Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Piotr Bajor: Umowy charkowskie - zdrada stanu czy wyraz strategicznego partnerstwa?

10 maj 2010
A A A

Podpisane 21 kwietnia br. w Charkowie umowy w sprawie przedłużenia stacjonowania rosyjskiej Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu do 2042 roku w zamian za obniżkę dostarczanego Ukrainie gazu wyzwoliły duże emocje i skrajne oceny. 

Politycy opozycji oskarżyli prezydenta Wiktora Janukowycza o zdradę państwa, złamanie konstytucji i doprowadzenie do zagrożenie ukraińskiej suwerenności. Zupełnie inaczej umowy te oceniają politycy koalicji rządowej. W ich ocenie, podpisane dokumenty są wielkim sukcesem Janukowycza w polityce zagranicznej – umacniają bowiem bezpieczeństwo narodowe, są symbolem nowego otwarcia w stosunkach ukraińsko-rosyjskich i wyrazem strategicznego partnerstwa. Te skrajnie odmienne opinie dobrze odzwierciedlają szerszy problem ukraińskiego państwa związany z brakiem jasno określonego interesu narodowego i racji stanu we współczesnych stosunkach międzynarodowych.

Co podpisano w Charkowie?

Podczas spotkania prezydentów Miedwiediewa i Janukowycza w Charkowie podpisane zostały dwa dokumenty. Pierwszy z nich,  to dodatkowy protokół do umowy między Naftohazem i Gazpromem z 19 stycznia 2009 roku w sprawie dostaw gazu na Ukrainę w latach 2009-2019. Protokół podpisany został przez szefów tych spółek – Jewhenija Bakulina i Aleksieja Millera.

Image
Rosyjska Flota Czarnomorska w Sewastopolu (fot. Piotr Bajor)

W protokole ustalono, że Ukraina otrzyma zniżkę na zakup rosyjskiego gazu, która jednak nie obciąży budżetu Gazpromu, ponieważ będzie wynikiem obniżenia przez rosyjski rząd ceł eksportowych na dostarczany Ukrainie surowiec. W  związku z przewidywanym przez protokół zwiększeniem dostaw surowca w 2010 roku do poziomu 36,5 mld metrów sześciennych (w kolejnych latach do 40 mld), dochody Gazpromu powinny jeszcze wzrosnąć, co dla tej spółki ma spore znaczenie w kontekście dużych strat jakie poniosła w czasie ostatniego kryzysu gospodarczego. Drugi dokument podpisany został przez prezydentów Rosji i Ukrainy i dotyczy przedłużenia terminu stacjonowania rosyjskiej Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu o 25 lat. Okres ten liczony będzie od zakończenia obowiązywania obecnej umowy, która przewiduje dzierżawę portu do 2017 roku. Tym samym rosyjska flota stacjonować będzie na Krymie co najmniej do 2042 roku, z możliwością przedłużenia na kolejne 5-letnie okresy. Umowa ta bezpośrednio wiąże przedłużenie terminu stacjonowania floty z udzieloną Ukrainie zniżką na gaz, która ustalona została na poziomie 30 procent ceny rynkowej, jednak nie więcej niż 100 dolarów za tysiąc metrów sześciennych.

