politycznym. Czynnikiem, z pomocą którego można zdobyć nawet i 40 proc. głosów (co pokazały ostatnie wybory) – choć trudno zdobyć przewagę pozwalającą na rządzenie krajem.

Z kolei Konstantin Zatulin przedstawił radykalnie odmienną wizję. Skrytykował obecne władze Ukrainy za budowanie państwa na „nacjonalistycznej” podstawie oraz zarysował wizję trwałego podziału Ukrainy na część zachodnią i wschodnią. Jednoznaczne odwrócenie się od Rosji, argumentował Zatulin, wywołałoby olbrzymi kryzys na Ukrainie i groziłoby rozpadem kraju. Zatulin sugerował też nieczystą grę wyborczą prowadzoną przez obecne kijowskie kierownictwo oraz nie zgodził się z wizją pomarańczowej rewolucji jako wyrazu demokratyzacji życia politycznego Ukrainy: jego zdaniem, był to raczej wynik starcia regionów zachodnich ze wschodnimi. Zatulin podkreślał, że Ukraińcy są nastawieni nieufnie do NATO i wielu z nich widziałoby swój kraj raczej w firmowanej przez Rosję Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym.
Regionalnych podziałów nie należy więc zdaniem rosyjskiego deputowanego lekceważyć. W przypadku powstania rządu nieprzychylnego wobec Rosji Zatulin straszył wypowiedzeniem rosyjsko-ukraińskiego Traktatu o Dobrym Sąsiedztwie z 1997 roku – choć zaraz dodał on, że jego zdaniem w końcu uformuje się jednak rząd zgody narodowej wokół partii Juszczenki, Moroza i, z drugiej strony, Janukowycza. Poglądy Zatulina wywołały sporo kontrowersji wśród uczestników konferencji.

Bardzo ciekawej analizy uwarunkowań stosunków w trójkącie Unia Europejska-Ukraina-Rosja dokonała Irina Kobrinskaja. Nakreśliła ona ciekawą panoramę współczesnej Europy: dzielić się ona ma na Starą (zachodnią) Europę, Nową Europę (którą tworzą państwa postkomunistyczne położone w środkowej części kontynentu), Młoda Europę (państwa poradzieckie) oraz – występującą w roli osobnego segmentu – Rosję; przy czym podział ten ma znaczenie być może nawet bardziej mentalne, niż polityczne.
Konkluzją wystąpienia Kobrinskiej było stwierdzenie, że obecnie dwa wierzchołki trójkąta UE-Ukraina-Rosja: europejski i rosyjski – są z różnych powodów zainteresowane w utrzymaniu obecnego status quo na Ukrainie.

***

Powyżej przedstawiłem (w dużym skrócie) z konieczności tylko niektóre wątki poruszone na konferencji na temat stosunków ukraińsko-rosyjskich, jak odbyła się w Fundacji Batorego. Mój wybór był subiektywny i nie objął na przykład niezwykle ciekawej dyskusji wokół stosunków energetycznych Rosji i Ukrainy (kwestie tę rozważali Władimir Miłow z Instytutu Polityki Energetycznej z Moskwy, Olena Witer z Rady Polityki Energetycznej z Kijowa oraz Anna Górska z warszawskiego Ośrodka Studiów Wschodnich). Bogactwo poruszonych wątków nie czyni jednak możliwym zreferowanie wszystkich aspektów poruszonych na spotkaniu – zresztą nie jest to też potrzebne.

Na osobne podkreślenie zasługuje bardzo wysoki poziom merytoryczny prowadzonych debat, co wynikało między innymi z właściwego doboru zaproszonych gości: dobrze, że wzięli w nich udział wybitni eksperci i praktycy życia politycznego o znacząco różniących się zapatrywaniach. Konfrontacja ich poglądów wypadła bardzo interesująco. 
Mogę więc zakończyć (nieco patetycznym) apelem: „Oby odbywało się jak najwięcej tak ciekawych i inspirujących intelektualnie dyskusji”.

„Rosja: Jak żyć z Ukrainą? Ukraina: Jak żyć z Rosją?”, 3 kwietnia, konferencja w Fundacji Batorego