Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Europa Wschód Jurij Łużkow zarzuca Dmitrijowi Miedwiediewowi rozpętanie kampanii oszczerstw pod jego adresem

Jurij Łużkow zarzuca Dmitrijowi Miedwiediewowi rozpętanie kampanii oszczerstw pod jego adresem

29 wrzesień 2010
A A A
Jurij Łużkow zarzuca w liście Dmitrijowi Miedwiediewowi rozpętanie kampanii oszczerstw pod jego adresem. Rosyjski magazyn "Nowoje Wremja"opublikował list, który mer Moskwy Jurija Łużkow wysłał do prezydenta Dmitrija Miedwiediewa dzień przed swoją dymisją

Łużkow nie zostawia w nim suchej nitki na polityce rosyjskiego prezydenta. Sugeruje, że Miedwiediew chce mieć na stanowisku mera Moskwy swojego człowieka, a nie niezależną osobę, taką jak on. Łużkow wyraża też przekonanie, że ataki na niego i chęć wyznaczenia nowego mera Moskwy są przygotowaniem do kampanii prezydenckiej w 2012 roku. Wtedy konkurentem Miedwiediewa stanie się prawdopodobnie Putin, który po kadencji przerwy może znów ubiegać się o urząd prezydenta.

"Panie prezydencie, społeczeństwo nie zgodziło się z panem" - pisze Łużkow, odnosząc się do zarzutów Miedwiediewa wobec jego pracy. Według Kremla, list Łużkowa nie wpłynął na postanowienie prezydenta o dymisji mera Moskwy. Przedstawicielka władz na Kremlu Natalia Timakowa twierdzi, że Dmitrij Miedwiediew nawet nie przeczytał go przed wydaniem decyzji.