Prezent dla opozycji

W rozmowie z Portalem Spraw Zagranicznych Julia Tyszczenko - ekspert z kijowskiego Niezależnego Centrum Badań Politycznych podkreśla, że Janukowycz nie mógł zrobić lepszego prezentu słabej i rozdrobnionej opozycji. „Skłóceni liderzy podzieleni przez własne ambicje  i wzajemną niechęć po raz kolejny zjednoczyli się w walce przeciwko Janukowyczowi, którego uważają za wspólnego wroga. Nie sądzę jednak, by ta współpraca mogła mieć długoterminowy charakter” – podkreśla Tyszczenko. Trudno nie zgodzić się z tym stanowiskiem, szczególnie jeśli chodzi o liderkę opozycji Julię Tymoszenko, której pozycja po przegranych wyborach prezydenckich uległa znacznemu osłabieniu. Przez kilka tygodni Tymoszenko nie mogła pogodzić się ze swoją porażką, a na stronę Janukowycza przechodzili kolejni deputowani jej bloku oraz zaufani współpracownicy. Podpisane w Charkowie umowy przywróciły Tymoszenko do głównego nurtu ukraińskiej polityki. Przyćmiona charyzma nabrała nowego blasku, a liderka BJuT zaczęła być kreowana na jedynego polityka – patriotę, który jest w stanie rozpocząć walkę z obecnie rządzącymi na Ukrainie „zdrajcami” stanowiącymi zagrożenie dla ukraińskiej państwowości. W tej sytuacji trudno oczekiwać długofalowej współpracy zjednoczonej opozycji.  Z pewnością pozostali liderzy, m.in. Arsenij Jaceniuk czy Wiktor Juszczenko nie zgodzą się, by na czele frontu walki z Janukowyczem stanęła właśnie Tymoszenko, tym bardziej, że w sprawie floty jest ona mało wiarygodna.

Image
Julia Tymoszenko (fot. Piotr Bajor)
Tajemnicą poliszynela na Ukrainie jest bowiem fakt, że w czasie sprawowania funkcji premiera, Tymoszenko negocjowała z Rosją kwestię pozostania floty, jednak porozumienia nie osiągnięto z powodu rozbieżności co do ceny za przedłużenie dzierżawy. Część polityków opozycji z pewnością Tymoszenko tego nie zapomni i będzie ją oskarżać o cyniczne zachowanie, którego celem jest zbicie politycznego kapitału. Nie należy również zapominać o wzajemnych animozjach, nieufności i personalnej wrogości pomiędzy poszczególnymi liderami opozycji, które w dużej mierze determinują jej działalność i mają wpływ na brak konstruktywnej współpracy. Najlepszym przykładem tego zjawiska był brak porozumienia w sprawie powołania jednego gabinetu cieni wobec rządu Mykoły Azarowa. Obecnie na Ukrainie funkcjonuje kilka gabinetów cieni i praktycznie każdy z opozycyjnych liderów ma swój rząd, który krytykuje nie tylko działania gabinetu Azarowa ale również pozostałe „rządy opozycyjne”. Ogłoszone obecnie przez opozycję kolejne zjednoczenie ma więc doraźny charakter i wszystko wskazuje na to, że nie przetrwa próby czasu. Tym bardziej, że koalicja rządowa prowadzi skuteczną politykę osłabiania i skłócania środowisk opozycyjnych. Wystarczy wspomnieć o ostatnich zmianach przyjętych do Regulaminu Rady Najwyższej dotyczących działalności opozycji. Dotychczas w parlamencie mogła istnieć jedna formalna opozycja formowana z największej frakcji, która nie weszła w skład koalicji rządzącej. Przyjęte zmiany zezwalają na funkcjonowanie kilku opozycji, których deputowani mogą pretendować na poszczególne funkcje i stanowiska w komitetach parlamentarnych przewidzianych dla opozycji. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że ta zmiana doprowadzi do rywalizacji pomiędzy poszczególnymi partiami, co w konsekwencji osłabi ich kontrolę i wpływ na rządzącą większość.

Błąd wizerunkowy

W reakcji na podpisane w Charkowie dokumenty deputowani opozycyjni złożyli w Radzie Najwyższej wniosek o powołanie komisji śledczej, której zadaniem będzie wyjaśnienie przyczyn i okoliczności podpisania przez Janukowycza tych umów.

