Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Świat Afryka Rozbrajanie burundyjskich rebeliantów przebiega opornie

Rozbrajanie burundyjskich rebeliantów przebiega opornie

30 lipiec 2008
A A A
Tysiące rebeliantów Narodowych Sił Wyzwoleńczych (FNL) – ostatniego ugrupowania plemienia Hutu –zgodnie z warunkami zawartego niedawno rozejmu gromadzą się w specjalnych obozach. Rząd Burundi jest jednak zaniepokojony niewielką ilością zdawanej przez nich broni. W Rugazi w północo-zachodnim Burundi zebrało się już 2450 bojowników. Rzecznik FNL, Pasteur Habimana, zapewnia, że liczba ta wkrótce przekroczy 3 tysiące. W obozach przejściowych mają oni zdać broń żołnierzom sił pokojowych Unii Afrykańskiej i przygotować się do powrotu do normalnego życia.Image

Niepokój rządu wzbudza jednak fakt, że rebelianci zdali dotychczas zaledwie 40 sztuk broni i (jak twierdzą władze) nie zaprzestali rekrutowania nowych bojowników w swe szeregi. FNL wciąż nie przekazał także pełnej listy z danymi swych bojowników.

Rząd oskarżył rebeliantów o posiadanie „ukrytej strategii” i ostrzegł, że każdy członek FNL schwytany z bronią w ręku „będzie traktowany jak kryminalista”.

FNL oskarża z kolei rząd, że w obozach przejściowych kombatantom nie zapewniono wystarczającej ilości pożywienia, lekarstw i miejsc do spania. Świadkowie donoszą, ze zdesperowani ciężkimi warunkami rebelianci ograbiają miejscowych wieśniaków.

Konflikt w Burundi wybuchł w 1993 r., po tym jak podczas wojskowego zamachu stanu spadochroniarze z plemienia Tutsi zamordowali pierwszego demokratycznie wybranego prezydenta Burundi - Melchiora Ndadaye z plemienia Hutu. Wówczas Hutu stanowiący 85 procent populacji podnieśli powstanie przeciwko rządzącej niepodzielnie w państwie mniejszości Tutsich. Blisko dziesięcioletnia wojna domowa przyniosła śmierć ok. 300 tys. ludzi. Walki ucichły dopiero w listopadzie 2003 r. gdy główne ugrupowania Hutu podpisały porozumienie pokojowe z rządem Tutsich. W 2005 r. były dowódca sił rebelianckich Pierre Nkurunziza zwyciężył wybory prezydenckie.

Jedynie FNL, którego członkowie uchodzą za najbardziej ekstremistyczne skrzydło Hutu, nie uznało postanowień porozumienia pokojowego i wciąż prowadzi walkę z rządem. Od sierpnia 2004 roku FNL są uznawane za organizację terrorystyczną, po tym jak ich bojówkarze wymordowali w obozie dla uchodźców w Gatumba ponad 160 Tutsi z Demokratycznej Republiki Kongo.

Podpisane w maju br. zawieszenie ognia postrzegane było jako pierwszy krok na drodze do implementacji porozumienia pokojowego zawartego w 2006 r. Tym razem nadzieje są większe niż kiedykolwiek, gdyż 30 maja do Burundi powrócił przywódca FNL, Agaton Rwasa.

Na podstawie: irinnews.org