Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Stefan Bratkowski: Perspektywy Rosji - czy zawsze będzie tak, jak jest

Stefan Bratkowski: Perspektywy Rosji - czy zawsze będzie tak, jak jest

10 marzec 2009
A A A

 Sample Image

Rosja Kremla gotowa jest sprzedawać swój gaz i ropę za nienawiść. To nie felietonowy skrót. Odradzając mocarstwo kolonialne, zachwycony swą skutecznością Kreml w produkcie ubocznym swej polityki oddziela Rosję od Europy murem nienawiści.

Zabieram głos obok znawców dnia dzisiejszego Rosji, wydaje mi się bowiem, że warto zainteresować się jej dalszą przyszłością – przyszłością kraju z chorą dzisiaj polityką zagraniczną. Napisałem tu (Studio Opinii - przyp. red.) w swoim krótkim felietonie, że Rosja Kremla gotowa jest sprzedawać swój gaz i ropę za nienawiść. To nie felietonowy skrót. Odradzając mocarstwo kolonialne, zachwycony swą skutecznością Kreml w produkcie ubocznym swej polityki oddziela Rosję od Europy murem nienawiści. Źle to rokuje przyszłości Rosji kremlowskiej jako państwa. Wynika z jakiegoś niepokojącego politycznego surrealizmu: sąsiedzi Rosji kremlowskiej nie chcą zrywać z nią kontaktów, ale to najwidoczniej upoważnia Kreml do głębokiego ich lekceważenia. Kreml chyba nie zdaje sobie nawet sprawy ani z ich potencjału ludnościowego, ani potencjału gospodarczego. W swych kalkulacjach uwzględnia snadź jedynie przewagę  militarną i przewagę swoich surowców  paliwowych.

Mocarstwo? Nie ma dzisiaj stu czterdziestu paru milionów Rosjan. Nie ma już „liudiej mnogo”. Spis powszechny w roku 1959 wykazał 114.114 Rosjan.  Najprawdopodobniej już od lat 60. wieku XX  z roku na rok ich ubywało; przed pierwszym rokiem życia umierało od 25 do 20 % niemowląt. Alarm podnosił wtedy, w latach 60., znany demograf Borys Urłanis. Rosjanie wymierają. Znamy oficjalnie podawane ostatnio stopy degresji: 1990 – 2,2%, 1992 – 1,3%, 1993 – 5,1%, 1995 - 5,7%, 2000 – 6,6%, 2001 – 6,5%, 2003 – 6,1%, 2004 – 5,6%. Proszę policzyć: nawet jeśli demografowie te szacunkowe stopy degresji wyliczają przesadnie, Rosjan jest dzisiaj mniej niż 80 milionów. Przeciętny Rosjanin nie ma szans dożyć lat sześćdziesięciu; Rosjanka – niewielkie, by dożyć siedemdziesiątki. Wyniszczają naród rosyjski choroby, stare i nowe, dziś także AIDS, wyniszcza go i nieuleczalny społecznie alkoholizm. Co gorsza, Rosjan w konsekwencji rodzi się coraz mniej, śmiertelność niemowląt niewiele spadła. Nowe podboje zaś wymagają kadr do zajmowania podbitych krajów. Wtórny podbój Czeczenii, który kosztował życie ćwierci miliona Czeczenów, pochłonął kilkadziesiąt tysięcy rosyjskich ofiar – młodych ludzi w wieku zakładania rodzin. To władze Rosji same powinny bić na alarm, nie napawając się rozkoszami posiadania władzy, armii i uzbrojenia, dostatecznego dla zniszczenia paru cywilizacji. Najbliższe dwadzieścia lat zadecyduje o przetrwaniu wielkiego narodu. Statystyki wskazują, że za kilkadziesiąt lat Syberia będzie chińska. I nie jest żadną satysfakcją dla europejskich sąsiadów, że Rosjanie wymierają i że jedynymi wśród nich zadowolonymi będą ludzie aparatu władzy – z dwiema, trzema „daczami” i kontami w zagranicznych bankach.