Image
Wiktor Janukowycz (fot. Piotr Bajor)
Deputowani zarzucają prezydentowi, że historyczną umowę, która będzie mieć kilkudziesięcioletnie konsekwencje dla polityki zagranicznej i bezpieczeństwa państwa podpisał bez jakichkolwiek konsultacji politycznych i debaty publicznej. W rozmowie z Portalem Spraw Zagranicznych Wołodymyr Horbacz – analityk z Instytutu Współpracy Euroatlantyckiej w Kijowie potwierdza, że o planowanym podpisaniu umowy nie wiedziała zarówno opinia publiczna, jak również eksperci zajmujący się tą problematyką. „Z posiadanych przeze mnie informacji wynika, że wątpliwym jest również posiedzenie Rady Bezpieczeństwa i Obrony w tej sprawie. Władze oczywiście twierdzą teraz, że takie obrady się odbyły ale są w tej sprawie mało wiarygodne. Dziś już oficjalnie wiemy, że umowy były negocjowane do ostatniej chwili i ich ostateczna treść została uzgodniona na kilka godzin przed spotkaniem prezydentów. W związku z tym nie mogły one przejść obowiązkowej procedury konsultacji międzyresortowych” – dodaje Horbacz. Biorąc pod uwagę powyższe aspekty można stwierdzić, że Janukowycz popełnił błąd wizerunkowy. Sama decyzja o przedłużeniu terminu stacjonowania floty nie mogła być przecież zaskoczeniem. Ukraiński prezydent wielokrotnie zapowiadał, że rozważa taką możliwość. Większość analityków spodziewała się jednak, że wykorzystany zostanie zapis umów z 1997 roku, który zezwalał na przedłużenie dzierżawy na kolejne 5 lat. Janukowycz zdecydował jednak inaczej. Bardzo szybko, bo już kilka tygodni po objęciu urzędu podjął decyzję, która na kilka dziesięcioleci będzie oddziaływać na sytuację społeczno-polityczną Ukrainy oraz realizowaną przez to państwo politykę zagraniczną i bezpieczeństwa. Zakulisowe, skrywane do końca negocjacje w tej sprawie oraz brak debaty publicznej mogą potęgować wrażenie, że umowa nie do końca jest zgodna z ukraińskimi interesami. Ten fakt z pewnością będzie wykorzystywać opozycja przy oskarżeniach władz o zdradę państwa i narodowych interesów.

Niejednoznaczność ukraińskiej konstytucji

Jednym z najczęściej pojawiających się zarzutów wobec Janukowycza są oskarżenia o złamanie ukraińskiej konstytucji. W przyjętej w 1996 roku ustawie zasadniczej, w dwóch miejscach znalazły się zapisy dotyczące Floty Czarnomorskiej. W art. 17 konstytucja stwierdza, „że na Ukrainie nie dopuszcza się stacjonowania zagranicznych baz wojskowych”. Dla polityków oskarżających prezydenta zapis ten jest jednoznaczny i umowa z Charkowa jest jego złamaniem. Problem polega jednak na tym, że w dalszej części są przepisy, które pozwalają na zupełnie inną interpretację. W art. 15 pkt. 14 przepisów przejściowych mowa jest o tym, że „wykorzystanie istniejących baz wojskowych na terytorium Ukrainy w celu tymczasowego stacjonowania zagranicznych jednostek wojskowych możliwe jest na warunkach dzierżawy wg zasad wyznaczonych umowami międzynarodowymi ratyfikowanymi przez Radę Najwyższą Ukrainy”. Zwolennicy umowy charkowskiej twierdzą, że jest ona przedłużeniem porozumień z 1997 roku, a stacjonowanie floty w dalszym ciągu ma charakter tymczasowy. Powyższe zapisy są więc niejednoznaczne i pozwalają na dowolną interpretację, warunkowaną jedynie sympatiami politycznymi. Na tę dwuznaczność konstytucji zwracają również uwagę prawnicy z Biura Ekspertyz Rady Najwyższej, którzy oceniali zgodność z konstytucją wniesionej do ratyfikacji umowy. Eksperci podkreślili, że nie można jednoznacznie stwierdzić, czy umowa jest zgodna z konstytucją i przypomnieli, że w takiej sytuacji ustawa zasadnicza przewiduje możliwość zwrócenia się do Sądu Konstytucyjnego o wyrażenie stanowiska w tej sprawie. Problem jednak polega na tym, że zgodnie z art. 151 pkt. 1 konstytucji, prawo złożenia wniosku do Sądu Konstytucyjnego w tym przypadku mają prezydent i ukraiński rząd. Trudno więc oczekiwać, by obecne władze zdecydowałyby się na ten krok skoro są przekonane o zgodności z konstytucją podpisanego dokumentu. Tym bardziej, że przecież z Rosjanami ustalili nadzwyczaj ekspresowe tempo jego ratyfikacji…

