Nom, zgrabny artykuł... Tylko czasami nierozumiem na jakiej podstawie autor wysuwa pewne wnioski, myślę że często dalekosiężne. Chociażby wzrost terroryzmu i przemocy tłumaczy się tylko i wyłącznie wzrostem Al-Kaidy. Ja bym to raczej interpretował odwrotnie. Podczas kryzysu (są też inne przyczyny, jak znużenie Amerykanami w Afganistanie i Iraku, co słusznie zauważa autor) wzrasta napięcie społeczne, zatem ludzie częściej obstają za przemocą, łącznie z wysadzaniem się w powietrze. A to oczywiście pożywka dla organizacji terrorystycznych.
Czasem nie rozumiem też, skąd autor np. wie czego chce Al-Kaida, bo nie znajduję żadnych argumentów tezy te popierające. A przypisywanie wrogowi celów to przecież częsty amerykański chwyt marketingowy, niewątpliwie wzbudzający strach w społeczeństwie. Jak widać, bardzo skuteczny

. Byłbym też ostrożny w przypisywaniu terrorystom islamskim prób centralizacji. Ich siła właśnie polega na tym, że nie ma jednego ośrodka decydującego, istnieje tylko idea, dlatego likwidacja jednej grupy niczego nie zmieni, bo zostanie idea, jeszcze bardziej pobudzona i rozjątrzona porażką.