Sąsiedzi, nowe wschodnie kraje Unii Europejskiej, wyzwolone spod dominacji radzieckiej, to łącznie ponad 100 milionów mieszkańców, a wszystkie one są wyżej od Rosji gospodarczo rozwinięte, z wyższymi dochodami na głowę mieszkańca. Kiedy się porozumieją ze sobą naprawdę, nie okrzykami braci Kaczyńskich, stworzą rynek, który wspomagany środkami Unii, nie będzie potrzebował rynku rosyjskiego dla swoich produktów, trudnych do sprzedania Zachodowi, w żadnej dziedzinie handlu. Jeśli dodamy do tego czterdzieści parę milionów Ukraińców, których Rosja Kremla zapewne też rychło wyuczy wrogości do siebie, otrzymamy potencjał znacznie większy od potencjału ludnościowego i rynkowego Rosji. Także – po pewnym czasie – militarnego. Przy gigantycznym potencjale zbrojeniowym Stanów Zjednoczonych jako sojusznika i ze wsparciem starszych państw Unii można sobie wyobrazić, tak, można sobie wyobrazić zbudowanie strażniczej ekspozytury Unii, równoważnej, a nowocześniejszej technicznie potęgi militarnej u granic Rosji. Rosja kremlowska wyzywa, ba, przyzywa takie jutro, które, jak powiadam, nie musi być kwestią bujnej imaginacji. Zamówienia wojenne dobrze by zrobiły gospodarce amerykańskiej i europejskiej. Pospieszna zaś wojna światowa – bez bomb jądrowych, których nikt nie użyje, jak nie użył od 63 lat – nie rokowałaby w chwili obecnej sukcesu Kremlowi. Rosja umarłaby wcześniej.

Ropa i gaz w dłuższym przedziale czasu także nie gwarantują przewagi. Ukraina ma pod swoją powierzchnią ogromne złoża gazu ziemnego, nie brakuje go i pod Niżem Polskim oraz Niemieckim. Czy będzie droższy w eksploatacji od gazu syberyjskiego? Nie, nawet szlaki przesyłu będą krótsze, rurociągi budowane szybciej i trwalsze. Tylko że prędko się te zapasy mogą wyczerpać i dlatego nasze kraje wolą brać gaz syberyjski. Co istotniejsze jednak, świat cywilizowany czeka rewolucja technologiczna, którą wymusza właśnie nacisk Rosji. Ta rewolucja uwolni świat zachodni od dzisiejszych zależności, nowa technologia jest kwestią paru najbliższych lat – po niewielkiej koncentracji środków i współpracy uczonych techników. Dadzą nam oni nową, tańszą technologię benzyny z węgla, która może być niewiele droższa od benzyny z ropy (jak pisałem na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku, miała być konkurencyjna przy cenie 30 dolarów za baryłkę ropy!) i odporniejsza za to na polityczne skoki cen. Nie mówiąc już o gazie węglowym. Największe złoża węgla mają Stany Zjednoczone; w Europie – Polska i Niemcy.

Warto więc przyswoić sobie trochę wiedzy z zakresu geografii złóż i nauk technicznych, by kontrolować swoją pychę; Rosja nie będzie w nieskończoność trzymać Europy za gardło dostawami swych surowców energetycznych, gaz palny (wedle bonmotu Jerzego Pomianowskiego) nie aż tak długo będzie zastępował broń palną. To Rosji (zgodnie z prognozami Jacka Pałasińskiego) będą za jakieś dwadzieścia lat dyktowały warunki handlu - Chiny, też z ogromnymi zasobami węgla, a wcześniej będzie dyktowała te warunki Europa, z innymi źródłami energii i nowymi, oszczędniejszymi energetycznie technologiami w informatyzowanym przemyśle (oszczędności w samym oświetleniu to parę procent). Te zmiany wymusi – Rosja. Zwolennicy postępu technicznego powinni jej podziękować; konieczność wymiany kilkudziesięciu milionów samochodów da nowy napęd gospodarce świata zachodniego.

Nadzieją Rosji są młodzi ludzie. Przebudzenie Rosji – do cywilizacji i zdrowia - to wedle mojej prognozy kwestia dziesięciu – piętnastu lat. Co przez to rozumiem? Przyszłość można czytać w dzisiejszych procesach społecznych. Mimo propagandy mocarstwowej połowa przerzedzonego wprawdzie, młodego pokolenia Rosjan będzie w ciągu kilkunastu lat mówiła po angielsku. Trzy czwarte tych młodych ludzi (albo i 90 %) będzie korzystało z internetu, operując swobodnie łacińską czcionką, i żadna cenzura, wbrew złudzeniom Kremla, nie zdoła rozwoju internetu ani kontaktów ze światem powstrzymać. Co najmniej jedna czwarta młodzieży będzie podróżowała poza Rosję, poznając świat i ucząc się innych ambicji niż ambicje Kremla. Dowie się przy okazji, że zachodnie mocarstwa kolonialne pozbyły się swych kolonii bez żadnych strat w swym dobrobycie, a przeciwnie, koncentrując się na własnym rozwoju, stworzyły nowy potencjał cywilizacyjny.

Pytaniem bez odpowiedzi pozostaje dla mnie w kwestii przyszłości Rosjan ich wyobraźnia. Miliony kilometrów kwadratowych ziem Rosji z jej fascynującą, przebogatą Północą nigdy nie zrodziły londonowskiego ducha przygody, z pionierskim wyzwaniem wobec dzielności ludzkiej. Odkrywcy, badacze i pionierzy Syberii nigdy nie zostali bohaterami rosyjskich mitów (polskich pionierów syberyjskich też nie ma w polskich mitach narodowych). Te swoje siedemnaście milionów kilometrów kwadratowych Kreml nadal ma za inspirację, za źródło obowiązku, wymagającego, by dołączać dalsze, choćby tylko nawet setki kilometrów kwadratowych, by ukraść choć mały powiat, jak ten po Osetyńcach. Świat zachodni oferuje w alternatywie wobec takiej wyobraźni zwykłą normalność cywilizacji, z wolnością inicjatywy, właściwą gospodarce rynkowej, z możliwościami samoorganizacji i samorządu, z godnością obywatelską, i sądzę, że ta alternatywa wystarczy jako wyzwanie wobec kolonializmu Kremla… Jeśli w ogóle, to młoda Rosja odkryje Północ jako doping moralny za lat może kilkadziesiąt. Już jako legendę, potrzebną na północ od chińskiego już Tobolska.

Nadzieją Rosji, moim zdaniem, będą jednak nie tylko młodzi, dorastający ludzie. Rosja dysponuje jeszcze innym potencjalnym, dziś niedocenianym kapitałem społecznym. To intelektualiści rosyjscy. Już nie filozofowie, pisarze i artyści rosyjskiego XIX wieku, zaczadzeni ideą Imperium lub misją narodu “bogonośców”. Ani usługowi mędrkowie minionego reżimu. To ludzie umysłów niezależnych, świadomi, co najważniejsze, że nikt poza nimi nie poczuwa się do realnej odpowiedzialności za Rosję. Miniony reżim nie zdołał Rosji, na szczęście, intelektualnie wyjałowić. Mamy w Rosji, moi najbliżsi koledzy i ja, niezwykłych przyjaciół, ludzi wspaniałych inteligencji, szerokich horyzontów i szerokich kontaktów ze światem, po prostu - mądrych, przez to nieważnych dla Kremla, ufającego tylko tym, którzy mu kadzą i służą. Świat zewnętrzny, choć publikuje przekłady rosyjskich książek z diagnozami stanu Rosji i polityki światowej, nie nauczył się jeszcze widzieć w rosyjskiej elicie umysłowej partnerów międzynarodowego życia publicznego. Otóż wyobrazić sobie można i to, że – jak w Polsce końca lat 70. ubiegłego stulecia Konwersatorium “Doświadczenie i Przyszłość” – wykrystalizuje się w Rosji krąg wybitnych umysłów znacznie większego znaczenia niż tamto nasze grono, że uformuje się swoista przeciwwaga dla władzy politycznej, krąg ludzi z autorytetami, liczącymi się dla myślących ludzi Rosji i dla świata. Czy przesądzą o przyszłości Rosji?

Nie wydaje mi się, by na dłuższą metę przesądzili o niej ludzie, którym ropa dziś chlupie w głowach jako paliwo zgubnej pychy. Na pewno nie ci, którzy dla chwilowego podboju i upokorzenia małej Gruzji jednoczą przeciw sobie owe 150 milionów bliższych i dalszych sąsiadów. Pogłębiają tym samym dawno już wywołaną przez Sowiety nieufność 900 milionów ludzi Zachodu Europy i Stanów Zjednoczonych, a w ślad za tym - miliarda innych ludzi zachodniej cywilizacji. Lizusostwo tych czy innych polityków zachodnich nie zmieni statusu Rosji Kremla, która, chcąc nie chcąc, godzi się na rolę państwa nienawidzonego. Nawet lizusi tym bardziej będą Kremla nienawidzić, im bardziej mu się podlizywali. Do czego to Kremlowi potrzebne, trudno zrozumieć.

Artykuł ukazał się pierwotnie w studioopinii . Przedruk za zgodą Autora i Redakcji.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.