 Przyjaźń czy interesy?

Podpisanie umowy w sprawie przedłużenia stacjonowania floty w Sewastopolu zupełnie inaczej odebrano w Rosji. W większości komentarzy prasowych porozumienia uznano za spory sukces Miedwiediewa w polityce zagranicznej. „Trudno było oczekiwać innej reakcji” – podkreśla w rozmowie z Portalem Spraw Zagranicznych prof. Hryhorij Perepelyca z Instytutu Stosunków Międzynarodowych w Kijowie. Dodaje on, że z punktu widzenia militarnego rosyjska flota nie ma wielkich zdolności bojowych, jednak zachowuje znaczenie strategiczne w basenie Morza Czarnego. „Nie należy również zapominać o wpływie na procesy społeczno-polityczne zachodzące na Ukrainie, a na Półwyspie Krymskim w szczególności. Posiadając bazę wojskową na terytorium Ukrainy Rosja zachowuje olbrzymie elementy wpływu na nasze państwo i w pewien sposób ogranicza ukraińską suwerenność” – dodaje Perepelyca. Warto odnotować, że przeciwko ratyfikacji dokumentu w Dumie Państwowej ostentacyjnie zaprotestowała Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji Władimira Żyrinowskiego, której deputowani nie wzięli udziału w głosowaniu. Podczas debaty nad dokumentem, Żyrynowski nie kwestionował samego porozumienia, jednak podkreślał, że zadeklarowana zniżka na gaz w wysokości 40 mld dolarów  jest zbyt dużym ustępstwem ze strony Rosji. Podkreślił on, że Ukraińcy nie zasługują na taki „prezent”, ponieważ władze tego państwa są nieprzewidywalne i w przyszłości mogą zerwać podpisaną w Charkowie umowę. Wypowiedź Żyrynowskiego wpisuje się w kontekst rosyjskiego dowcipu o różnicy korupcji w Rosji i na Ukrainie. W Rosji otrzymując łapówkę urzędnik dziękuje i mówi kiedy sprawa zostanie załatwiona. W ukraińskim przypadku urzędnik bierze pieniądze, dziękuje i stwierdza, że sprawy raczej nie da się załatwić.

Premier Ukrainy Mykoła Azarow ustaloną zniżkę na poziomie 4 mld dolarów rocznie ocenia w kategoriach zastrzyku finansowego w ramach inwestycji bezpośrednich, których pilnie potrzebuje ukraińska gospodarka. Rozpatrując podpisaną umowę z tego punktu widzenia zagwarantowane roczne inwestycje na tym poziomie byłyby niezwykle pomocne dla odradzającej się po kryzysie gospodarki Ukrainy. Należy jednak podkreślić, iż rzekome inwestycje nie będą napływającą „żywą gotówką”, a stanowić będą oszczędności od nominalnej ceny gazu, o których przeznaczeniu w dalszym ciągu zadecydują sami Ukraińcy. Przewodniczący  Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Rady Najwyższej Anatolij Hrycenko stwierdza również, że paradoksalnie Ukraina na zniżce gazowej nie zyska, a w długoterminowej perspektywie nawet straci. Deputowany podkreśla, że Rosja nie daje nic za darmo i rabat gazowy Ukraina będzie musiała spłacić z nadwyżką poprzez konkretne ustępstwa gospodarcze i polityczne. Z doniesień prasowych wynika, że Rosja zainteresowana jest przejęciem udziałów w mających strategiczne znaczenie przedsiębiorstwach branży atomowej, energetycznej, lotniczej, portowej i transportowej. Większość z tych firm wymaga inwestycji finansowych, jednak w przyszłości mogą gwarantować spore zyski, na które właśnie liczą Rosjanie. Rabat gazowy można traktować więc jako swego rodzaju polityczną gwarancję dla rosyjskich inwestycji w kluczowe sektory ukraińskiej gospodarki i faworyzowania inwestorów z tego państwa podczas procesu prywatyzacji. W tym kontekście poniesione przez Rosję „wydatki” gazowe, jeśli nie w całości, to w części zrekompensują się poprzez przyszłe dochody z przejętych ukraińskich przedsiębiorstw.


