Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Europa Wschód Ukraina/ "Ukrgaz-Energo" = koniec kłopotów z gazem?

Ukraina/ "Ukrgaz-Energo" = koniec kłopotów z gazem?

05 luty 2006
A A A
Utworzenie przedsiębiorstwa „Ukrgaz-Energo” 2 lutego stanowiło teoretycznie ostatni akord w gazowej epopei rozgrywającej się na Ukrainie. Powstanie tej firmy, w której po 50 proc. udziałów mają państwowy „Naftohaz Ukrainy” oraz pośrednik w handlu gazem „Rosukrenergo”, było przewidziane przez ramowe porozumienie z 4 stycznia pomiędzy stroną rosyjską i ukraińską. Nowy podmiot ma się zajmować handlem surowcem na rynku ukraińskim. Tradycyjnie już jednak dla kryzysu gazowego, również inauguracji działalności „Ukrgaz-Energo” towarzyszyły kontrowersje.

„Moja kariera polityczna jest tu nieważna. Ważne jest to, że jutro będzie ciepło w waszych mieszkaniach” – stwierdził premier Jurij Jechanurow (wobec jego rządu Rada Najwyższa przegłosowała wcześniej wotum nieufności, oskarżając Jechanurowa o zawarcie niekorzystnych dla Ukrainy porozumień gazowych). Eduard Zaniuk, odpowiadający w ukraińskim „Naftohazie” za kontakty z mediami, na konferencji prasowej zaprezentował porozumienie jako potwierdzenie sukcesu osiągniętego przez Ukrainę w toczących się na przełomie roku negocjacjach z Rosją. „Cena gazu jest ustalona na pięć lat z góry i wynosi 95 dolarów za tysiąc metrów sześciennych” – oświadczył Zaniuk. W optymistycznym tonie wypowiadali się także przedstawiciele „Rosukrenergo”: Konstantin Czujczenko i Oleg Palczykow.

„Ukrgaz-Energo” podpisało równocześnie umowy na zakup 34 miliardów metrów sześciennych gazu od „Rosukrenergo” w 2006 roku oraz 60 miliardów metrów sześciennych corocznie w latach 2007-2010. Zaniuk zaprzeczył pojawiającym się plotkom, jakoby „Naftohaz” miał wnieść do nowej spółki aportem strategicznie ważne elementy infrastruktury energetycznej, takie jak podziemne zbiorniki gazu i gazociągi tranzytowe: te mają pozostać pod kontrolą ukraińską. Pełniącym obowiązki szefa zarządu ”Ukrgaz-Energo” został zastępca przewodniczącego zarządu „Naftohazu” Igor Woronin; w strukturach kierowniczych firmy znalazło się też miejsce dla reprezentującego „Gazprom” Aleksandra Riazanowa.

Zamieszanie i niepokój wprowadziły wypowiedzi przedstawicieli „Rosukrenergo” z końca stycznia. Konstantin Czujczenko stwierdził, że cena 95 dolarów dla Ukrainy została ustalona tylko na najbliższe pół roku, a następnie może podlegać renegocjacjom (zależeć miałaby od ceny, po jakiej „Gazprom” sprzedawałby gaz pośrednikowi). Z drugiej strony Oleg Palczykow oświadczył, że zmiany ceny mogą też być spowodowane przez ruchy cenowe w środkowoazjatyckich krajach eksportujących gaz. Jeśliby tak było istotnie, to Ukraina nie zrobiła najlepszego interesu: podpisując umowę z „Rosukrenergo” odcięła się od gazu turkmeńskiego wprowadzając na swój rynek monopolistycznego dostawcę, a także zagwarantowała stałość opłat tranzytowych dla „Gazpromu” na okres pięciu lat, niewiele otrzymują w zamian. 

Na razie jednak można powiedzieć tyle, że schemat dostaw gazu na Ukrainę prezentuje się następująco: „Ukrgaz-Energo” kupuje za 95 dolarów surowiec od „Rosukrenergo”. Ta ostatnia spółka pełni rolę kluczową: kupuje gaz od rosyjskiego „Gazpromu” (po 230 dolarów), oraz – po niższej cenie – od podmiotów środkowoazjatyckich (zwłaszcza z Turkmenii). „Mieszanie” gazu rosyjskiego z turkmeńskim umożliwia uzyskanie ceny 95 dolarów dla Ukrainy. Media ukraińskie mają jednak uzasadnione wątpliwości wobec tego niezbyt transparentnego układu: dlaczego „Gazprom” nie może handlować z „Naftohazem” bez pośrednika? I kto tak naprawdę kontroluje najważniejszy element gazowej układanki: firmę „Rosukrenergo”?

[na podst. korespondent.net, rferl.org, zerkalo-nedeli.com]


Dla ciekawych: „Rosukrenergo”: spółka-sfinks
(w części tej wykorzystano między innymi materiał zamieszczony w tygodniku „Zerkało Nedeli”: Юлия МОСТОВАЯ, О БУТОНАХ, ЦВЕТОЧКАХ И ЯГОДКАХ, nr 2 (582) / 2006).

„Rosukrenergo Aktiengesellschaft” jest spółką zarejestrowaną w szwajcarskim kantonie Zug. Firma powstała w 2004 roku. Jej założycielem był „Raiffeisen Investment” oraz dwie osoby prywatne: obywatele Austrii Wolfgang Putschek oraz Jorg Windbichler. „RI” stał się posiadaczem 998 akcji, a obaj Austriacy dysponowali po jednej akcji każdy. Następnie wymieniony tysiąc akcji został przekazany dwóm podmiotom, zarejestrowanym w Austrii (zapewne nieprzypadkowo pod tym samym adresem, co „RI”): holdingom „Centragas” i „Arosgas”. Każdy z nich otrzymał po pięćset akcji. Pierwszy jest uważany za reprezentanta interesów ukraińskich, drugi ma ponoć związki z Rosją.

