Wszystko wskazuje na to, że wybory były dopiero pierwszym aktem fińskiego dramatu. Jak w filmach Hitchcocka – najpierw było trzęsienie ziemi w postaci wyników głosowania, a potem napięcie zaczęło wzrastać. Z reguły zimna Finlandia zdaje się być rozgrzana do czerwoności, a gorąca polityczna temperatura od niej bijąca rozlewa się po całej Europie, aż do Portugalii.Pod koniec kampanii wiadomo już było, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem rozwoju wypadków będzie znaczna zmiana rozkład sił poszczególnych sił w fińskim parlamencie, Eduskuncie. Na łeb, na szyję...
Cały artykuł dostępny pod
Fiński krajobraz powyborczy