Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Świat Afryka Burundi/ Krwawe walki wybuchły w stolicy

Burundi/ Krwawe walki wybuchły w stolicy

05 wrzesień 2007
A A A

Co najmniej 26 osób zginęło w walkach pomiędzy rebelianckimi frakcjami, które wybuchły we wtorek w stolicy Burundi Bużumburze. Takiej erupcji przemocy miasto nie widziało od czasu zakończenia wojny domowej w 2003 roku.

Jak donoszą świadkowie, w stolicy słychać eksplozje i wystrzały z broni maszynowej, a na ulicach leżą ciała zabitych. Setki mieszkańców Bużumbury w panice opuściło swe domy. To najostrzejsze walki w stolicy od czasu zakończenia wojny domowej w 2003 roku.

 Image

Największe starcia mają miejsce w Buterere - północnej dzielnicy miasta. Walczą tam ze sobą rywalizujące frakcje Sił Wyzwolenia Narodowego (FNL) - ostatniej aktywnej grupy rebeliantów z plemienia Hutu walczącej z legalnym rządem.

Do podziału w FNL doszło w lipcu tego roku. Rozłamowcy próbują obalić dotychczasowego lidera Frontu - Agathona Rwasę – którego oskarżają o sabotowanie procesu pokojowego i celowe opóźnianie wdrażania zawieszenia broni, które FNL zawarł z rządem we wrześniu zeszłego roku. Rozłamowcy chcą przyspieszenia procesu pokojowego i są już wyraźnie zmęczeni kilkunastoletnią walką i życiem w buszu.

Godeship Ntakirutimana – rzecznik frakcji rozłamowej, która została zaatakowana – oświadczył, że koszary, w których przebywali jej żołnierze zostały zaatakowane przez uzbrojonych osobników. Dodał, że 77 jego ludzi poddało się siłom rządowym i zostało rozbrojonych.

Minister obrony Burundi generał Germain Niyoyankana stwierdził, że rząd nie zareagował gdy w FNL doszło do podziału. Teraz przyznaje, że „nie potraktowaliśmy tej sprawy poważnie”. Generał zapewnił jednocześnie, że wojsko będzie ochraniać zaatakowanych rozłamowców dopóki nie opuszczą oni miasta.

Konflikt w Burundi wybuchł w 1993 r. po tym jak podczas wojskowego zamachu stanu spadochroniarze z plemienia Tutsi zamordowali pierwszego demokratycznie wybranego prezydenta Burundi - Melchiora Ndadaye z plemienia Hutu. Wówczas Hutu stanowiący 85 procent populacji podnieśli powstanie przeciwko rządzącej niepodzielnie w państwie mniejszości Tutsich. Blisko dziesięcioletnia wojna domowa przyniosła śmierć ok. 300 tys. ludzi. Walki ucichły dopiero w listopadzie 2003 r. gdy główne ugrupowania Hutu podpisały porozumienie pokojowe z rządem Tutsich.

 

Obecnie sytuacja w Burundi uległa znacznej poprawie. Pomiędzy plemionami Tutsi i Hutu panuje krucha równowaga i napięty, lecz generalnie przestrzegany stan pokoju. W lipcu 2005 r.. wybory parlamentarne w zwyciężyła koalicja „Sił Na Rzecz Obrony Demokracji” (FDD), skupiająca większość dawnych ugrupowań rebeliantów z plemienia Hutu. Jedynie FNL, którego członkowie uchodzą za najbardziej ekstremistyczne skrzydło Hutu, nie uznało postanowień porozumienia pokojowego i wciąż prowadzi walkę z rządem.

 

Na podstawie: BBC, „Mail&Guardian”, www.iol.co.za