Jednak kim dokładnie są ich akcjonariusze, kto dysponuje jaką ilością akcji i przede wszystkim: kto na tym wszystkim zarabia – nie wiadomo. Strukturę obu holdingów tworzą prawdopodobnie firmy off-shore’owe (zarejestrowane w rajach podatkowych) oraz być może udziałowcy prywatni. A to właśnie owi tajemniczy akcjonariusze są de facto tymi, którzy podejmują prawdziwe decyzje, a także czerpią faktyczne zyski z działalności „Rosukrenergo”.

Zagmatwana struktura własnościowa gazowego pośrednika ma na celu prawdopodobnie trzy zadania.
Po pierwsze, unikanie płacenia podatków. Prawo kantonu Zug przewiduje, że firma płaci tylko ustalony z miejscowymi władzami ryczałt, pozostajacy bez związku z obrotami czy osiąganym zyskiem. Jego wysokość jest naturalnie wielkością poufną. „Centragas” i „Arosgas” to podmioty zarejestrowane wprawdzie w Austrii, ale prowadzące swoją działalność poza jej granicami: stąd też nie podpadają one pod kompetencje austriackiego fiskusa. Wreszcie trzeci element układanki: firmy off-shore’owe z samej natury rzeczy mogą być traktowane jako „wydmuszki” ułatwiające obejście restrykcyjnych przepisów podatkowych.
Z powyższym łączy się druga strona działalności „Rosukrenergo”, czyli pozostające poza kontrolą, a przynajmniej niejawne przepływy finansowe (a chodzi o kwoty sięgające prawdopodobnie setek milionów dolarów). Czy mogą być one wykorzystywane do celów politycznych (np. na zakulisowe finansowanie kampanii wyborczych?) – tego nie wiadomo.
Gdzie są wielkie pieniądze, pojawia się również zazwyczaj polityka. Według niektórych hipotez, „Rosukrenergo” miałoby być albo miejscem stanowiącym zaplecze dawnego otoczenia Leonida Kuczmy (a obecnie być może Wiktora Juszczenki), albo służyć Rosjanom jako narzędzie do przejęcia kontroli nad systemem ukraińskich gazociągów tranzytowych, albo…(tu można wpisać jeszcze i inne teorie).

Firma prowadzi działalność, na której pieniądze traciły budżety i rosyjski, i ukraiński. „Rosukrenergo” płaciło przykładowo „Gazpromowi” za transport turkmeńskiego gazu do granicy z Ukrainą cenę ponoć zbliżoną do obowiązującej na wewnętrznym rynku rosyjskim (czyli raczej niską), a ze swojej strony Ukraina płaciła „Rosukrenergo” za tę usługę cenę wyższą – do kogo trafiały miliony dolarów uzyskane dzięki różnicy tych cen? Dodatkowo swoje zobowiązania wobec „Rosukrenergo” Ukraina opłacała odstępując spółce część sprowadzanego z Rosji gazu – a sam holding sprzedawał następnie uzyskany w ten sposób surowiec za Zachód „po cenach światowych”, a więc również zarabiając duże pieniądze.

Trzeba dodać, że schematowi działania „Rosukrenergo” nikt jak dotąd nie zarzucił wykraczania poza ramy prawa – tym niemniej jest to system prowokujący podejrzenia i uzasadnione, jak się wydaje, pytania.

W imieniu „Rosukrenergo” zobowiązania podpisują Konstantin Czujczenko (ponoć kojarzony z rosyjską FSB) i Oleg Palczykow (związany z firmą „JewrałTransGaz”). „Zerkału Nedeli” udało się ponadto ustalić, że w pewnym okresie w skład organów zarządczych holdingu („komitetów koordynacyjnych do spraw zarządzania firmą”) wchodzili podobno: w przypadku „Centragas” Jurij Bojko (który był szefem „Naftohazu”), Igor Woronin, Wolfgang Putschek oraz bliżej nieznany pan Shelter-Johns, a w przypadku „Arosgas” zastępcy prezesa „Gazpromu”: Komarow, Akimow, Riazanow oraz szef firmy zależnej od rosyjskiego giganta Aleksandr Miedwiediew.  

„Atak” na „Rosukrenergo” przypuszczony został za czasów premierostwa Julii Tymoszenko i związanego z nią szefa ukraińskich tajnych służb Aleksandra Turczynowa. Wszczęto wtedy (w czerwcu 2005 roku) śledztwo przeciw podejrzanym interesom kompanii, a Tymoszenko spotkała się z Dmitrijem Firtaszem, stanowiącym podobno „mózg” całego gazowego schematu. Po kilku miesiącach było już rzekomo blisko do postawienia zarzutów konkretnym osobom, ale wtedy śledztwo zamrożono – co w czasie zbiegło się mniej więcej z utratą urzędu przez Tymoszenko. Przeciw księżniczce pomarańczowej rewolucji wystąpić mieli związany z prezydentem Juszczenką jego wpływowy doradca Aleksandr Trietiakow oraz szef „Naftohazu” Alieksiej Iwczenko.

Na intencje Tymoszenko cień rzuca jednak fakt kojarzenia jej ze spółką „Itera”, firmą, która miałaby po prostu zająć miejsce wyeliminowanego za pomocą tajnych służb  „Rosukrenergo”. 

[na podst. zerkalo-nedeli.com]