Mocarstwowa rywalizacja

Nie należy również zapominać o równie ważnej, jeśli nie ważniejszej kwestii sojuszu politycznego Rosji i Ukrainy. W komentarzu udzielonym Portalowi Spraw Zagranicznych Oleksandr Pałyj z Instytutu Polityki Zagranicznej Akademii Dyplomatycznej Ukrainy podkreśla, że prezydent Janukowycz stanowi gwarancję dla stabilności tego sojuszu. Pałyj dodaje, że sojusz ten charakteryzuje się ustępstwami Ukrainy na rzecz Rosji przede wszystkim w sprawach, które były osią konfliktu za prezydentury Juszczenki. „Chodzi tutaj przede wszystkim o interpretację wspólnej historii, (gloryfikowanie Ukraińskiej Powstańczej Armii, ocenę Wielkiego Głodu), przywracanie rosyjskiego języka do szerokiego funkcjonowania w życiu publicznym, kulturalnym i naukowym, a także realizowaną przez Ukrainę politykę zagraniczną” – dodaje Pałyj. W tym ostatnim przypadku mamy do czynienia z całkowitą zmianą priorytetów na międzynarodowej arenie. Ukraina oficjalnie zrezygnowała ze starań o uzyskanie członkostwa w NATO, co dla Rosji jest dużym sukcesem politycznym i jednocześnie ogromną ulgą. Obecne władze Ukrainy odchodzą również od sztandarowych projektów Juszczenki wymierzonych przeciwko Rosji, przede wszystkim jeśli chodzi o dywersyfikację dostaw surowców energetycznych czy też rozwoju i umocnienienia na przestrzeni postradzieckiej organizacji GUAM. Obecnie można stwierdzić, że te popierane przez poprzednią administrację amerykańską projekty poniosły porażkę. Zajęta „resetem” z Rosją i dalekowzroczną polityką świata bez broni atomowej administracja Obamy zdaje się nie dostrzegać, lub co gorsza lekceważyć obecnie zachodzące procesy. Wydaje się, że amerykańscy decydenci nie dostrzegają pewnego przesilenia politycznego, jakie ma miejsce w tym regionie. Po latach amerykańskiej inicjatywy na obszarze postradzieckim, ostatecznie to Rosja wygrywa tę rywalizację i znów zaczyna dominować w regionie. Pochodzące z połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku słowa Zbigniewa Brzezińskiego o tym, że Rosja z Ukrainą jest mocarstwem, a bez Ukrainy traci ten status, dzisiaj nic nie straciły ze swojej aktualności.

Bliski sojusz z Ukrainą umacnia mocarstwowy wizerunek Rosji i odbudowuje jej nadszarpniętą pozycję nie tylko w kontekście regionalnym, ale również w rywalizacji z najważniejszymi graczami współczesnego świata. Owe 40 miliardów dolarów zniżki gazowej w tym kontekście nie ma większego znaczenia – w światowej rywalizacji mocarstw tak strategiczne sojusze pomiędzy państwami są po prostu bezcenne.

Autor jest doktorantem w Instytucie Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego.